Pierwsza pomoc emocjonalna

Beata Igielska
zdrowie.pap.pl

Wsparcie psychologiczne będzie inne dla klasy, do której uczęszczał uczeń, inne dla jego przyjaciół, a inne dla całej szkoły. Należy „normalizować” wydarzenie, czyli otwarcie mówić, że zginął uczeń lub uczennica – mówi dr n. hum. Halszka Witkowska, suicydolog i koordynatorka platformy „Życie warte jest rozmowy”.


Dr n. hum. Halszka Witkowska. Fot. Newseria

Beata Igielska: Bezradność dorosłych wobec samobójczej śmierci dziecka widać w szkołach.

Dr Halszka Witkowska: Dlatego w serwisie „Życie warte jest rozmowy” uruchomiliśmy konsultacje dla nauczycieli, a pierwszym projektem były konsultacje dla szkół, w których uczeń popełnił samobójstwo. Dyrektorzy szkół są wówczas w popłochu, nie wiedzą, jak to powiedzieć nauczycielom, uczniom. Dlatego zachęcamy do tworzenia zespołów kryzysowych, przygotowaliśmy specjalny poradnik.

Wspomniany zespół kryzysowy pewnie podzieli się zadaniami?

Tak: ty rozmawiasz z rodzicami, ty z nauczycielami, ty z uczniami, ty w razie potrzeby będziesz odpowiadać za kontakt z prasą.

Jak pracownicy szkół mają się zachować w obliczu samobójstwa ucznia?

Po pierwsze należy „normalizować” wydarzenie, czyli otwarcie mówić, że zginął uczeń lub uczennica. Informujemy rodziców mejlem, gdzie szkoła zorganizuje wsparcie psychologiczne dla uczniów – przykład takiego mejla jest w poradniku dla nauczycieli na naszej stronie (zwjr.pl). Wsparcie psychologiczne będzie inne dla klasy, do której uczęszczał uczeń, inne dla jego przyjaciół, a inne dla całej szkoły. Szczególną uwagę należy zwrócić na dzieci, które miały zły kontakt z uczniem, który odebrał sobie życie. Może ktoś pokłócił się z nim przed śmiercią i będzie siebie oskarżał, miał wyrzuty sumienia?

Nie zachęca się do organizowania apeli, do tworzenia konduktów pogrzebowych, żeby kilkaset osób ze szkoły szło na pogrzeb, by nie gloryfikować śmierci samobójczej. Bo być może jakiś uczeń pomyśli: o, mam takie same problemy, może po mojej śmierci ktoś je zauważy, będą płakać i robić apele.

Nie należy także opowiadać o szczegółach i okolicznościach śmierci. Dzieci mogą o to pytać, więc starać się normalizować: ludzie odbierają sobie życie w różny sposób, w wyniku różnych czynników, w wyniku choroby. Wytłumaczyć, nie zostawić miejsca na plotki.

Jako dorośli mamy etyczny obowiązek, żeby zapobiegać samobójstwom dzieci. Jak to robić?

Mocno stawiam na edukację społeczną, wierzę w promowanie pierwszej pomocy emocjonalnej. Nie każdy z nas ma być specjalistą od zdrowia psychicznego, ale wystarczy znajomość pierwszej pomocy emocjonalnej, żeby zauważyć kryzys. Czy są zmiany w zachowaniu naszego dziecka, czy jest bardziej senne, czy może bardziej nerwowe. Często ludzie mylą nastoletni bunt z objawami depresji. W depresji dziecko na problemy może reagować agresywnie, może się denerwować, krzyczeć albo w drugą stronę – może płakać. Jeśli takie zmiany trwają dłużej niż dwa tygodnie, powinny zaniepokoić. Dziecko, które chętnie chodziło do szkoły, teraz nie chce, mówi, że to nie ma sensu. Może w szkole coś się dzieje, może jest przemoc rówieśnicza. A ta siedmiokrotnie zwiększa ryzyko podjęcia próby samobójczej.

Kolejna sprawa to sytuacje, gdy dziecko zarzuca swoje pasje. Rozwijało zainteresowania i zostawia je nagle. Nie chce wychodzić z pokoju, przestaje się spotykać ze znajomymi.

Nie bagatelizujmy komunikatów typu: „Jestem śmieciem, jestem beznadziejny, do niczego się nie nadaję, nie będę się uczył, bo i tak nic ze mnie nie będzie, jestem debilem”. Taki skrajny samokrytycyzm powinien być dla nas alarmem.

Dziecko może mieć też objawy somatyczne: bóle głowy, brzucha, lędźwiów, a lekarz nie jest w stanie określić, co za nimi stoi. Częste przeziębienia – kilka w ciągu trzech miesięcy. Dzieci somatyzują ból psychiczny podobnie jak dorośli.

Warto zwrócić uwagę, jeśli dziecko interesuje się tematem samobójstwa, np. jego ulubiony wokalista odebrał sobie życie – od Kurta Cobaina przez gwiazdy K-pop w Korei. Warto zapytać dziecko o tego artystę. Jeśli ono wie, że artysta odebrał sobie życie, zapytać, co ty o tym myśli. I wtedy może okazać się, że dziecko ma myśli samobójcze.

Znajoma polonistka opowiadała, że jak omawiała „Cierpienia młodego Wertera” i zadawała wypracowania, zdarzało się, że dzieci przyznawały się do myśli samobójczych. Myślę, że lektury szkolne w tym kontekście mógłby przynieść wiele dobrego. Przecież cały czas w szkole mamy na liście książki, w których jest wątek samobójstwa. Powinno to być dobrze omawiane na lekcjach języka polskiego, może to być świetny początek do psychoedukacji. A w szkołach od lat często zostawia się to bez większego komentarza. Szkoda. Wierzę, że literaturę można w tym przypadku naprawdę dobrze wykorzystać, przy jej pomocy omówić istotne problemy, a przy okazji dowiedzieć się, co o nich myślą uczniowie.

Nie chodzi o to, żebyśmy mieli cały czas radar w głowie, cały czas bali się o dziecko, że ono może sobie życie odebrać. Trzeba być po prostu czujnym na zmiany, zaufać intuicji, która podpowiada, że coś jest nie tak. Czasem dziecko nie chce o tym opowiadać. Często słyszymy w serwisie „Życie warte jest rozmowy”: „Nie mówiłem mamie/tacie o kryzysie, bo i tak mają dużo na głowie, jest im ciężko, dużo pracują”. Czasem dziecko nie mówi mamie o kryzysie, bo „ja wiem, że mama mnie kocha, ale mnie nie rozumie”.

Jeśli w dziecku widzimy zmiany, a ono nie chce z nami rozmawiać, blokuje się, możemy mu zaoferować, żeby porozmawiało z kimś innym, z kimś komu ufa. Może to być psycholog, ale równie dobrze może to być ciocia, z którą ma bardzo dobry kontakt. Albo nauczycielka w szkole. Zachęcajmy do otwarcia się. Mówmy: „Możesz nie rozmawiać ze mną, ale na pewno jest ktoś obok ciebie, z kim chcesz porozmawiać. Jak porozmawiasz, razem będzie łatwiej pokonać problem”. Szalenie ważne jest, by przekonać dziecko, że rozmowa może mu pomoc w życiu.

Czyli na pytanie, jak zapobiegać samobójstwom wśród młodzieży, odpowiedź brzmi: nauczyć dziecko rozmawiać?

Tak, bo dzięki rozmowie możemy wspólnie rozwiązać problem. Nie ma takiej sytuacji, której nie moglibyśmy razem rozwiązać. To moim zdaniem pierwszy, najważniejszy krok do zapobiegania samobójstwom wśród młodzieży. Dziecko musi wiedzieć, że nie ma sytuacji nie do rozwiązania, że może liczyć na swoich bliskich i żeby wiedziało, że jak o tym powie, to jest pierwszy krok do poradzenia sobie z sytuacją.

„Mama jest zainteresowana hybrydowymi paznokciami, a nie tym, że przeżywam kryzys”. To autentyczna wypowiedź dziecka.

Dzieci boją się odrzucenia, zbagatelizowania, boją się, że je wyśmiejemy: jak ty możesz mieć myśli samobójcze?! Przecież niedawno kupiliśmy ci najnowszy model iPhone’a. Z perspektywy rodziców zadbanie o warunki dziecka, wożenie do szkoły, przytulenie powinno rozwiązać wszystkie problemy. Zapominamy, jak dużo i dynamicznie dzieje się w życiu młodego człowieka – w ciągu tygodnia być może przyjaciel/przyjaciółka będzie go obgadywać z inną osobą, może go/ją zostawić chłopak, może zgarnąć pięć jedynek. Sytuacji dla dziecka poważnych może być dużo. Na dzieci wpływają też bardzo mocno doznania przemocy psychicznej, fizycznej albo seksualnej – to wysoki czynnik ryzyka, jeśli chodzi o zachowania samobójcze.

Z książki „Niewysłuchani” o cierpieniu bliskich osób, które popełniły samobójstwo: „Do dziś nie mogę zapomnieć listu pewnej piętnastolatki, która pisała, że ma dość oglądania, jak ojciec bije i gwałci jej matkę, dość poczucia bezradności w tych momentach. Przemoc oglądana zostawia w nas głębokie ślady i nawet jeśli nie odczuwamy w danej chwili bólu fizycznego, ból psychiczny po takim doświadczeniu zostaje w nas schowany na lata”.

Zapominamy, że dziecko nie powinno być świadkiem awantury. Bo wcale nie musi doznać przemocy fizycznej czy seksualnej, ale tak samo jest jej ofiarą, jeśli tę przemoc ogląda. Są sytuacje, że dziecko jest notorycznie świadkiem awantury. Rodzice w kółko kłócą się, że nie ma pieniędzy, że nie ma na zajęcia dodatkowe, na wakacje. W filmie Andrieja Zwiagincewa „Niemiłość” jest taka scena, kiedy rodzice się kłócą, a siedmiolatek stoi za drzwiami przy ścianie. Dzieci często stoją za tymi drzwiami, a rodzice mówią sobie, że się nienawidzą. Dzieci biorą to do siebie bardzo mocno i nic z tego nie rozumieją. Kochają i mamę, i tatę. Nie rozumieją, dlaczego tata znęca się nad mamą. Awantury przy dzieciach to ogromna dla nich trauma, dziecko czuje się w tym samo. Rodzice poobrażają się na siebie, pójdą każde w swoją stronę, a dzieckiem nikt się nie zajmuje. Albo co gorsza, jeden z rodziców zaczyna nastawiać dziecko przeciwko drugiemu rodzicowi.

Dzieci potrafią też zupełnie inaczej interpretować niektóre wydarzenia. Do dziś pamiętam 15-latkę, która mi powiedziała, że zabiła dziadka. Bo „bardzo kochałam mojego dziadziusia, poszedł do szpitala, tęskniłam za nim i go odwiedziłam, mimo że byłam przeziębiona. Przeze mnie umarł na zapalenie płuc”. Nikomu o tym nie powiedziała. Codziennie budziła się z przeświadczeniem, że zabiła dziadka. Czasem nie wpadniemy na pomysł, w jaki sposób dziecko może sobie opowiedzieć rzeczywistość. Awantury w domu może opowiedzieć sobie: „To ja jestem problemem, więc jeśli odejdę z tego świata, rodzicom będzie lżej”. Taki sam schemat działa u osób starszych: „Odejdę, dzieciom będzie lżej”. Jeśli więc ciągle się kłócimy, przerzucamy obowiązkami: nie mam czasu, ty go odbierz, nie, to ty go odbierz, uprzedmiotawiamy dziecko i zostawiamy samo.

Nie możemy nie wspomnieć o ogromnym wpływie internetu na stan psychiczny dzieci, i tego, jak bardzo w nim okrutne potrafią być dzieci wobec siebie. Np. pomysł dziewczyny, która na imprezie dosypywała koleżance do drinka środek nasenny. Ta rano obudziła się przy jakimś starszym mężczyźnie. Okazało się, że koleżanka dosypująca zainkasowała pieniądze za seks. Obrzydliwe. Czasem myślę, że przed przemocą, jaką młodzi ludzie fundują sobie w internecie, nie ma ucieczki. Potrzebna jest też refleksja, w jakim stopniu kultura wpływa na samobójstwa, a w jakim stopniu fenomen samobójstwa wpływa na kulturę.

To jest historia, którą przywiozłam z południa Polski. Szesnastolatka „sprzedawała” koleżanki ze szkoły. A co do kultury, to odwieczne pytanie. O internecie dużo mówię w kontekście zachowań samobójczych dzieci i młodzieży. Wystarczy zobaczyć prawie 200-procentowy wzrost prób samobójczych wśród dziewcząt w przedziale do 19. roku życia, jeśli porównamy rok 2020 i 2023.

Więcej TikToka, więcej Instagrama, a na pewno będzie lepiej...

Tak działają media społecznościowe i ich wyidealizowane światy. Jest wiele badań pokazujących, jak bardzo obniżają poczucie własnej wartości. Dziewczynki widzą idealne ciała, piękne uśmiechy i myślą: Ja taka nie jestem i nigdy nie będę. Porównują się nieustannie: moje zdjęcie ma 30 lajków, a koleżanka wstawiła i ma 300 lajków. Jestem beznadziejna, nikt mnie nie lubi. Następuje ogromna deprywacja potrzeb: koleżanka ma fajne ciuchy i jeździ ciągle na wakacje, dlaczego ja nie mogę? Ona robi kanał na You Tube i ma subskrypcje, a ja ich nie mam, bo jestem beznadziejna.

Młodzi nie rozumieją, że kariery internetowe są niesamowicie losowe, nie wiadomo, dlaczego jakiś filmik staje się wiralem. Jest fenomen piosenek w stylu „Bardzo mała żaba”, „Siku, siku, mocz”, „A ja kocham paczkomaty”. Takie głupotki mają czasem po kilkanaście milionów odsłon, które pomagają zrobić karierę. A z drugiej strony są miliony dzieci, które tej kariery nigdy nie zrobią, choć to wydaje się takie proste.

Chłopcom mówimy: „Chłopaki nie płaczą”, a dziewczynkom: „Dziewczynka musi sobie popłakać”. Bagatelizujemy te łzy, nie uprawomocniamy ich, mówimy: „Histeryczna nastolatka, niech sobie płacze”.

Najgorsze jest to, że nie chcemy się pochylić nad tym, co interesuje nasze dziecko. W internecie jest zupełnie samo. Nie chodzi tylko o patostreamy, ale o to, jakiej słucha muzyki, jakie ogląda seriale, jakiego ma idola na You Tube albo na Instagramie. Powinno nas to interesować, bo inaczej powstanie jeszcze większa wyrwa pokoleniowa. Nie dowiemy się, czy dziecko przeżywa kryzys, jeśli nie będziemy mieć wspólnego języka, a bez tego nie będziemy mieć wspólnoty doświadczeń.

Totalnie się rozmijamy. Rodzice przed telefonami, dzieci też. Rodzice na TVN 24, dzieci na TikToku. Musimy do siebie wzajemnie wystawić pomost. Jego brak skutkuje, moim zdaniem, próbami samobójczymi. Bo brak jest wsparcia, zaufania, języka, tematów do rozmów. Potem dziecko mówi: wiem, że mama mnie kocha, ale mnie nie rozumie, więc nie będę z nią rozmawiać o moich myślach samobójczych.

Mimo że brzmi to wszystko dość dramatycznie, warto pamiętać, że rocznie w Polsce samobójstw w grupie wiekowej do 19. roku życia jest ok. 150. To oczywiście o 150 dramatów za dużo, natomiast nie ma epidemii samobójstw, co często podkręcają dziennikarze. Dla porównania – samobójstw wśród seniorów każdego roku jest ok. 1500.

Rozmawiała Beata Igielska (zdrowie.pap.pl)

Całodobowe bezpłatne numery pomocowe:

  • Centrum Wsparcia dla Osób Dorosłych w Kryzysie Psychicznym – 800 702 222
  • Telefon zaufania dla dzieci i młodzieży – 116 111
  • Telefon wsparcia emocjonalnego dla dorosłych – 116 123
  • Dziecięcy Telefon Zaufania Rzecznika Praw Dziecka – 800 121 212
  • Ogólnopolski telefon dla ofiar przemocy w rodzinie „Niebieska Linia” – 800 120 002
  • Bezpłatny całodobowy numer Ośrodka Interwencji Kryzysowej w Krakowie – 12 421 92 82
  • Serwis pomocowo-edukacyjny – zwjr.pl

Dr Halszka Witkowska – suicydolog, pomysłodawczyni i koordynatorka platformy edukacyjno-pomocowej „Życie warte jest rozmowy”. Ekspert w Biurze ds. Zapobiegania Zachowaniom Samobójczym w Instytucie Psychiatrii i Neurologii w Warszawie. W Polskim Towarzystwie Suicydologicznym pełni rolę sekretarza Zarządu Głównego, jest także członkiem Prezydium. Autorka książki „Samobójstwo w kulturze dzisiejszej. Listy samobójców jako gatunek wypowiedzi i fakt kulturowy”, a także współredaktorką monografii zbiorowej „Autodestrukcja. Sytuacje graniczne we współczesnej kulturze” oraz „Nikt nie chce umierać. Autodestrukcja w perspektywie kulturowej” i współautorką „Poradnika dla moderatorów i administratorów serwisów internetowych”, a także „Interwencje po śmierci samobójczej – o znaczeniu i potrzebie działań postwencyjnych w szkole”. Jest także członkiem Zespołu Roboczego ds. prewencji samobójstw i depresji przy Radzie ds. Zdrowia Publicznego w Ministerstwie Zdrowia.

11.09.2024
Zobacz także
  • Dobrze jest reagować
  • Stomatologizacja zdrowia psychicznego
  • Przemocowcami są mężczyźni i kobiety
Doradca Medyczny
  • Czy mój problem wymaga pilnej interwencji lekarskiej?
  • Czy i kiedy powinienem zgłosić się do lekarza?
  • Dokąd mam się udać?
+48

w dni powszednie od 8.00 do 18.00
Cena konsultacji 29 zł

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.
Poradnik świadomego pacjenta
  • Flebolog - czym się zajmuje, jakie choroby leczy?
    Flebolog to lekarz zajmujący się diagnostyką i leczeniem chorób żył. Zajmuje się m.in. żylakami, pajączkami naczyniowymi, zakrzepicą żył głębokich, obrzękami i przewlekłą niewydolnością żylną. Flebologia w Polsce nie jest osobną specjalizacją.
  • Ginekolog – czym się zajmuje, jakie choroby leczy
    Ginekolog to lekarz zajmujący się profilaktyką, diagnostyką i leczeniem chorób żeńskiego układu rozrodczego. Opiekuje się pacjentkami w każdym wieku – przeprowadza regularne badania kontrolne, pomaga w doborze metod antykoncepcji, diagnozuje przyczyny zaburzeń miesiączkowania oraz niepłodności, rozpoznaje i leczy choroby nowotworowe żeńskiego układu rozrodczego. Dba również o prawidłowy przebieg ciąży, porodu i połogu.