×
COVID-19: wiarygodne źródło wiedzy

Szanowni Państwo,

Medycyna Praktyczna wykorzystuje w swoich serwisach pliki cookies i inne pokrewne technologie. Używamy cookies w celu dostosowania naszych serwisów do Państwa potrzeb oraz do celów analitycznych i marketingowych. Korzystamy z cookies własnych oraz innych podmiotów – naszych partnerów biznesowych.

Ustawienia dotyczące cookies mogą Państwo zmienić samodzielnie, modyfikując ustawienia przeglądarki internetowej. Informacje dotyczące zmiany ustawień oraz szczegóły dotyczące wykorzystania wspomnianych technologii zawarte są w naszej Polityce Prywatności.

Korzystając z naszych serwisów bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie plików cookies i podobnych technologii, opisanych w Polityce Prywatności.

Państwa zgoda jest dobrowolna, jednak jej brak może wpłynąć na komfort korzystania z naszych serwisów. Udzieloną zgodę mogą Państwo wycofać w każdej chwili, co jednak pozostanie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania dokonanego wcześniej na podstawie tej zgody.

Klikając przycisk Potwierdzam, wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie wyżej wymienionych technologii oraz potwierdzacie, że ustawienia przeglądarki są zgodne z Państwa preferencjami.

Nie kara, tylko wskazówka

Ewa Stanek-Misiąg

Gdy dziecko uczy się chodzić i się przewraca, to pakujemy je do wózka i mówimy: „Nie umiesz. Wywróciłeś się 4 razy. Dość tego”? Albo, gdy maluch przekręca jakieś słowo, złościmy się i zakazujemy mu mówić, bo mówi niepoprawnie? Skoro pozwalamy małym dzieciom narażać się na niepowodzenia, dlaczego nie pozwalamy na to starszym? – pyta dr Urszula Sajewicz-Radtke, psycholog. To druga rozmowa z cyklu „Dziecko w wieku szkolnym”.


Dr Urszula Sajewicz-Radtke. Fot. arch. wł.

Ewa Stanek-Misiąg: Rozpoczynając naukę w szkole dziecko musi się zmierzyć z wieloma zadaniami, wieloma oczekiwaniami. Mówi się o kryzysie 6-, 7-latka.

dr Urszula Sajewicz-Radtke: Robert Havighurst, który sformułował teorię zadań rozwojowych, opisuje ogrom pracy, jaka stoi przed dziećmi w tym wieku. Nowe wymagania, nowe obowiązki, ocena samego siebie, poczucie kompetencji, zaufanie do siebie i świata. Jedną z najtrudniejszych rzeczy, których dziecko musi się nauczyć jest poświęcenie się na rzecz jakiegoś nadrzędnego celu. Trzeba uczyć się tego, czego chcą inni, a nie tego, czego ja chcę. Mnie fascynują gąsienice i motyle, a pani mówi o jesieni. Mam w nosie jesień. Kocham motyle. Trochę łamie mi serce, jak to widzę. Ale jestem przeciwniczką demonizowania szkoły, straszenia dzieci: „O, idziesz do szkoły, już nie będzie mógł się bawić”. Jakby to był koniec dzieciństwa. Jakby nauka to była udręka. Okropny komunikat.

Elementem szkolnej rzeczywistości są oceny...

Zgodnie z przepisami dzieci w klasach I-III nie otrzymują stopni.

Wciąż wielu rodziców bardzo by sobie tego życzyło. Ale chciałam Panią zapytać o wartościowanie ocen, nazywanie ich dobrymi i złymi. Jakie to ma konsekwencje?

Na pewno nie pomaga to dzieciom w rozwoju. Mamy naukowe dowody na to, że wystawianie ocen, takie klasyczne od 1 do 6, nie rozwija. Rozwija natomiast ocenianie opisowe, czyli takie, które obowiązuje w nauczaniu początkowym. Z oceny opisowej dowiaduję się, co udało mi się opanować i nad czym muszę jeszcze popracować. Proszę zwrócić uwagę: nie to, czego nie umiem, tylko to, co wymaga ode mnie jeszcze ćwiczeń, dodatkowej pracy, wysiłku. Popatrzmy na to z perspektywy pracownika korporacji, który dostaje z działu HR informację zwrotną albo w postaci cyfry, procentu wykonania czegoś tam, albo opisu, mówiącego: „Ula, udało Ci się zrealizować zadanie na poziomie takim a takim, żeby osiągnąć poziom pełny, musisz jeszcze popracować nad tym i nad tym”.

Wzywa Pani do tego, żeby zrezygnować zupełnie z cyferek na rzecz opisów?

Byłoby idealnie. To by przeformułowało myślenie. Bo z czym my się tak naprawdę borykamy? Z tym, że boimy się popełniania błędów. Błąd traktujemy jak tragedię. „Jedynka, o Boże!”, „Minus? Niedobrze…” A gdybyśmy zaczęli myśleć i uczyć nasze dzieci, że błąd oznacza tylko tyle, że jeszcze czegoś nie wiedzą, a informacja zwrotna o tym, że trzeba nad czymś popracować nie jest karą, tylko wskazówką na czym trzeba się skupić? Mamy problem z tym, żeby zrozumieć, że popełnianie błędów jest absolutnie naturalnym elementem procesu uczenia się. Nie ma na świecie człowieka, który nie popełnia błędów.

Narzekamy, że dzieci są takie mało ciekawe świata. A one po prostu milkną ze strachu przed popełnieniem błędu?

Tak, stają się bierne poznawczo. Ale mogą być jeszcze inne przyczyny takiego blokowania ciekawości. Namawiam rodziców, żeby przyjrzeli się w jaki sposób reagują na porażki. Swoje, swoich znajomych. Dzieci słyszą, gdy mówimy o tym, że komuś coś nie wyszło. Mówimy: „Jest za głupi, żeby mu się udało”, czy „Tak się starał… Co jeszcze mógłby zrobić, żeby mu się udało?”
Ciekawe, że mamy dużo przyzwolenia na popełnianie błędów przez dzieci w okresie niemowlęcym, a potem to nagle znika. Gdy dziecko uczy się chodzić i się przewraca, to pakujemy je do wózka i mówimy: „Nie umiesz. Wywróciłeś się 4 razy. Dość tego”? Albo, gdy maluch przekręca jakieś słowo, złościmy się i zakazujemy mu mówić, bo mówi niepoprawnie? Skoro pozwalamy małym dzieciom narażać się na niepowodzenia, dlaczego nie pozwalamy na to starszym? Musimy popełniać błędy. Nie ma innej drogi do nauczenia się czegokolwiek. Kluczowe jest nastawienie do niepowodzeń. Cudowna amerykańska psycholog, Carol Dweck pokazuje jak wpływa ono na rozwój intelektualny, na budowanie relacji. Czy traktuję błędy jako element procesu uczenia się, rozwoju? Czy są one dla mnie tylko po to, żeby mówić, jak jestem wspaniała?

W szkole oceniane jest też zachowanie. Ale czy powinno?

Każdy z nas ma inną definicję tego, co znaczy właściwe i niewłaściwe zachowanie. Z oceną zachowania w szkole jest też taki problem, że często ocena jest wyrwana z kontekstu. Uczeń w czasie lekcji jest nieuważny, rozgadany, przeszkadza, ale to tylko wycinek jego funkcjonowania. Nie widzimy tego, że może jego rodzice są w trakcie rozwodu, babcia mu umarła, najlepszy przyjaciel zmienił miejsce zamieszkania albo skończył się ulubiony serial. Uśmiecha się Pani. Ale coś, co nam wydaje się bez znaczenia, dla dziecka może być bardzo ważne.
Ocenianie wycinkowo, pojedynczych zachowań jest nie fair. Tak samo nie w porządku jest też ocenianie tego, czy dziecko wywiązuje się z jakichś obowiązków, czy nie bez uwzględniania kontekstu.

Bywa, wcale nie rzadko, że dzieci boją się szkoły. Z czego ten strach wynika najczęściej?

To zależy od wieku. Pierwsze sygnały zwykle zaczynamy widzieć w II klasie. II klasa jest klasą krytyczną. Jeśli do tego czasu dziecko nie zbuduje motywacji do wysiłku intelektualnego, do pokonywania trudności, nie zbuduje samooceny, to potem będzie mu to bardzo trudno osiągnąć. Następnym okresem krytycznym jest IV klasa, przed którą straszymy dzieci: „Zobaczysz, już nie będzie tak łatwo”.
Do tego dochodzą wszystkie kwestie związane z kontaktami rówieśniczymi. Przemoc rówieśnicza. Niestety nie uczymy dzieci w Polsce delikatności, troski. To nie są dla nas wartości kluczowe. Kluczowe są: siła, odwaga, bohaterstwo.

Powiedziałabym nawet, że oduczamy wrażliwości. Wrażliwość traktowana jest jako objaw słabości.

I przychodzą do mnie zmartwieni rodzice i mówią: „Nasze dziecko jest wrażliwe”.
Rozumiem ich zmartwienie. Może się zdarzyć, że takie dziecko stanie się ofiarą przemocy. Nie mówię tu o agresji fizycznej. To na ogół jest obgadywanie, przezwiska. Czasami niewinne, jak by się wydawało.
Miałam pacjenta, który był w szkole nazywany Patyczakiem. Nie był ani wyjątkowo szczupły, ani wyjątkowo wysoki. Po prostu gdzieś byli z klasą, ktoś powiedział o nim „patyczak” i przylgnęło. Chłopiec przestał chodzić do szkoły z tego powodu. Można powiedzieć takiemu dziecku: „Ogarnij się” i zaprowadzić na siłę do szkoły, ale można też – i do tego zachęcam – pochylić się nad jego problemem. Przemoc rówieśnicza jest codziennością dzieci. Ale powiem więcej. Mamy nie tylko agresywne dzieci. Mamy też agresywnych nauczycieli. Pokazały to badania przeprowadzone jakieś 10 lat temu w polskich szkołach. I ta agresja się nawzajem nakręca.
Jak może się zachować nauczyciel wobec dziecka, które mu odpyskowało, czy – innymi słowy – odezwało się do niego z niskim poziomem szacunku? Może się zatrzymać i powiedzieć: „To było dla mnie bolesne. Wiesz, muszę się zastanowić przez chwilę, bo to, co powiedziałeś naprawdę mnie dotknęło”. W ten sposób nauczyciel okaże swoje emocje i jednocześnie da sygnał dziecku, że nie zgadza się na takie jego zachowanie. Zrobi to w sposób łagodny. A może powiedzieć: „Jak się do mnie odnosisz?! Wzywam rodziców, a Ty idziesz do dyrektora!” Częstszą reakcją jest ta druga.
Czymś, co może zniechęcać dzieci do szkoły jest też podniesiony głos nauczyciela. Nie raz zdarzyło mi się być na obserwacji w klasie i czuć niepokój, bo nauczyciel mówił, jakby krzyczał. Kiedy „odjęłam” ten nieprzyjemny ton i została mi tylko treść, to ona była wspaniała, ale razem to było trudne do zniesienia. Dzieci bardziej wrażliwe, delikatne na pewno zwracają uwagę na sposób wypowiedzi nauczyciela.
I jest też w szkole hałas.

Ale czy źródłem hałasu w szkole nie są dzieci?

Zastanawiam się, dlaczego w polskiej szkole podczas przerwy jest tak głośno. Byłam w szkołach w różnych europejskich krajach i nigdzie nie było takiego hałasu, jak u nas. Może dlatego, że tam częściej podczas przerw dzieci wychodzą na zewnątrz? Są tam też specjalne przestrzenie dla dzieci, które mają problem z hałasem. Mogą się przed nim schować. W Polsce to się bardzo rzadko zdarza. Hałas budzi niepokój. Dziecko, które się nie wyciszy w czasie przerwy, może mieć większy lub mniejszy kłopot z zebraniem myśli na lekcji.
Strach przed szkołą może też być związany z nauką. Rozmawiałyśmy o tym na początku. Chodzi o przekonanie, że skoro jest mi trudno, to znaczy, że jestem głupi, a nie, że po prostu muszę więcej popracować. Mamy teraz dziewczynkę, która podczas pierwszego spotkania prawie rozniosła nam gabinet. Płakała, rzucała się na ziemię, wybiegała z pokoju, szarpała za drzwi, ciągnęła mamę. Takie dziecko na lekcji to jest koszmar. Po 2 miesiącach pracy uznałam, że mogę ją zapytać: „Pamiętasz ten dzień, kiedy przyszłaś do nas? Było Ci trudno. Co się działo?” I usłyszałam: „Bo ja myślałam, że nie będę umiała odpowiedzieć. Ale teraz już wiem, że jak czegoś nie umiem, to nie jest nic złego, bo pani mi pomoże albo sama sobie jakoś poradzę”.
Zachęcam rodziców do tego, żeby uważnie patrzyli na swoje dzieci. Usiądźmy z tyłu np. na placu zabaw i popatrzmy, jak dziecko się zachowuje, co takie zachowanie wywołuje, co się dzieje wcześniej, co się dzieje później, jakie korzyści ma dziecko z tego, że zachowa się tak, a nie inaczej. I proszę, żeby nie interpretować zachowania dziecka jako formy złośliwości, tylko raczej jako sygnał wysyłany przez kogoś, kto nie ma jeszcze dobrze rozwiniętego wglądu w siebie, nie panuje jeszcze nad emocjami. Jeśli dziecko nie chce chodzić do szkoły, to trzeba z nim o tym porozmawiać, ale tak porozmawiać, żeby wysłuchać, co mówi dziecko. Bądźmy uważni. Odłóżmy laptopy, komórki. Bądźmy z dziećmi tu i teraz.

Rozmawiała Ewa Stanek-Misiąg

Doktor n. społ. Urszula Sajewicz-Radtke – psycholog, ekspert z zakresu diagnozy psychologicznej i wspomagania rozwoju kompetencji poznawczych, kierownik naukowy Pracowni Testów Psychologicznych i Pedagogicznych. Pracuje też w Specjalistycznej Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej „Tęcza” w Gdańsku.

25.09.2020

Zachorowania w Polsce - aktualne dane

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.

Poradnik świadomego pacjenta

  • Wyjątkowe sytuacje. Towarzyszenie osobie chorej na COVID-19
    Czy szpital może odmówić zgody na towarzyszenie hospitalizowanemu dziecku? Jak uzyskać zgodę na towarzyszenie osobie, która umiera w szpitalu z powodu COVID-19?
    Na pytania dotyczące pobytu w szpitalu podczas pandemii koronawirusa odpowiada Rzecznik Praw Pacjenta, Bartłomiej Łukasz Chmielowiec.
  • Wyjątkowe sytuacje. Kiedy chorujesz na COVID-19
    Czy chory na COVID-19 może wyjść ze szpitala na własne żądanie? Jak zapewnić sobie prawo do niezastosowania intubacji. Na pytania dotyczące pobytu w szpitalu podczas pandemii koronawirusa odpowiada Rzecznik Praw Pacjenta, Bartłomiej Łukasz Chmielowiec.