„Kodeks Wrażliwości w mediach społecznościowych”, który powstał z inicjatywy Fundacji Zdrowego Postępu, ma na celu nauczenie, jak być wrażliwym i odpowiedzialnym w cyfrowym świecie. O kulisach jego powstawania mówią Joanna Bogdanowicz-Antos, prezes Fundacji Zdrowego Postępu oraz prof. dr hab. n. o zdr. Ewa Mojs, psycholog, neuropsycholog i neuropsychoterapeuta, kierowniczka Katedry i Zakładu Psychologii Klinicznej UMP, członek Rady Naukowej MindHealth.
- Choroba psychiczna jest nadal stygmatem, ponieważ wiąże się z myśleniem, że osoba chora jest niezdolna do samodzielnego życia, do podejmowania decyzji o sobie, o swoich dzieciach, niezdolna do pracy
- Czasem osoba dzieląca się swoją trudną sytuacją w internecie nie oczekuje diagnozy ani leczenia, lecz chce po prostu podzielić się emocjami trudnymi do zniesienia
- Warto napisać: słuchaj, nie jestem specjalistą, ale wydaje mi się, że dobrze by było, żebyś o tym pogadał z kimś, kto się na tym naprawdę zna
- Zależy mi na tym, aby przygotowany przez nas Kodeks trafił do młodzieży, aby stał się drogowskazem dla nich i pokazał im, jak powinni postępować, kiedy z ich koleżanką lub kolegą dzieje się coś niepokojącego
Prof. dr hab. n. o zdr. Ewa Mojs
Joanna Bogdanowicz-Antos: Pani Profesor, skąd u Pani zainteresowanie udziałem w tym projekcie?
Prof. dr hab. n. o zdr. Ewa Mojs: Po pierwsze chciałabym serdecznie podziękować za zaproszenie do udziału w nim, bo to była fascynująca przygoda. Zainteresowanie tą inicjatywą wypływa z mojej bezpośredniej pracy z pacjentami. Na co dzień pracując jako terapeuta, spotykam się z młodzieżą, która bardzo często zgłasza się do mojego gabinetu, ponieważ była ofiarą hejtu również wtedy, kiedy wprost powiedziała, że potrzebuje pomocy psychologicznej, bo znajduje się w bardzo trudnej sytuacji życiowej.
Pani codzienna praktyka wskazuje na duży problem w obszarze zdrowia psychicznego u młodzieży, ale czy możemy zacząć od nakreślenia skali występowania tych problemów szerzej, na tle całej Polski? Jak wygląda to w przypadku zaburzeń psychicznych i występowania kryzysów psychicznych, na których skupiamy się w Kodeksie? Czy statystyki różnią się w zależności od grup wiekowych? Czy grupy młodsze, myślę tu o młodzieży, które są bardziej aktywne w mediach społecznościowych, są bardziej narażone właśnie na kryzys psychiczny?
Odwołując się do pierwszego pytania, chciałabym zwrócić uwagę, że w różnych danych dostępnych na świecie informacje dotyczące skali występowania problemów psychicznych są bardzo rozbieżne. Dane Głównego Urzędu Statystycznego pokazują nam, że 10-12% osób może mierzyć się w Polsce z problemami lub zaburzeniami psychicznymi, które diagnozuje się na podstawie klasyfikacji ICD-10 czy ICD-11. Natomiast jak popatrzymy na te rozpoznania, które pojawiają się zarówno w gabinetach prywatnych, jak i w publicznej ochronie zdrowia, to okazuje się, że niemal jedna czwarta osób, zwłaszcza w populacji młodzieżowej, doświadcza różnych trudności życiowych. Jeśli uwzględnimy również osoby zgłaszające trudności w funkcjonowaniu psychicznym, objawiające się pojedynczymi symptomami problemów psychicznych, liczba ta może wzrosnąć nawet do połowy populacji młodzieżowej. Są to zatrważające dane, które niestety nie znajdują odzwierciedlenia w oficjalnych danych GUS. Możemy zatem powiedzieć, że te oficjalne dane są absolutnie niedoszacowane. Niestety od wielu lat nasz system ochrony zdrowia napotyka na wiele trudności. Dlatego jestem przekonana, że powstanie „Kodeksu Wrażliwości w mediach społecznościowych” jest niesłychanie ważne.
Joanna Bogdanowicz-Antos
Kryzys psychiczny to stan zachwiania równowagi psychicznej, emocjonalnej i fizjologicznej, który daje zewnętrzne objawy, możliwe do zaobserwowania także wtedy, gdy dana osoba dzieli się swoimi przeżyciami w mediach społecznościowych. Czym różni się kryzys psychiczny obserwowany wśród naszych bliskich, znajomych czy współpracowników w życiu codziennym od tego, którego objawy możemy zaobserwować w mediach społecznościowych?
Warto zwrócić uwagę na to, że kryzysu psychicznego może doświadczyć każdy z nas, nawet osoba zdrowa psychicznie. Może się zdarzyć tak, że w życiu każdego z nas pojawi się sytuacja, która przekraczać będzie zasoby do radzenia sobie z nią i pojawią się różnego rodzaju trudności psychologiczne lub fizjologiczne. Takie jak np. zaburzenia snu, uczucie zmieszania, trudności w podejmowaniu decyzji, silne emocje. I wtedy mogą pojawić się różne problemy na tle psychicznym. Moje pokolenie funkcjonuje głównie w świecie rzeczywistym, tu i teraz. Łatwiej jest mu zwrócić się o pomoc, jeśli nie do profesjonalisty, to do przyjaciela, przyjaciółki, która wesprze dobrym słowem, pomoże, doradzi, będzie z nami.
Natomiast młodzież żyje w dwóch światach. Nie wiem, czy to lepiej, czy gorzej. Tak po prostu jest. I rzeczywiście widać, że kiedy młodzież korzysta z social mediów, ten kryzys również jest zauważalny. Warto jednak dodać, że możemy go zauważyć tylko wtedy, kiedy ta osoba nam o tym powie, lub kiedy jesteśmy w dłuższej, internetowej relacji, obserwujemy tę osobę, komunikujemy się z nią, wymieniamy jakieś informacje – wtedy możemy również zauważyć pewne sygnały czy zmianę w sposobie, w stylu funkcjonowania tej osoby. Kiedy widzimy, że np. zmienia się kolorystyka zdjęć na bardziej smutne, pojawia się inna częstotliwość i godziny publikacji. Czasem osoby borykające się z problemami psychicznymi, z gorszym stanem psychicznym usuwają konta, zaprzestają publikacji. To może być dla nas sygnał, że z osobą po drugiej stronie ekranu dzieje się coś niepokojącego. Warto jednak pamiętać, że liczba informacji i sygnałów w social mediach jest bardzo ograniczona, bo mamy praktycznie do dyspozycji tylko kanał werbalny, to co się pojawi w treści komunikatu oraz kanał pozawerbalny, praktycznie tylko ten wizualny. Warto pamiętać, że przygotowany przez nas Kodeks zawiera wskazówki, które mogą sugerować, że coś się dzieje po drugiej stronie, ale nie muszą. W obszarze emocji i samopoczucia możemy jedynie obserwować, ale nie będziemy wiedzieć na pewno, do momentu aż dana osoba nam tego nie powie.
Czyli można się pokusić o wniosek, że trzeba być częścią społeczności danej osoby w internecie, żeby móc zaobserwować kryzys psychiczny, czy w ogóle jakąkolwiek zmianę zachowania, tak jak wspomniała Pani Profesor. Czy Pani zdaniem łatwiej jest w takim razie zaobserwować te objawy w internecie czy w rzeczywistości?
Niestety nie ma prostej odpowiedzi na to pytanie. W świecie realnym widzimy osobę bliską naszemu sercu, którą znamy, a także kontekst, w jakim żyje. Mamy większy dostęp do informacji, co w tym świecie się wydarzyło, co jest przeciążeniem, które może doprowadzić właśnie do kryzysu psychicznego. Elementy takie jak nękanie w szkole (zwłaszcza w kontekście młodzieży), strata bliskiej osoby, diagnoza choroby u siebie lub bliskich – to sytuacje obciążające, które mogą prowadzić do kryzysu psychicznego. Natomiast w świecie wirtualnym, czy jest to łatwiejsze do rozpoznania? Tylko wtedy, kiedy nam ktoś o tym zasygnalizuje.
Internet jest takim medium, w którym coraz częściej pojawiają się osądy, wypowiedzi stają się bardzo ostre. Rzadko kiedy pojawiają się takie światłocienie, więc jak ktoś jest rzeczywiście w kryzysie i czuje się mocno bezradny, nie wie co ze sobą zrobić, to rzeczywiście pokazuje to w internecie w sposób jednoznaczny. Mam kryzys, nie wiem co ze sobą robić, żyć mi się nie chce, wszystko nie ma sensu. I to jest to ułatwienie dla otoczenia, dla osób, które pozostają w kontakcie z tą osobą, że mogą dość szybko zareagować. A jak powinny to zrobić? O tym mówimy właśnie w naszym Kodeksie. Natomiast w życiu realnym często te trudne sytuacje mogą być zamaskowane. Człowiek odsuwa myśli, zajmuje się czymś innym w swoim życiu, aby odroczyć emocje, które są zbyt trudne do zniesienia.
Nasz Kodeks ma także zachęcić do tego, żebyśmy reagowali i wspierali osoby w kryzysie. W tym roku jako Fundacja zrealizowaliśmy projekt „Alicja w krainie mam”, w ramach którego założyliśmy profil parentingowy na Instagramie, wygenerowany w całości przez AI, którego celem było uwrażliwienie matek na temat depresji poporodowej. Pomimo manifestowania w postach objawów depresji poporodowej, obserwujący konto użytkownicy nie zauważyli ich lub jak później nam przekazali, nie wiedzieli, jak zareagować na tego typu stan emocjonalny. Dlaczego jeszcze nie reagujemy, gdy mamy podejrzenia, że coś jest nie w porządku z osobą, którą obserwujemy w mediach społecznościowych?
Wspomniała Pani o dwóch ważnych tematach. Jedna rzecz to fakt, że rzeczywiście nie umiemy sobie poradzić z silnymi emocjami czy sytuacją trudną, którą doświadcza ktoś inny. Dlaczego nie umiemy? To już jest zupełnie inna rzecz, bo być może nie mamy takich doświadczeń. Być może też z domu nie nauczyliśmy się również tego, że na różne złe czary są te dobre. To jest też temat dla rodziców, żeby dzieciom nie tylko tworzyć atmosferę komfortu. Oczywiście komfortowo byłoby mieć cały czas tylko dobre sytuacje, ale nie zawsze jest to możliwe, bo każdy z nas wcześniej czy później napotka trudne sytuacje, z którymi będziemy musieli sobie poradzić. Dlatego potrzebna jest obecność rodziców, żeby nas uczyli, jak pokonywać różnego rodzaju trudności.
Drugi temat, który jest zdecydowanie bardziej poważny, to jest również to, że internet daje możliwość łatwego wyłączenia się. Czyli jeśli dana osoba nie radzi sobie z emocjami, które syntonicznie są wzbudzane wtedy, kiedy czyta się treści należące do drugiej osoby, która znajduje się w sytuacji kryzysu, to łatwo może zamknąć, wyłączyć komórkę, wyjść, nie ma tematu. Innym problemem jest także to, że my Polacy nie lubimy zajmować się sprawami innych ludzi. Mój dom, moją twierdzą. Nie chcemy interesować się problemami innych osób, bo po co nam problemy innych ludzi. Takie podejście buduje mur między ludźmi, oparty na przekonaniu, że to nie moja sprawa i nie chcę się tym zajmować.
Niestety do tego jeszcze dochodzi stygmatyzacja zdrowia psychicznego. Jak wspominała Pani Profesor, młodzież jest już bardzo świadoma tego tematu, ale niestety starsze pokolenia nadal stygmatyzują zdrowie psychiczne.
Oczywiście, jest to nadal zauważalne, bo przecież nikt z nas nie chce być chory psychicznie. Choroba psychiczna jest nadal bardzo dużym stygmatem, ponieważ wiąże się z myśleniem, że osoba chora jest niezdolna do samodzielnego życia, do podejmowania decyzji o sobie, o swoich dzieciach, niezdolna do pracy. To efekt kuli śnieżnej, gdzie w momencie rozpoznania zaburzenia psychicznego u danej osoby przypisujemy jej automatycznie kolejne ograniczenia. Dlatego nikt z nas nie chce być chory psychicznie ani „zarazić się” chorobą. Niestety, mity, jakie krążą wokół zdrowia psychicznego i w ogóle samej terapii czy leczenia, mogą do takich wniosków prowadzić.
W procesie tworzenia Kodeksu wszyscy zaangażowani eksperci – psychologowie, psychoterapeuci i psychiatrzy – spotkali się podczas warsztatu, na którym opracowywali zbiór zasad „Jak reagować i w jaki sposób nie reagować na kryzys psychiczny w mediach społecznościowych?”. Chciałabym, żebyśmy rozpoczęły od tego, jak nie reagować, bo chyba to jest łatwiejsze. Czy mogłaby Pani Profesor rozwinąć tę kwestię?
Część reakcji w internecie, które obserwujemy, jest rzeczywiście nieadekwatna, ponieważ wiążą się z tym, że od razu pojawia się diagnoza. Osoba po drugiej stronie ekranu opowiada o swoich trudnościach i od razu otrzymuje gotowe rozwiązanie – diagnozę. Słyszy: masz depresję, jesteś chory, idź się leczyć. Nie dostaje przestrzeni na uzewnętrznienie emocji. Czasem osoba dzieląca się swoją trudną sytuacją w internecie nie oczekuje diagnozy ani leczenia, lecz chce po prostu podzielić się emocjami trudnymi do zniesienia.
Wiemy o tym, że do diagnozy potrzeba specjalistów. Naprawdę nie jest to łatwa sytuacja i żaden człowiek, który nie ma doświadczenia lekarskiego lub psychologicznego, nie jest uprawniony do diagnozowania. Często pojawia się również tego typu reakcja jako gotowa wskazówka do działania: Idź, zrób. Nie znamy pełnego kontekstu życia, w którym dana osoba się znajduje. Takie gotowe rozwiązania możemy podpowiedzieć przyjacielowi, przyjaciółce, osobie, którą znamy w takiej zwyczajnej rzeczywistości, kiedy znamy kontekst, sytuację rodzinną, to taka dobra rada może być użyteczna. Natomiast, kiedy przyjaźnimy się w internecie, to tego typu porada pod tytułem „idź, zrób” jest nieuprawniona. Często też przestrzegamy przed tym, żeby nie negować emocji.
W mediach społecznościowych warto też zgłosić dany post, wtedy osoba otrzymuje pomóc, przynajmniej na Instagramie i na Facebooku taka funkcja działa. Jak więc powinno się reagować?
Tak naprawdę najważniejsze jest, aby reagować. My jako ludzie mamy wrodzoną zdolność do empatii, czyli taką zdolność do współodczuwania z drugą osobą tego samego, co ta osoba w danym momencie doświadcza. Dlatego jeśli czytamy czyjś emocjonalny komunikat, to czujemy podobnie, czujemy zamieszanie, niepewność, lęki, które mogą się pojawiać i to już zauważenie w sobie właśnie tych emocji, które pojawiają się dzięki naszej zdolności empatii, powinno stać się podstawą do tego, żeby zapytać: Hej, co tam? Jak się czujesz? Ważna jest zdolność empatyzowania, ale również wrażliwość na drugą osobę, właśnie ze względu na to, że mamy bardzo ograniczone kanały komunikacyjne, że pewne zmiany, które widzimy w zachowaniu, w treści, w formie przekazywanych komunikatów, mają nas zachęcić do reagowania, ale nie dawania gotowych rozwiązań. Warto napisać: słuchaj, nie jestem specjalistą, ale wydaje mi się, że dobrze by było, żebyś o tym pogadał z kimś, kto się na tym naprawdę zna. I tu dajemy osobie pewne rozwiązanie. Bardzo ważne jest także, aby za jakiś czas wrócić do osoby, u której zauważyliśmy zmiany świadczące o tym, że może się ona borykać z problemami psychicznymi czy gorszym stanem emocjonalnym. To jest czasem trudna decyzja i to naprawdę wymaga dużej odwagi cywilnej.
Efektem naszej wspólnej dyskusji było też podejrzenie, że nie pomagamy osobom w kryzysie psychicznym, bo nie wiemy, gdzie je skierować. Kodeks również zawiera te informacje.
W Kodeksie znalazły się informacje zarówno dotyczące telefonów zaufania, jak również informacje, jak dostać się do specjalisty psychiatrii. Dowiemy się, że odbywa się to bez skierowania, należy tylko znaleźć miejsce na wizytę. Pojawiły się również informacje o tym, że kontakt do psychologa w ramach publicznej ochrony zdrowia odbywa się ze skierowaniem. Chyba że zgłaszamy się bezpośrednio do pierwszego poziomu referencyjnego, czyli do Centrów Zdrowia Psychicznego. Można także korzystać z opieki fundacyjnej, ponieważ wiemy doskonale, że kolejki do specjalistów są w naszym kraju bardzo długie. Dlatego też w Kodeksie znalazły się odnośniki do fundacji, które oferują pomoc psychologiczną oraz informacje o prywatnej opiece.
To, co nam głównie przyświecało przy samym pomyśle na Kodeks, to chęć, by wpłynąć w określony sposób na zachowanie, zachęcić do reakcji i dać instrukcję, gotowe wskazówki przygotowane przez ekspertów, w jaki sposób zrobić to najlepiej. A jaki Pani Profesor przyświecał cel i w ogóle jakiego efektu tego Kodeksu się Pani spodziewa?
Zależy mi na tym, aby przygotowany przez nas Kodeks trafił do młodzieży, aby stał się drogowskazem dla nich i pokazał im, jak powinni postępować, kiedy z ich koleżanką lub kolegą dzieje się coś niepokojącego. Ważne jest, aby młodzież wiedziała, co zrobić, jak się zachować. Ponieważ takich instrukcji obsługi nie otrzymają od swoich rodziców. Mam nadzieję, że Kodeks będzie dla nich czytelny, atrakcyjny, prosty, napisany dobrym językiem, że uda się go wdrożyć w życie. I drugą rzeczą, o której marzę, jest właśnie to, że młodzież pójdzie do swoich rodziców i nauczy rodziców tego, jak postępować, reagować na kryzysy psychiczne.
Rozmawiała Joanna Bogdanowicz-Antos
Więcej informacji o „Kodeksie Wrażliwości w mediach społecznościowych” znajduje się pod linkiem: https://fundacjazdrowegopostepu.com/kodeks-wra-liwo-ci
Prof. dr hab. n. o zdr. Ewa Mojs – psycholog, neuropsycholog i neuropsychoterapeuta. Kierowniczka Katedry i Zakładu Psychologii Klinicznej Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu oraz Poradni Zdrowia Psychicznego UMP. Współtwórczyni Towarzystwa Naukowego Psychologii Klinicznej i Medycyny Behawioralnej oraz członek Rady Naukowej MindHealth. Członkini towarzystw naukowych. Wykładowczyni z zakresu psychologii klinicznej, neuronauki i neuropsychoterapii na wielu kierunkach studiów, kursach i szkoleniach, w tym podyplomowych UMP, SWPS i WSZIP. Promotorka w rozprawach doktorskich. Współautorka podręczników z zakresu psychologii klinicznej i neuropsychologii, np. „Kompetencje psychologiczne w pracy lekarza”. Autorka ponad 600 artykułów i wystąpień na konferencjach naukowych. Prowadzi badania z zakresu neuropsychologii klinicznej, następstw uszkodzeń układu nerwowego u dzieci oraz możliwości neurorehabilitacji wcześniaków. Ekspertka UE w zakresie zdrowia i zdrowego społeczeństwa, ekspertka ABM.
Joanna Bogdanowicz-Antos – prezes Fundacji Zdrowego Postępu. Od ponad 10 lat zajmuje się tworzeniem działań komunikacyjnych i edukacyjnych, działaniami systemowymi na rzecz zdrowia oraz buduje relacje z pacjentami i organizacjami pacjentów. W 2024 roku powołała Fundację Zdrowego Postępu, której celem jest prowadzenie działań edukacyjnych na temat profilaktyki chorób cywilizacyjnych oraz zachęcanie do regularnych badań diagnostycznych.