Życie bez opt-out

Jerzy Dziekoński
Kurier MP

Jeszcze kilka miesięcy temu Filip Płużański, rezydent z Łodzi potrafił, biorąc dyżur po dyżurze, przepracować ponad 300 godzin w miesiącu. Dzisiaj, bez klauzuli opt-out, pracuje maksymalnie 48 godzin w tygodniu. Efekty? Znajduje czas na zabawę z dziećmi, na naukę i przede wszystkim znacznie wyżej ocenia swoją pracę z pacjentami.

Filip Płużański. Fot. Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta

Kiedy w połowie 2016 roku Porozumienie Rezydentów OZZL zorganizowało swój przemarsz przez Warszawę, twarzą rezydenckich postulatów w województwie łódzkim został Filip Płużański. „Dziennik Łódzki”, opisując sytuację młodych lekarzy w trakcie specjalizacji, posłużył się jego przykładem.

„Środowy dyżur zaczął o 7.30, ale spał krótko, bo dzień wcześniej został dłużej w szpitalu. Nadgodziny to u niego standard. Zbyt wielu pacjentów, zbyt wiele poważnych przypadków, które wymagały dłuższej konsultacji i wypisania stosu wymaganych dziś papierów. Odwiedziłam go na dyżurze chwilę po północy, już w czwartek. Właśnie zajmował się swoim 67 pacjentem tego dnia. W kolejce czekało jeszcze kilkoro innych, mocno zniecierpliwionych. Gdy przywitał mnie w drzwiach Oddziału Ortopedii Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego im. WAM w Łodzi, w którym robi specjalizację w ramach rezydentury, był wycieńczony” – czytamy w artykule poświęconym sytuacji rezydentów.

Czas dla rodziny

Lekarz nadal szkoli się na oddziale ortopedii Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego im. WAM w Łodzi, ale w grafiku jego pracy zaszły zmiany. Przed wypowiedzeniem klauzuli opt-out lekarz pracował w kilku miejscach, nawet ponad 300 godzin miesięcznie. Dwa miesiące temu zdecydował jednak, że przyłączy się do rezydenckiej akcji wypowiadania „opt-outów”. Zmiana, jaką z żoną, również lekarką, odnotowali, jest tak duża, że zamierzają pójść o krok dalej i od stycznia przyszłego roku lekarska para zamierza zrezygnować ze wszystkich dodatkowych prac.

Płużański wspomina, że kiedy wypowiedział klauzulę opt-out, kadrowa zapytała go, co się stało, bo przecież brał po 13 dyżurów w miesiącu.

- Zacząłem cenić czas spędzony z rodziną. Mam dwójkę dzieci i istotne dla mnie jest to, żeby spędzić z nimi czas, nie snując się po dyżurze, kiedy to przesypiam cały dzień i po przebudzeniu muszę przygotować się do pracy – mówi rezydent. – Moja żona też jest lekarzem i też dyżuruje. Nawet jeśli przyjmiemy, że każde z nas ma tylko po cztery dyżury w miesiącu, to i tak mamy tych dyżurów osiem. Dlatego tak istotne jest dla nas to, żeby ograniczyć tryb dyżurowy. Niekończące się dyżury wpływają w sposób bardzo destrukcyjny na każdą relację.

Mniej godzin, lepiej dla pacjentów

Porozumienie Rezydentów OZZL przekonuje do wypowiadania klauzuli opt-out pod hasłem „stawiamy na jakość”. Nasz rozmówca potwierdza tę ideę.

– Z mojego punktu widzenia zmiana jest ogromna. Po pierwsze nie jestem patologicznie zmęczony. Zmęczenie na dyżurach przekłada się na to, w jaki sposób reagujemy na pacjentów. Pracując z ludźmi zawsze jesteśmy narażeni na stres. Jeżeli jesteśmy przemęczeni, zdarza się, że jesteśmy niemili, opryskliwi, czy bardzo techniczni lub powierzchowni w kontakcie. Bardzo często wynika to właśnie z przemęczenia, z tego, że jest to 20 godzina dyżuru - mówi lekarz.

Po czym dodaje, że zdał sobie sprawę z faktu, że pracując mniej, może tak naprawę więcej. – Wcześniej, kiedy brałem po 13 dyżurów w miesiącu, sądziłem, że wszystko zależy od mojej wytrzymałości. To błędne myślenie. Myślę, że wielu kolegów również błędnie szacuje swoje możliwości, swoją wytrzymałość i sprawność psychofizyczną. Jest mnóstwo badań, które pokazują, że np. u kierowcy, który jedzie zbyt długo, spada atencja, możliwość zapamiętywania, szybkość podejmowania, decyzji, reakcji. W przypadku kierowców czas pracy jest ograniczony. W przypadku lekarzy, ze względu na ogromne niedobory kadrowe, takie ograniczenia nie obowiązują. Wszyscy mówią, że jakoś to będzie. W moim mniemaniu w ten sposób bardzo tracimy na jakości opieki medycznej w Polsce.

Filip Płużański wspomina przy tym zajęcia na uczelni i ubolewa, że wiedza naukowa nie przekłada się na praktykę:

- W trakcie studiów jeden z moich nauczycieli, doc. Timler, pokazał nam badania, z których wynikało, że ryzyko zakłucia chirurga w trakcie zabiegu powyżej trzech, sześciu i dziewięciu godzin ciągłej pracy wzrasta do 60 procent. To właśnie pokazuje, jak zmęczenie rzutuje na ryzyko powikłań czy poważnego błędu. Nikt o tym nie mówi. W ochronie zdrowia nie ma odważnych, którzy postawiliby takie pytania, nie mówiąc osobach, które zechciałyby udzielić rzetelnej odpowiedzi. Myślę, że odpowiedź pokazałaby ogrom problemu z jakim mamy w tej chwili do czynienia.

Prawdę tę starają się pokazać przedstawiciele PR OZZL. Już w tej chwili są szpitale, gdzie po wypowiedzeniu klauzuli opt-out przez rezydentów i specjalistów, dyrektorom brakuje możliwości łatania dziur kadrowych i obsadzenia dyżurów.

Jak przewiduje nasz rozmówca, efekt ten może spotęgować fakt, że wielu lekarzy wypowiadających klauzulę ograniczy swoją aktywność zawodową do jednego miejsca pracy.

- Bardzo wielu lekarzy pracuje, biorąc po kilka dyżurów w swoim podstawowym miejscu pracy plus dodatkowe sześć czy osiem dyżurów w innym. W przeciągu ostatnich kilku lat pojawiło się w prasie wiele przykładów lekarzy pracujących kilka dób po rząd. Obecny system opiera się właśnie na takim rozwiązaniu. Nie wynika to z naszej pazerności, my nie walczymy o lepszy samochód czy o ogromne mieszkanie. Walczymy o normalność. Przecież licząc nakłady pracy, lekarze o wiele efektywniej finansowo mogliby wykorzystać swój czas pracując w biznesie, aniżeli dyżurując w publicznej ochronie zdrowia. Kilkanaście dyżurów w miesiącu to nie jest lukratywne przedsięwzięcie – wyjaśnia młody lekarz.

Spadek dochodów

Płużański przyznaje, że odczuł spadek dochodów po wypowiedzeniu klauzuli opt-out. Nie jest to jednak spadek na tyle duży, aby znacząco wpłynął na jego dotychczasową stopę życiową.

- I to jest właśnie chory system wynagradzania. Powyżej szóstego dyżuru rezydenckiego zaczynamy mniej zarabiać. Nie otrzymujemy wynagrodzenia za zejście po dyżurze – to niestety rzeczywistość w bardzo wielu placówkach, że szpital nie płaci nam za dzień po dyżurze, kiedy nie ma nas w pracy, a kiedy musimy spełnić wymóg 11-godzinnego odpoczynku. Wychodzi na to, że zwiększając liczbę dyżurów, sumaryczną liczbę przepracowanych godzin, zmniejszam podstawę, od której naliczane są dyżury. W ten sposób, powyżej szóstego dyżuru, jest on coraz mniej płatny. Z finansowego punktu widzenia nie ma to sensu – tłumaczy rezydent.

Mimo fatalnej kondycji kadrowej w szpitalach, mimo systemu wynagradzania dalekiego od tego, czego oczekują młodzi lekarze, Filip Płużański nie chce nazywać wypowiadania klauzuli opt-out protestem.

- To raczej przywracanie normalności. Kiedy ruch rezydencki rozpoczął dwa lata temu walkę o zmiany, istniało przekonanie, że konieczność ich wprowadzenia w końcu zostanie przez polityków dostrzeżona. Tymczasem nic się nie zmieniło. To ostatnia deska ratunku dla systemu ochrony zdrowia w Polsce. Mamy ministra zdrowia, który będąc prezesem Naczelnej Rady Lekarskiej, mówił o problemie i sam proponował adekwatne rozwiązania, dzisiaj odsyła nas do 2025 roku, zapewniając, że wtedy będzie lepiej. Moim zdaniem to oszukiwanie pacjentów – podsumowuje Filip Płużański.

Data utworzenia: 21.12.2017
Życie bez opt-outOceń:
(5.00/5 z 13 ocen)
Zobacz także
Wysłanie wiadomości oznacza akceptację regulaminu
    • Yuriy
      2017-12-30 12:25
      Samopoczucie lepsze, zadowolony, spadek dochodów niewielki - no to w czym problem? Kłopoty z obsadzaniem dyżurów, pracą szpitali po wypowiedzeniu opt-out? W jaki sposób zostałyby one rozwiązane w chwili, w której wynagrodzenie rezydentów (czy ogólnie lekarzy) wzrosłoby? Znowu pan rezydent pracowałby więcej, aniżeli chce? Problem protestu rezydentów jest taki, że mam wrażenie próby mydlenia oczu. Może w końcu ktoś uczciwie napisze, że chodzi o pieniądze, bo przyjemniej pracuje się i dyżuruje za kwotę 3x, niż x? Takie opowieści brzmią może i wiarygodnie, ale wyłącznie dla osób, które nie mają bezpośredniego kontaktu z przedstawicielami środowiska. Pieniądze zarabiacie w pobocznych pracach - POZ, NPL itd. To stąd to zmęczenie, a nie z dyżurowania na macierzystym oddziale. I w tych miejscach zarabiacie dobrze. W końcu stąd wzięło się powiedzenie o "weekendzie rezydenta".odpowiedz
      • byle do PESu
        2018-01-01 06:54
        A może by tak odciążyć lekarzy od pracy biurowej, bo obecnie robią za sekretarki? Zwiększyć finansowanie, zatrudnić do pomocy asystentów medycznych i lekarz da radę zająć się większą liczbą pacjentów w ciągu dnia, za co oczywiście powinien dostać wyższe wynagrodzenie. Czy gdzieś jeszcze w Europie lekarze numerują strony historii choroby albo wypełniają stosy kart, z których kompletnie nic nie wynika dla pacjenta?odpowiedz
      • Odwróć kłamstwo.
        2017-12-30 16:00
        "Samopoczucie lepsze, zadowolony, spadek dochodów niewielki - no to w czym problem? Kłopoty z obsadzaniem dyżurów, pracą szpitali po wypowiedzeniu opt-out? W jaki sposób zostałyby one rozwiązane w chwili, w której wynagrodzenie rezydentów (czy ogólnie lekarzy) wzrosłoby?" Myślę, że każdy rezydent zmądrzał i już nie będzie pracował więcej niż 48h tygodniowo (pracownik za zwyczaj pracuje do 40h tygodniowo), chyba, że sobie nałożył pętlę na szyję w postaci kredytu etc. Wyższa pensja = mniej pracy. 48h to uczciwy czas pracy lekarza na tydzień. Duży problem ma rząd/PiS. Naobiecywali ludziom gruszek na wierzbach, a okaże się, że i wierzb i gruszek nie będzie.odpowiedz
    • prawdziwy
      2017-12-23 12:34
      [dzielny pacjent] przyznaję w 100% rację. Niech się lekarze dogadają między sobą. Podaję przykład - szpital w Bdg Jurasza niech Pan rezydent zobaczy jakimi samochodami jeżdżą lekarze. Teraz w tym tyg widziałem jak do mercedesa klasy S lekarz wkładał torebki z prezentami do bagażnika bo tak by się nie zmieściły. Nie lubię również zaglądać przysłowiowo "do portfela". Po specjalizacji ile się płaci za wizytę? ile z badań klinicznych gdzie jest to całkowicie niejawne owiane tajemnicą - krocie. Firmy farmaceutyczne i sympozja. Nigdy nie było takiej sytuacji bo czasy też się zmieniły. Komercjalizacja życia i materializm nas ogarnął proszę państwa. Kiedyś ten zawód to była misja i bez względy na pieniądze lekarze chcieli leczyć. Dziś zawód by był szanowany musi być "popłatny". Ci młodzi ludzie, młodzi lekarze klepani po plecach innych i swojej rodziny. Zetknęli sie z rzeczywistością nawet lepszą niż wiele innych ludzi mogłoby sobie pomażyć i co? Nie chcą pracować, myśleli, że to będzie praca za którą dostaną krocie i każdy się będzie kłaniał w pas. Teraz liczy się to co umiesz - mechanik samochodowy dobry - dobrze zarobi, budowlaniec, prawnik, fryzjer dobry. Lekarz po studiach? moja siostra jest przykładem skończyła i nie umie za wiele. Ma dzieci i nie ma czasu protestować choć wie, że nie jest kolorowo. Jest budżetówka i to zawsze będzie studnia bez dna ile by się nie wrzuciło pieniędzy zobaczcie uczelnie np ALK jaki ma poziom i jak to jest super zorganizowane, a państwowa uczelnia? etetó połowe uciać i tak by tego nikt nie dostrzegł. Kaloryfer grzeje, a upał na zewnątrz. Zrobić to prywatne i wtedy tynek sam wartość określi jaka jest bo konkurencja to inteligentny twór gospodarki wolnorynkowej. Pozdrawiamodpowiedz
    • dzielny pacjent
      2017-12-22 21:16
      Szanowny rezydencie widzę że połowa tekstu mówi prawdę a druga to nierzetelne informacje. Ja rozumiem że chcielibyście dostawać po 10-15 tysięcy na miesiąc za normalny etat ok. Tylko proszę popatrzeć w przyszłość bo rezydentura nie trwa wiecznie a potem straci Pan rezydenturę zostanie lekarzem specjalistą i powie znowu. Że skoro rezydent zarabia 10tyś to lekarz z takim doświadczeniem musi więcej i kolejny raz protest ale już lekarzy bo doświadczenie kosztuje tak. Nie chce panu zaglądać do sytuacji majątkowej ale mam też znajomych rezydentów i lekarzy bo to też są moi klienci i wiem w jakich domach mieszkają i jakimi autami jeżdżą. Pan tego nie skomentuje bo po co lepiej artykuły pisać jak to źle rezydentom. Ja mam pełen szacunek do waszej pracy ale to co pan robi to jest pokazówka. Niech Pan się postawi w sytuacji powiedzmy magistra budownictwa, po studiach pomimo praktyk nie zarabia kokosów i dopiero po kilku latach może się wybić i zarabiać przyzwoite pieniądze. Pan powie bo rezydent lekarz odpowiada za zdrowie ale magister budownictwa też odpowiada bo załóżmy że źle zaprojektuje dom, budynek publiczny(szpital) czy powiedzmy tamę i też dochodzi do tragedii. W budownictwie też zdarzają się wypadki np dach zarywa się czy runie ściana itp. I co też magister inżynier ma zrobić? Protestować? Tylko kto wysłucha tego protestu skoro pracodawcami są firmy prywatne i spółki..... Powie pan to niech szukają gdzie indziej pracy tak... to to samo można powiedzieć do rezydentów w takim przypadku. Ba dalej idąc ratownicy medyczni po studiach idą pracować i też nie mają odpowiedniego doświadczenia bo nigdy nie wiedzą na co trafią. Muszą w momencie podejmować decyzję i są zdani na siebie samego. Ratownik pomyli się i sam musi sie bronić w sądzie. Was to już nie dotyczy bo macie izbę lekarską która wstawi się za wami.... widzi pan różnicę. Młodzi ratownicy nie zarabiają kokosów jak i później z doświadczeniem. Widziałem już nie jednokrotnie jak para ratowników dygają z pacjentem z 4 piętra bo nie ma windy. Dorze jak to jest dwóch silnych ratowników a jak jest kobieta to tylko im współczuć. Dalej idąc lekarze którzy wystawiają zaświadczenia zdrowia np na kursy prawa jazdy czy operatorów maszyn powinni mniej zarabiać bo oni jednego dnia są w stanie zarobić połowę pana pensji a odpowiedzialności i badań praktycznie żadnych. Taka prawda niech pan się zastanowi przed kolejnym artykułemodpowiedz
      • Artur
        2018-01-08 23:52
        Myli się Pan. izba w sądzie nie kiwnie palcem. A ani ratownikom, ani specjalistom rezydenci zarobków nie wypominają. Ale skoro oni sami nie chcą się dopomnieć o podwyżki, to my mamy to robić za nich. W ogóle z pana tekstu przebija nieco przygłupie "ja mam źle, to niech inni też mają". No bo jakie korzyści odniesie inżynier z tego, że lekarz będzie mało zarabiał równie. Poza tym pensje inżyniera ustala rynek. Jeżeli chce pan takie same zasady wprowadzić w opiece zdrowotnej, to proszę bardzo. Pytanie czy społeczeństwo się zgodzi. Co do pańskich klientów. Widzi Pan ich dostatek, ale to jak dlugo musieli na niego pracować już Panu umyka.odpowiedz
      • Moje dzieci nie będą lekarzami :) , a do leczenia zawsze znajdzie sie jakiś łoś
        2017-12-25 10:15
        Jestem lekarzem ze specjalizacją, mieszkam w ładnym domu i przywyklem do patologii jaka fundujemy (system NFZ - pacjent kosztem i zlem koniecznym) chorym ludziom. Jest mi po prostu wstyd, że limity NFZ ograniczają leczenie chorych. To co na Zachód od Odry jest standardem u nas jest czymś nieziemskim. To co robi PiS lub nie robi w ochronie zdrowia to wstyd do potęgi. WHO określa taki kraje jak Polska, że PKB musi być min na poziomie 6,8% na ochornę zdrowię aby było jako tako tzn niezbędne minimum - u nas jest porównywalnie jedynie jak w Rumunii (jestesmy na przedostatnim miejscu w EU pod względem wydatków na medycynę), choc chcemy byc leczenia jak we Francji. Wyleczalność z raka (nowotwór złośliwy) w krajach zachodniej około 75%, w Polsce 25%. Profilaktyka "zerowa" w Polsce wielu chorób. U nas diagnostyka raka rozpoczyna się jak chory ma objawy - to już jest do leczenia paliatywnego, a nie do wyleczenia. Lekarz rodziny (podstawa każdego systemu) ma płacone w ramach NFZ około 14 pln za głowę na miesiąc ryczałtem (uczciwa stawka wyliczona przez ekspertów to około 50pln na warunki polskie aby był minimalny poziom diagnostyki i leczenia). Czyli wniosek - jak nie ma pacjenta nie wydaje sie na Niego pieniędzy to jest OK (optymalnie jak pacjent "nie zawraca" głowy lekarzowi rodzinnemu do śmierci), a jak jest chory to 14pln to za mało. Szpitale maja limity które wiecznie przekraczają, bo za mało środków w systemie, co wiąże się z notorycznym "znęcaniem się" nad pacjentami (szkoda mi głownie tych starszych, bo Oni najbardziej cierpią). Podziwiam rezydentów, że chce im sie cos zmieniać w polskim patologicznym systemie ochorny zdrowia mając do czynienia z takimi miernotami które decydują o zdrowiu Polaków. Myśle, że wiekszość rezydentów już zrozumiała, że opór nic nie zmieni i teraz chcą po prostu mniej pracować, bo dorabianie powoduje wiele patologii (lepiej jest mieć mniej - i tak nie zarabiaja duzo, ale być z rodziną, mieć komfort zycia, że panuje sie nad nim, a nie biegać z dyzuru na dyżur bo tak trzeba, a zycie ucieka między palcami). Zgadzam sie, że jako specjaliści będą zarabiać wielokrotnie więcej niż rezydenci i niech tego trzymaja sie (w specjalistyce jest o tyle patologiczna sytuacja - olbrzymi brak lekarzy, że dyrektor prędzej zadłuży szpital/Przychodnię i da stawkę tzw. "uczciwą", niż przestanie być Dyrektorem z powodu braku lekarzy (cos takiego jak ekonomia i bilansowanie sie w polskich systemie NFZ nie istniej, jest patoekonomia - wydajesz więcej niż dostajesz i jakoś to leci). Ja rozumiem, że na obecna sytuacje miało wpływ wiele lat zaniedbań, ale to co zrobił PiS, to pozbawił lekarzy i inny personel medyczny resztek złudzeń, że będzie lepiej. Pan Radziwił zamienił limit procedur NFZ, na limit tych samych pieniędzy ogólnie. Na SORach w polskich spzitalach jest tragedia, na Oddziałach brak odpowiedniej opeiki dla osob starszych, wielu chorych nie jest kwalifikowanych do leczenia w Polsce jak w Europie, bo za mało środków. Część moich przewlekle chorych pacjentów jest leczonych na Zachód od Odry, bo w Polsce ich leczenie nie jest refundowane. Wystarczy, że zamelduje sie Pan w Niemczech i ma już dostep do standardowych procedur, które w Polsce sa niedostepne, albo bardzo ograniczone z powodu limitów NFZ. Mamy w Polsce najmniej lekarzy na 1000 pacjentów. Nie szanujemy tych com mamy - rezydenci poza podwyżkami płac walczyli przede wszystkim o normalność dla chorych. Osobiście myśle, że sparzyli si e i zrozumieli, że nie mają o co walczyć (nie ten kraj i nie Ci ludzie). Muszą po prostu przestać być łosiami i tak organizować swoje życie, aby było im i ich rodzinom łatwiej (mniej pracy to duże ułatwienie dla rodzin lekarskich). Życzę przede wszytskim rezydentom, aby skupili sie na własnym rozwoju (uczyć się aby byc lepszym lekarzem), a wtedy po skończonej specjalizacji na pewno znajda miejsce dla siebie w tym patologicznym systemie.odpowiedz
    • wypadajacyodbyt
      2017-12-22 15:04
      Bardzo dobrze nikt nie powinien robić dyżuru chyba, że z własnej woli i nikt nie powininem do tego nakłaniać. Pacjent również nie chce słuchać "jestem po x dyżurze". Każdy pracuje - kierowca w nocy, również może na drodze zrobić krzywdę i pozbawić życia siebie i innych. Dlatego nie robić dyżuru i nie narzekać. A jeśli chce ktoś dorabiać to musi mieć świadomość, że robi to dla pieniędzy i nie może narzekać, że jest zmęczony tylko dziękować, że ma nadgodziny w zawodzieodpowiedz

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.

Na co choruje system ochrony zdrowia

  • "Wszystko to odbędzie się kosztem pacjentów"
    Ktoś wymyślił sobie ideę dotyczącą tworzenia Centrów Zdrowia Psychicznego, poszły odgórne dyspozycje, a efekty oceniać będzie się po fakcie. Nikt niestety nie wziął pod uwagę, że może się to skończyć tym, że znacznie więcej pacjentów nagle trafi do szpitali, bo ich stan się znacząco pogorszy. Wszystko to odbędzie się kosztem pacjentów - ostrzega Sławomir Makowski, przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Psychologów.
  • Polacy skazani na kolejki
    Aby dostać się do specjalisty, Polacy muszą poczekać w kolejce średnio ok. 3,4 miesiąca, a na pojedyncze świadczenie gwarantowane - 3,7 miesiąca. To 2 tygodnie, czyli ok. pół miesiąca więcej niż w ubiegłym roku.
  • Bolesna prawda o leczeniu bólu
    Sieć Watchdog Polska wzięła pod lupę problematykę leczenia bólu w polskich szpitalach. Wnioski nie napawają optymizmem – brakuje opracowanych schematów postępowania, personel nie jest szkolony w tym zakresie, a stosowane metody odstają od światowych standardów.
  • O co walczą rodzice niepełnosprawnych?
    Trwający od kilku dni protest rodziców dorosłych niepełnosprawnych w Sejmie to kolejna w ostatnich latach odsłona dramatu wynikającego z braku systemowych rozwiązań dla tej grupy społecznej.