Szanowni Państwo,

Medycyna Praktyczna wykorzystuje w swoich serwisach pliki cookies i inne pokrewne technologie. Używamy cookies w celu dostosowania naszych serwisów do Państwa potrzeb oraz do celów analitycznych i marketingowych. Korzystamy z cookies własnych oraz innych podmiotów – naszych partnerów biznesowych.

Ustawienia dotyczące cookies mogą Państwo zmienić samodzielnie, modyfikując ustawienia przeglądarki internetowej. Informacje dotyczące zmiany ustawień oraz szczegóły dotyczące wykorzystania wspomnianych technologii zawarte są w naszej Polityce Prywatności.

Korzystając z naszych serwisów bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie plików cookies i podobnych technologii, opisanych w Polityce Prywatności.

Państwa zgoda jest dobrowolna, jednak jej brak może wpłynąć na komfort korzystania z naszych serwisów. Udzieloną zgodę mogą Państwo wycofać w każdej chwili, co jednak pozostanie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania dokonanego wcześniej na podstawie tej zgody.

Klikając przycisk Potwierdzam, wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie wyżej wymienionych technologii oraz potwierdzacie, że ustawienia przeglądarki są zgodne z Państwa preferencjami.

Nauczmy dzieci skakać na skakance

Monika Wysocka
zdrowie.pap.pl

Skakanie na skakance czy gra w gumę nie jest dziś oczywistą umiejętnością, jak dla poprzednich pokoleń. Współczesne dzieci wolą spędzać czas nie męcząc się. Jeśli dorośli nie zadbają o to, by dzieci więcej się ruszały, ich sprawność będzie spadać w zastraszającym tempie. Już dziś widać tego negatywne skutki – alarmuje dr Janusz Dobosz z Narodowego Centrum Badania Kondycji Fizycznej AWF w Warszawie.


Dr Janusz Dobosz. Fot. S.Leszczyński / PAP

Monika Wysocka: Jak zmieniła się w ostatnich latach aktywność fizyczna dzieci?

Janusz Dobosz: Kiedy cofam się myślą do moich dziecięcych lat, to pamiętam, że gdy przychodziły ferie lub wakacje, to już o 10 rano, jak tylko skończył się „Pies Cywil” czy „Czterej pancerni i pies”, wychodziłem na podwórko i spędzałem tam czas, często do późnego wieczora. Wtedy zresztą nic innego nie można było robić i siłą rzeczy, jeżeli ktoś nie miał chęci czytać książek, to wychodził na dwór, bo to była jedyna szansa żeby ciekawie i atrakcyjnie spędzać wolny czas. Na aktywności fizycznej spędzało się więc po 8-10 godzin na dobę.

Porównanie z obecnym zaleceniem WHO jednej godziny aktywności fizycznej dziennie pokazuje skalę różnic, między tym jak było kiedyś i jak jest dziś. Problem z obniżaniem się sprawności fizycznej dzieci i młodzieży tkwi głównie w zmianie trybu życia. Dziś zalecane minimum aktywności fizycznej ustawione jest tak nisko, jak tylko się da, a i tak często nie udaje się go zrealizować. Tymczasem nasza sprawność fizyczna jest pochodną aktywności fizycznej i nie może być inaczej: jak nie ćwiczę, nie podejmuję aktywności fizycznej, to mój organizm nie opanowuje określonych funkcji i nie nabywa określonych właściwości. Mówiąc wprost: dzieci nie będą umiały skakać na skakance, jeśli nie będą tego robiły. I tutaj tkwi główna przyczyna tego drastycznego spadku sprawności fizycznej.

Wyniki badań kondycji fizycznej dzieci i młodzieży, prowadzonych przez Akademię Wychowania Fizycznego Józefa Piłsudskiego w Warszawie systematycznie co dziesięć lat, począwszy od 1969 roku, są przerażające...

Niestety tak. W 1979 r. chłopcy w wieku 8,5 lat byli w stanie zwisać na drążku średnio przez niemal 19,5 s, podczas gdy w 2009 r. – już niewiele ponad 8,5 s. Pogorszyły się również wyniki w biegu na 600 m: w 1979 r. przeciętny 7-latek (chłopiec) uzyskiwał czas o 39,2 s krótszy niż obecnie. W 1979 roku 7-latek był w stanie skoczyć w dal średnio prawie 130 cm, w 2009 r. – już nie więcej niż 110 cm! Dzieci są przy tym mniej wytrzymałe. Jak wynika z tzw. testu Coopera, który polega na nieprzerwanym 12-minutowym biegu, trzydzieści lat temu 7-latek potrafił przebiec w tym czasie 1811 metrów, a podczas ostatnich badań – przebiegał o prawie 300 metrów mniej. Sytuacja zaczęła pogarszać się od 1989 roku i ten trend się utrzymuje.

Z czego to wynika?

Bo teraz wokół dzieci i młodzieży jest dużo więcej ciekawych form spędzania wolnego czasu, które nie wymagają od nich wysiłku, męczenia się. Co byśmy nie powiedzieli, to podejmowanie aktywności fizycznej związane jest z jakimś wysiłkiem, z męczeniem się. A tu mogę cały dzień spędzić bardzo ciekawie z telefonem w ręku, grając na konsoli, albo oglądając filmy – nie męcząc się.

Do tego niestety dochodzi postawa części rodziców, która sprawia, że aktywność fizyczna w hierarchii ich potrzeb i oczekiwań nie znajduje się na odpowiednim miejscu. Wielu z nich uważa, że sprawność fizyczna do niczego się w życiu nie przyda. Jest dokładnie tak, jak z fraszką Jana Kochanowskiego: „Szlachetne zdrowie, nikt się nie dowie jako smakujesz, aż się zepsujesz”. I dopiero kiedy masz 50-60 lat i gdy zaczyna ci motorycznie czegoś brakować, zaczynasz podupadać na zdrowiu, nie jesteś w stanie zrealizować rzeczy które zamierzasz – człowiek uświadamia sobie, że mógł o to zadbać wcześniej. Jest coś, co zaprzepaścił.

To może truizm, ale to dorośli powinni postarać się, aby zachęcić dzieci do aktywności, pokazać im, że zapomniana skakanka, czy gra w gumę mogą być fajne.

Dokładnie. Bo jak pokazują wyniki badań prowadzonych w projekcie „Aktywne Szkoły MultiSport”, dzieci wcale nie są przeciwne aktywności ruchowej, ale wszystko zależy od tego, co się im zaproponuje. To musi być coś, co jest dla nich ciekawe i atrakcyjne, co zmobilizuje ich do podejmowania aktywności fizycznej i przede wszystkim – co staje w opozycji do świata wirtualnego, który nie wymaga zaangażowania fizycznego, nie wiąże się ze zmęczeniem, koniecznością przygotowywania się: po prostu biorę telefon i już jestem w innym świecie. A w tym rzeczywistym świecie czasem trzeba się przebrać, czasem trzeba przygotować sprzęt, napompować koła roweru czy piłkę.

Czy faktycznie przeszkodą jest brak odpowiednich warunków?

Nie. Ja przez całe swoje młode życie nie miałem takiego boiska, z jakich dziś mogą korzystać dzieci. Bardzo im tego zazdroszczę. Choć oczywiście i tu błędy popełniają dorośli – wiele z tych nowoczesnych boisk czynnych jest zbyt krótko lub tylko w określone dni, co ogranicza możliwości korzystania z nich.

Niestety samo dostarczenie obiektów nie rozwiązuje sprawy. Potrzeba chyba więcej edukacji - w wielu przypadkach brak jest świadomości, że aktywność fizyczna jest potrzebna dla zdrowia, dla prawidłowego funkcjonowania na co dzień. Kłopot w tym, że takie przesłanie nie idzie w stronę dzieciaków, więc trudno się dziwić, że one się tym nie zajmują.

Co ciekawe – warunki fizyczne dzisiejszych dzieci są lepsze niż były kiedyś.

To prawda – współczesne dzieciaki są np. o kilka centymetrów wyższe. Prof. Ryszard Przewęda, jeden z wybitnych profesorów warszawskiej AWF, mówił o tym już kilkanaście lat temu, określając syndromem rozwierających się nożyc – ich jedno ramię to nasz rozwój fizyczny, a drugie to nasza sprawność. Im dalej, tym coraz lepiej się rozwijamy, w coraz większym stopniu wykorzystujemy pulę genową, z którą przychodzimy na świat – wpływa na to polityka zdrowotna, lepsze niż w dawniej żywienie, warunki, w których funkcjonujemy, higiena, możliwości zapobiegania chorobom, medycyna naprawcza na coraz wyższym poziomie – wszystko to wpływa na to, że lepiej się rozwijamy. Ale jednocześnie spada nasza sprawność fizyczna, bo o nią nie dbamy. Gdyby to szło w parze moglibyśmy osiągać rewelacyjne wyniki i znacznie lepiej korzystać ze swojego organizmu, dzięki temu czerpać większą satysfakcję życia i być zdrowszymi.

Rozmawiała Monika Wysocka (zdrowie.pap.pl)

Janusz Dobosz - doktor nauk o kulturze fizycznej, absolwent Akademii Wychowania Fizycznego we Wrocławiu, trener gry w piłkę nożną, nauczyciel akademicki w warszawskiej AWF. Autor i kierownik projektu Narodowego Centrum Badania Kondycji Fizycznej, recenzent projektów w Narodowym Centrum Badań i Rozwoju; współwykonawca i kierownik ogólnopolskich, populacyjnych badań kondycji fizycznej – unikatowego w skali światowej projektu badawczego. Kierownik i współwykonawca grantów i projektów ministerialnych oraz uczelnianych. Opiekun merytoryczny i autor raportów z badań kondycji fizycznej w projektach MSiT; autor raportu o stanie wychowania fizycznego w Polsce (The Current Situation of Physical Education in Poland), współautor i redaktor merytoryczny publikacji „Wybrane zachowania zdrowotne Polaków w perspektywie sportu powszechnego i zdrowia”.

19.03.2019
Zobacz także

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.

Na co choruje system ochrony zdrowia

  • Pięć minut dla pacjenta
    Lekarze rodzinni mają na zbadanie jednego pacjenta średnio po kilka minut. Taka sytuacja rodzi frustracje po obu stronach – wśród chorych, bo chcieliby więcej uwagi, oraz wśród lekarzy, bo nie mogą jej pacjentom poświęcić.
  • Dlaczego pacjenci muszą czekać w kolejkach?
    Narodowy Fundusz Zdrowia wydaje rocznie na leczenie pacjentów ponad 60 mld zł. Ale ani te pieniądze, ani rozwiązania wprowadzane przez Ministerstwo Zdrowia – tzw. pakiet onkologiczny i pakiet kolejkowy – nie zmienią sytuacji. Dlaczego?