Szanowni Państwo,

Medycyna Praktyczna wykorzystuje w swoich serwisach pliki cookies i inne pokrewne technologie. Używamy cookies w celu dostosowania naszych serwisów do Państwa potrzeb oraz do celów analitycznych i marketingowych. Korzystamy z cookies własnych oraz innych podmiotów – naszych partnerów biznesowych.

Ustawienia dotyczące cookies mogą Państwo zmienić samodzielnie, modyfikując ustawienia przeglądarki internetowej. Informacje dotyczące zmiany ustawień oraz szczegóły dotyczące wykorzystania wspomnianych technologii zawarte są w naszej Polityce Prywatności.

Korzystając z naszych serwisów bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie plików cookies i podobnych technologii, opisanych w Polityce Prywatności.

Państwa zgoda jest dobrowolna, jednak jej brak może wpłynąć na komfort korzystania z naszych serwisów. Udzieloną zgodę mogą Państwo wycofać w każdej chwili, co jednak pozostanie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania dokonanego wcześniej na podstawie tej zgody.

Klikając przycisk Potwierdzam, wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie wyżej wymienionych technologii oraz potwierdzacie, że ustawienia przeglądarki są zgodne z Państwa preferencjami.

Życie bez opt-out

Jerzy Dziekoński
Kurier MP

Jeszcze kilka miesięcy temu Filip Płużański, rezydent z Łodzi potrafił, biorąc dyżur po dyżurze, przepracować ponad 300 godzin w miesiącu. Dzisiaj, bez klauzuli opt-out, pracuje maksymalnie 48 godzin w tygodniu. Efekty? Znajduje czas na zabawę z dziećmi, na naukę i przede wszystkim znacznie wyżej ocenia swoją pracę z pacjentami.

Filip Płużański. Fot. Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta

Kiedy w połowie 2016 roku Porozumienie Rezydentów OZZL zorganizowało swój przemarsz przez Warszawę, twarzą rezydenckich postulatów w województwie łódzkim został Filip Płużański. „Dziennik Łódzki”, opisując sytuację młodych lekarzy w trakcie specjalizacji, posłużył się jego przykładem.

„Środowy dyżur zaczął o 7.30, ale spał krótko, bo dzień wcześniej został dłużej w szpitalu. Nadgodziny to u niego standard. Zbyt wielu pacjentów, zbyt wiele poważnych przypadków, które wymagały dłuższej konsultacji i wypisania stosu wymaganych dziś papierów. Odwiedziłam go na dyżurze chwilę po północy, już w czwartek. Właśnie zajmował się swoim 67 pacjentem tego dnia. W kolejce czekało jeszcze kilkoro innych, mocno zniecierpliwionych. Gdy przywitał mnie w drzwiach Oddziału Ortopedii Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego im. WAM w Łodzi, w którym robi specjalizację w ramach rezydentury, był wycieńczony” – czytamy w artykule poświęconym sytuacji rezydentów.

Czas dla rodziny

Lekarz nadal szkoli się na oddziale ortopedii Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego im. WAM w Łodzi, ale w grafiku jego pracy zaszły zmiany. Przed wypowiedzeniem klauzuli opt-out lekarz pracował w kilku miejscach, nawet ponad 300 godzin miesięcznie. Dwa miesiące temu zdecydował jednak, że przyłączy się do rezydenckiej akcji wypowiadania „opt-outów”. Zmiana, jaką z żoną, również lekarką, odnotowali, jest tak duża, że zamierzają pójść o krok dalej i od stycznia przyszłego roku lekarska para zamierza zrezygnować ze wszystkich dodatkowych prac.

Płużański wspomina, że kiedy wypowiedział klauzulę opt-out, kadrowa zapytała go, co się stało, bo przecież brał po 13 dyżurów w miesiącu.

- Zacząłem cenić czas spędzony z rodziną. Mam dwójkę dzieci i istotne dla mnie jest to, żeby spędzić z nimi czas, nie snując się po dyżurze, kiedy to przesypiam cały dzień i po przebudzeniu muszę przygotować się do pracy – mówi rezydent. – Moja żona też jest lekarzem i też dyżuruje. Nawet jeśli przyjmiemy, że każde z nas ma tylko po cztery dyżury w miesiącu, to i tak mamy tych dyżurów osiem. Dlatego tak istotne jest dla nas to, żeby ograniczyć tryb dyżurowy. Niekończące się dyżury wpływają w sposób bardzo destrukcyjny na każdą relację.

Mniej godzin, lepiej dla pacjentów

Porozumienie Rezydentów OZZL przekonuje do wypowiadania klauzuli opt-out pod hasłem „stawiamy na jakość”. Nasz rozmówca potwierdza tę ideę.

– Z mojego punktu widzenia zmiana jest ogromna. Po pierwsze nie jestem patologicznie zmęczony. Zmęczenie na dyżurach przekłada się na to, w jaki sposób reagujemy na pacjentów. Pracując z ludźmi zawsze jesteśmy narażeni na stres. Jeżeli jesteśmy przemęczeni, zdarza się, że jesteśmy niemili, opryskliwi, czy bardzo techniczni lub powierzchowni w kontakcie. Bardzo często wynika to właśnie z przemęczenia, z tego, że jest to 20 godzina dyżuru - mówi lekarz.

Po czym dodaje, że zdał sobie sprawę z faktu, że pracując mniej, może tak naprawę więcej. – Wcześniej, kiedy brałem po 13 dyżurów w miesiącu, sądziłem, że wszystko zależy od mojej wytrzymałości. To błędne myślenie. Myślę, że wielu kolegów również błędnie szacuje swoje możliwości, swoją wytrzymałość i sprawność psychofizyczną. Jest mnóstwo badań, które pokazują, że np. u kierowcy, który jedzie zbyt długo, spada atencja, możliwość zapamiętywania, szybkość podejmowania, decyzji, reakcji. W przypadku kierowców czas pracy jest ograniczony. W przypadku lekarzy, ze względu na ogromne niedobory kadrowe, takie ograniczenia nie obowiązują. Wszyscy mówią, że jakoś to będzie. W moim mniemaniu w ten sposób bardzo tracimy na jakości opieki medycznej w Polsce.

Filip Płużański wspomina przy tym zajęcia na uczelni i ubolewa, że wiedza naukowa nie przekłada się na praktykę:

- W trakcie studiów jeden z moich nauczycieli, doc. Timler, pokazał nam badania, z których wynikało, że ryzyko zakłucia chirurga w trakcie zabiegu powyżej trzech, sześciu i dziewięciu godzin ciągłej pracy wzrasta do 60 procent. To właśnie pokazuje, jak zmęczenie rzutuje na ryzyko powikłań czy poważnego błędu. Nikt o tym nie mówi. W ochronie zdrowia nie ma odważnych, którzy postawiliby takie pytania, nie mówiąc osobach, które zechciałyby udzielić rzetelnej odpowiedzi. Myślę, że odpowiedź pokazałaby ogrom problemu z jakim mamy w tej chwili do czynienia.

Prawdę tę starają się pokazać przedstawiciele PR OZZL. Już w tej chwili są szpitale, gdzie po wypowiedzeniu klauzuli opt-out przez rezydentów i specjalistów, dyrektorom brakuje możliwości łatania dziur kadrowych i obsadzenia dyżurów.

Jak przewiduje nasz rozmówca, efekt ten może spotęgować fakt, że wielu lekarzy wypowiadających klauzulę ograniczy swoją aktywność zawodową do jednego miejsca pracy.

- Bardzo wielu lekarzy pracuje, biorąc po kilka dyżurów w swoim podstawowym miejscu pracy plus dodatkowe sześć czy osiem dyżurów w innym. W przeciągu ostatnich kilku lat pojawiło się w prasie wiele przykładów lekarzy pracujących kilka dób po rząd. Obecny system opiera się właśnie na takim rozwiązaniu. Nie wynika to z naszej pazerności, my nie walczymy o lepszy samochód czy o ogromne mieszkanie. Walczymy o normalność. Przecież licząc nakłady pracy, lekarze o wiele efektywniej finansowo mogliby wykorzystać swój czas pracując w biznesie, aniżeli dyżurując w publicznej ochronie zdrowia. Kilkanaście dyżurów w miesiącu to nie jest lukratywne przedsięwzięcie – wyjaśnia młody lekarz.

Spadek dochodów

Płużański przyznaje, że odczuł spadek dochodów po wypowiedzeniu klauzuli opt-out. Nie jest to jednak spadek na tyle duży, aby znacząco wpłynął na jego dotychczasową stopę życiową.

- I to jest właśnie chory system wynagradzania. Powyżej szóstego dyżuru rezydenckiego zaczynamy mniej zarabiać. Nie otrzymujemy wynagrodzenia za zejście po dyżurze – to niestety rzeczywistość w bardzo wielu placówkach, że szpital nie płaci nam za dzień po dyżurze, kiedy nie ma nas w pracy, a kiedy musimy spełnić wymóg 11-godzinnego odpoczynku. Wychodzi na to, że zwiększając liczbę dyżurów, sumaryczną liczbę przepracowanych godzin, zmniejszam podstawę, od której naliczane są dyżury. W ten sposób, powyżej szóstego dyżuru, jest on coraz mniej płatny. Z finansowego punktu widzenia nie ma to sensu – tłumaczy rezydent.

Mimo fatalnej kondycji kadrowej w szpitalach, mimo systemu wynagradzania dalekiego od tego, czego oczekują młodzi lekarze, Filip Płużański nie chce nazywać wypowiadania klauzuli opt-out protestem.

- To raczej przywracanie normalności. Kiedy ruch rezydencki rozpoczął dwa lata temu walkę o zmiany, istniało przekonanie, że konieczność ich wprowadzenia w końcu zostanie przez polityków dostrzeżona. Tymczasem nic się nie zmieniło. To ostatnia deska ratunku dla systemu ochrony zdrowia w Polsce. Mamy ministra zdrowia, który będąc prezesem Naczelnej Rady Lekarskiej, mówił o problemie i sam proponował adekwatne rozwiązania, dzisiaj odsyła nas do 2025 roku, zapewniając, że wtedy będzie lepiej. Moim zdaniem to oszukiwanie pacjentów – podsumowuje Filip Płużański.

Data utworzenia: 21.12.2017
Życie bez opt-outOceń:
(5.00/5 z 13 ocen)
Zobacz także

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.

Na co choruje system ochrony zdrowia

  • Opieka transgraniczna ciągle na marginesie
    Mobilność pacjentów wewnątrz Unii Europejskiej nie zwiększyła się radykalnie, mimo że dyrektywa dotycząca uprawnień do opieki transgranicznej obowiązuje już od dobrych kilku lat – wynika z opublikowanego właśnie sprawozdania Komisji Europejskiej.
  • Najwięcej błędnych interpretacji RODO – w sektorze zdrowia
    Najwięcej błędnych interpretacji przepisów ogólnego rozporządzenia o ochronie danych (RODO) jest w sektorze zdrowia – ocenia ekspert z Ministerstwa Cyfryzacji dr Maciej Kawecki. Dlatego – jak mówi – powstał poradnik, jak stosować przepisy.