Szanowni Państwo,

Medycyna Praktyczna wykorzystuje w swoich serwisach pliki cookies i inne pokrewne technologie. Używamy cookies w celu dostosowania naszych serwisów do Państwa potrzeb oraz do celów analitycznych i marketingowych. Korzystamy z cookies własnych oraz innych podmiotów – naszych partnerów biznesowych.

Ustawienia dotyczące cookies mogą Państwo zmienić samodzielnie, modyfikując ustawienia przeglądarki internetowej. Informacje dotyczące zmiany ustawień oraz szczegóły dotyczące wykorzystania wspomnianych technologii zawarte są w naszej Polityce Prywatności.

Korzystając z naszych serwisów bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie plików cookies i podobnych technologii, opisanych w Polityce Prywatności.

Państwa zgoda jest dobrowolna, jednak jej brak może wpłynąć na komfort korzystania z naszych serwisów. Udzieloną zgodę mogą Państwo wycofać w każdej chwili, co jednak pozostanie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania dokonanego wcześniej na podstawie tej zgody.

Klikając przycisk Potwierdzam, wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie wyżej wymienionych technologii oraz potwierdzacie, że ustawienia przeglądarki są zgodne z Państwa preferencjami.

"Rocznie mamy już po kilkudziesięciu pacjentów zatrutych przypadkowo"

Elżbieta Bielecka

Co roku przyjmujemy kilkadziesiąt dzieci, które przypadkiem zatruły się lekami czy substancjami chemicznymi – powiedział dr hab. Andrzej Brodkiewicz ze szczecińskiego szpitala "Zdroje". Pozostawianie niebezpiecznych substancji w zasięgu dzieci to skrajna nieodpowiedzialność – zaznaczył pediatra.


Fot. iStock.com

"Problem ten występuje od wielu lat. Rocznie mamy już po kilkudziesięciu pacjentów zatrutych przypadkowo. W 2018 r. pacjentów zatrutych w ten sposób było nieco więcej niż w ubiegłych latach, choć nie chciałbym mówić o jakiejś tendencji" – powiedział kierownik Kliniki Pediatrii, Nefrologii Dziecięcej, Dializoterapii i Leczenia Ostrych Zatruć szczecińskiego szpitala "Zdroje" dr hab. Andrzej Brodkiewicz. Dodał, że to dorośli pozostawiają leki i niebezpieczne substancje w miejscach, do których dzieci mają dostęp, i jest to – jak zaznaczył – zjawiskiem powszechnym.

"Ludzie nie zdają sobie sprawy, jakie mogą być konsekwencje tego, że małe dziecko weźmie jedną czy dwie tabletki leku. Co dla dorosłego jest dawką terapeutyczną, dla dziecka jest ewidentnym przedawkowaniem" – podkreślił pediatra. Pozostawianie leków w zasięgu dzieci nazwał "skrajną nieodpowiedzialnością i głupotą".

Brodkiewicz poinformował, że do szczecińskiej kliniki ostrych zatruć przyjmowani byli mali pacjenci, którzy zmarliby, gdyby nie szybka reakcja rodziców i lekarzy na połknięcie przez nich leków czy innych szkodliwych substancji.

"Mieliśmy przeróżne sytuacje, np. zażycie przez trzylatka pojedynczej tabletki viagry. W tym przypadku nie wyrządziła wielkiej szkody, chciałbym jednak zaznaczyć, że jest to lek nasercowy o pewnych określonych działaniach. Gdyby tych tabletek było kilka, u dziecka pojawiłyby się problemy" – powiedział pediatra.

Wśród leków, po których zażyciu konieczna była pomoc małym pacjentom, pediatra wymienił tabletki antykoncepcyjne, leki na niedoczynność tarczycy, przeciwbólowe, przeciwzapalne, psychotropowe czy środki nasenne.

Kierownik kliniki pediatrii zaznaczył, że każdy lek zażyty w nadmiarze może stać się "niesamowitą trucizną, która może doprowadzić do zgonu pacjenta". Dodał też, że szczególną ostrożność trzeba zachować także przy innych niebezpiecznych dla dzieci substancjach, jak tabletki do zmywarki czy środki do udrożniania rur.

"Dializowaliśmy pacjentkę, która wypiła rozpuszczalnik. Na szczęście rodzice mieszkali blisko szpitala i dziecko zostało uratowane. Ale to już klasyczny przypadek: tato przelewa do butelki po jakimś napoju żrącą substancję, której chce później użyć np. w garażu, następnie odstawia ją na bok. On jej oczywiście nie wypije, ale może wypić ją dziecko, które pomyli płyn ze zwykłym napojem. Może się to skończyć dramatem" – tłumaczył pediatra.

Brodkiewicz podkreślił, że jeśli rodzice zauważą, iż dziecko przyjęło przypadkiem leki, powinni wywołać u niego wymioty, a w razie wątpliwości powinni też skontaktować się ze swoim lekarzem rodzinnym. "Jeżeli natomiast mają jakiekolwiek wątpliwości lub zachowanie dziecka odbiega od normy po przyjęciu tabletek, trzeba natychmiast zgłosić się na izbę przyjęć szpitala" – powiedział lekarz.

11.03.2019

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.

Na co choruje system ochrony zdrowia

  • Akcja „Polska to chory kraj”
    Jeśli każdego roku nowotwory są przyczyną śmierci ok. 100 tys. Polaków, a dostęp do leczenia raka jest na jednym z najniższych poziomów w Unii Europejskiej, jeśli średni czas oczekiwania na wizytę u endokrynologa wynosi 24 miesiące, a u kardiologa dziecięcego 12 miesięcy, jeśli na 1000 mieszkańców Polski przypada 2,4 lekarza, jeśli polskie szpitale są zadłużone na 14 mld złotych, to diagnoza musi brzmieć – Polska to chory kraj. Ale lekarze opracowali terapię. I apelują, aby rozpocząć ją jak najszybciej.
  • Pięć minut dla pacjenta
    Lekarze rodzinni mają na zbadanie jednego pacjenta średnio po kilka minut. Taka sytuacja rodzi frustracje po obu stronach – wśród chorych, bo chcieliby więcej uwagi, oraz wśród lekarzy, bo nie mogą jej pacjentom poświęcić.