Potrzebny jest nowy model opieki nad chorymi na glejaki – przekonywali w środę w Warszawie eksperci. Zaznaczyli, że nadzieją na skuteczne leczenie niektórych postaci tego nowotworu jest lek nowej generacji, niedawno zatwierdzony przez Europejską Agencję Leków.
Prof. Sergiusz Nawrocki. Fot. MP
- Worasydenib stosowany jest w leczeniu glejaka rozlanego II stopnia, z mutacją genów IDH1/2
- Obecnie leczenie jest przeznaczone dla chorych na glejaka G2, niewymagających uzupełniającej radioterapii z chemioterapią po zabiegu neurochirurgicznym
- Zastosowanie leku daje nadzieję na istotne wydłużenie czasu do progresji choroby
Spotkanie zorganizowano z okazji publikacji raportu „Rozwiązania systemowe w zakresie dostępu do nowoczesnych terapii w leczeniu glejaka – przegląd międzynarodowy”. Jak podkreśliła główna autorka raportu dr n. ekon. Małgorzata Gałązka-Sobotka z Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego, rozwiązania organizacyjne w opiece medycznej są równie ważne jak nowe terapie. – Organizacja procesu leczenia jest niezbędna, żeby uzyskać optymalne efekty leczenia. To równie ważny element terapeutyczny – tłumaczyła ekspertka.
Również autorzy raportu podkreślają, że nowe metody pozwalają coraz lepiej dopasowywać terapię do przebiegu choroby i potrzeb pacjenta, jednak aby w pełni wykorzystać ten potencjał, potrzebne są także odpowiednio zaprojektowane rozwiązania systemowe w ochronie zdrowia.
Nowy lek o nazwie worasydenib stosowany jest w leczeniu glejaka rozlanego II stopnia, z mutacją genów IDH1/2 (dehydrogenazy izocytrynianowej). Terapia ta jest ukierunkowana molekularnie i opóźnia postęp choroby. Jej działanie polega na blokowaniu enzymów IDH1/2, co hamuje powstawanie szkodliwej substancji 2-HG (2-hydroksyglutaran) pobudzającej wzrost guza.
Jak tłumaczyli eksperci, mutacja IDH1/2 to tzw. mutacja kierująca o kluczowym znaczeniu w rozwoju glejaków, a tym samym w diagnostyce i prognostyce tego nowotworu. Zachodzi ona we wczesnym etapie onkogenezy i sprzyja powstawaniu kolejnych mutacji, napędzających przemianę złośliwą komórek nowotworowych. Odpowiednio wczesne jej zahamowanie może zatem zmienić rokowania chorych na glejaki.
– Na razie leczenie jest przeznaczone dla chorych na glejaka G2 (drugiego stopnia złośliwości – przyp. PAP), niewymagających uzupełniającej radioterapii z chemioterapią po zabiegu neurochirurgicznym. Zastosowanie leku daje nadzieję na istotne wydłużenie czasu do progresji choroby, która będzie wymagać dalszego leczenia: powtórnego zabiegu, leczenia napromienianiem lub chemioterapii – powiedział podczas spotkania prof. Sergiusz Nawrocki, kierownik Katedry Onkologii i Kliniki Radioterapii Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie.
W ocenie specjalisty, dzięki nowej terapii molekularnej, ponowne leczenie może być konieczne nie po 5 latach – jak dotychczas – lecz na przykład dopiero po 10 latach. – To istotne odsunięcie kolejnej interwencji, która może powodować działania niepożądane – zaznaczył onkolog. Nowy lek ma też tę zaletę, że nie powoduje poważniejszych działań niepożądanych.
– Z punktu widzenia pacjenta korzyść stanowi zachowanie jakości życia i funkcji poznawczych przez wiele lat dzięki oddaleniu progresji choroby, co pokazują wyniki badania INDIGO – powiedział prof. Maciej Mrugała, neuroonkolog z Mayo Clinic, który z nowej opcji terapeutycznej korzysta w Stanach Zjednoczonych już od połowy 2024 r.
Zdaniem specjalisty nowa terapia ukierunkowana molekularnie to przełom w neuroonkologii, a szerzej – w onkologii i leczeniu glejaków. – Mamy zatem nadzieję, że ten lek zapoczątkuje nową erę w leczeniu tej choroby i pozwoli nam na przekształcenie glejaka w chorobę przewlekłą, którą da się leczyć sukcesywnie i z uwzględnieniem jakości życia pacjenta – dodał.
Konieczne są jednak rozwiązania organizacyjne pozwalające w pełni wykorzystać potencjał nowej terapii. – Analiza doświadczeń międzynarodowych zebranych m.in. w Szwajcarii, Francji i Stanach Zjednoczonych, pokazuje, że najlepsze rezultaty osiąga się tam, gdzie leczenie koncentruje się w centrach o dużym doświadczeniu, działających według precyzyjnie określonych procedur i standardów współpracy – przekonywała dr Małgorzata Gałązka-Sobotka.