Szanowni Państwo,

Medycyna Praktyczna wykorzystuje w swoich serwisach pliki cookies i inne pokrewne technologie. Używamy cookies w celu dostosowania naszych serwisów do Państwa potrzeb oraz do celów analitycznych i marketingowych. Korzystamy z cookies własnych oraz innych podmiotów – naszych partnerów biznesowych.

Ustawienia dotyczące cookies mogą Państwo zmienić samodzielnie, modyfikując ustawienia przeglądarki internetowej. Informacje dotyczące zmiany ustawień oraz szczegóły dotyczące wykorzystania wspomnianych technologii zawarte są w naszej Polityce Prywatności.

Korzystając z naszych serwisów bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie plików cookies i podobnych technologii, opisanych w Polityce Prywatności.

Państwa zgoda jest dobrowolna, jednak jej brak może wpłynąć na komfort korzystania z naszych serwisów. Udzieloną zgodę mogą Państwo wycofać w każdej chwili, co jednak pozostanie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania dokonanego wcześniej na podstawie tej zgody.

Klikając przycisk Potwierdzam, wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie wyżej wymienionych technologii oraz potwierdzacie, że ustawienia przeglądarki są zgodne z Państwa preferencjami.

Eradykacja WZW tylko z szeroko zakrojonym screeningiem

Jerzy Dziekoński
Kurier MP

Żeby zrealizować cel WHO i do 2030 roku zredukować liczbę zakażeń HCV o 90 proc., niezbędne jest wdrożenie przemyślanego programu badań przesiewowych na poziomie podstawowej opieki zdrowotnej – przekonują eksperci. Tymczasem ministerialny projekt rozszerzenia pakietu badań lekarzy rodzinnych o test anty-HCV spotkał się z oporem organizacji reprezentujących środowisko i został odłożony do szuflady.


Fot. Sebastian Adamus / Agencja Gazeta

W 2016 roku Światowa Organizacja Zdrowia przyjęła pierwszą globalną strategię, której wytyczne i zaplanowane działania mają na celu eliminację WZW jako problemu zdrowia publicznego do 2030 roku, w tym redukcję nowych zakażeń wirusowym zapaleniem wątroby o 90 proc. i zmniejszenie liczby zgonów z powodu WZW o 65 proc. Strategię przyjęły 194 kraje, w tym Polska. Czy jesteśmy w stanie wywiązać się ze zobowiązania? W przypadku WZW B kluczowe są szczepienia. Jeśli chodzi o WZW C, niezbędne są badania przesiewowe.

Według szacunków, liczba zakażonych HCV w Polsce to ok. 150-160 tys. osób (0,42 proc. populacji kraju). Od 2015 dostępne są bezpieczne, szybkie i skuteczne niemal w 100 proc. terapie. Jak przekonuje przedstawicielka Fundacji Gwiazda Nadziei, Barbara Pepke, leczenie dostępne jest w wielu miejscach w kraju od ręki.

– Są województwa, w których leczenie czeka na pacjentów, a nie odwrotnie. Wystarczy poszukać takiego miejsca – mówi Pepke.

Problem w tym, że 86 proc. chorych nie wie o swoim zakażeniu. I właśnie na tym polu niezbędne są szeroko zakrojone działania państwa, które jak dotąd wywiązuje się z nich z mizernym skutkiem. Realizowane są programy finansowane przez samorządy i organizacje pozarządowe, obejmują one jednak swoim zasięgiem zbyt małą liczbę pacjentów. Pokazuje to zmieniająca się dynamika liczby leczonych pacjentów.

Według danych przedstawionych przez prof. Roberta Flisiaka, prezesa Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych, podczas spotkania zorganizowanego przez Fundację Gwiazda Nadziei z okazji Światowego Dnia WZW, do 2015 r. leczeniem objętych było ok. 4 tys. pacjentów rocznie. W 2016 roku liczba ta skoczyła niemal do 8 tys. Rok później leczono już prawie 11 tys. osób. Od 2018 wyraźna jest tendencja spadkowa – 7 tys. osób. Wiele wskazuje na to, że w 2019 będzie to liczba jeszcze mniejsza.

Przy obecnej wykrywalności i dynamice leczenia do 2030 roku uda się zredukować liczbę zakażonych HCV do 117 tys. osób (0,31 proc. populacji). Szacunki te wyraźnie pokazują, że aby osiągnąć cel WHO, konieczne są zmiany w zakresie diagnostyki.

– Przy dobrze zorganizowanych, przemyślanych badaniach przesiewowych możliwa jest redukcja liczby zakażeń do poziomu poniżej 20 tys., czyli ok. 0,05 proc. populacji – stwierdził prof. Flisiak.

Tymczasem ministerialny program badań przesiewowych został obwarowany takimi wymogami, że – według przewidywań specjalistów – wyłonienie wykonawców będzie niemożliwe. To z kolei oznacza, że kolejne lata z punktu widzenia epidemiologii będą zmarnowane.

– Głównym koordynatorem ma być instytucja centralna, na poziomie lokalnym badania mają koordynować szpitale uniwersyteckie. Każdy z tych koordynatorów lokalnych musi pozyskać do współpracy przynajmniej 40 gabinetów lekarzy rodzinnych w regionie. Uważam, że to może być problem – stwierdził prof. Robert Flisiak. – Największym problemem jest jednak niedoszacowanie kosztów programu. Nie uwzględniono w nich choćby kosztu transportu próbek z miejsca pobrania do laboratorium ośrodków koordynujących. Szpital nie może wejść do programu, którego kosztów nie da się zbilansować.

Eksperci wskazują, że sytuację skutecznie może poprawić wprowadzenie testów anty-HCV do katalogu badań lekarzy rodzinnych. Minister zdrowia przygotował nawet projekt zmiany rozporządzenia w sprawie świadczeń gwarantowanych z zakresu podstawowej opieki zdrowotnej, który uwzględniał wprowadzenie testów anty-HCV do POZ. Projekt został skierowany pod koniec ubiegłego roku do konsultacji publicznych.

Wprowadzenie testu anty-HCV na poziomie POZ zostało również pozytywnie zaopiniowane przez AOTMiT. Według prezesa agencji, w pierwszej kolejności dostęp do badania należało zapewnić osobom, którym przetaczano krew przed 1992 r.; które używają lub używały w przeszłości dożylnych środków odurzających; które były hospitalizowane więcej niż 3 razy w życiu; które przebywały w placówkach karnych; które zgłaszają się do punktów anonimowego testowania w kierunku zakażenia HIV; u których wykryto u lekarza rodzinnego lub na oddziale szpitalnym podwyższoną aktywność aminotransferaz oraz osobom, u których występuje podejrzenie jakiejkolwiek choroby wątroby.

Jak mówi prof. Flisiak, pomysł został utrącony przez Porozumienie Zielonogórskie. Wiceprezes PZ, Marek Twardowski, komentuje sprawę krótko: jeśli nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze.

– Zgodnie z zasadami demokratycznego państwa prawa, jeśli ktoś chce narzucić na obywatela obowiązki, które wiążą się z kosztami, to konieczne jest wskazanie źródła finansowania. Jeśli minister zdrowia zechce sfinansować rękoma prezesa NFZ to badanie, to oczywiście w każdej chwili może to zrobić. Jeżeli na wprowadzenie takich badań go nie stać lub nie chce przekazać dodatkowych środków, to nie powinien takiego obowiązku na lekarzy rodzinnych nakładać – stwierdził Marek Twardowski.

Zdaniem wiceprezesa PZ w ogóle wprowadzenie takiego screeningu jest dyskusyjne. – W skali kraju, w wielu miejscach samorządy lokalne przeznaczyły środki finansowe, wykorzystując praktyki lekarzy POZ, celem przeprowadzenia badań screeningowych – mówi Twardowski. – Moja praktyka także takie badania na zlecenie starostwa powiatowego przeprowadziła. W mojej praktyce nowych zakażeń w ogóle nie udało się wykryć. Wprowadzenie takich badań to kwestia mocno dyskusyjna. Podkreślam jednak, że jeśli resort uważa, że niezbędne jest wprowadzenie dodatkowych badań, to należy wskazać źródło finansowania, a nie kieszeń lekarza, pielęgniarki, czy kogokolwiek w systemie.

Związkowiec podkreślił ponadto, że podczas spotkania w Ministerstwie Zdrowia, które dotyczyło wspomnianego rozporządzenia, uczestniczyły także inne organizacje zrzeszające pracodawców POZ i wszystkie we wskazanym przedmiocie miały identyczne zdanie.

26.07.2019

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.

Na co choruje system ochrony zdrowia

  • Pięć minut dla pacjenta
    Lekarze rodzinni mają na zbadanie jednego pacjenta średnio po kilka minut. Taka sytuacja rodzi frustracje po obu stronach – wśród chorych, bo chcieliby więcej uwagi, oraz wśród lekarzy, bo nie mogą jej pacjentom poświęcić.
  • Dlaczego pacjenci muszą czekać w kolejkach?
    Narodowy Fundusz Zdrowia wydaje rocznie na leczenie pacjentów ponad 60 mld zł. Ale ani te pieniądze, ani rozwiązania wprowadzane przez Ministerstwo Zdrowia – tzw. pakiet onkologiczny i pakiet kolejkowy – nie zmienią sytuacji. Dlaczego?