Przygodę z życzliwością zacznijmy od siebie
– Nasze zachowania wobec innych są papierkiem lakmusowym pokazującym, co człowiek o sobie myśli, jakie ma relacje z samym sobą. Często brak życzliwości czy wręcz agresja są wyrazem frustracji, którą czujemy względem samych siebie. Warunkiem koniecznym do tego, żeby być dobrym dla innych jest kontakt z samym sobą – zaznacza psycholożka.
Ekspertka radzi, aby przygodę z życzliwością zacząć od samoświadomości – poznania samych siebie, swoich potrzeb, uczuć (np. dzięki prowadzeniu dziennika emocji), myśli, ciała. Następny krok to akceptacja swojego życia, nawet jeśli nie jest idealne. Na przykład tego, że jesteśmy w złym związku albo wykonujemy pracę, której nie lubimy. Uświadamiamy sobie, że tak jest i akceptujemy, że mamy prawo tak się czuć. Konfrontujemy się ze złością, z lękiem, z frustracją. Akceptacja nie oznacza jednak bierności. W kolejnym etapie staramy się dokonać takich zmian w swoim życiu, które spowodują, że bardziej siebie polubimy.
– Możemy wpływać na bardzo dużo rzeczy. Jeżeli np. mamy poczucie, że dotychczas nic nie wnosiliśmy do świata, byliśmy egoistyczni i skupieni na sobie, to gdy przyjmiemy to, zaakceptujemy – uznając – że była to kwestia naszej ignorancji lub po prostu braku przestrzeni na takie działania, może to być pierwszy krok do tego, żeby np. przygotować w tym roku paczkę dla jakiejś biednej rodziny na Boże Narodzenie. W ten sposób możemy okazać życzliwość i zrobić coś dobrego dla drugiego człowieka. Wtedy nagle okaże się, że bardziej siebie lubimy – mówi dr Ewa Jarczewska-Gerc.
Uwaga na toksyczną pozytywność i bezkrytyczność
Jak podkreśla psycholożka, później życzliwość stanie się dla nas czymś bardzo naturalnym. Przestrzega jednak przed tzw. toksyczną pozytywnością.
– Nie chodzi o to, że teraz całe swoje życie poświęcimy dla innych ludzi, będziemy się do wszystkich uśmiechać i staniemy się przyjacielem świata. Często byłoby to nieszczere, a także wypalające. Takie nadmierne otwieranie się, ekshibicjonizm, epatowanie życzliwością, mogłoby wręcz przynieść odwrotny skutek, bo ludzie boją się takich osób. Oczekują szczerości, autentyczności, a nie sztucznych uśmiechów – mówi ekspertka z Uniwersytetu SWPS.
Nie chodzi oczywiście o to, aby epatować bolesną szczerością wobec wszystkich, których spotykamy na swojej drodze. W bliskiej relacji prawdziwa życzliwość polega jednak na tym, że akceptujemy partnera, kochamy go takim, jaki jest, ale pokazujemy mu też obiektywnie pewne zagrożenia, które wiążą się z jego zachowaniami. Ślepa akceptacja, usprawiedliwianie partnera, że np. pije, bo miał trudne dzieciństwo, to źle pojęta życzliwość, która może tylko pogłębiać uzależnienia czy inne problemy.
Pamiętajmy o wdzięczności
Jedną z form życzliwości jest okazywanie wdzięczności innym ludziom. Często się boimy, że kogoś przechwalimy. Jeszcze częściej uważamy, że różne rzeczy nam się należą i nawet nie zauważamy, że ktoś wykonał dla nas jakiś wysiłek, choćby śniadanie, poświęcił nam czas.
– To znowu jest kwestia uważności. Kiedy zaczynamy być wdzięczni i doceniać, co ktoś dla nas robi, to od razu jest milej między nami i ta druga osoba może robić to z większą gorliwością i chęcią. Wdzięczność buduje relacje w związku, rodzinie czy przyjaźni, chroni je przed różnymi perturbacjami – mówi psycholożka.
Równie ważne jest docenianie w pracy, nawet jeśli pracownik po prostu wykonuje swoje obowiązki. Badania pokazują, że często kwestie związane z okazywaniem szacunku, który łączy się właśnie z wdzięcznością i życzliwością, są ważniejsze dla pracowników niż pieniądze.
– Naprawdę warto budować świadomą życzliwość wobec innych. Najlepiej zacząć ten proces od kontaktu z samym sobą i uważności. Wtedy też dostrzeżemy różnicę, jaką wprowadzi bycie życzliwym, a nasze życie może się zmienić na lepsze – podkreśla dr Ewa Jarczewska-Gerc.