Szanowni Państwo,

Medycyna Praktyczna wykorzystuje w swoich serwisach pliki cookies i inne pokrewne technologie. Używamy cookies w celu dostosowania naszych serwisów do Państwa potrzeb oraz do celów analitycznych i marketingowych. Korzystamy z cookies własnych oraz innych podmiotów – naszych partnerów biznesowych.

Ustawienia dotyczące cookies mogą Państwo zmienić samodzielnie, modyfikując ustawienia przeglądarki internetowej. Informacje dotyczące zmiany ustawień oraz szczegóły dotyczące wykorzystania wspomnianych technologii zawarte są w naszej Polityce Prywatności.

Korzystając z naszych serwisów bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie plików cookies i podobnych technologii, opisanych w Polityce Prywatności.

Państwa zgoda jest dobrowolna, jednak jej brak może wpłynąć na komfort korzystania z naszych serwisów. Udzieloną zgodę mogą Państwo wycofać w każdej chwili, co jednak pozostanie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania dokonanego wcześniej na podstawie tej zgody.

Klikając przycisk Potwierdzam, wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie wyżej wymienionych technologii oraz potwierdzacie, że ustawienia przeglądarki są zgodne z Państwa preferencjami.

Inni refundują laktatory, Polska – mieszanki

Z dr med. Magdaleną Nehring-Gugulską, pierwszym Międzynarodowym Konsultantem Laktacyjnym w Polsce (od 1996 r.), rozmawia Katarzyna Friedlein

Zapanowała moda na karmienie piersią. Ale wciąż zbyt mało kobiet karmi wyłącznie piersią w ciągu pierwszych 4-6 miesięcy, a ten sposób żywienia uznajemy za optymalny. W skali świata to niespełna 40%. W Polsce sytuacja nie wygląda lepiej.


Dr med. Magdalena Nehring-Gugulska

Katarzyna Friedlein: Czy karmienie piersią wymaga promocji, a jeśli tak, to dlaczego?

Dr med. Magdalena Nehring-Gugulska: Mleko matki zawsze było głównym źródłem pożywienia dla noworodków, niemowląt i małych dzieci. Starożytni wielką wagę przywiązywali do karmienia dzieci kobiecym mlekiem, choć już wtedy istniała instytucja mamki.

Współczesna cywilizacja nie sprzyja karmieniu, choć wydawałoby się, że o zaletach mleka kobiecego wiemy już prawie wszystko. Przemiany stylu życia i zmiana roli kobiety w społeczeństwie nie ułatwiają sprawy. Kobiety, nawet doskonale wykształcone, nie radzą sobie z karmieniem naturalnym. Brakuje im intuicji, gubią się w sprzecznych zaleceniach, ulegają wpływom komercyjnym.

Już w 1860 r. powstała pierwsza fabryka sztucznej żywności dla niemowląt firmy Nestlé. Początkowo sztuczne mleko było bardzo drogie i tylko najbardziej zamożni mogli sobie na nie pozwolić. Od lat 30. XX w. intensywnie rozwijał się rynek mieszanek sztucznych, które stawały się coraz bardziej dostępne dla wszystkich. Pojawiło się pokutujące do dziś przekonanie, że mleko sztuczne jest dla dziecka równie dobre, jak mleko matki. Wynikało z braku wiedzy i badań w tej materii.

82 miliony zł
tyle kosztuje państwo polskie rocznie refundacja mleka sztucznego

4–14%
tyle dzieci jest karmionych wyłącznie mlekiem matki
w 6. miesiącu życia

Praktyki szpitalne i opieka zdrowotna sprzyjała karmieniu sztucznemu: rozdzielano matkę od dziecka, karmienie odbywało się w wyznaczonych godzinach, dopajano, dokarmiano, podawano smoczek, nie można było karmić w nocy itd. Przełom nastąpił w 1974 r., kiedy kanadyjski naukowiec John Gerrard odkrył w pokarmie ludzkim kompleksy immunologiczne: okazało się, że mleko kobiece nie jest tylko żywnością, jest substancją czynną immunologicznie i ma funkcje ochronne.

W tym czasie pojawiały się już pierwsze badania wskazujące, że dzieci karmione sztucznie częściej umierają (dane z Chile w biuletynie WHO, 1973). Alarmujące wieści dochodziły z Afryki, gdzie umieralność dzieci karmionych sztucznie rosła w zatrważającym tempie. Dlatego Światowa Organizacja Zdrowia, ONZ i UNICEF rozpoczęły kampanię na rzecz przywrócenia powszechnego karmienia piersią. WHO już w 1974 r. wydała rezolucję (27.43), w której ogłosiła światu, że karmienie mlekiem matki jest najzdrowszym sposobem żywienia. W 1981 r. powstał Międzynarodowy Kodeks Marketingu Produktów Zastępujących Mleko Kobiece, który miał regulować rynek mieszanek i ograniczyć ich niekontrolowane spożycie.

WHO i UNICEF w 1989 r. wydały wspólny dokument określający zasady postępowania w szpitalu sprzyjające karmieniu (pierwszy kontakt i pierwsze karmienie tuż po porodzie, rooming-in, karmienie na żądanie, pomoc w technice karmienia, dokarmianie tylko ze ścisłych wskazań), znany jako „10 Kroków do udanego karmienia”.


Wielu zachorowaniom można by zapobiec, gdyby matki karmiły dzieci piersią co najmniej przez 6 miesięcy

W ciągu następnych 20 lat na świecie rosły wskaźniki karmienia naturalnego. Ale też nastąpił boom naukowy. Dziś naukowcy rozpracowali skład mleka matki, znaleziono tam nawet komórki macierzyste! Poznano – przy pomocy najnowocześniejszych technik obrazowania – mechanizm ssania i pobierania pokarmu. Na podstawie licznych badań, metaanaliz, powstały listy chorób, przed którymi chroni ta niezwykła substancja. Przeprowadzono wiele badań z dziedziny ekonomii pokazujących policzalne korzyści z tej metody karmienia.

Zapanowała moda na karmienie piersią. Ale wciąż zbyt mało kobiet karmi wyłącznie piersią w ciągu pierwszych 4-6 miesięcy, a ten sposób żywienia uznajemy za optymalny. W skali świata to niespełna 40%. W Polsce niestety też słabo to wygląda. Nasze mamy dobrze zaczynają, prawie 100% chce karmić i zaczyna po porodzie, ale szybko dokarmiają i wyłączne karmienie w 4. miesiącu sięga 30%, a w 6. miesiącu od 4 do 14% w zależności od badania. Od 1997 r., kiedy wykonano ostatnie badania ogólnopolskie, nie poprawiły się wskaźniki karmienia piersią. Mamy inne osiągnięcia, natury legislacyjnej: zaimplementowaliśmy dyrektywę UE (WE/141/2006) rozporządzeniami ministra zdrowia z 26 sierpnia 2006 r. (ustawa o bezpieczeństwie żywności i żywienia) i z 16.09.2010 (w sprawie środków spożywczych specjalnego przeznaczenia żywieniowego), która w dużej części wdraża Kodeks Marketingu. W obowiązującym od 23 wrześnie 2010 r. standardzie opieki okołoporodowej mamy 8 z 10-ciu kroków WHO/UNICEF.

A czego nam jeszcze brakuje?

Brakujący Krok 2 mówi o przeszkoleniu całego personelu, aby potrafił wdrażać zasady sprzyjające karmieniu. Bez wiedzy nie ma zmian. W toku kształcenia przeddyplomowego nie uzyskujemy odpowiednio szerokiej wiedzy o laktacji. W toku specjalizacji też nie. Udowodniono, że uzyskanie wiedzy w zakresie laktacji na poziomie odpowiednim do zadań zmienia postawy personelu i motywuje do działania, co podnosi wskaźniki wyłącznego karmienia oraz zdrowotność populacji dziecięcej. (Największą z dotychczasowych prób klinicznych z randomizacją, które to udowadniają, wykonał zespół Kramera w 31 placówkach i na 17 046 parach matka-dziecko na Białorusi.)

Musimy się doszkalać. Lekarze, położne i pielęgniarki podejmują ten trud na własny koszt. Niestety nie przewidziano środków na doszkolenie personelu szpitali, aby wdrożył nowy standard opieki okołoporodowej, więc szpitale, które się na to decydują, muszą sięgać do własnych funduszy. A jak już sięgną, to jeszcze ważna jest jakość. Kadra musi się składać z ludzi, którzy sami są porządnie wyszkoleni i wiele lat praktykują poradnictwo laktacyjne. A takich jest niewielu z wymienionych wyżej przyczyn.

Zabrakło też kroku 10 – zorganizowania skutecznego systemu wsparcia dla matek karmiących po opuszczeniu szpitala. Nie mamy w koszyku świadczeń gwarantowanych porady laktacyjnej, nie mamy wśród wizyt po porodzie wizyt doradcy/konsultanta laktacyjnego, nie mamy jak organizować poradni laktacyjnych według światowych standardów. System ten, na wzór systemów zachodnich, działa w obszarze medycyny prywatnej.

Państwo, które jest zobowiązane promować karmienie naturalne, cały ciężar utrzymania karmienia kładzie na położną środowiskową.

A państwo, które jest zobowiązane promować karmienie naturalne, cały ciężar utrzymania karmienia i rozwiązania wszystkich problemów kładzie na położną środowiskową. A gdzie lekarz? A gdzie czas na poradę specjalistyczną, gdy potrzebne jest rozwiązanie trudnych, złożonych problemów laktacyjnych? Kto to ma zrobić? Nawet gdyby przeszkolić wszystkie położne środowiskowe (w toku swojego kształcenia nie uzyskują wiedzy o laktacji na odpowiednim poziomie), to ich miejsce w systemie jest inne. One mają wiele innych zadań, a w dziedzinie laktacji powinny umieć poinstruować matkę, jak prawidłowo karmić, ocenić skuteczność karmienia, wychwycić czynniki ryzyka i mieć w otoczeniu kogoś, kto poświęci dodatkowy czas na rozwiązanie złożonych problemów. Pracować w zespole terapeutycznym, w którym jest zarówno poradnia laktacyjna, jak i lekarz podstawowej opieki zdrowotnej.

Brakuje też monitoringu karmienia piersią. Mamy w Narodowym Programie Zdrowia zapisy dotyczące zwiększania odsetka karmiących matek i propagowania wyłącznego karmienia, ale nie mamy ani programu zdrowotnego finansowanego ze środków publicznych, ani ewaluacji na skalę krajową. Bazujemy na badaniach prowadzonych lokalnie na niewielkich próbach.

Największe, które wykonała dr Urszula Bernatowicz-Łojko w 2010 r. w woj. kujawsko-pomorskim obejmowało 1000 noworodków. Badanie prof. Haliny Woś z Katowic objęło 300 dzieci, Ewa Zagórecka przebadała próbę 134 dzieci. Wnioski są smutne: w 2.-3. miesiącu najwięcej kobiet porzuca karmienie.

Dlaczego tak się dzieje?

Do popełnienia pierwszego błędu dochodzi jeszcze w szpitalu, po urodzeniu dziecka. Pomimo, że prawie każda mama zaczyna karmić i jest w stanie wytwarzać pokarm dla swojego dziecka, aż 50–75% noworodków donoszonych jest dokarmianych sztucznie. Najczęściej bez wskazań i z przekraczaniem norm ilościowych. Wszystkie wspomniane badania tę przyczynę pokazują jako główną.

Matce pokazuje się już na początku, że rozwiązaniem problemu z laktacją jest butelka z mieszanką. A czemu nie profesjonalna pomoc laktacyjna przeszkolonego personelu, jak zaleca choćby Globalna strategia żywienia dzieci WHO? Czemu nie sprzęt do dociągania pokarmu, dzięki któremu matka uzyska własny pokarm dla dziecka? Wgrywamy matkom wzorce, z którymi idą do domu i je powielają. Dziecko płacze - mam za mało pokarmu - podaję butelkę ze sztucznym.

Kolejny trudny okres to pierwsze tygodnie, okres stabilizowania się laktacji, od którego zależy dalszy jej przebieg. Początkowo wytwarzanie mleka jest regulowane hormonalnie, więc bardziej odporne na błędy. Od ok. 2 tygodnia zaczyna przeważać mechanizm autokrynny, który polega na tym, że jeśli pierś nie jest opróżniana, wydzielany jest inhibitor, który hamuje wytwarzanie pokarmu. Ten mechanizm pozwala dostosować ilość mleka do potrzeb dziecka. Jeśli na tym etapie popełniane są błędy, laktacja ustabilizuje się na zbyt niskim poziomie. Nic dziwnego, że dziecko będzie słabo rosnąć. I znów schemat postępowania: słabo rośnie, dokarmiamy. I to pełną dawką dobową. A gdzie czas na poprawę błędów?

U większości matek na tym etapie wystarczy skorygować sposób przystawienia dziecka do piersi, zalecić częstsze karmienie, nauczyć aktywizować dziecko i obserwować wskaźniki, czy dziecko się najada, wesprzeć i monitorować postępy. Czasem trzeba stymulować laktację przez odciąganie pokarmu, czasem rozwiązać bardziej zawiły problem i zastosować leczenie. Doświadczona w poradnictwie laktacyjnym osoba jest w stanie ocenić, jaką interwencję podjąć, aby z jednej strony dobrze odżywiać dziecko, a z drugiej uratować laktację. I takich osób potrzebują i poszukują nasze matki.

Matce pokazuje się już na początku, że rozwiązaniem problemu z laktacją jest butelka z mieszanką. A czemu nie profesjonalna pomoc laktacyjna przeszkolonego personelu, jak zaleca choćby Globalna strategia żywienia dzieci WHO?

Dlaczego Światowa Organizacja Zdrowia zaleca, aby dzieci karmione były mlekiem matki przez pół roku?

Taka interpretacja rekomendacji WHO to pewne nieporozumienie. Chodzi o to, aby dzieci były karmione wyłącznie mlekiem matki przez pierwsze 6 miesięcy życia. Przecież WHO walczy o wydłużanie czasu karmienia piersią, zwłaszcza wyłącznego. Wiele badań pokazuje, że ta wyłączność ma niebagatelne znaczenie dla ochrony przed chorobami, nie tylko infekcyjnymi, ale też metabolicznymi, a nawet nowotworowymi.

WHO zaleca rozszerzanie diety dziecka w drugim półroczu, poprzez podawanie wartościowych produktów tak, aby nie zaburzać rytmu karmienia. Naturalne zainteresowanie dziecka innymi pokarmami pojawia się właśnie ok. 6 miesiąca, ten proces połączony jest z dojrzewaniem układu pokarmowego, nerwowego i immunologicznego. Gdy dziecko umie siedzieć, wyciągnąć rączkę i podnieść dwoma paluszkami okruch do buzi, to jest z pewnością gotowe.

Sporo zamieszania zrobiło się w Polsce przy okazji zmiany zaleceń dotyczących żywienia dzieci w pierwszym roku życia. Chcąc chronić dzieci przed celiakią, należy wprowadzać do ich diety niewielkie ilości glutenu w osłonie mleka matki, jak rekomendują badacze tego zagadnienia. Polscy eksperci idąc w ślad za tym zalecili zupę jarzynową z kaszką glutenową już w 5. miesiącu – obawiając się pewnie, że później coraz mniej dzieci jest karmionych piersią. Można to zrozumieć, niemniej jednak otworzyło to furtkę do skracania wyłączności karmienia.

Wkrótce pojawiły się kolorowe schematy, pokazujące mamom, jak zastępować karmienie piersią zupkami i przecierami owocowymi. A to w zasadzie schemat odstawiania. Rodzice są również wprowadzani w błąd przez niejasne oznakowanie żywności w słoiczkach. Widnieją na nich napisy, że przeznaczone są dla dzieci od 4. miesiąca życia, a brakuje dopisku, że dotyczy to dzieci karmionych sztucznie, którym można podawać je wcześniej, lub sytuacji szczególnych wskazań.

A przecież ESPGHAN (Europejskie Towarzystwo Gastroenterologii, Hepatologii i Żywienia Dzieci) mówi o tym, że po 17. tygodniu należy wprowadzać żywność uzupełniającą?

To również nietrafna interpretacja. ESPGHAN mówi po pierwsze, że 6 miesięcy wyłącznego karmienia mlekiem matki to cel, do którego należy dążyć. A po drugie, że 17 tygodni to najkrótszy zalecany czas wyłącznego karmienia. Podkreśla wartość zdrowotną wprowadzania żywności pomiędzy 17. a 26. tygodniem życia i zaleca tak to zrobić, aby było możliwe kontynuowanie karmienia piersią 2-3 miesiące po wprowadzeniu tej żywności. Ponieważ nie mówi nic o ilościach, to żeby nie wylać dziecka z kąpielą, wymyśliliśmy pojęcie „smakowania”. Oznacza ono podawanie niewielkich ilości pokarmów, bez znaczenia energetycznego i bez zaburzania rytmu karmienia piersią. Jeśli dziecko dobrze rośnie, nie ma powodu wprowadzać całego posiłku. Na to mamy całe drugie półrocze. A teraz wystarczy mała ilość, aby antygen został rozpoznany i zaakceptowany przez organizm. Uważam to za genialne rozwiązanie, które pozwala łączyć wiedzę, poglądy i środowiska.

A co zalecają nowe wytyczne Amerykańskiej Akademii Pediatrii z 2012 r.?

Idą torem myślenia godzenia rekomendacji WHO z najnowszymi osiągnięciami nauki. Podkreślają wagę wyłącznego karmienia piersią przez pół roku, zalecają rozszerzanie diety około 6. miesiąca, chyba że istnieją wskazania, aby zrobić to wcześniej. Kładą jeszcze większy nacisk na to, aby wprowadzanie pokarmów odbywało się w osłonie mleka matki. Zalecają wszystkim placówkom w USA zasady postępowania na oddziałach szpitalnych, również intensywnej terapii noworodka, oparte na 10 krokach. Zanim sformułowano te zalecenia, zbadano wszystkie (!) szpitale pod kątem praktyk sprzyjających karmieniu.

Oczywiście wskaźniki karmienia monitoruje się w USA na bieżąco w ramach programu Healthy People 2020.

Nowością jest zmiana zaleceń dotyczących cytomegalii matki. Może ona karmić piersią nawet w sytuacji, gdy rodzi się wcześniak. W sytuacji grypy H1N1 można karmić, jednak w ostrej fazie choroby, gdy matka gorączkuje, powinna być odizolowana od dziecka i podawać mleko odciągnięte. Amerykańskie wytyczne wydłużają też czas przechowywania mleka odciągniętego w lodówce do 96 godz. Myślę, że każdy znajdzie w nich wiele praktycznych wskazówek potrzebnych do codziennej praktyki. Powinni je też poznać projektanci systemu opieki.

Gdzie szuka pomocy matka, u której pojawia się problem z karmieniem?

Do popełnienia pierwszego błędu dochodzi jeszcze w szpitalu, po urodzeniu dziecka. Pomimo że prawie każda mama zaczyna karmić i jest w stanie wytwarzać pokarm dla swojego dziecka, aż 50–75% noworodków donoszonych jest dokarmianych sztucznie.

Najczęściej u pediatry. Ale pediatra często nie ma czasu, aby zająć się wnikliwie problemem. Pediatrzy, nie tylko polscy, zgłaszają, że często nie wiedzą, co poradzić kobiecie w sprawach laktacyjnych. Mogą ocenić stan dziecka, wykluczyć chorobę, stwierdzić wskazania do dokarmiania, ale brakuje im czasu i umiejętności, by dokonać oceny przebiegu laktacji lub jej stymulacji.

Badani pediatrzy najwięcej problemów mieli z poradą dotyczącą bolesnych brodawek. Dokarmianie mlekiem sztucznym to dla nich najłatwiejsze i najbezpieczniejsze wyjście z wielu problemów z laktacją. Wspomniana Amerykańska Akademia Pediatrii podkreśla rolę pediatrów w zapewnieniu pomocy laktacyjnej w swoim rejonie. Nasi mogliby to zrobić, gdyby mieli pod ręką poradnię laktacyjną z dobrze wyszkolonymi doradcami – położnymi, lekarzami. Taka współpraca byłaby cenna dla obu stron, no i zapewniałaby matkom kompleksową opiekę.

Czy jeśli kobieta, której dziecko od miesiąca nie przybrało na wadze, trafi do doradcy laktacyjnego, ma szanse na uratowanie karmienia piersią?

Dużą szansę. To jest sytuacja, w której potrzebuje opieki specjalistycznej, nakierowanej głównie na ten problem. Doradca ma wiedzę, umiejętność i czas, aby tym się zająć. Porada laktacyjna musi trwać minimum godzinę! Ma swój opracowany standard, porządek i dokumentację. Tego uczą się doradcy podczas kursów i praktyk.

Ile czasu powinno się poświęcać podczas studiów medycznych tematyce laktacji?

Na świecie istnieją wytyczne dotyczące kształcenia w dziedzinie laktacji, które określają poziomy w zależności od zadań. Według nich osoby pracujące z matkami, np. położne, pediatrzy czy neonatolodzy, muszą odbyć minimum 16 godzin zegarowych zajęć z tego tematu, oczywiście uzupełnionych praktykami. Osoby, które specjalizują się w poradnictwie laktacyjnym muszą odbywać długie kursy, przynajmniej 90 godzin zegarowych, odbyć praktyki w poradni laktacyjnej i wykazać się 500-1000 godzin praktyki indywidualnej.

Ile kosztuje państwo polskie refundacja mleka sztucznego?

Według danych za 2011 r. – 82 miliony złotych. To ogromna suma, za którą można byłoby uruchomić wiele poradni laktacyjnych i wykształcić setki doradców. Refundować matkom wypożyczenie laktatora, wyposażyć w nie szpitale. Wydać mnóstwo literatury. Zrobić porządne, ogólnopolskie badania wskaźników. Z pewnością by spadły nakłady na żywienie dzieci, bo karmienie naturalne jest tanie. Na świecie liczy się zyski z tego, że dzieci są karmione mlekiem własnej matki. U nas się tego nie robi, i lekką ręką wydaje tyle pieniędzy...

Holendrzy wyliczyli, że gdyby dzieci karmić piersią przynajmniej 6 miesięcy, zaoszczędzono by na kosztach leczenia około 250 euro na dziecko. Można by uniknąć 50% zapaleń przewodu pokarmowego, 25% - zapaleń ucha, 47% – choroby Leśniowskiego i Crohna, 10% – białaczki i otyłości. W USA wyliczono, że gdyby 90% było karmionych wyłącznie piersią do 6 miesięcy, to można by rocznie oszczędzić 13 miliardów dolarów i uniknąć 911 zgonów niemowląt.

Inni refundują laktatory, a my mieszanki.

A czy jako kraj Unii Europejskiej nie jesteśmy zobowiązani do promowania karmienia piersią?

Jak najbardziej. Istnieją konkretne standardy UE, które dotyczą karmienia piersią, zasad działania placówek i organizacji profesjonalnej pomocy poza szpitalem. Między innymi dokument „Żywienie Niemowląt i Małych Dzieci: standardy postępowania dla Unii Europejskiej”, wydany przez Dyrektoriat Zdrowia Publicznego Komisji Europejskiej w 2006 r. Jest on w dużej mierze oparty na Globalnej Strategii Żywienia Dzieci WHO i powinniśmy się do niego stosować.

Nasze państwo pozostawia to w gestii dyrektorów szpitali. To od nich często zależy, czy dofinansują szkolenie dla swoich pracowników, pomogą wykształcić się doradcom laktacyjnym i uruchomią poradnię na swoim terenie. Ale dyrektor, który inwestuje w taką sprawę, nie ma od Państwa żadnego wsparcia. Wystarczyłoby kontraktować lepiej poród, jeśli matka wychodziłaby ze szpitala z dzieckiem wyłącznie karmionym piersią. I już inwestycja zwróciłaby się, a nawet procentowała. A tak – wszystko opiera się na dobrej woli dyrektora.

Urlop macierzyński trwa w Polsce krótko w porównaniu z innymi krajami Unii. Po 5 miesiącach matka już przygotowuje się do powrotu do pracy. Jak w takiej sytuacji utrzymać karmienie piersią?

Ciekawe badanie przeprowadziła prof. Halina Woś. Prosiła ankietowane matki o podanie powodu, z jakiego kończyły karmienie piersią przed czasem. Powrót do pracy jako powód rezygnacji wymieniło tylko 8%! Więc nie jest to główny problem, tylko stereotyp... Matka może odciągać mleko w godzinach pracy, chroni ją prawo pracy. Karmią nawet kobiety na wysokich stanowiskach, nieobecne w domu przez wiele godzin. Odciągnięte mleko zostawiają opiekunom. A rynek akcesoriów do odciągania i przechowywania pokarmu jest ogromny. Wystarczy więc chcieć, aby zachować naturalne karmienie jak najdłużej.

A jak długo karmić dziecko mlekiem matki?

Żaden autorytet taki jak: WHO, Amerykańska Akademia Pediatrii, Europejskie Towarzystwo Gastroenterologii, Hepatologii i Żywienia Dzieci, nie podaje górnej granicy. Zostawiają decyzję matce i dziecku. Nie ma żadnych dowodów na to, że długie karmienie może przynieść jakiekolwiek negatywne skutki. Musimy pamiętać o tym, że karmienie piersią nie jest tylko żywieniem, ale wyjątkową relacją matki i dziecka. Nikt nie ma prawa jej przerywać.


Dr med. Magdalena Nehring-Gugulska - lekarka, pierwszy Międzynarodowy Certyfikowany Konsultant Laktacyjny (IBCLC) w Polsce (od 1996 r.), w latach 1992–1997 pracowała w Poradni Laktacyjnej Szpitala Św. Zofii w Warszawie, do roku 2006 pełniła funkcję Sekretarza Komitetu Upowszechniania Karmienia Piersią i zorganizowała 10 konferencji z okazji Światowego Tygodnia Promocji Karmienia Piersią.
Wieloletni wykładowca i współautorka programów nauczania m.in. „Karmienie piersią w codziennej praktyce” i „Problemy w laktacji” oraz programu „Jak wspierać karmienie piersią w placówkach służby zdrowia”. Autorka popularnego poradnika „Warto karmić piersią” oraz współautorka podręcznika dla doradców i konsultantów laktacyjnych oraz położnych, pielęgniarek i lekarzy „Karmienie piersią w w teorii i praktyce” wydanego przez Medycynę Praktyczną (2012).
Opracowała Standardy postępowania w laktacji i protokół leczenia zapalenia piersi. Aktualnie dyrektor niepublicznej placówki edukacyjnej - Centrum Nauki o Laktacji i prezes Fundacji Twórczych Kobiet.
Prywatnie mama piątki dzieci.


25.06.2013
Zobacz także

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.

Na co choruje system ochrony zdrowia

  • Pięć minut dla pacjenta
    Lekarze rodzinni mają na zbadanie jednego pacjenta średnio po kilka minut. Taka sytuacja rodzi frustracje po obu stronach – wśród chorych, bo chcieliby więcej uwagi, oraz wśród lekarzy, bo nie mogą jej pacjentom poświęcić.
  • Dlaczego pacjenci muszą czekać w kolejkach?
    Narodowy Fundusz Zdrowia wydaje rocznie na leczenie pacjentów ponad 60 mld zł. Ale ani te pieniądze, ani rozwiązania wprowadzane przez Ministerstwo Zdrowia – tzw. pakiet onkologiczny i pakiet kolejkowy – nie zmienią sytuacji. Dlaczego?