Szanowni Państwo,

Medycyna Praktyczna wykorzystuje w swoich serwisach pliki cookies i inne pokrewne technologie. Używamy cookies w celu dostosowania naszych serwisów do Państwa potrzeb oraz do celów analitycznych i marketingowych. Korzystamy z cookies własnych oraz innych podmiotów – naszych partnerów biznesowych.

Ustawienia dotyczące cookies mogą Państwo zmienić samodzielnie, modyfikując ustawienia przeglądarki internetowej. Informacje dotyczące zmiany ustawień oraz szczegóły dotyczące wykorzystania wspomnianych technologii zawarte są w naszej Polityce Prywatności.

Korzystając z naszych serwisów bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie plików cookies i podobnych technologii, opisanych w Polityce Prywatności.

Państwa zgoda jest dobrowolna, jednak jej brak może wpłynąć na komfort korzystania z naszych serwisów. Udzieloną zgodę mogą Państwo wycofać w każdej chwili, co jednak pozostanie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania dokonanego wcześniej na podstawie tej zgody.

Klikając przycisk Potwierdzam, wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie wyżej wymienionych technologii oraz potwierdzacie, że ustawienia przeglądarki są zgodne z Państwa preferencjami.

Nie wierzymy w bajki ministra

Małgorzata Solecka
Kurier MP

Nie ma co renegocjować, bo nie dotrzymano porozumienia. Jeśli ustawa będzie odbiegała od wypracowanej przez zespół, to wydaje się, że wybuchu lekarskiego niezadowolenia nic nie zatrzyma – mówi Jarosław Biliński.

Jarosław Biliński. Fot. OIL Warszawa

Małgorzata Solecka: Jaki jest stan ducha rezydentów i ogólnie: lekarzy? Skąd to widoczne niezadowolenie, skoro minister zdrowia zapewnia, że powodów nie ma, a sprawy idą w dobrym kierunku? Pieniędzy jest coraz więcej, system jest poprawiany...

Jarosław Biliński, członek Naczelnej Rady Lekarskiej: Gdybym miał posłużyć się jakąś przenośnią, to powiedziałbym, że stan ducha lekarzy pełznie gdzieś po chodniku. I to już od dawna. Kolejni ministrowie zdrowia, w tym dwaj ostatni, robią wszystko, by zepchnąć go na jezdnię, wprost pod jadący walec. Może jednak nie czas na metafory. Jest, po prostu, bardzo kiepsko. Bardzo, bardzo kiepsko. I mówię to jako osoba, która z jednej strony traktuje to, co dzieje się w systemie ochrony zdrowia śmiertelnie poważnie, z drugiej – ciągle ma skłonności do łagodzenia przekazu. Na przykład w imię dobrych kontaktów z decydentami.

Trudno zapomnieć, jak w lutym 2018 r. rezydenci chwalili ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego za otwartość i dobrą wolę. I za stworzenie miłej atmosfery rozmów. W ostatnich dniach w ministerstwie trwały negocjacje przedstawicieli szpitali powiatowych, a po ich zakończeniu można było usłyszeć, że atmosfera rozmów była miła, tylko ustaleń żadnych.

Trudno zapomnieć, trudno się nie zgodzić. Jednak warto pamiętać, że pojawienie się „rezydentów walczących”, czyli grupy ludzi, którzy myślą już zupełnie inaczej – pokoleniowo, po prostu, urodzili się w innych czasach – dało i daje nadzieję na odwrócenie trendu. Powiem wprost i być może na wyrost, ale jestem niemal pewien, że zmiany w ochronie zdrowia, zmiany racjonalne, pod którymi będzie mógł się podpisać zarówno strateg, ekspert ekonomiki zdrowia, zarządzania i zdrowia publicznego, ekonomista, jak i lekarz, pielęgniarka i pacjent, nastąpią w ciągu dekady. Jest to moim zdaniem proces nieuchronny. Według mnie siłą napędową tych zmian będzie nowe pokolenie lekarzy-działaczy, którzy nie potrafią trwać w patologicznym systemie i powiązaniach. Bo system mamy patologiczny. Z drugiej strony tym motorem zmian będą zmieniające się potrzeby i postawy pacjentów, coraz bardziej zdeterminowanych, nastawionych na profesjonalizm.

Te dwa czynniki powinny wygenerować zmianę nastawienia obywateli do reformy ochrony zdrowia i ostatecznie akceptację polityków do jej przeprowadzenia. Brakuje jeszcze kilku bodźców, ale tych dostarcza sam rząd. Minister Konstanty Radziwiłł był geniuszem w motywowaniu lekarzy do protestu. Minister Łukasz Szumowski niestety nie uczy się na błędach poprzednika, wręcz zaczyna je powielać.

Na przykład?

Minister powtarza, że nakłady na ochronę zdrowia są obliczane w prawidłowy sposób, choć ewidentnie metoda liczenia narusza ducha naszego porozumienia. Minister twierdzi, że wprowadzenie kolorów na SOR-ach rozwiąże problem, podczas gdy wszyscy, którzy pracują w szpitalnych oddziałach ratunkowych wiedzą, że triage jest bardzo ważnym, ale tylko elementem ich problemów. To zaklinanie rzeczywistości, które rozwściecza ludzi. I, w moim przekonaniu, przyspiesza przekroczenie masy krytycznej. Wulkan wybuchnie.

Odpowiedzialność nakazuje, byśmy – będąc tego świadomi – kontrolowali proces i wpływali na jego przebieg. Musimy kanalizować niezadowolenie środowiska.

9 maja ma się odbyć kolejne spotkanie ministra zdrowia z OZZL i rezydentami. Podobno w poszerzonym składzie, bo mają być też zaproszeni przedstawiciele zespołu, który przygotował projekt ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty. Jakie nadzieje wiążecie z rozmowami z ministrem?

Rzeczywiście, słyszałem o planach ministra, ale nie dostaliśmy oficjalnego zaproszenia. Już dziś jednak mogę powiedzieć, że minister Łukasz Szumowski na pewno jest świadomy, że jeśli rezydenci coś zapowiadają, to się z tego nie wycofają. Nie dotrzymano porozumienia, które podpisaliśmy. Uważam to za potężną ujmę na honorze ministra i rządu. Szczególnie powinna ona ciążyć ministrowi zdrowia, finansów oraz premierowi. Dla mnie to jest wręcz cynizm.

Znowu wychodzimy na ulice. Znowu budujemy strategię walki o to, co teoretycznie już wywalczyliśmy – ale walki już ostrzejszej. Minister zatem, mając ponoć coraz mocniejsze sygnały od kierownictwa partii, zabiera się za wyciszanie nas. Bo przecież miał być spokój w roku wyborczym, a nadchodzi czas wojny.

Można coś zrobić, żeby jej uniknąć?

Na pewno pomogłyby dwie decyzje: nowelizacja ustawy o zawodach zgodna z propozycją zespołu oraz korekta liczenia nakładów na ochronę zdrowia, tak by PKB było z prognoz na rok bieżący. Minister nie ma pieniędzy i woli takich zmian, więc chce nas ugłaskać mówiąc, że może będziemy renegocjować porozumienie. Zapewne usłyszymy też, że nie da się wprowadzić zmian w ustawie takich, jak chcemy, bo jest gdzieś opór materii.

Problem jest taki, że my już w te bajki nie wierzymy, nie mamy ochoty ich nawet słuchać. Nie ma co renegocjować, bo nie dotrzymano porozumienia. Jeśli ustawa będzie odbiegała od wypracowanej przez zespół to wydaje się, że wybuchu lekarskiego niezadowolenia nic nie zatrzyma.

Na razie zapowiadacie manifestację w Warszawie na 1 czerwca. Jest szansa, że przyniesie jakiś efekt, choć nie udało się go osiągnąć nauczycielom, którzy protestowali przez trzy tygodnie w formie najostrzejszej, bo strajkując?

Manifestacja nie ma przynieść efektu w postaci wywalczenia czegoś konkretnego. Nikt się co do tego nie łudzi. Manifestacja ma pokazać, ile nas jest i jaka jest determinacja środowiska. Jest formą strategii – jeśli będzie nas mało, to musimy przedsięwziąć inne środki do walki o lepszy system niż poprzez personel medyczny. Jeśli będzie nas dużo, to minister i rząd mają się czego bać.

A wyciągnięcie wnioski ze strajku nauczycieli? Sławomir Broniarz nie wyklucza konsolidacji wszystkich grup oszukanych przez rząd.

Wydaje się, że strajk jest formą, która się wyczerpała. Widać wyraźnie, że w takiej akcji kluczowe są działania grupy, która by mogła stanowić przeciwwagę dla agresywnej propagandy strony rządowej i wzięła na siebie ciężar tłumaczenia opinii publicznej, o co chodzi w proteście. Dla nas to cenne doświadczenie.

Połączenie sił wszystkich oszukanych oraz lekceważonych nie jest złym pomysłem. Trzeba go przemyśleć. Na pewno ochrona zdrowia i edukacja wymagają już dziś radykalnych reform, gdyż są w zapaści i generują realne straty dla budżetu państwa oraz społeczeństwa.

Kluczowe znaczenie w ewentualnym proteście będzie mieć konsolidacja środowiska lekarskiego. Nie będzie chyba o nią łatwo, skoro na przykład przy okazji planowanej nowelizacji ustawy refundacyjnej pojawia się dwugłos samych lekarzy. Zapisy, które OZZL i rezydenci skrytykowali, szef lekarskiego samorządu ocenił pozytywnie. Można się zastanawiać, o co chodzi.

Nie brałem udziału w pracach nad oceną projektu przez Naczelną Radę Lekarską, więc trudno mi się do niej odnosić, mogę jednak przedstawić moje osobiste zdanie. A jest ono zbieżne z tym, co prezentuje Porozumienie Rezydentów OZZL, OZZL oraz Okręgowa Izba Lekarska w Warszawie. Czyli – projekt ustawy jest szkodliwym bublem. A jeśli ten bubel był przygotowany z pełną świadomością, jest to kolejna cyniczna zagrywka ministerstwa.

Bo rzeczywiście w porozumieniu z lutego zapisaliśmy, że będą przepisy, które uwolnią lekarza od obowiązku określania poziomu refundacji, ale wszyscy wiedzieliśmy, o co lekarze walczą od lat i czego się domagają. Chodzi o realną zmianę w procesie wystawiania recept. Tymczasem lekarz nadal ma szukać w spisach, na stronach internetowych czy jakichś kolejnych aplikacjach, czy lek jest refundowany w danym wskazaniu czy nie jest. Jeśli popełni błąd, zostanie ukarany.

Ale przynajmniej tylko raz. Bo w Sejmie leży inny projekt, który wycofuje możliwość podwójnego karania lekarzy za błędy popełnione przy wystawianiu recept.

I to jest ta „dobra zmiana”, z której mamy się cieszyć? Rząd zdaje się stosować do rady rabina z opowieści o kozie. Nie ma zgody, by w taki sposób traktować środowisko lekarskie.

Rozmawiała Małgorzata Solecka

Jarosław Biliński jest członkiem Naczelnej Rady Lekarskiej, wiceprezesem ORL w Warszawie, członkiem zarządu PR OZZL, przewodniczącym zespołu, który przygotował projekt ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty.

30.04.2019
Zobacz także

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.

Na co choruje system ochrony zdrowia

  • Pięć minut dla pacjenta
    Lekarze rodzinni mają na zbadanie jednego pacjenta średnio po kilka minut. Taka sytuacja rodzi frustracje po obu stronach – wśród chorych, bo chcieliby więcej uwagi, oraz wśród lekarzy, bo nie mogą jej pacjentom poświęcić.
  • Dlaczego pacjenci muszą czekać w kolejkach?
    Narodowy Fundusz Zdrowia wydaje rocznie na leczenie pacjentów ponad 60 mld zł. Ale ani te pieniądze, ani rozwiązania wprowadzane przez Ministerstwo Zdrowia – tzw. pakiet onkologiczny i pakiet kolejkowy – nie zmienią sytuacji. Dlaczego?