Szanowni Państwo,

Medycyna Praktyczna wykorzystuje w swoich serwisach pliki cookies i inne pokrewne technologie. Używamy cookies w celu dostosowania naszych serwisów do Państwa potrzeb oraz do celów analitycznych i marketingowych. Korzystamy z cookies własnych oraz innych podmiotów – naszych partnerów biznesowych.

Ustawienia dotyczące cookies mogą Państwo zmienić samodzielnie, modyfikując ustawienia przeglądarki internetowej. Informacje dotyczące zmiany ustawień oraz szczegóły dotyczące wykorzystania wspomnianych technologii zawarte są w naszej Polityce Prywatności.

Korzystając z naszych serwisów bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie plików cookies i podobnych technologii, opisanych w Polityce Prywatności.

Państwa zgoda jest dobrowolna, jednak jej brak może wpłynąć na komfort korzystania z naszych serwisów. Udzieloną zgodę mogą Państwo wycofać w każdej chwili, co jednak pozostanie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania dokonanego wcześniej na podstawie tej zgody.

Klikając przycisk Potwierdzam, wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie wyżej wymienionych technologii oraz potwierdzacie, że ustawienia przeglądarki są zgodne z Państwa preferencjami.

Wirtualna przemoc i realne cierpienie

Jerzy Dziekoński

Cyberprzemoc może przybierać różne formy, ale jej efekty są zawsze fatalne. Ofiary wirtualnej agresji doświadczają realnych problemów zdrowotnych. Nękanym dzieciom trudno samotnie mierzyć się z paraliżującym lękiem, poczuciem wyobcowania i bezradności. Pomoc dorosłych jest niezbędna.

Photo: MoD/MOD [OGL], via Wikimedia Commons, Open Government Licence

Definicja bullyingu internetowego jest szeroka i można w niej zmieścić wiele zachowań. Najwięcej o problemie mówią realne przykłady. Weźmy przypadek uczennicy gimnazjum, której kolega zrobił w czasie lekcji smartfonem zdjęcie, a następnie umieścił fotografię opatrzoną niewybrednym komentarzem oceniającym jej wygląd na Snapchacie. W ciągu kilku dni z dziewczyny naśmiewała się cała szkoła, liczba komentarzy urosła w setki, a nawet powstał filmik z najbardziej „wyszukanymi” określeniami jej wyglądu. Zrzuty z aplikacji znalazły się na Facebooku i grono odbiorców zaczęło niebezpiecznie się poszerzać. Gnębienie ofiary zapewne trwałoby tygodniami, gdyby nie interwencja nauczyciela. Sprawa zakończyła się happy endem, ponieważ zadziałali dorośli. Nauczyciel zgłosił się do Fundacji Dzieci Niczyje, został poinstruowany, co należy zrobić, żeby znaleźć pierwsze ogniwo całego łańcucha zdarzeń. Sprawcę odnaleziono. Został ukarany, musiał publicznie przeprosić swoją ofiarę, dla całej klasy zorganizowano zajęcia edukacyjne dotyczące cyberzagrożeń, a materiały dotyczące gnębionej uczennicy usunięto z sieci.

Albo inny przykład. Grupa młodych ludzi, żartując z kolegi, wysyłała mu smsy z pogróżkami z anonimowych numerów telefonów. Młody człowiek, otrzymując wiadomości typu: „nie wychodź z domu, bo coś cię spotka”, wpadł w panikę, rzeczywiście ze strachu przestał z domu wychodzić. Oprawcy ciągle zaś myśleli, że to są żarty.

Dość często spotykane są również sytuacje, kiedy np. chłopak i dziewczyna piszą do siebie. Gdy związek się rozpada, jedna osoba upublicznia w sieci prywatną korespondencję zawierającą intymne szczegóły.

- To są bardzo poważne sprawy, kiedy pierwszy poważny związek kończy się ujawnieniem sekretów drugiej osoby. To może rzutować na kolejne relacje dorosłej już osoby, która będzie nieufna i niepewna intencji drugiej osoby – wyjaśnia prof. Jacek Pyżalski z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu, badacz zachowań dzieci i młodzieży w sieci.

W jakich jeszcze zachowaniach można znaleźć znamiona cyberprzemocy?

- W agresji werbalnej, wyzwiskach, w groźbach w smsach i w komunikatorach. W publikacji materiałów wizualnych, publikowaniu kompromitujących zdjęć czy filmów, naruszaniu prywatności poprzez włamywanie się do kont i dewastowanie profilu danej osoby albo w zakładaniu fikcyjnych kont, w podszywaniu się pod kogoś, wykradaniu prywatnych informacji i ich upublicznianiu. Mówi się też o izolowaniu i wykluczaniu – w internecie, tak jak w relacjach na żywo, można izolować kogoś, np. przez celowe niezapraszanie na forum klasowe czy do grupy danej osoby – mówi Szymon Wójcik, socjolog, koordynator europejskiego programu Safer Internet.

Prof. Pyżalski zaznacza, że tylko niektóre akty cyberagresji wiążą się z publikacją różnych informacji kompromitujących ofiarę w ogólnodostępnym serwisie. Większość aktów przemocy dokonuje się za pośrednictwem smsów czy komunikatorów internetowych. Kiedy jednak dochodzi do publikacji prywatnych materiałów, np. o charakterze seksualnym, siła wiktymizacji i wyrządzonych szkód jest nieporównywalnie większa. W takich sytuacjach dochodzi do łamania prawa - włamanie na cudze konto internetowe, kradzież materiałów wizualnych albo opublikowanie zdjęcia zrobionego bez zgody danej osoby jest przestępstwem i może być przedmiotem działań organów ścigania. Nie zawsze jednak przemoc cyfrowa wiąże się z łamaniem prawa.

- Prosty przykład – wykluczanie z grupy. Nikt nie łamie prawa nie kolegując się z daną osobą. Ale taki uczeń wykluczany z grupy przez lata będzie ponosił bardzo poważne konsekwencje psychiczne takiego działania, które są zbliżone do tych u osób doświadczających czynnej agresji – tłumaczy naukowiec.

Agresywni koledzy

Światowe badania wskazują, że najczęściej zarówno sprawcami, jak i ofiarami cyberprzemocy rówieśniczej są uczniowie w wieku gimnazjalnym. Nakłada się na to kilka przyczyn – po pierwsze, młodsze dzieci rzadziej korzystają z internetu bez nadzoru, po drugie, właśnie w tym wieku pojawiają różne zachowania ryzykowne, także agresja w sieci. Według różnych badań, skala zjawiska waha się od kilku do kilkudziesięciu procent. Jak pokazuje raport NIK z 2013 roku, 18 proc. ankietowanych uczniów otrzymywało „nieprzyjemne” mejle i smsy. Badania zajmującej się problematyką agresji w sieci Fundacji Dzieci Niczyje wskazują, że ok. 20 proc. uczniów doświadczyło przemocy rówieśniczej w sieci.

- Cyberprzemoc jest jedną z najczęstszych zgłaszanych form zagrożeń w sieci. Pokazują to badania – wiele dzieci ma styczność z przemocą w sieci na co dzień, albo są ofiarami, albo świadkami, nierzadko sprawcami. W ramach zgłoszeń, które do nas trafiają, zachowań określanych jako przemoc w internecie jest bardzo dużo – często jest to podszywanie się pod kogoś w serwisach społecznościowych, przesyłanie i udostępnianie wizerunku bez zgody tej osoby, ale też komentowanie, np. w serwisach społecznościowych, na forach, czy na stronach służących do umieszczania filmów – mówi Magdalena Witecka, pedagożka z Fundacji Dzieci Niczyje, konsultantka telefonu dla rodziców i nauczycieli, specjalistka ds. bezpieczeństwa w internecie.

Jak wskazuje prof. J. Pyżalski, wszystko zależy od tego, w jaki sposób sformułowane zostaną pytania kierowane do uczniów.

- W szerokim znaczeniu agresją elektroniczną może być napastliwa odpowiedź na komentarz w sieci – np. „nie masz racji, jesteś głupi”. Trzeba rozróżnić, że pod tym wielkim parasolem mieszczą się rzeczy bardzo poważne i zupełnie błahe, które nie mają nic wspólnego z nękaniem. Podobnie jak z tradycyjną przemocą rówieśniczą - każdy z nas był przezwany. Inaczej jest jednak doświadczyć tego raz, a inaczej być wyzywanym przez pół klasy przez pół roku. Kiedy zaczynamy zawężać zjawisko agresji w sieci, wyodrębniając poważne formy przemocy, okaże się, że statystyki się skurczą. Najnowsze wyniki moich badań, których jeszcze nie zdążyłem opublikować, pokazują, że jeśli zdefiniujemy przemoc jako akt powtarzalny, dokonywany przez rówieśników, kolegów z klasy, to doświadcza jej 5-6 proc. uczniów. Światowe analizy to potwierdzają. W zależności od sposobu przeprowadzenia badań, wyniki wynosiły od 5 do 78 proc. Przyczyny tych różnic są szczególnie widoczne, jeśli przyjrzymy się narzędziom badawczym – wyjaśnia prof. Pyżalski.

Ze wszystkich badań wypływa jednak jeden ważny wniosek - wśród młodzieży sprawcami przemocy najczęściej są osoby, z którymi ofiara spodziewałaby się raczej dobrych relacji, czyli np. koledzy z tej samej klasy. Ponadto sprawcy przemocy bardzo często nie są świadomi ciężaru swoich działań.

- Jak zaczynałem od badań jakościowych, wywiadów, to uderzyło mnie to, że bardzo wielu młodych ludzi nieintencjonalnie robiło różne rzeczy. Chcieli zażartować, a wyszło tragicznie. Później, prowadząc duże badania na grupie ponad 2 tys. gimnazjalistów, włączyłem do badania pytanie: „czy zdarzyło ci się kiedykolwiek wysłać przez telefon/internet coś co miało być żartem, a skończyło się poważną krzywdą drugiej osoby?” 37 proc. gimnazjalistów odpowiedziało twierdząco. Aż 4 osoby na 10 zaszkodziły komuś za pośrednictwem internetu, mimo że nie miały takich zamiarów. Wiele z tych historii miało fatalne konsekwencje, ale na etapie działania celem nie była cudza krzywda – mówi prof. Pyżalski.

Tragiczne konsekwencje

Większość badań pokazuje, że istnieje bardzo mocne nakładanie się ról i powiązanie zaangażowania tych samych osób w tradycyjną agresję rówieśniczą z zaangażowaniem w agresję internetową.

- Prawie nigdy nie zdarza się, że ktoś nie jest zaangażowany w zwykłą przemoc rówieśniczą, a jest zaangażowany w przemoc internetową. Aż 46 proc. sprawców agresji w świecie realnym, jest też sprawcami agresji w internecie. Co piąta ofiara przemocy zwykłej, jest również ofiarą przemocy cyfrowej – tłumaczy prof. Jacek Pyżalski. - Warto także podkreślić, że ciągle jest wiele więcej tradycyjnej przemocy rówieśniczej, fizycznej, słownej i tzw. relacyjnej. Ciągle cyberformy przemocy są mniej rozpowszechnione. Problem polega na tym, że jedno się na drugie nakłada i następuje pewien rodzaj kumulacji opresyjnych zachowań.

Doświadczenie przemocy tradycyjnej i cyberprzemocy prowadzi prostą drogą do fatalnych konsekwencji.

- Przede wszystkim warto zdawać sobie sprawę z tego, jakie emocje towarzyszą osobie, która tego doświadcza. Jeśli wydarzyło się to na znanym dla niej terenie, to bez wątpienia zostało zachwiane jej poczucie bezpieczeństwa. Taka osoba może czuć złość, wstyd, upokorzenie – mówi M. Witecka. - Jeżeli jest to długotrwała przemoc, wpływa na obniżenie poczucia własnej wartości, sprawia, że dziecko ma poczucie bezradności.

- Nie ma żadnych wątpliwości, bo pokazują to badania prowadzone już od blisko 50 lat, że stan zdrowia psychicznego ofiar jest stanowczo gorszy od stanu zdrowia tych, którzy nie doświadczają bullyingu, czyli przemocy rówieśniczej przez dłuższy czas. W grę wchodzi depresja i zaburzenia psychosomatyczne. Mimo potencjału intelektualnego, pojawiają się trudności w nauce. Ponadto przemoc w internecie, podobnie jak agresja tradycyjna lub – częściej – sprzężona z agresją tradycyjną, może być przyczyną myśli suicydalnych i podejmowania prób samobójczych – przestrzega prof. Jacek Pyżalski.

Jak rozpoznać problem? Jak przeciwdziałać?

- Nie jednej wspaniałej recepty, która pozwoliłaby uchronić dzieci przed cyberprzemocą. To na co stawiamy w Fundacji (Dzieci Niczyje – przyp. red.), to edukacja na temat świadomości zagrożeń i tego, jak można je minimalizować, jak można reagować i gdzie zgłaszać się po pomoc. Działania te mogą się odbywać na wielu poziomach – mówi Szymon Wójcik.

Chodzi o rozpowszechnianie materiałów dotyczących problemu skierowanych zarówno do dzieci, jak i do dorosłych, kampanie społeczne, organizację zajęć w szkołach, kolportaż scenariuszy takich zajęć.

- Z badań, które nasz partner NASK prowadził dwa lata temu, wyszło że ok. połowa ankietowanych uczniów miała takie zajęcia – dodaje Wójcik. - Sporo już udało się zrobić, ale przed nami jeszcze wiele do zrobienia.

Ponadto Fundacja Dzieci Niczyje prowadzi infolinię dla nauczycieli i rodziców (800 100 100) oraz telefon zaufania dla dzieci i młodzieży (116 111).

Kiedy już do aktów agresji rówieśniczej w sieci dojdzie, pojawia się kolejny problem: nastolatki bardzo rzadko zwracają się po pomoc do dorosłych. Jak pokazują badania, robi to najwyżej kilkanaście procent ofiar. Powodów jest kilka – uczniowie boją się, że interwencja rodziców bądź nauczycieli wywoła jeszcze większą agresję ze strony rówieśników, nie wierzą, że dorośli będą w stanie im pomóc, i wreszcie, że zechcą to zrobić. I niestety ich nieufność ma mocne podłoże, bo rzeczywiście często tak się dzieje, że dorośli bagatelizują problemy dzieci, nie rozumiejąc panujących w wirtualnym świecie zasad.

- Niestety czasami rady dorosłych są nieadekwatne do tego, co się stało. Dorośli często bagatelizują problemy młodych osób, nie zdając sobie sprawy z tego, że cyberprzemoc nie jest czymś, co samo zniknie. Jeśli jakiś materiał w sieci się pojawi, dopóki nie zostanie usunięty, dopóki sprawa nie zostanie rozwiązana, dopóty będzie zatruwał życie dziecka. Nie da się od tego odciąć, bo grono odbiorców wciąż będzie się poszerzać i coś, co z naszej perspektywy może być błahe, dla dziecka jest bardzo ważne. W takim kontekście rodzic musi zdawać sobie sprawę, że uchwycenie tego, co dziecko przeżywa, otwarcie się na to, jak ono postrzega rzeczywistość jest pierwszym krokiem, który należy wykonać, aby pomóc mu wyjść z doświadczania przemocy – mówi pedagożka i po chwili dodaje:

- Rodzicie wiedzą, że internet daje takie formy komunikacji, które niekoniecznie są oczywiste dla dorosłych, ale dla dzieci są już normą. Podział na świat realny i wirtualny jest mocno zaznaczony tylko w świecie dorosłych. W przypadku młodych osób, tego rozróżnienia już nie ma. Te światy się przenikają. Rodzice powinni zadać sobie pytanie, na ile sami uczestniczą w tej aktywności dzieci, czy sami wiedzą, jakie powinny być ustawienia prywatności na portalach społecznościowych, jakie zasady gwarantują względne bezpieczeństwo w sieci. Każde dziecko może stać się ofiarą cyberprzemocy, bo nie ma jakichś cech, które o tym decydują. Jest jednak szereg czynności, które dziecko wraz z rodzicem może podjąć, żeby być bezpieczniejszym w przestrzeni online. Dzieci o wiele płynniej poruszają się w tym świecie, ale to dorosły może być wsparciem, może być przewodnikiem, który określa pewne zasady w realu i życiu online. Uczestnictwo w życiu dziecka, rozmawianie o wspomnianych zasadach, nawet jeśli coś się wydarzy, pozwala na natychmiastową i adekwatną do sytuacji reakcję.

Zdaniem Magdaleny Witeckiej, czerwonym alarmem jest sytuacja, kiedy dziecko ma obniżony nastrój, unika chodzenia do szkoły, ma dolegliwości psychosomatyczne takie jak bóle brzucha czy bóle głowy.

- Jeżeli dziecko zaczyna już mieć problemy ze szkołą, jeżeli już wagaruje, oznacza to, że sprawy zaszły bardzo daleko. Mylne może być też przekonanie, że jeśli dziecko dobrze się uczy i na nic się nie skarży, to wszystko jest dobrze. Warto zadać sobie pytanie, na ile, jako rodzice mamy kontakt z dzieckiem, czy spędzamy wspólnie czas, w którym dziecko mogłoby podzielić się z nami tym, co przeżywa – dodaje pedagożka.

Doprowadzić sprawę do końca

Sprawcy, umieszczając jakiś materiał online, najczęściej mają poczucie, że konsekwencje nie zostaną wyciągnięte, ponieważ są przeświadczeni o swojej anonimowości. Tak nie jest. Specjaliści ds. bezpieczeństwa w sieci podkreślają, że tożsamość sprawcy można określić. Ważne jest także, żeby zachować dowody i podjąć działania, żeby dany materiał jak najszybciej zniknął z sieci. Dziecko zaś powinno zostać objęte pomocą psychologiczną lub pedagogiczną.

- Uczulamy, że w takich przypadkach można działać formalnie, żeby sprawca przemocy poniósł konsekwencje. Zależnie od sytuacji, nie muszą to wcale być konsekwencje prawne. Myśląc o dziecku w szkole, wiele ważniejsze jest to, co wydarzy się w środowisku szkolnym, wśród rówieśników. Do takich działań w pierwszej kolejności zachęcamy. Ważne jest także, żeby szkoła dawała wyraźny sygnał, że nie ma zgody na takie zachowania, że w społeczności, w której funkcjonują dzieci nie ma zgody na agresywne zachowania, nieważne czy w realu, czy w sieci – tłumaczy Magdalena Witecka.

- Agresji nie da się wyeliminować, bo jest jej bardzo dużo i jest głęboko zakorzeniona. Swoimi działaniami chcemy jednak dać przeciwwagę, chcemy informować, że nie jest to właściwy sposób komunikacji. Chodzi o to, żeby ludzi uświadomić, że agresja wirtualna trafia do rzeczywistych osób i może wyrządzić nieodwracalne szkody – podsumowuje Szymon Wójcik.

Jerzy Dziekoński
12.01.2016

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.

Poradnik świadomego pacjenta

  • Jak pojechać do sanatorium?
    Czy można wybrać sobie miejsce, do którego chce się jechać i termin wyjazdu? Czy można wybrać sobie miejsce, do którego chce się jechać i termin wyjazdu? Czy można skorzystać z sanatorium bez zakwaterowania?
  • Jak długo ważna jest recepta w 2020?
    Pacjent, który otrzymał receptę od lekarza, musi pamiętać, że nie jest ważna bezterminowo. Każda recepta ma ściśle określony czas, w którym można ją zrealizować. Dotyczy to zarówno recepty w formie „papierowej”, jak i tzw. e-recepty.