Szanowni Państwo,

Medycyna Praktyczna wykorzystuje w swoich serwisach pliki cookies i inne pokrewne technologie. Używamy cookies w celu dostosowania naszych serwisów do Państwa potrzeb oraz do celów analitycznych i marketingowych. Korzystamy z cookies własnych oraz innych podmiotów – naszych partnerów biznesowych.

Ustawienia dotyczące cookies mogą Państwo zmienić samodzielnie, modyfikując ustawienia przeglądarki internetowej. Informacje dotyczące zmiany ustawień oraz szczegóły dotyczące wykorzystania wspomnianych technologii zawarte są w naszej Polityce Prywatności.

Korzystając z naszych serwisów bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie plików cookies i podobnych technologii, opisanych w Polityce Prywatności.

Państwa zgoda jest dobrowolna, jednak jej brak może wpłynąć na komfort korzystania z naszych serwisów. Udzieloną zgodę mogą Państwo wycofać w każdej chwili, co jednak pozostanie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania dokonanego wcześniej na podstawie tej zgody.

Klikając przycisk Potwierdzam, wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie wyżej wymienionych technologii oraz potwierdzacie, że ustawienia przeglądarki są zgodne z Państwa preferencjami.

Poradnik człowieka zestresowanego
Część 3. Szkoła jako sprawdzian, dla wszystkich

Ewa Stanek-Misiąg

Dziecko musi mieć zdrowy obraz siebie, poczucie, że jest akceptowane, kochane, że ma prawo popełniać błędy. Ważne jest, żeby stawiać wymagania adekwatne do wieku i możliwości, i żeby nadmiernym krytycyzmem, pouczaniem, kontrolowaniem, nie pozbawić dzieci ciekawości, naturalnej chęci rozwoju.


Fot. iStock.com

Vitus B. Droescher opisuje w swojej słynnej książce Reguła przetrwania. Jak zwierzęta radzą sobie z niebezpieczeństwami eksperyment, jakiemu poddano pewnego pawiana. Nazywał się Fips i był bardzo inteligentny. Błyskawicznie rozwiązywał skomplikowane testy. Któregoś dnia do klatki Fipsa wpuszczono Hugona, pawiana o wielkich mięśniach i małym rozumku. Doszło do bójki. Trzeba było ratować Fipsa. Kiedy następnego dnia do klatki Fipsa przysunięto klatkę Hugona i podano Fipsowi testy, których rozwiązywanie sprawiało mu do tej pory prawdziwą frajdę, pawian kompletnie sobie z nimi nie radził. Jakby nagle zgłupiał. Ale wystarczyło zasłonić klatkę Hugona i wtedy Fips, nie widząc agresywnego sąsiada, wracał do formy sprzed jego poznania. Stan zagrożenia zmniejszał zdolności umysłowe małpy. Ludzie w stanie lęku – zauważa Droescher – reagują podobnie. I za przykład daje egzamin ustny u surowego, budzącego strach nauczyciela. Złe stopnie z takiego sprawdzianu nauczyciel powinien postawić sam sobie – za brak właściwego podejścia pedagogicznego. (...) cały ten stres, który wskutek terroru stopni przytłacza emocjonalnie tak wielu uczniów, więcej rodzi głupoty niż chwalebnych wyników.

Co robić, żeby stres szkolny nie stał się problemem dla naszych dzieci? Radzi Marta Kuleta-Piotrowska psycholog, specjalista wczesnego wspomagania rozwoju dziecka.


Marta Kuleta-Piotrowska,
fot. arch. własne

Ewa Stanek-Misiąg: Mówi się, że szkoła jest treningiem życia. Oto stajemy wobec sytuacji, z którymi będziemy się spotykać potem w pracy, w kontaktach towarzyskich...

Marta Kuleta-Piotrowska: Szkoła pokazuje, że w życiu nie jest łatwo i że trzeba wziąć odpowiedzialność za swoje decyzje, wywiązać się z obowiązków, ze swojej roli. Ale prawdziwym treningiem, a nawet powiedziałabym „poligonem życia” jest dom rodzinny. To tam rozgrywają się kluczowe dla człowieka lekcje, na długo przed pójściem do szkoły. Ludzki mózg jest najbardziej plastyczny, najszybciej się uczy w pierwszych latach życia, a najlepszymi modelami są rodzice. Od nikogo z taką chęcią i zapałem dzieci się nie uczą, jak od rodziców.

Ale – będę się trochę upierać – dopiero w szkole, i może trochę w przedszkolu, jesteśmy wystawieni na stres związany z wykonywaniem zadań, uczeniem się, byciem ocenianym.

Jeśli to się dzieje dopiero w szkole, to bardzo niedobrze. Szkoła jest tak naprawdę sprawdzianem, czego nauczyliśmy się wcześniej. To z domu wynosimy wiedzę o tym, jak budować relacje z innymi ludźmi, jak wyrażać emocje i radzić sobie z nimi, rozwiązywać konflikty, przestrzegać reguł. To dom ma nas nauczyć, żebyśmy problemy postrzegali jako szanse, patrzyli optymistycznie w przyszłość. To rodzice stawiają nam pierwsze wymagania.

Wszystko chce pani złożyć na barki rodziców. Czy chociaż trochę tego bagażu nie mogliby ponieść nauczyciele?

Nie. Każdy ma swoją odpowiedzialność, ale kluczowa jest rola rodziny. Odpowiedzialnością nauczycieli jest przede wszystkim stworzenie warunków do nauki i niestosowanie przemocy.

Ma pani na myśli...?

Poniżanie, ośmieszanie, wyzywanie, porównywanie. Często się to zdarza. Dzieci potrzebują przywództwa dorosłych, przywództwa, u podstaw którego leży dobra relacja. To wymaga pracy, zaangażowania, tymczasem klasy są duże, trudno poświęcić każdemu uwagę. W dodatku obniżył się status społeczny nauczyciela, co pewnie utrudnia sprawę.

Czyli w co mamy wyposażyć dzieci, żeby dać im możliwie najlepsze przygotowanie do bycia uczniem/uczennicą?

Dziecko musi mieć zdrowy obraz siebie, poczucie, że jest akceptowane, kochane, że ma prawo popełniać błędy. Ważne jest, żeby stawiać wymagania adekwatne do wieku i możliwości, i żeby nadmiernym krytycyzmem, pouczaniem, kontrolowaniem, nie pozbawić dzieci ciekawości, naturalnej chęci rozwoju. Oczywiście, jak byśmy się nie starali, to jest jeszcze neurobiologia, indywidualna wrażliwość układu nerwowego, temperament – rzeczy wrodzone. Jednak dziecku, któremu daliśmy dużo uwagi, na pewno będzie łatwiej podnieść się po porażkach. A szkoła dobrze by było, żeby widziała w każdym uczniu człowieka, który oprócz słabości ma też na pewno mocne strony.

Porozmawiajmy o konsekwencjach trudności, tych wszystkich bólach brzucha, bólach głowy. Niektórzy rodzice bagatelizują takie skargi.

Niesłusznie. To mogą być fizjologiczne objawy stresu. Takich objawów jest dużo: różne dolegliwości związane z układem pokarmowym, ponadto nadmierne pocenie się dłoni, stóp, suchość w ustach, drżenie, napięcie mięśni...

Znam dziecko, które pójście do szkoły przypłaciło wysypką. Podejrzewany był półpasiec, okazało się, że to nerwy.

Stres – nadmierny, przedłużający się może wywołać, nasilić lub przyspieszyć pojawienie się różnych chorób autoimmunologicznych – w tym chorób skóry, jak np. łuszczyca, chorób tarczycy, takich jak Hashimoto oraz wiele innych objawów psychosomatycznych.

Co robić, kiedy ból brzucha staje się dla naszego dziecka codziennością?

Trzeba zacząć od rozmowy. Ustalić od jak dawna to trwa, co takiego się wydarzyło, dlaczego ta sytuacja jest postrzegana przez naszego syna czy córkę jako coś zagrażającego. Na pewno lepiej pójdzie nam taka rozmowa, jeśli budowaliśmy z dzieckiem dobrą relację od lat, jeśli mamy z nim dobry kontakt.

Rodzice często namawiają dzieci, żeby wytrzymały. Taka historia: Piotrek dostał się do wybranego liceum, była duża radość, ale już po pierwszym dniu powiedział w domu, że źle się tam czuje i chce zmienić szkołę. Rodzice przekonali go, żeby nie rezygnował tak od razu. Skutek był taki, że po pierwszym półroczu chłopak nadal miał fatalne relacje z kolegami, a do tego nałapał złych ocen. „Zaciśnij zęby” okazało się złą strategią.

Wcale nie. To lepsza strategia, niż zabranie Piotrka od razu ze szkoły. Zachęcanie dzieci do tego, żeby były dzielne, żeby pokonywały trudności jest bardzo słusznym postępowaniem. Dlaczego? Bo unikanie wzmaga lęk. To może prowadzić do poważnych kłopotów w życiu, kiedy np. dziecko unika rówieśników. Oczywiście, są sytuacje, w których wszystko wskazuje na to, że lepiej zrezygnować, zmienić szkołę, jednak taka decyzja musi być poprzedzona ustaleniem co się wydarzyło i dlaczego to było nie do przejścia. Chodzi o to, żeby się coś takiego nie powtórzyło w przyszłości.

Oprócz spokojnego, wspierającego domu co jeszcze powinniśmy zapewnić dzieciom w wieku szkolnym?

Odpowiednią higienę życia, to znaczy zdrową, zbilansowaną dietę i dobry sen. Udowodniono, że niedobory snu mają ogromny wpływ zarówno na dzieci, jak i dorosłych, powodują rozdrażnienie, a nawet stany lękowe. Ogromnie ważny jest też ruch.

Rzecz naturalna dla dzieci. Ale jeśli zapiszemy dziecko na karate co drugi dzień, a w pozostałe do zespołu tanecznego, to czy nie przedobrzymy? Nie będą zmęczone?

Nie jest łatwo zmęczyć dzieci. Już prędzej obciążeniem będą nasze nadmierne wymagania, sytuacja, w której dzieci muszą im sprostać i nie mają żadnego oddechu. Mówiąc o ruchu mam na myśli przede wszystkim ruch, który nie podlega ocenie, nie wiąże się z dążeniem do jakichś osiągnięć. Jest ruchem dla samego ruchu.

Powiedzmy, że idziemy z dziećmi na sanki.

Na przykład. Stres kumuluje się w ciele, a ruch jest najlepszym sposobem na odreagowanie. Mówiąc o odreagowaniu, jednak absolutnie nie mam na myśli boksowania w worek treningowy. Niektórzy mają czasem takie pomysły. Nie. Tego rodzaju aktywność wzmaga agresję, przeżywanie silnych emocji, a nam nie chodzi przecież o to, żeby to nakręcać. Naszym celem jest wyciszenie.

A czy coś, co się poleca dorosłym, czyli te różne techniki oddechowe, to jest zdaniem pani możliwe do zastosowania u dzieci? Mamy teraz taką wyjątkowo obciążoną grupę młodzieży w trzecich klasach gimnazjów i ósmych klasach podstawówek. Muszą sobie poradzić z nauką i niepewnością, czy dostaną się do wybranej szkoły. Jak im pomóc?

Spokojem. Kluczowa jest dobra atmosfera w domu, dobre relacje rodziców. Wtedy dziecko ma wolną głowę i może się skupić na swoim życiu. Dzieci mniej lub bardziej świadomie martwią się tym, co jest między mamą a tatą. Z tego często biorą się fobie szkolne.

To znaczy?

Dziecko boi się iść do szkoły, bo uważa – to dotyczy zwłaszcza małych dzieci – że musi zostać w domu i chronić matkę albo jej towarzyszyć, bo jest samotna. Dzieci są takimi barometrami, bardzo czułymi, nie da się ich oszukać. Więc spokój, miłość i wzajemny szacunek w domu są najważniejsze. Do tego jasne reguły, odpowiedzialność. A co do treningów relaksacyjnych, to można wykorzystywać ich elementy. Nie zrobimy z małym dzieckiem pełnej relaksacji Jacobsona, bo to dla niego zbyt skomplikowane, ale polecałabym ćwiczenia oddechowe i ćwiczenie z napinaniem mięśni. Napinamy wszystkie mięśnie na raz. Wytrzymujemy przez 5–10 sekund. Rozluźniamy. Nawet bardzo małemu dziecku to się uda. A korzyść z tego jest jeszcze taka, że dziecko nauczy się rozpoznawać i odróżniać napięcie od rozluźnienia, relaksu. Świetnie byłoby też, żeby nauczyć je rozpoznawać i eliminować myśli, które potęgują stres. Nastolatki, ale też małe dzieci potrafią się same nakręcać w tych swoich straszących, niezdrowych myślach. Na 100% nie zdam egzaminu, na 100% nie zdążę się nauczyć. Takie myślenie pomaga mi, przybliża mnie do celu, czy oddala? Jest konstruktywne?

W niektórych przypadkach, kiedy nie wiemy jak nad tym zapanować, jak sobie poradzić, na pewno warto wybrać się do specjalisty. Na początek do psychologa, ewentualnie później do psychiatry, jeśli okaże się, że potrzebne są leki.

A wracając do domowych sposobów rozładowywania stresu u dzieci, co jeszcze oprócz ruchu możemy zrobić?

Rozmawiać o tym, co się dzieje, odwracać uwagę od natrętnych myśli, zrobić razem coś fajnego, o czym się wie, że dziecko to lubi. To muszą być zajęcia, które sprawią mu przyjemność.

Marta Kuleta-Piotrowska - psycholog, specjalista wczesnego wspomagania rozwoju dziecka, pracuje w Krakowskim Ośrodku Psychoterapii i Psychologii Klinicznej Integrity, kontakt@integritykrakow.pl

Rozmawiała: Ewa Stanek-Misiąg

Piśmiennictwo:

Droescher V.B. (Tauszyńska A.D. tłum.): Reguła przetrwania. Jak zwierzęta radzą sobie z niebezpieczeństwami. Prószyński i S-ka, Warszawa 2018

24.01.2019

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.

Poradnik świadomego pacjenta