Szanowni Państwo,

Medycyna Praktyczna wykorzystuje w swoich serwisach pliki cookies i inne pokrewne technologie. Używamy cookies w celu dostosowania naszych serwisów do Państwa potrzeb oraz do celów analitycznych i marketingowych. Korzystamy z cookies własnych oraz innych podmiotów – naszych partnerów biznesowych.

Ustawienia dotyczące cookies mogą Państwo zmienić samodzielnie, modyfikując ustawienia przeglądarki internetowej. Informacje dotyczące zmiany ustawień oraz szczegóły dotyczące wykorzystania wspomnianych technologii zawarte są w naszej Polityce Prywatności.

Korzystając z naszych serwisów bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie plików cookies i podobnych technologii, opisanych w Polityce Prywatności.

Państwa zgoda jest dobrowolna, jednak jej brak może wpłynąć na komfort korzystania z naszych serwisów. Udzieloną zgodę mogą Państwo wycofać w każdej chwili, co jednak pozostanie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania dokonanego wcześniej na podstawie tej zgody.

Klikając przycisk Potwierdzam, wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie wyżej wymienionych technologii oraz potwierdzacie, że ustawienia przeglądarki są zgodne z Państwa preferencjami.

Gdy strach przed porodem paraliżuje

Małgorzata Solecka
mp.pl/ginekologia

Co drugie cięcie cesarskie wykonywane jest planowo, z różnych wskazań medycznych. Na ich liście nie ma tokofobii, czyli lęku przed ciążą i porodem. Ale ginekolodzy nie kryją, że spora część zaświadczeń od okulistów, ortopedów, kardiologów – jest przez ciężarne po prostu „załatwiana”.

Za niechęcią wobec porodu drogą pochwową bardzo często stoi po prostu lęk – przed porodem naturalnym, komplikacjami, bólem, utratą atrakcyjności. Czasami ten lęk jest bardzo silny. Mimo to zaświadczeń o wskazaniach do zakończenia ciąży w drodze cięcia cesarskiego od psychiatrów jest stosunkowo niewiele.

Głos ginekologa, głos psychiatry

– W Polsce tokofobia nie jest wskazaniem do cięcia cesarskiego – podkreślał w wywiadzie dla „Medycyny Praktycznej” prof. Stanisław Radowicki, konsultant krajowy ds. ginekologii i położnictwa. Inaczej niż na przykład w Niemczech. Nie znaczy to jednak, że psychiatrzy nie mogą ciężarnej takiego zaświadczenia wydać.

Prof. Dominika Dudek z Katedry Psychiatrii Uniwersytetu Jagiellońskiego, w rozmowie z „Medycyną Praktyczną” stwierdza, że zdarzało jej się podpisywać zaświadczenia o wskazaniach do przeprowadzenia cięcia cesarskiego.

– Tokofobia jest jedną z fobii specyficznych. Nie jest to choroba, ale zaburzenie o podłożu nerwicowym. Jak każda fobia, może występować w różnym nasileniu, od odczuwania przez kobietę lekkiego niepokoju na myśl o ciąży czy porodzie, aż do ataku prawdziwej paniki – podkreśla prof. Dudek i dodaje, że w tej skrajnej sytuacji, gdy nie widać szansy, by ciężarna była w stanie współpracować przy porodzie naturalnym, cięcie cesarskie jest – w jej przekonaniu – lepszym rozwiązaniem.

– Każdy przypadek tokofobii jest inny. Kobieta o dojrzałej osobowości, która ma wspierającego partnera i jeszcze dodatkowo może liczyć np. na swoją matkę, nawet jeśli obawia się porodu, z reguły daje się przekonać, że nie czeka ją nic, czemu by nie podołała – mówi prof. Dudek. Z reguły jednak lęk przed porodem (i również ciążą) dotyka kobiet o niedojrzałej osobowości. Pomoc psychologiczna czy psychoterapia często są niewystarczające, by przełamać tę fobię.

Prof. Dominika Dudek ocenia jednak, że w Polsce niewiele kobiet zgłasza się do psychiatrów, deklarując lęk przed porodem i oczekując „skierowania na cesarkę”. Jej zdaniem nic nie wskazuje również na to, by pojawił się jakiś trend, by tokofobia stała się modna. Natomiast niewątpliwie można mówić o modzie na cięcie cesarskie wśród kobiet.

Równocześnie w ostatnich latach nastąpiło wyraźne usztywnienie stanowiska położników-ginekologów wobec cięć cesarskich, które obecnie uznawane są za mniej bezpieczny dla matki i dziecka sposób zakończenia ciąży. Prof. Stanisław Radowicki mówi jednoznacznie: – Cięcie cesarskie jest procedurą chirurgiczną, która ma ratować zdrowie lub życie matki i jej dziecka. Coraz więcej jest też doniesień naukowych wskazujących, że wykonanie cięcia cesarskiego wpływa negatywnie na prawidłowy rozwój somatyczny i umysłowy dziecka, jak również może być przyczyną większej zapadalności na określone choroby w wieku dojrzałym.

Naturalny lęk to jeszcze nie fobia

O to, czym jest tokofobia i jak nie pomylić jej z naturalnym lękiem przed porodem, który towarzyszy znakomitej większości przyszłych matek, pytam psychoterapeutkę Justynę Dąbrowską, od lat zajmującą się problematyką porodów, z Laboratorium Psychoedukacji, ekspertkę Fundacji Rodzić po Ludzku.

– Lęk przed porodem jest zjawiskiem naturalnym, powszechnym i zrozumiałym. Poród, niezależnie od tego, który z kolei, jest dla kobiety zawsze sytuacją nieznaną. Oczywiście, największy lęk mogą odczuwać kobiety, które mają rodzić po raz pierwszy, ale nie jest to przypadłość wyłącznie pierworódek – mówi Justyna Dąbrowska.

Kobiety zawsze bały się porodu, lęk ten pojawia się u zdecydowanej większości ciężarnych, zwykle w III trymestrze. – Lęk, obawa, pełnią funkcję adaptacyjną, o ile nie paraliżują. Kobieta boi się porodu, więc chce się do niego przygotować, jej organizm się mobilizuje. Fobia działa odwrotnie. Jeśli nie jest leczona, kobieta nie jest w stanie nic zrobić dla siebie i dziecka – tłumaczy Dąbrowska.

Według danych Fundacji Rodzić po Ludzku różnego rodzaju słabo nasilone obawy przed porodem odczuwa około 80% ciężarnych, 20% przeżywa intensywny lęk, przy czym nawet połowa z owych 20% może się zmagać z tokofobią – lękiem patologicznym o bardzo dużym nasileniu.

I ten strach przed porodem – mimo osiągnięć medycyny i coraz lepszej opieki okołoporodowej – rośnie.

Z czego wynika lęk przed porodem?

Po pierwsze, kultura masowa – programy telewizyjne, filmy – ukazują poród jako wydarzenie często dramatyczne, nagłe, do którego kobieta nie jest przygotowana. – Ciężarna chwyta się za brzuch, zgina, głośno krzyczy, wszyscy dookoła też krzyczą, jadą do szpitala łamiąc po drodze wszystkie przepisy drogowe, wjeżdżają na porodówkę „w ostatniej chwili” i w takich warunkach kobieta rodzi – Justyna Dąbrowska nie ma wątpliwości, że przeciętna kobieta właśnie tak wyobraża sobie poród naturalny. Mało kogo interesuje, że od pierwszych skurczów czy odpłynięcia płynu owodniowego do fazy rozwarcia, w której kobieta może odczuwać silny ból, mija czasami wiele godzin.

Po drugie, media karmią wyobraźnię przyszłych matek historiami o tragicznie zakończonych porodach naturalnych. – Informacja, że zmarło dziecko lub matka jest newsem, z którego żyją dziennikarze i wydawcy. To, że w tym samym dniu urodziło się kilkaset zdrowych dzieci, których matki czują się doskonale, nikogo nie interesuje. W mediach nie ma w ogóle pozytywnych przekazów dotyczących porodu – mówi ekspertka. Na dodatek, znane aktorki, piosenkarki, celebrytki opowiadają o tym, jak urodziły „na życzenie” – i było to „lekkie, łatwe i przyjemne”. Tworzą w ten sposób pewien aspiracyjny standard. Skoro znane kobiety tak rodzą, ja też chcę – myśli sobie kobieta, nie do końca wiedząc, jakie mogą być konsekwencje takiego zabiegu.

Pojedyncze przypadki nieudanych, zakończonych tragicznie porodów zdarzały się zawsze, ale w ostatnim czasie miały miejsce wyjątkowo nagłośnione sprawy: w Opolu poród córek Bartłomieja Bonka, w wyniku którego jedna z bliźniaczek urodziła się z ciężkim niedotlenieniem i po kilku miesiącach zmarła, czy też śmierć bliźniąt w szpitalu we Włocławku jeszcze w łonie matki. Po tych zdarzeniach minister zdrowia zarządził kontrolę na wszystkich oddziałach ginekologiczno-położniczych w kraju. Opinia publiczna, zaalarmowana tym nadzwyczajnym krokiem, nadal czeka na wnioski. Z informacji, jakie udało się nam uzyskać w Ministerstwie Zdrowia wynika, że nie należy się ich spodziewać szybko, a wyniki kontroli (badane są przypadki dzieci urodzonych z mniej niż 4 punktami Apgar oraz przypadki zgonów okołoporodowych) ciągle są opracowywane.

Justyna Dąbrowska zwraca uwagę, że na powszechność lęku przed porodem może także mieć wpływ postępująca medykalizacja okresu ciąży i porodu. – Z różnych statystyk wynika, że ciąże połowy ciężarnych są prowadzone w prywatnym gabinecie ginekologicznym. Pozostałe, w lwiej części, a może praktycznie wszystkie, korzystają z usług ginekologów pracujących w ramach kontraktu z NFZ – twierdzi. – W Zachodniej Europie fizjologicznymi ciążami i porodami zajmują się położne. W Polsce położnym na pewno nie brakuje kompetencji, ale pozostało przekonanie z poprzedniej epoki, że tylko lekarz gwarantuje w szpitalu bezpieczeństwo matki i dziecka – mówi. Lekarze są szkoleni do pomagania pacjentom w sytuacjach tego wymagających, a przecież ani ciąża, ani poród nie są chorobą. Tam gdzie wkracza medycyna, prawdopodobieństwo pojawienia się reakcji lękowej jest większe.

Odróżnić fobię od lęku

Jednak nie każdy lęk przed porodem, nawet silny, musi oznaczać tokofobię.

Tokofobia – patologiczny lęk przed ciążą lub porodem – choć zaliczana jest do fobii, ciągle nie doczekała się jasnych kryteriów diagnostycznych i nie jest uznawana za chorobę. Może mieć charakter pierwotny i pojawić się już w wieku nastoletnim. Kobiety z tym typem tokofobii mogą całkowicie rezygnować z macierzyństwa, stosować różne metody antykoncepcji jednocześnie, zwłaszcza, jeśli lęk dotyczy samej ciąży, a nie tylko porodu. Zwykle kobiety cierpiące na tokofobię pierwotną, jeśli zajdą w ciążę, próbują zagwarantować sobie rozwiązanie cięciem cesarskim.

Istnieje również tokofobia wtórna, którą rozpoznaje się (najczęściej) jako skutek traumatycznego porodu, po poronieniu, narodzinach martwego dziecka. Niekiedy jednak tokofobia wtórna jest wywołana normalnym porodem, któremu nie towarzyszyły żadne powikłania.

Kto jest bardziej narażony na taki patologiczny lęk przed porodem?
– kobiety o niskim statusie materialnym,
– bardzo młode matki,
– kobiety, które usłyszały w przekazie rodzinnym (np. od matki), że poród jest doświadczeniem traumatycznym,
– kobiety, które doświadczały przemocy fizycznej lub seksualnej, również w dzieciństwie.

Lęk przed porodem, jaki odczuwa zdecydowana większość ciężarnych, ogranicza się do niepokoju o to, jak będzie wyglądał poród, czy obędzie się bez komplikacji, dziecko urodzi się zdrowe, a ból będzie „do wytrzymania”. Ciężarne radzą sobie ze swoim lękiem rozmawiając z koleżankami, matkami, położnymi w szkole rodzenia, czasami sięgając po pomoc profesjonalnej douli.

W przypadku tokofobii nasilone objawy lękowe – koszmary senne, bezsenność, nawracający niepokój – są w stanie zakłócić nie tylko pracę zawodową, ale nawet codzienne życie ciężarnej.

Justyna Dąbrowska zwraca uwagę, że czasami lęk przed porodem może być objawem depresji. – Istnienie depresji przedporodowej nie jest mitem. Jeśli kobieta odczuwa wyłącznie niemoc i brak wiary w to, że jest w stanie sama urodzić własne dziecko, warto by spotkała się z psychoterapeutą lub psychiatrą i porozmawiała o swoim samopoczuciu – stwierdza Dąbrowska.

Jak w przypadku wszystkich innych chorób czy dysfunkcji, i tu lepiej zapobiegać, niż leczyć. Rzetelna edukacja przedporodowa, która obejmuje nie tylko dostarczenie wiedzy na temat przygotowania się do porodu i technik oddychania, ale również sferę radzenia sobie z emocjami, techniki panowania nad bólem czy metody relaksacji, to fundament profilaktyki. Niezwykle istotna jest pewność kobiety, że zarówno podczas przygotowań do porodu, jak i podczas samego porodu, będzie mogła liczyć na wsparcie personelu medycznego.

Wyleczyć strach

Tokofobia, choć nie jest jednostką chorobową, wymaga odpowiedniego postępowania i leczenia. – Kobieta, która komunikuje lekarzowi, że boi się porodu, nie powinna być zbywana, ani też otrzymywać od razu oferty cięcia cesarskiego – podkreśla Justyna Dąbrowska. Rozwiązaniem może być psychoterapia, uzupełniona konsultacją psychiatryczną. Jeśli fobia zostanie zdiagnozowana (przez psychiatrę), prowadzeniem ciężarnej powinien zająć się zespół złożony z psychiatry, psychologa, położnika prowadzącego ciążę i położnej.

Wyniki badań, cytowane na stronach Fundacji Rodzić po Ludzku wskazują, że nawet połowa kobiet, u których wystąpił patologiczny lęk przed porodem, po otrzymaniu wsparcia psychologicznego decyduje się na poród naturalny. Co trzecia jednak podtrzymuje decyzję o porodzie przez cięcie cesarskie.

Ekspertka Fundacji Rodzić po Ludzku zwraca uwagę na jeszcze jeden aspekt planowych cięć cesarskich, wykonywanych z obawy przed porodem naturalnym. – Niemal wszystkie planowe „cesarki” w polskich warunkach wykonywane są zanim rozpocznie się akcja porodowa. Zarówno dla matki, jak i dla dziecka jest to najgorsze ze wszystkich rozwiązań. Jeśli nie ma innych wskazań, cięcie cesarskie i w takich przypadkach powinno być wykonywane wtedy, gdy pojawią się skurcze. Kilkadziesiąt minut akcji skurczowej macicy, co jest potwierdzone badaniami, to potężny zastrzyk hormonów, dzięki którym pierwsze doby po porodzie są i dla kobiety, i dla noworodka łatwiejsze.

Czekanie z cięciem cesarskim do wystąpienia czynności skurczowej oznaczałoby także, że dziecko urodzi się w momencie, w którym jest gotowe do opuszczenia macicy. Nie zawsze matka czy lekarz mogą precyzyjnie określić wiek dziecka, i praktyka położnicza wskazuje, że czasem dzieci teoretycznie urodzone w terminie wykazują cechy wcześniactwa.

Wyrzut hormonów, towarzyszących skurczom macicy pomaga w laktacji – być może dlatego w tej chwili duża część kobiet, które urodziły przez cięcie cesarskie wykonane „na zimno”, ma problem z naturalnym karmieniem.

– Konieczna jest szeroko zakrojona, merytoryczna i pozbawiona gwałtownych emocji dyskusja na temat porodów w Polsce. Kobiety mają prawo do tego, by rodzić dzieci w najbezpieczniejszy dla siebie sposób, by doświadczenie porodu mogło stać się swoistą „trampoliną” pomagającą wskoczyć w macierzyństwo, niełatwą przecież a tak ważną rolę – podkreśla Justyna Dąbrowska.

19.01.2015
Zobacz także

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.

Na co choruje system ochrony zdrowia

  • Pięć minut dla pacjenta
    Lekarze rodzinni mają na zbadanie jednego pacjenta średnio po kilka minut. Taka sytuacja rodzi frustracje po obu stronach – wśród chorych, bo chcieliby więcej uwagi, oraz wśród lekarzy, bo nie mogą jej pacjentom poświęcić.
  • Dlaczego pacjenci muszą czekać w kolejkach?
    Narodowy Fundusz Zdrowia wydaje rocznie na leczenie pacjentów ponad 60 mld zł. Ale ani te pieniądze, ani rozwiązania wprowadzane przez Ministerstwo Zdrowia – tzw. pakiet onkologiczny i pakiet kolejkowy – nie zmienią sytuacji. Dlaczego?