Szanowni Państwo,

Medycyna Praktyczna wykorzystuje w swoich serwisach pliki cookies i inne pokrewne technologie. Używamy cookies w celu dostosowania naszych serwisów do Państwa potrzeb oraz do celów analitycznych i marketingowych. Korzystamy z cookies własnych oraz innych podmiotów – naszych partnerów biznesowych.

Ustawienia dotyczące cookies mogą Państwo zmienić samodzielnie, modyfikując ustawienia przeglądarki internetowej. Informacje dotyczące zmiany ustawień oraz szczegóły dotyczące wykorzystania wspomnianych technologii zawarte są w naszej Polityce Prywatności.

Korzystając z naszych serwisów bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie plików cookies i podobnych technologii, opisanych w Polityce Prywatności.

Państwa zgoda jest dobrowolna, jednak jej brak może wpłynąć na komfort korzystania z naszych serwisów. Udzieloną zgodę mogą Państwo wycofać w każdej chwili, co jednak pozostanie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania dokonanego wcześniej na podstawie tej zgody.

Klikając przycisk Potwierdzam, wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie wyżej wymienionych technologii oraz potwierdzacie, że ustawienia przeglądarki są zgodne z Państwa preferencjami.

W niechlubnej czołówce

Małgorzata Solecka
Kurier MP

Polska ma jeden z najwyższych w Europie odsetek cięć cesarskich. W 2017 roku wskaźnik wyniósł już 43,9 proc. Są województwa, w których więcej niż co drugi poród rozwiązywany jest cięciem cesarskim.

Fot. Łukasz Cynalewski / Agencja Gazeta

W środę w Instytucie Matki i Dziecka zaprezentowano raport Euro-peristat. Dane dotyczą roku 2015 – trzy lata temu wskaźnik cięć wynosił 42,2 proc. Eksperci zwrócili uwagę, że choć w ciągu dwóch lat zanotowano kolejny wzrost, można zauważyć jego mniejszą dynamikę.

Choć generalnie Polska, pod względem opieki okołoporodowej zarówno nad matką jak i dzieckiem nie ma powodów do wstydu (w wielu aspektach utrzymujemy się albo w okolicach europejskiej średniej, albo nawet powyżej), to wysoki odsetek cięć cesarskich jest bardzo istotnym problemem. Od 2000 roku udział tych zabiegów w ogólnej liczbie porodów wzrósł w Polsce z 19,6 proc. do 42,2 proc. (43,9 proc. wg danych z 2017 roku, nieujętych w raporcie). Jest on ponad dwukrotnie wyższy niż w krajach o najniższej umieralności noworodków i niemowląt oraz wyraźnie wyższy od średniej europejskiej, która wynosi 27 proc. Najniższy odsetek cięć cesarskich mają kraje Europy północnej: Finlandia (16,4 proc.), Norwegia (16,5 proc.), Szwecja (18,3 proc.) i Islandia (16,1 proc.) oraz Holandia (17,4 proc.).

Podobnie, a nawet gorzej jest w Bułgarii (43 proc.), Rumunii (45,9 proc.) i na Węgrzech (39 proc.). W odrębnej „lidze” jest Cypr, gdzie odsetek cięć cesarskich sięga aż 56,9 proc.

– Mimo tak wysokiego odsetka cięć cesarskich Polska jako jeden z nielicznych krajów nie dysponuje danymi pozwalającymi określić, w jakich grupach kobiet wykonuje się tę procedurę – podkreślała prof. Katarzyna Szamotulska, kierownik Zakładu Epidemiologii i Biostatystyki IMiD.

Cięcia cesarskie wykonuje się w przypadkach nieprawidłowego położenia płodu, w sytuacji znacząco wcześniejszego rozwiązania ciąży czy w przypadkach ciąż wielopłodowych. Jednak to tylko niewielka część wszystkich cięć – znacznie większa jest grupa kobiet, które nie mają żadnych wskazań medycznych do przeprowadzenia cięcia lub te wskazania są wątpliwe. Brak danych praktycznie uniemożliwia właściwą diagnozę problemu, utrudnia choćby sformułowanie założeń kampanii edukacyjnej (bo nie wiadomo, na jakie aspekty kłaść nacisk, do jakiej grupy adresować przesłanie). Potwierdziła to, pośrednio, wymiana zdań między ekspertami podczas konferencji.

Prof. Krzysztof Czajkowski, krajowy konsultant ds. ginekologii i położnictwa stwierdził, że za gwałtowny wzrost odsetka cięć cesarskich odpowiada… samo Polskie Towarzystwo Położników i Ginekologów, które w przeszłości wydało zalecenia, by każda kobieta, która wcześniej rodziła przez cięcie cesarskie, mogła – bez żadnych ograniczeń – sama zdecydować, czy kolejne dziecko urodzi drogą pochwową czy przez cięcie. – Ponad 90 proc. kobiet wybierało cięcie – podkreślał prof. Czajkowski, dodając że nowe zalecenia już tego zapisu nie zawierają. Jednak według prof. Szamotulskiej trudno przesądzać, by była to jedyna, a nawet główna przyczyna wzrostu popularności cięć cesarskich, bo są one równie często wykonywane w przypadku pierwszych porodów.

Eksperci nie mieli natomiast wątpliwości co do innych przyczyn częstego wykonywania cięć cesarskich: niedostateczna edukacja kobiet, która powinna zaczynać się już w szkole (chodzi o redukowanie lęku przed porodem, wskazywanie na zalety porodów naturalnych), strach przed powikłaniami, potęgowany przez często nierzetelne publikacje medialne, moda, propagowana przez celebrytki, publicznie chwalące sobie wygodę i komfort porodu w drodze cięcia. Ale również – niepewność kobiet co do standardu opieki porodowej, przede wszystkim w zakresie dostępności znieczulenia.

Uczestniczące w konferencji położne podkreślały, że w krajach o najniższym odsetku cięć cesarskich położne odgrywają wiodącą rolę w opiece nad ciężarną i rodzącą. Jest ich dużo i mogą mieć stały kontakt z kobietą, która przygotowuje się do porodu lub rodzi.

Z drugiej strony, dr n. med. Tomasz Maciejewski, dyrektor IMiD podkreślał, że wielu położników decydując o formie porodu myśli nie tylko o bezpieczeństwie kobiety i dziecka, ale również swoim własnym. Każde niepowodzenie położnicze, nawet takie, któremu w żaden sposób nie udałoby się zapobiec, może mieć – i najczęściej znajduje – finał albo na sali sądowej, albo przynajmniej w prokuraturze. – Jeśli był to poród naturalny, zawsze pada pytanie, czy doszłoby do niepożądanej sytuacji, gdyby była przeprowadzona „cesarka”. Gdy wykonywane jest cięcie cesarskie i wystąpią powikłania, bo przecież jest to operacja, która może się skończyć powikłaniami, nikt takich pytań nie stawia. Nie ma nie tylko odpowiedzialności cywilnej czy karnej, ale nawet zawodowej.

O jakich powikłaniach mowa? Cięcie cesarskie może się wiązać z uszkodzeniem jelit czy pęcherza moczowego, problemami z gojeniem się rany, zwiększonym ryzykiem choroby zakrzepowo-zatorowej i dolegliwościami bólowymi, które utrudniają opiekę nad noworodkiem w pierwszych tygodniach życia, a więc (potencjalnie) również tworzenie się więzi między matką i dzieckiem. Niekwestionowanym minusem są też problemy z laktacją.

Niepożądane efekty występują też (może przede wszystkim) po stronie dziecka. U dzieci urodzonych drogą cięcia cesarskiego wchłanianie płynu znajdującego się w pęcherzykach płucnych jest opóźnione, nie dochodzi do kontaktu skóra do skóry bezpośrednio po urodzeniu, zmiana składu flory bakteryjnej w jelitach jest niekorzystna, a ryzyko chorób metabolicznych i alergii zwiększone, co może wpływać na problemy zdrowotne w późniejszym okresie życia.

Z raportu płyną też informacje umiarkowanie optymistyczne: Polki rodzą dzieci w najbardziej optymalnym okresie życia. – Odsetek porodów w starszym wieku (?35 lat) wynosi w Polsce 14,8 wobec 36,3 we Włoszech i 37,3 w Hiszpanii – podkreślała prof. Szamotulska. Ale z optymizmem nie można przesadzać – prof. Ewa Helwich, konsultant krajowy ds. neonatologii przypomniała, że dane te bardzo szybko się zmieniają. W tej chwili średni wiek pierwszego porodu przekracza 28 lat, więc szybko możemy utracić dobrą pozycję.

Polska poczyniła też bardzo duże postępy w obniżaniu wskaźników umieralności niemowląt i noworodków. Dane historyczne wręcz porażają: w 1990 roku, u progu zmian, wskaźnik umieralności wynosił prawie 20 (na tysiąc urodzeń). W 2010 – 5, w tej chwili jest jeszcze niższy. Ale duże postępy poczyniono również w ostatnich latach. Europejski raport przypomina, że w 2010 roku wskaźnik umieralności noworodków wynosił w Polsce 3,1. Dane z 2014 roku mówią już o 2,4 (na tysiąc urodzeń). Jest postęp, ale są również powody, jeśli nie do niezadowolenia, to na pewno do dalszych wysiłków. Prof. Szamotulska wskazała, że wskaźniki dotyczące umieralności noworodków i niemowląt w większości krajów europejskich są jeszcze niższe niż w Polsce.

Jak podkreślali specjaliści potrzebna jest analiza skąd bierze się tak wysoki odsetek cięć cesarskich oraz co dzieje się z pacjentkami po cięciu oraz dziećmi urodzonymi tą metodą. 

13.02.2019

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.

Na co choruje system ochrony zdrowia

  • Pięć minut dla pacjenta
    Lekarze rodzinni mają na zbadanie jednego pacjenta średnio po kilka minut. Taka sytuacja rodzi frustracje po obu stronach – wśród chorych, bo chcieliby więcej uwagi, oraz wśród lekarzy, bo nie mogą jej pacjentom poświęcić.
  • Dlaczego pacjenci muszą czekać w kolejkach?
    Narodowy Fundusz Zdrowia wydaje rocznie na leczenie pacjentów ponad 60 mld zł. Ale ani te pieniądze, ani rozwiązania wprowadzane przez Ministerstwo Zdrowia – tzw. pakiet onkologiczny i pakiet kolejkowy – nie zmienią sytuacji. Dlaczego?