Standardy opieki okołooperacyjnej w Polsce - długa droga do wielkich zmian

dr n. med. Magdalena Łasińska-Kowara
Wojewódzkie Centrum Onkologii w Gdańsku

Środki przeznaczone na refundację hospitalizacji i procedury operacyjnej nie są wystarczające dla przeprowadzenia prawidłowej i zgodnej z zaleceniami towarzystw naukowych diagnostyki oraz rehabilitacji – mówi dr n. med. Magdalena Łasińska-Kowara, anestezjolog, przewodnicząca Sekcji Prehabilitacji i Medycyny Okołooperacyjnej Polskiego Towarzystwa Programów Zdrowotnych.


Dr n. med. Magdalena Łasińska-Kowara. Fot. arch. pryw.

Lek. Michał Długaszek: Jako przewodnicząca Sekcji Prehabilitacji i Medycyny Okołooperacyjnej Polskiego Towarzystwa Programów Zdrowotnych (PTPZ) chce Pani wprowadzić pewne zmiany w opiece okołooperacyjnej. Jakie są główne założenia i cele Pani pracy?

Dr n. med. Magdalena Łasińska-Kowara: W okresie transformacji systemu ochrony zdrowia w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych XX wieku pominięto okres przygotowania przedoperacyjnego oraz wczesną rehabilitację pooperacyjną. Trudno zatem mówić o zmianach w opiece okołooperacyjnej. Okres okołooperacyjny nie jest zdefiniowany w systemie, nie jest zorganizowany i nie jest finansowany. Domniemanie i wymaganie rozliczenia wszelkich potrzebnych pacjentowi działań w ramach hospitalizacji operacyjnej jest błędne. Środki przeznaczone na refundację hospitalizacji i procedury operacyjnej nie są wystarczające dla przeprowadzenia prawidłowej i zgodnej z zaleceniami towarzystw naukowych diagnostyki oraz rehabilitacji. Przyczyną niewystarczającej refundacji jest brak uwzględnienia potrzeb ponad 20% pacjentów w starszym wieku i z wielochorobowością. Grupa ta stale rośnie, procedury są wykonywane u coraz starszych i bardziej schorowanych osób. Skutkiem niewystarczającej refundacji jest pokrywanie wielu koniecznych badań z prywatnej kieszeni pacjentów lub niedostateczne przygotowanie do zabiegu operacyjnego. Kolejnym etapem w łańcuchu skutków jest większa liczba powikłań, przedłużone hospitalizacje, przedłużona opieka domowa, niepełnosprawności, instytucjonalizacje i zgony. Koszty leczenia rosną, miejsca dla kolejnych pacjentów są zajęte i kółko się zamyka.

Celem naszego działania jest przywrócenie zrozumienia przez właścicieli placówek leczniczych, a przede wszystkim płatnika, tego, że zabieg operacyjny nie jest jednorazowym zdarzeniem, ale procesem. Należy wyodrębnić w systemie środki przeznaczone na te elementy procesu, które są potrzebne przed hospitalizacją oraz bezpośrednio po niej. Środki te są bowiem diametralnie różne dla osób młodych i stosunkowo zdrowych i dla osób z wielochorobowością oraz w wieku senioralnym.

Ponadto, postępowanie okołooperacyjne jest bardzo zróżnicowane w małych szpitalach i w placówkach wielospecjalistycznych, które mają większe możliwości „upchnięcia” dodatkowych procedur, sfinansowania fizjoterapeutów. Wprowadzenie definicji, standardu opieki okołooperacyjnej i jej odrębnego finansowania stworzyłoby szansę przeciwdziałania dyskryminacji części chorych w zakresie jakości opieki zdrowotnej.

Proszę podać, o jakie konkretnie zmiany jako PTPZ Państwo zabiegają?

Zabiegamy najpierw o przyjęcie do wiadomości przez osoby odpowiedzialne za organizację systemu, że problem istnieje i narasta. Po wtóre, oczekujemy propozycji rozwiązania problemu błędnego przypisania obowiązków poszczególnym świadczeniodawcom. Inaczej: oczekujemy zdefiniowania w systemie okresu okołooperacyjnego i skoordynowania działań, analogicznie do systemu DILO. Po trzecie, takiej konstrukcji koszyka świadczeń, który umożliwi właściwe przygotowanie każdego pacjenta do zaplanowanego zabiegu operacyjnego, czyli oszacowania realnych kosztów przygotowania pacjentów i osobnego ich rozliczenia. Przygotowanie musi uwzględniać optymalizację leczenia chorób współistniejących z chorobą wymagającą inwazyjnego leczenia (nazwijmy ją „chirurgiczną”) oraz prehabilitację, czyli przygotowanie wydolnościowe, żywieniowe i psychologiczne u tych pacjentów, którzy tego potrzebują.

Zakładam, że wprowadzenie zmian wymaga np. współpracy z POZ. Jak według Pani mogłaby taka współpraca przebiegać? Jaki jest Pani pomysł na włączenie lekarzy rodzinnych w przygotowanie pacjenta do leczenia operacyjnego?

Z wstępnych rozmów z przedstawicielami środowiska lekarzy rodzinnych, reprezentujących np. Porozumienie Zielonogórskie, wynika, że lekarze rodzinni nie są zainteresowani włączeniem się w proces opieki okołooperacyjnej. Nie czują się wystarczająco kompetentni w problematyce chirurgicznej i obawiają się przerzucenia na nich kosztów chirurgicznej diagnostyki przedoperacyjnej. W mojej ocenie, w środowisku lekarzy rodzinnych brakuje zrozumienia faktu, że podczas transformacji systemowej w latach 80. XX wieku, docelowo wyznaczono im rolę lekarzy prowadzących swojego pacjenta przez całą jego historię medyczną. Na szczęście, są lekarze, którzy rozumieją wagę problemu i podjęli z nami współpracę – jak dr Bartosz Trzeciak, konsultant wojewódzki w dziedzinie medycyny rodzinnej w województwie pomorskim.

Z mojego, anestezjologicznego punktu widzenia, wystarczyłoby, aby lekarz rodzinny, wypisując pacjentowi skierowanie na konsultację do chirurga i/lub do szpitala, zorientował się, czy pacjent ma choroby współistniejące i czy są one prawidłowo leczone. Oczekiwałabym informacji nie tylko o rozpoznaniach, ale również o przebiegu dotychczasowego leczenia oraz oceny stanu aktualnego. Spodziewałabym sią, że lekarz rodzinny poczuje się odpowiedzialny za kontrolę wyrównania stanu klinicznego w typowych chorobach przewlekłych – cukrzycy, niewydolności krążenia, astmie czy przewlekłej chorobie obturacyjnej płuc (POChP). Mogłaby mu w tym pomóc standaryzowana „Ankieta ogólnego stanu zdrowia pacjenta przed zabiegiem operacyjnym”. Ankieta taka mogłaby być połączona z IKP (Internetowe Konto Pacjenta), gdzie wystarczyłaby jej aktualizacja. Chciałabym, aby u pacjenta wykonano co najmniej podstawową ocenę stanu mentalnego, czyli określenie zdolności do podpisania świadomej zgody na zabieg operacyjny. Być może formularz skierowania pacjenta przez lekarza POZ na hospitalizację powinien zawierać proste pytanie: Czy pacjent ma zdolność prawną i faktyczną do podpisania świadomej zgody?

Jednocześnie warto zwrócić uwagę na to, że konieczność wykonania stosunkowo niewielkiego zabiegu operacyjnego, np. przepukliny pachwinowej, stanowi często pierwsze „okno” wejścia pacjenta do systemu ochrony zdrowia. Jest to doskonały moment na objęcie pacjenta działaniami profilaktycznymi, zwrócenie uwagi na potrzebne korekty stylu życia. Zbyt często zdarza się, że anestezjolodzy jako pierwsi wykrywają u pacjentów nadciśnienie tętnicze, cukrzycę, nie mówiąc już o otyłości. Sprawiamy wrażenie, jakbyśmy zapominali o podstawowych zasadach sztuki lekarskiej – dobry wywiad to 3/4 rozpoznania. A to lekarze medycyny rodzinnej chcieli być specjalistami od rozmowy, anestezjolodzy preferują kontakt ze śpiącym pacjentem.

Pacjenci obciążeni wielochorobowo, jeśli mają być planowo operowani, są często konsultowani np. kardiologicznie, endokrynologicznie itd. Jak chcecie Państwo usprawnić ten proces?

Przede wszystkim należy odpowiednio wcześnie, czyli w chwili zakwalifikowania pacjenta do zabiegu operacyjnego, rozpoznać potrzebę odpowiedniej konsultacji specjalistycznej w zakresie chorób współistniejących. Pacjenci z wielochorobowością oraz ci, u których zaplanowany jest poważny, ciężki, rozległy zabieg operacyjny – taki, który w istotnym stopniu narusza rezerwy fizjologiczne – powinni trafić do punktu konsultacyjnego opieki okołooperacyjnej. Taką rolę mogą pełnić poradnie anestezjologiczne. Z badań własnych, przeprowadzonych w 2023 roku wynika, że nie więcej niż 10% polskich pacjentów chirurgicznych może skorzystać z wyprzedzającej konsultacji anestezjologicznej. W sytuacji niedostępności poradni anestezjologicznej, w podjęciu decyzji o potrzebie konsultacji mogą pomóc standardy opieki okołooperacyjnej, których również w Polsce brak. W zarządzeniach Prezesa NFZ dotyczących rozliczania świadczeń ze szpitalami znajdują się zapisy o „postępowaniu według zaleceń towarzystw naukowych”. Problem polega na tym, że finansowanie badań zgodnych z tymi zaleceniami umożliwia ich realizację często dopiero na poziomie specjalistycznym. Wiadomo, że dostęp do publicznego systemu opieki specjalistycznej jest tak trudny, że niewielu pacjentów jest w stanie zrealizować zalecenia diagnostyczne przed wyznaczonym terminem operacji. Finalnie, w praktyce konsultacje są realizowane w przeddzień zabiegu, po tzw. przedoperacyjnej wizycie anestezjologicznej, a zalecenia nie są realizowane z powodu np. konieczności utrzymania planu operacyjnego. Konsekwencji nie znamy, bo ich nie śledzimy – zaledwie od kilku lat wdrażamy obowiązek rejestrowania powikłań. Warto wziąć pod uwagę, że opisana sytuacja, która często rodzi konflikt w zespole, nie sprzyja uważności i skupieniu na zadaniu.

Usprawnienie procesu realizowania konsultacji wymaga jasnego przypisania obowiązków w procesie przygotowania pacjenta do zaplanowanego zabiegu operacyjnego. Poszczególne zadania powinny być określone aktem prawnym, np. w postaci rozporządzenia, odrębnie finansowane z koszyka „okołooperacyjnego”. Specjalistyczna porada okołooperacyjna powinna mieć gwarantowany termin wykonania – podobnie jak określono to w systemie DILO – zależny od wyznaczonego terminu zabiegu. Jeśli za przygotowanie pozachirurgiczne ma odpowiadać szpital – musi mieć możliwość stworzenia ram organizacyjnych dla odpowiedniej komórki – określenia dostępności sprzętu i personelu. Jeśli ma być to POZ – musi mieć możliwości generowania odpowiednich skierowań do AOS, ze wskazaniem terminu zaplanowanego zabiegu operacyjnego jako wymaganym terminem porady. Konsultacje okołooperacyjne mogłyby być realizowane w systemie opieki koordynowanej, z uzgodnieniem niezbędnych badań laboratoryjnych pomiędzy lekarzem POZ i specjalistą, bez każdorazowej obecności pacjenta.

Jak według Pani jako Przewodniczącej Sekcji powinna wyglądać „droga” pacjenta po dużej operacji onkologicznej np. brzusznej? Rozważa Pani wprowadzenie zmian już w opiece szpitalnej czy koordynację leczenia po wypisie?

Im „większa” jest operacja, tym lepiej należy ją zaplanować. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie lubimy wyobrażać sobie, że przebieg operacji potoczy się niekorzystnie. Mam wrażenie, że w Polsce króluje myślenie życzeniowe. Nie wiem, czy bardziej są to naturalne skłonności mózgu do lekceważenia negatywnych scenariuszy, czy presja NFZ na skracanie czasu hospitalizacji, czy zwykłe lekceważenie przeprowadzenia procesu kwalifikacji pacjentów i rzetelnego oszacowania ryzyka według dostępnych i zwalidowanych skal, czy wreszcie znowu – brak odpowiednich standardów i wymagań płatnika czy właściciela szpitala w tym zakresie. Według najnowszych zaleceń brytyjskich, już przekroczenie 1% ryzyka kwalifikuje pacjenta do o stopień wyższej ścieżki postępowania pooperacyjnego. Brakuje nam oddziałów pośrednich – pomiędzy zwykłą salą pooperacyjną na oddziale chirurgicznym a oddziałem intensywnej terapii.

Uważam, że cały proces leczenia należy starać się „zmapować” na etapie kwalifikacji, określić zagrożenia i szanse. Każdy pacjent przed operacją powinien w miarę dokładnie znać swoje „drzewo decyzyjne” i wiedzieć, jakie czynniki mogą opóźnić jego wypis, dokąd zostanie skierowany po zabiegu, jaki etap rehabilitacji odbędzie się w szpitalu, jakie warunki musi spełnić, aby został wypisany do domu. Niewystarczająca informacja jest jednym z najważniejszych czynników wpływających na nieoptymalny wynik oraz negatywną ocenę procesu leczenia. Pacjent ma potrzebę i prawo wiedzieć, na jaki czas – przeciętnie, ale realnie – zaplanować modyfikację swoich aktywności życiowych, z uwzględnieniem czasu rekonwalescencji i obowiązkową rehabilitacją.

Można zaplanować i uzgodnić a priori miejsce przekazania pacjenta, którego hospitalizacja przedłuża się, a opieka chirurgiczna została zakończona. Można zaplanować i przewidzieć kolejne etapy leczenia. Można wreszcie zabezpieczyć miejsce na „doleczenie” dla pacjenta bezdomnego, jeśli zapewni się właściwą współpracę z personelem opieki społecznej.

Niezwykle ważny jest też powrót do leczenia chorób przewlekłych, kontrola stałych leków. Karta wypisowa zawiera przeważnie lakoniczne zdanie: dalsze leczenie w poradni POZ. Tymczasem należałoby określić termin pierwszej pooperacyjnej wizyty w POZ oraz systemowo (w domyśle elektronicznie) poinformować lekarza rodzinnego o przekazaniu pacjenta pod jego opiekę, przekazać problemy okołooperacyjne i zalecenia. Z samej karty wypisowej zwykle niewiele wynika. Wreszcie, w przypadku pacjentów samotnych, proaktywność POZ z pewnością zapobiegłaby wielu niepotrzebnym kosztom.

Wyprzedzająca konsultacja anestezjologiczna powinna być traktowana jako AOS? Czy ma Pani pomysł rozwiązania kadrowego w szpitalach powiatowych, miejskich?

Niezależnie od tego, czy konsultacja anestezjologiczna zostanie przesunięta do systemu ambulatoryjnej opieki specjalistycznej, czy rozliczana wewnątrzszpitalnie, do czasu opracowania lepszych rozwiązań systemowych należy umożliwić zlecanie badań laboratoryjnych i konsultacji specjalistycznych z poziomu tej poradni. Obecnie nie wykorzystujemy potencjału funkcjonujących poradni, ponieważ lekarze w nich pracujący mają „związane ręce”. Zlecanie badań musi odbywać się za pośrednictwem oddziału chirurgii lub poradni chirurgicznej, który pacjenta skierował do poradni anestezjologicznej. Zdarza się, że pacjent krąży między lekarzami, a czas mija. Tzw. chirurgiczna porada kwalifikacyjna do zabiegu operacyjnego jest refundowana razem z operacją. Tymczasem jest to najbardziej czasochłonna porada. Być może odrębne potraktowanie tej porady umożliwiłoby poprawę w zakresie informowania pacjenta i kompletnej oceny jego stanu ogólnego.

W wielu krajach poradnie przedoperacyjne prowadzą pielęgniarki. Przeprowadzają dokładny wywiad, zlecają badania dodatkowe i ewentualne konsultacje. Specjalista anestezjologii widzi pacjenta na końcu kilkugodzinnej „ścieżki”, przeprowadza ostateczną kwalifikację, tłumaczy sposoby znieczulenia, opisuje ryzyko, podejmuje decyzje dotyczące prowadzenia farmakoterapii w ostatnich kilku dniach przed zabiegiem, wreszcie wpisuje odpowiednie zlecenia. Innym rozwiązaniem jest włączenie do systemu edukatorów – analogicznie do edukacji pacjentów chorych na cukrzycę.

Nie każdy pacjent potrzebuje wyprzedzającej konsultacji anestezjologicznej. Grupa pacjentów, u których taka konsultacja przyniesie wymierne korzyści kliniczne i ekonomiczne, to około 20–23% osób kwalifikowanych do planowych zabiegów operacyjnych. Kraje, w których 70–90% pacjentów zostało objętych konsultacją anestezjologiczną, obecnie wycofują się z tego rozwiązania. Możemy od razu pójść własną drogą i zastosować proste systemy triażowe, analogiczne do rozwiązań na SOR. Grupować pacjentów w zależności od kilku prostych parametrów – np. wiek, liczba leków, BMI, ciężkość zabiegu – przeprowadzono kilka ciekawych badań na ten temat, również wykorzystujących algorytmy wspierane AI. Alternatywnie, chirurg może od razu korzystać z matrycy ryzyka – kombinowanej z ryzyka przypisanego do zabiegu i ryzyka przypisanego do pacjenta. Trzecim ryzykiem jest ryzyko organizacyjne, przypisane do miejsca przeprowadzenia operacji. Oszacowanie tego ryzyka będzie możliwe dopiero wtedy, gdy zaczniemy korzystać z danych pozyskiwanych z rejestrów powikłań.

Wykorzystanie osoby koordynatora, profesjonalisty medycznego przeszkolonego w zakresie kwalifikowania pacjentów względem potrzeby wyprzedzającej konsultacji anestezjologicznej, mogłoby być odpowiedzią na niedobory kadrowe. Kolejny pracownik, który mógłby sprawdzić się w tej roli to asystent lekarza. Ponadto, nie można wykluczyć, że są anestezjolodzy w wieku emerytalnym, którzy chcieliby wesprzeć system, gdyby im zaproponować pracę w zakresie możliwości fizycznych, w której bardzo przyda się wieloletnie doświadczenie.

Teleporada z wykorzystaniem wideokonsultacji to kolejna propozycja. Ankietowanie i triaż drogą internetową – podobnie leży to już w zakresie możliwości organizacyjnych większości szpitali. Potrzeba tylko standardów legislacyjnych i chęci organizacyjnych. Uważam to za paradoks, że marzą nam się zdalne operacje robotyczne na Marsie, a nie potrafimy rzetelnie zakwalifikować i przygotować pacjenta do tradycyjnego zabiegu pęcherzyka żółciowego. Klasycznie lub laparoskopowo. Oraz poinformować go, jaka jest szansa, że będzie trzeba wykonać konwersję. Wreszcie – sposoby, które przypadną do gustu młodszym pokoleniom – wykorzystanie aplikacji, a nawet gier, wspierających personel i pacjentów na ścieżce przez operację – taki przedoperacyjny quest, czyli zadanie do wykonania (vide UK – QuestPrehab).

Czy anestezjolodzy mieliby być tymi, którzy zlecają poszczególne interwencje przedoperacyjne? Na przykład konsultacje dietetyczne, fizjoterapię? Czy może powinniśmy stworzyć koszyk świadczeń, które będą przysługiwały przed konkretnymi operacjami?

Trudno mi powiedzieć, czy anestezjolodzy w Polsce są obecnie przygotowani do przyjęcia roli specjalistów okresu okołooperacyjnego, z uwzględnieniem umiejętności dietetycznych, fizjoterapeutycznych, psychologicznych i leczenia uzależnień. Bardziej realne jest tworzenie wielospecjalistycznych zespołów opieki okołooperacyjnej, określenie obszarów zadań i finansowania dla poszczególnych osób.

Anestezjolodzy powinni przede wszystkim ocenić, na ile to możliwe, oszacować rezerwy fizjologiczne pacjenta. Określić stan wyrównania chorób przewlekłych i wskazać kierunki dalszego działania. Rozważając przygotowanie fizjoterapeutyczne dla pacjenta w starszym wieku, czy z wielochorobowością, należy wziąć pod uwagę jego ograniczenia wydolnościowe. Konsultacja anestezjologiczna może być tu pomocna, zwłaszcza gdy anestezjolodzy zechcą wspomagać się obiektywnymi parametrami znanymi w medycynie sportowej, uzyskiwanymi dzięki diagnostyce ergospirometrycznej (wydolnościowy test sercowo-płucny).

Parafrazując Pana pytanie, celowo zastosuję pewien skrót myślowy, aby podkreślić główny błąd obecnego systemu. Świadczenia nie przysługują „operacjom”, tylko pacjentom. Przypisanie pieniędzy do procedury, zamiast do pacjenta jest jedną z przyczyn obecnej patologii systemu w zakresie leczenia inwazyjnego. Ponieważ jest to leczenie, gdzie wydatki w dużo większym stopniu są zróżnicowane w zależności od wieku i wyjściowego stanu pacjenta, większość procedur jest niedoszacowana finansowo. Koszyk świadczeń zatem powinien być uzależniony od rodzaju procedury oraz od wskazań pozaproceduralnych. Odpowiednie narzędzia, np. kwestionariusze oceny stanu odżywienia i zagrożenia niedożywieniem, mamy od dawna, tylko nie są stosowane, podobnie jak zalecenia towarzystw naukowych. Zastanawiam się, dlaczego kwestionariusze oceny stanu odżywienia są wymagane przez NFZ tylko przy rozliczaniu świadczeń szpitalnych z zakresu żywienia medycznego. Czy pacjenci pod opieką POZ, jeszcze przed hospitalizacją, nie mogliby skorzystać z tych samych rozwiązań – odpowiednio wcześnie postawione rozpoznanie i dofinansowanie żywienia specjalnego przeznaczenia medycznego z pewnością przyczyniłoby się do ich lepszego startu. Jest wiele rozwiązań, które można by wprowadzić niemalże „od ręki”.

Światełkiem w tunelu są zarządzenia Prezesa NFZ oparte na aktach prawnych precyzujących zasady kompleksowej opieki onkologicznej. Uprzywilejowanymi grupami pacjentów są obecnie chorzy z rakiem piersi oraz nowotworami jelita grubego. Wszyscy pozostali czekają, w tym chorzy przed przeszczepieniami, np. serca. A przecież wiadomo, że regularna rehabilitacja wydłuża czas przeżycia bez przeszczepu.

Apelują Państwo o stworzenie Krajowego Systemu Informacji o Zabiegach Inwazyjnych. Jakie informacje powinien zawierać ten system i kto miałby do niego dostęp?

Jak wcześniej wspomniałam, respondenci naszej ankiety, dostępnej również na łamach Medycyny Praktycznej, zwracają uwagę na brak dostępu do rzetelnej informacji dotyczącej operacji, zabiegów, a szerzej procedur inwazyjnych. Obowiązek informacyjny, nałożony przez ustawodawcę, jest realizowany w niepełnym zakresie, w każdej placówce inaczej. Nie tylko w zakresie formy, ale i treści informacji pozostawiono lekarzom i innym profesjonalistom medycznym pełną dowolność. Stwarza to szerokie pole do domniemań i nadużyć, nawet prawnych, po obu stronach – pacjentów i lekarzy. Studia medyczne nie przygotowują lekarzy w zakresie praktycznych umiejętności komunikacji, pacjenci często prezentują nieprzewidywalnie niski poziom ogólnej wiedzy o człowieku i jego funkcjonowaniu, nie mówiąc już o kwestiach medycznych, w których nie muszą się orientować. Informacja jest wartościowa tylko wtedy, gdy wspiera informowanego w procesie podejmowania decyzji. Pokutująca jeszcze w wielu miejscach w Polsce patriarchalna lub quasi-patriarchalna relacja lekarza i pacjenta w niewystarczającym stopniu uwzględnia autonomię pacjenta w podejmowaniu decyzji. Decyzja może być w pełni autonomiczna, gdy jest oparta na wiedzy.

W przeciwieństwie do leczenia farmakologicznego, rozciągniętego w czasie, procedury inwazyjne niosą ryzyko wystąpienia zdarzeń niekorzystnych dla zdrowia, w sposób gwałtowny i w bezpośredniej relacji czasowej do procedury (abstrahując od reakcji uczuleniowych). Tymczasem, to od przemysłu farmaceutycznego wymaga się spełnienia wyśrubowanych wymagań rejestracyjnych, a ulotki lekowe musza spełniać standardy i wzorce Europejskiej Agencji Leków.

Spośród procedur inwazyjnych, jedynie zabiegi z wykorzystaniem promieniowania jonizującego doczekały się dotychczas standardu opisu, czego wymagało przyjęcie przez Polskę Prawa atomowego Unii Europejskiej.

Wyobrażam sobie opracowanie standardu informacyjnego, czyli wzorca opisu. Następnie sporządzenie dla każdej procedury inwazyjnej sklasyfikowanej w międzynarodowym systemie ICD-9 dwóch opisów – w języku profesjonalnym oraz laickim, na poziomie ósmej klasy szkoły podstawowej, z wykorzystaniem infografiki. Opis byłby dostępny pod linkiem ICD-9. Lekarz miałby dostęp do obu wersji, a pacjent – do tej uproszczonej, włączonej do części informacyjnej IKP. Obowiązek informacyjny lekarza obejmowałby wydanie pacjentowi podczas wizyty kwalifikacyjnej opisu w wersji uproszczonej. Podpisując zgodę, pacjent potwierdzałby zapoznanie się z informacją i możliwość zadawania pytań. Ujednolicenie i centralizacja systemu informacji sprzyjałyby równości w dostępie do niej. Nie bez znaczenia jest systemowe wsparcie autorytetu wiedzy medycznej i przeciwdziałanie szumowi informacyjnemu pod nazwą fake news dzięki dostępności informacji z poziomu centralnego.

Rozmawiał lek. Michał Długaszek


Osiemdziesiąt siedem na sto osób odpowiadających na pytania ankiety popiera rozpoczęcie prac w tym zakresie, jedenaście na sto nie wypowiedziało się. Jednolity system informacji – potrzebny czy nie?

Zachęcamy Państwa do współpracy i zaprezentowania swoich pomysłów – ankieta jest dostępna pod linkiem mp.pl/oit/aktualnosci/353393,standard-opieki-okolooperacyjnej-w-systemie-ochrony-zdrowia-w-polsce-ankieta

20.09.2024
Zobacz także
Doradca Medyczny
  • Czy mój problem wymaga pilnej interwencji lekarskiej?
  • Czy i kiedy powinienem zgłosić się do lekarza?
  • Dokąd mam się udać?
+48

w dni powszednie od 8.00 do 18.00
Cena konsultacji 29 zł

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.
Poradnik świadomego pacjenta
  • Flebolog - czym się zajmuje, jakie choroby leczy?
    Flebolog to lekarz zajmujący się diagnostyką i leczeniem chorób żył. Zajmuje się m.in. żylakami, pajączkami naczyniowymi, zakrzepicą żył głębokich, obrzękami i przewlekłą niewydolnością żylną. Flebologia w Polsce nie jest osobną specjalizacją.
  • Ginekolog – czym się zajmuje, jakie choroby leczy
    Ginekolog to lekarz zajmujący się profilaktyką, diagnostyką i leczeniem chorób żeńskiego układu rozrodczego. Opiekuje się pacjentkami w każdym wieku – przeprowadza regularne badania kontrolne, pomaga w doborze metod antykoncepcji, diagnozuje przyczyny zaburzeń miesiączkowania oraz niepłodności, rozpoznaje i leczy choroby nowotworowe żeńskiego układu rozrodczego. Dba również o prawidłowy przebieg ciąży, porodu i połogu.