Szanowna firmo od wódy w saszetkach, to co robicie to zło w czystej postaci; ja w tej sprawie nie odpuszczę też jako poseł – napisał w poniedziałek w mediach społecznościowych marszałek Sejmu Szymon Hołownia. „Też”, bo polityk zaznaczył, że głos zabiera w sprawie przede wszystkim jako ojciec. Ostrą reakcję, na razie werbalną, wywołała informacja, podparta zdjęciami, że na półkach sklepowych pojawiły się mocne alkohole w kolorowych saszetkach, podobnych do tych, w jakich firmy sprzedają musy, owsianki i inne desery, czyli produkty skierowane do dzieci.
Fot. Adobe Stock
Sprawa „wódki w saszetkach” nie jest bynajmniej nowa i ciągnie się przynajmniej od kilkunastu miesięcy, bo pierwsze zapowiedzi, że producenci myślą o takiej formie sprzedaży swoich produktów, pojawiły się jeszcze w czasach, gdy rządziło Prawo i Sprawiedliwość. Same saszetki pojawiły się w sprzedaży jeszcze w wakacje, ale w niewielu sklepach, można powiedzieć, w „pilotażowej” formie.
Być może producent testował, ile są warte zapowiedzi Ministerstwa Zdrowia, że próba wejścia na rynek z produktem pociągnie za sobą poważną finansową karę. W ostatnich dniach zasięg wyraźnie się zwiększył. Co więcej, w mediach społecznościowych pojawiły się zdjęcia saszetek z alkoholami umieszczonych na firmowych stojakach przeznaczonych dla produktów dla dzieci (firma, której znaku towarowego użyto, natychmiast się od tego odcięła).
Powiedzieć, że „Internet zapłonął”, to nic nie powiedzieć – głos zabrali lekarze, influencerzy, artyści. Borys Szyc, który nie ukrywa swojej historii z chorobą alkoholową i procesem trzeźwienia, udostępniając budzące najwięcej emocji zdjęcie napisał: – Musy owocowe, a obok wódka w saszetkach. (…) Niedługo trzeba będzie czytać skład, żeby przypadkiem pół litra nie kupić.
„Pół litra” to licentia poetica, bo „Voodoo Monkey” (producent najwyraźniej z dumą nawiązuje do „małpek”, o których niedawno minister zdrowia Izabela Leszczyna mówiła, że „są źródłem wszelkiego zła”) mają pojemność od 100 do 200 ml, moc 15-28 proc. Przeważają słodkie smaki – likiery brzoskwiniowe, malinowe, mango, ananasowe, wiśniowe. Jest też czysta wódka. Cena? 8,99 – 9,99 zł.
– Voodoo Monkey to nie tylko marka, to prawdziwy buntownik w świecie alkoholi. Jesteśmy pionierami, którzy zmienili sposób, w jaki doświadczasz alkoholu, oferując go w odważnie zaprojektowanych tubach – twierdzi producent. – W Voodoo Monkey każdy szczegół ma swoje znaczenie – od unikalnych smaków po opakowanie. Stojąc na przecięciu sztuki, designu i innowacji w branży alkoholowej, Voodoo Monkey to synonim najlepszej jakości, kreatywności i odwagi.
Lwia część komentarzy jest dla firmy (skądinąd producenta musów dla dzieci) wręcz miażdżąca. Internauci i eksperci jednogłośnie wskazują na zdefiniowany target młodych odbiorców, być może również nieletnich (choć zasadniczo saszetki muszą być sprzedawane na stoisku z alkoholem i podlegają takim samym ograniczeniom sprzedaży), przypominają, jak błyskawicznie dzieci i młodzież zareagowały na pojawienie się „jednorazówek” do wapowania, co prawda niezawierających nikotyny, ale o nieprzebadanym składzie i ewidentnie stanowiących duże zagrożenie zdrowotne, będących też krokiem na drodze do uzależnienia od nikotyny. Kolejny argument to łatwość ukrycia – przed rodzicami, przed nauczycielami – alkoholu w saszetce.
Ale nie tylko zagrożenie dla nieletnich jest problemem. Minister Izabela Leszczyna mówiąc, że „małpki są źródłem wszelkiego zła” może nieco uprościła przekaz, ale tylko odrobinę: od lat wiadomo, że sprzedaż alkoholu w małych pojemnościach stanowi w Polsce ogromny problem, a jak on jest duży, przekonać się może każdy, kto robi zakupy w zwykłym sklepie spożywczym rano, przed godzinami pracy. Albo przejdzie ulicą dowolnie długi kawałek: nie tylko w weekendy, ale również dni powszednie (a może zwłaszcza w dni powszednie) chodniki i przystanki są usłane niewielkimi butelkami. – Saszetkę jeszcze łatwiej schować do torebki czy kieszeni – powtarza się w komentarzach.
– Moralne oburzenie nie wystarczy – mówi nam dr Tadeusz Jędrzejczyk, specjalista zdrowia publicznego, dyrektor Departamentu Zdrowia Urzędu Marszałkowskiego Województwa Pomorskiego, były prezes NFZ. – W tej chwili państwo naprawdę niewiele może zrobić z tą sprawą. Konieczna jest całościowa, pakietowa zmiana przepisów dotyczących sprzedaży alkoholu, co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Jednym z aspektów tej zmiany powinna być standaryzacja opakowań. W tej sprawie producent na pewno złamał dobre obyczaje, ale prawa nie. Trzeba uchwalić takie zmiany w prawie, by wprowadzanie takich produktów na rynek było niemożliwe.
Jest tylko jeden „mały” problem. O konieczności zmian przepisów dotyczących sprzedaży (dostępności) alkoholu specjaliści w dziedzinie zdrowia publicznego mówią od wielu lat. Lekarze różnych specjalizacji – psychiatrzy, neurolodzy, onkolodzy, kardiolodzy – alarmują, że alkohol jest po tytoniu kluczowym czynnikiem ryzyka wielu chorób i możemy zapomnieć o poprawie wskaźników zdrowotnych społeczeństwa jeśli nie zatrzymamy konsumpcji alkoholu, w każdej zresztą postaci. Nie idą za tym decyzje. Ministerstwo Zdrowia szumnie zapowiadało zakaz sprzedaży alkoholu na stacjach benzynowych. Choć miał on dotyczyć tylko godzin nocnych, nadal nie ma projektu, nie mówiąc o ustawie.