Szanowni Państwo,

Medycyna Praktyczna wykorzystuje w swoich serwisach pliki cookies i inne pokrewne technologie. Używamy cookies w celu dostosowania naszych serwisów do Państwa potrzeb oraz do celów analitycznych i marketingowych. Korzystamy z cookies własnych oraz innych podmiotów – naszych partnerów biznesowych.

Ustawienia dotyczące cookies mogą Państwo zmienić samodzielnie, modyfikując ustawienia przeglądarki internetowej. Informacje dotyczące zmiany ustawień oraz szczegóły dotyczące wykorzystania wspomnianych technologii zawarte są w naszej Polityce Prywatności.

Korzystając z naszych serwisów bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie plików cookies i podobnych technologii, opisanych w Polityce Prywatności.

Państwa zgoda jest dobrowolna, jednak jej brak może wpłynąć na komfort korzystania z naszych serwisów. Udzieloną zgodę mogą Państwo wycofać w każdej chwili, co jednak pozostanie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania dokonanego wcześniej na podstawie tej zgody.

Klikając przycisk Potwierdzam, wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie wyżej wymienionych technologii oraz potwierdzacie, że ustawienia przeglądarki są zgodne z Państwa preferencjami.

Po co pacjentom rzecznik?

Małgorzata Solecka
Kurier MP

Samorząd lekarski czeka na reakcję premier Beaty Szydło na list, skierowany na jej ręce w sprawie Rzecznika Praw Pacjenta. Lekarze zarzucają obecnemu Rzecznikowi, że stając w obronie pacjentów, jednocześnie narusza ich prawa – choćby do przedstawienia własnego stanowiska przed podjęciem przez urząd Rzecznika konkretnych działań. Kolejny zarzut dotyczy medialnej aktywności Krystyny B. Kozłowskiej, której zdarza się osądzić lekarza, zanim jego wina zostanie udowodniona.

Rzecznik Praw Pacjenta Krystyna B. Kozłowska. Fot. Marcin Onufryjuk / Agencja Gazeta

W mediach branżowych zabrali głos przedstawiciele organizacji pacjenckich. W obronie Rzecznika Praw Pacjenta stanął Stanisław Maćkowiak z Federacji Pacjentów Polskich. „Dobry rzecznik pacjentów powinien być niewygodny, bo walcząc w sprawie pacjentów może naruszać interesy innych środowisk w ochronie zdrowia - lekarzy, świadczeniodawców czy administracji publicznej” – napisała Ewa Borek, prezes Fundacji My Pacjenci.

To oczywiste, że Rzecznik Praw Pacjentów powinien stać po stronie pacjentów. Co więcej, działalność RPP może (a nawet powinna) naruszać interesy innych podmiotów systemu ochrony zdrowia, w tym lekarzy. Warunek – muszą być one sprzeczne z interesami i dobrem pacjentów. I muszą również, stać w sprzeczności z porządkiem prawnym. RPP może, wręcz powinien, podejmować działania, które wzmacniałyby pozycję najsłabszego ogniwa w systemie ochrony zdrowia, czyli pacjentów.


Maciej Hamankiewicz, prezes NRL. Fot. Włodzimierz Wasyluk

List prezesa Naczelnej Rady Lekarskiej Macieja Hamankiewicza do premier Beaty Szydło nie jest skargą na to, że Rzecznik Praw Pacjenta staje w obronie pacjentów. Prezes samorządu lekarskiego zwrócił przede wszystkim uwagę na wadliwe przepisy, nieprecyzyjne zapisy ustawy, które a priori upośledzają pozycję lekarzy (czy też podmiotów leczniczych, przychodni i szpitali) wobec Rzecznika Praw Pacjenta.

Ale problem z ustawą o Rzeczniku Praw Pacjenta jest poważniejszy, wręcz fundamentalny. Warto przypomnieć sobie, w jakich okolicznościach w marcu 2009 r. ustawa ta była uchwalana. Od wielu miesięcy (tak naprawdę od końca 2007 r.) zapowiadano słynny pakiet ustaw zdrowotnych. Przez cały 2008 r. Ministerstwo Zdrowia pracowało nad kolejnymi projektami, minister Ewa Kopacz rzucała kolejne pomysły, które nie przekładały się na konkrety. Ustawa o Rzeczniku Praw Pacjenta miała być takim właśnie konkretem. Konsumowała postulat wychodzący ze środowisk pacjenckich (Stowarzyszenia Primum Non Nocere), powołania pacjenckiego ombudsmana, którego zadaniem byłaby przede wszystkim obrona ofiar błędów medycznych – stowarzyszenie rozpoczęło nawet w 2004 r. zbiórkę podpisów pod obywatelskim projektem ustawy, ale sukcesu nie odniosło.

Ale rząd Platformy Obywatelskiej nie chciał, by Rzecznik Praw Pacjenta miał samodzielną pozycję – tak jak RPO czy nawet RPD. Już na etapie prac nad projektem, a potem podczas pierwszego uchwalania budżetu dla Rzecznika Praw Pacjenta, okazało się, że w dużym stopniu będzie to instytucja fasadowa, zajmująca się raczej bierną rejestracją przypadków naruszeń praw pacjenta niż działaniami na rzecz poprawy sytuacji pacjentów jako podmiotu systemu ochrony zdrowia. Personalna decyzja o obsadzie stanowiska przez byłą urzędniczkę Ministerstwa Zdrowia tylko to potwierdziła.


Bolesław Piecha. Fot. Sławomir Kamińśki / Agencja Gazeta

Lektura kolejnych stenogramów z posiedzeń Komisji Zdrowia, poświęconych sprawozdaniu z działalności RPP dostarcza niezliczonych argumentów za likwidacją tego urzędu, również w interesie samych pacjentów. Posłowie opozycji nie wahali się przed nazywaniem sprawozdań „beletrystyką”, czy publikacjami wręcz tabloidowymi, wskazując urzędującemu Rzecznikowi, że podejmuje nieliczne interwencje w sprawach konkretnych pacjentów, nie realizuje natomiast przewidzianych w ustawie zadań związanych np. z oceną skutków nowych regulacji czy przygotowywaniem własnych propozycji zmian w systemie ochrony zdrowia.

„Kolejny przykład: świadczeniodawcy obniżają koszty działalności poprzez ograniczenie wykonania badań diagnostycznych, w tym profilaktycznych. Jeżeli tak, to gdzie? Bo albo mamy gazetową publikację typu tabloid – nie będę cytować nazwy – albo mamy rzetelne sprawozdanie instytucji rządowej, która nazywa się urzędem Rzecznika Praw Pacjenta. Na takie rzeczy może sobie pozwalać Super Ekspress, a nie Rzecznik Praw Pacjenta” – grzmiał w 2012 r. Bolesław Piecha, przewodniczący Komisji Zdrowia.


Adam Sandauer. Fot. Julia Mafalda / Agencja Gazeta

Bierność Rzecznikowi Praw Pacjenta zarzucali też przedstawiciele pacjentów: brak reakcji na zmianę przepisów dotyczącą niestandardowej chemioterapii w 2010 r. („ten przepis wisiał na stronach NFZ przez wiele, wiele miesięcy. I zaczął się skandal w 2010 r. w styczniu, bo ludzie odchodzili ze szpitali nieleczeni. Rolę Rzecznika pełniły wtedy stacje TVN i Polsat, a Rzecznik czekał, aż premier zabierze głos i powie, żeby prezes NFZ zmienił ten przepis” – przypominał Adam Sandauer) oraz zmiany w zasadach refundacji leków, („Rzecznik też powinien był przestrzec, że nie ma możliwości weryfikacji, bo w ochronie zdrowia nie ma jeszcze systemu elektronicznego, czy pacjentowi przysługuje lek refundowany, czy nie i że może dojść do skandalu”).

Nota bene – piętnaście lat temu przeciw pomysłom powoływania odrębnej instytucji RPP jednoznacznie opowiedział się prof. Andrzej Zoll, urzędujący wówczas Rzecznik Praw Obywatelskich. „Musimy odpowiedzieć sobie na podstawowe pytanie: czy chcemy mieć mocną ochronę praw obywatelskich, czy ta ochrona ma być umiarkowana i do pewnego stopnia kontrolowana przez władzę, przede wszystkim wykonawczą. Stworzony w Polsce model kontroli przestrzegania praw obywatelskich jest stawiany za wzór. Rzecznik Praw Obywatelskich ma znacznie silniejszą pozycję w systemie prawnym, niż ma to miejsce w innych krajach, łącznie z krajami Unii Europejskiej. Ta siła m.in. polega na tym, że RPO jest upoważniony do kontroli całej działalności władzy publicznej” – mówił w rozmowie z „Rzeczpospolitą”.


Prof. Andrzej Zoll. Fot. Grzegorz Kozakiewicz

Podkreślał wówczas, że RPO może działać na płaszczyźnie ustawodawstwa (bo ma prawo zwracania się do Trybunału Konstytucyjnego o zbadanie zgodności z prawem uchwalanych aktów prawnych), może bezpośrednio kontrolować władzę wykonawczą (zwracając się o wyjaśnienia, czy podejmując interwencje w konkretnych przypadkach, gdy w grę wchodzą decyzje administracyjne), może też być aktywny na polu sądowym (występować z pozwami, przyłączać się do postępowania, w końcu wnosić środki zaskarżenia z kasacją włącznie). „I jeżeli chcielibyśmy osłabić ten model, to najlepiej zrobić to poprzez tworzenie resortowych rzeczników. Jest oczywiste, że ich uprawnienia będą mniejsze” – mówił, trafnie przewidując przyszłość.

Znacząca różnica: prof. Andrzej Zoll mówiąc o obronie praw pacjenta wskazywał przede wszystkim kontrolę władz publicznych. Doskonale wiedział, że podstawowym problemem pacjentów-obywateli jest albo złe prawo, albo złe decyzje administracyjne. Rzecznika Praw Pacjentów ten aspekt działalności jakby nie dotyczył (choć ustawa daje uprawnienia, np. wnioskowania o inicjatywę ustawodawczą czy wręcz przygotowywania projektów aktów prawnych i przedkładania ich rządowi). Skupia się na sprawach jednostkowych, to nie znaczy – błahych. W dodatku, jak podnosi prezes Maciej Hamankiewicz w swoim liście, szwankują procedury wyjaśniania przez Rzecznika Praw Pacjenta domniemanych naruszeń praw i interesów pacjentów.

Urzędnik państwowy nie może działać na rzecz jednej grupy (czy jednostki), naruszając prawa innej grupy (czy jednostki). Jeśli takie działania są możliwe – przepisy trzeba zmienić.

12.04.2016

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.

Na co choruje system ochrony zdrowia

  • Pięć minut dla pacjenta
    Lekarze rodzinni mają na zbadanie jednego pacjenta średnio po kilka minut. Taka sytuacja rodzi frustracje po obu stronach – wśród chorych, bo chcieliby więcej uwagi, oraz wśród lekarzy, bo nie mogą jej pacjentom poświęcić.
  • Dlaczego pacjenci muszą czekać w kolejkach?
    Narodowy Fundusz Zdrowia wydaje rocznie na leczenie pacjentów ponad 60 mld zł. Ale ani te pieniądze, ani rozwiązania wprowadzane przez Ministerstwo Zdrowia – tzw. pakiet onkologiczny i pakiet kolejkowy – nie zmienią sytuacji. Dlaczego?