Szanowni Państwo,

Medycyna Praktyczna wykorzystuje w swoich serwisach pliki cookies i inne pokrewne technologie. Używamy cookies w celu dostosowania naszych serwisów do Państwa potrzeb oraz do celów analitycznych i marketingowych. Korzystamy z cookies własnych oraz innych podmiotów – naszych partnerów biznesowych.

Ustawienia dotyczące cookies mogą Państwo zmienić samodzielnie, modyfikując ustawienia przeglądarki internetowej. Informacje dotyczące zmiany ustawień oraz szczegóły dotyczące wykorzystania wspomnianych technologii zawarte są w naszej Polityce Prywatności.

Korzystając z naszych serwisów bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie plików cookies i podobnych technologii, opisanych w Polityce Prywatności.

Państwa zgoda jest dobrowolna, jednak jej brak może wpłynąć na komfort korzystania z naszych serwisów. Udzieloną zgodę mogą Państwo wycofać w każdej chwili, co jednak pozostanie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania dokonanego wcześniej na podstawie tej zgody.

Klikając przycisk Potwierdzam, wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie wyżej wymienionych technologii oraz potwierdzacie, że ustawienia przeglądarki są zgodne z Państwa preferencjami.

"Poród w Polsce jest zbyt zmedykalizowany"

Zbyt częste badania wewnętrzne, kroplówka zamiast wody i przyspieszanie porodu – m.in. te procedury, zdaniem Fundacji „Rodzić po Ludzku”, sprawiają, że poród w polskich szpitalach jest zbyt zmedykalizowany. Wysoki jest też odsetek cięć cesarskich – 43%.


Fot. iStock

W środę Fundacja przedstawiła raport z monitoringu oddziałów położniczych. Wynika z niego, że porodom fizjologicznym w Polsce towarzyszy nadmierna ilość procedur medycznych. Eksperci fundacji twierdzą, że na większości sal porodowych i oddziałów neonatologicznych wciąż obecne są „szkodliwe rutyny i przestarzałe procedury”. Kobietom zgłaszającym się do izby przyjęć niemal standardowo zakłada się wenflon, zbyt często – ich zdaniem – wykonywanie są też badania wewnętrzne i KTG.

Wśród niepotrzebnych procedur wskazywano także na indukcję lub przyspieszanie porodu. W badanych szpitalach w 2015 r. porodów indukowanych było 19%, tymczasem Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) szacuje, że odsetek takich porodów nie powinien przekraczać 10%.

Raport wykazał, że niektórym rodzącym podaje się kroplówkę nawadniającą zamiast szklanki wody, kobiety są też zmuszane do rodzenia na plecach. W Polsce wysoki jest także odsetek porodów z nacięciem krocza – wykonuje się je w połowie przypadków.

Zdarza się także, że po porodzie przerywany jest pierwszy kontakt między matką a noworodkiem („skóra do skóry”), który zgodnie ze standardami opieki okołoporodowej powinien trwać dwie godziny. Niekiedy także, zamiast zachęcania matek do karmienia piersią, pracownicy medyczni decydują o podaniu dzieciom glukozy.

Zdaniem fundacji, „katastrofalny” jest też odsetek porodów zakończonych przez cięcie cesarskie – aż 43%. Jest to jeden z najwyższych wskaźników w Europie.

W środę podczas konferencji zorganizowanej w siedzibie Fundacji eksperci zawracali uwagę na zagrożenia wynikające z nieuzasadnionego cięcia cesarskiego, mogące mieć wpływ zarówno na zdrowie kobiety, jak i dziecka.

– Cięcie cesarskie jest poważną operacją brzuszną (...), to duży zabieg, duże ryzyko uszkodzenia narządów wewnętrznych, krwotoku – podkreślił prof. Mirosław Wielgoś, prezes PTG, konsultant krajowy w dziedzinie perinatologii. Zaznaczył, że to mit, jakoby cięcie cesarskie było dobrym rozwiązaniem dla dziecka. Wskazał, że zwiększa ono m.in. ryzyko powikłań w układzie oddechowym.

Eksperci oceniają, że powodem wysokiej liczby cięć cesarskich są zarówno decyzje lekarzy, jak i oczekiwania kobiet. „Zmedykalizowane porody, czyli takie, w których zastosowano procedury zaburzające ich prawidłowy przebieg, nierzadko kończą się cięciem cesarskim, często z powodu nagłego pogorszenia stanu dziecka w końcówce porodu” – wskazuje fundacja.

Zdaniem FRpL powodem dużej liczby cięć cesarskich jest także strach kobiet przed bólem porodowym. Potwierdzają to dane zawarte w raporcie – w województwach, gdzie jest najmniejszy dostęp do znieczulenia zewnątrzoponowego, odsetek cięć cesarskich jest największy.

Znieczulenie zewnątrzoponowe jest dostępne w 88% szpitali w woj. małopolskim, 85% w śląskim, a tylko w 38% w wielkopolskim oraz lubuskim. Najmniej dostępne jest w woj. podkarpackim (36%), które jednocześnie ma najwyższy w Polsce odsetek cięć cesarskich (50%). Wysoki odsetek operacji jest przeprowadzanych także w woj. zachodniopomorskim (49%), w którym jedynie 43% szpitali podaje znieczulenie dolędźwiowe.

Z danych statystycznych podanych przez placówki w 2015 r. wynika, że tylko w 51% porodów wykorzystano wziewne metody łagodzenia bólu, w 40% znieczulenie dolędźwiowe, a w 13% petydynę.

– Połowa szpitali deklaruje, że znieczulenie zewnątrzoponowe jest dostępne, ale warto zwrócić uwagę, że ta dostępność jest zróżnicowana w zależności od stopnia referencyjności szpitala. Jest ono dostępne tylko w co trzecim szpitalu I stopnia referencyjności, i w 83% szpitali III stopnia referencyjności – powiedziała jedna z autorek raportu dr n. społ. Antonina Doroszewska.

Analiza wykazała także, że odsetek cięć cesarskich jest wyższy w placówkach, w których kobiety rodzą na traktach porodowych lub w salach wieloosobowych niż w szpitalach, w których są tylko sale jednoosobowe.

W Polsce od wielu lat ponad 99% dzieci przychodzi na świat w szpitalach. W 2015 r. porodów w szpitalach było 370 tys. (ogółem wszystkich porodów 370,7 tys.), poza szpitalem urodziło się 680 noworodków, w tym porodów w domu było 136.

30.03.2017
Zobacz także

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.

Na co choruje system ochrony zdrowia

  • Pięć minut dla pacjenta
    Lekarze rodzinni mają na zbadanie jednego pacjenta średnio po kilka minut. Taka sytuacja rodzi frustracje po obu stronach – wśród chorych, bo chcieliby więcej uwagi, oraz wśród lekarzy, bo nie mogą jej pacjentom poświęcić.
  • Dlaczego pacjenci muszą czekać w kolejkach?
    Narodowy Fundusz Zdrowia wydaje rocznie na leczenie pacjentów ponad 60 mld zł. Ale ani te pieniądze, ani rozwiązania wprowadzane przez Ministerstwo Zdrowia – tzw. pakiet onkologiczny i pakiet kolejkowy – nie zmienią sytuacji. Dlaczego?