×
COVID-19: wiarygodne źródło wiedzy

Studium kryzysu (29)

Małgorzata Solecka
Kurier MP

Świat od marca 2020 roku nie był jeszcze tak blisko, by zatrzymać COVID-19 – ocenia dyrektor generalny WHO Tedros Adhanom Ghebreyesus. Media w Polsce zachłysnęły się zapowiedzią „końca pandemii”, choć większość nie dostrzegła kluczowego przekazu – jest o wiele za wcześnie, by mówić o sukcesie. Wręcz przeciwnie, jeśli teraz opuścimy gardę, możemy wszystko stracić i wrócić do punktu wyjścia.


Grzegorz Cessak, Adam Niedzielski. Fot. MZ

  • Afryka pozostaje potencjalnym największym rezerwuarem nowych wariantów wirusa, choć budzące obawy warianty mogą się pojawić w każdym miejscu globu
  • Należałoby po pierwsze – zwięksyć odsetek zaszczepionych trzecią dawką, po drugie – poważnie podejść do uzupełnienia szczepień w najstarszych grupach wiekowych
  • Od lat lekarze wskazują, jak bardzo restrykcyjne kryteria narzucane przez urzędników wiążą im ręce i z jak negatywnymi skutkami dla pacjentów wiąże się konstrukcja programów lekowych

Największy znak zapytania. Koniec pandemii. Wszyscy potrzebujemy optymizmu i nadziei, więc słowa szefa WHO odbiły się bardzo szerokim echem (nie tylko w Polsce, żeby oddać sprawiedliwość). Koniec pandemii, nawet jeśli jeszcze nie ogłoszony, to przecież widoczny na horyzoncie, niesie i nadzieję i optymizm. Rzecz w tym, że wystarczy zapoznać się z całością wywodu, by zrozumieć, że choć rzeczywiście i optymizm i nadzieja nie są pozbawione podstaw, sens przekazu jest zupełnie inny – musimy, my – ludzkość, my – kraje rozwinięte, my – instytucje międzynarodowe – wykonać jeszcze sporo pracy, by zatrzymać SARS-CoV-2 i zakończyć pandemię COVID-19. To dlatego WHO przygotowała strategię walki z pandemią na kolejne miesiące, na cały 2023 rok, w której jest mowa i o konieczności stosowania profesjonalnych masek w przestrzeniach zamkniętych, zwłaszcza w placówkach ochrony zdrowia i zbiorowego pobytu osób z grup ryzyka, i stosowaniu innych środków bezpieczeństwa oraz, oczywiście, o szczepieniach.

Według portalu Ourworldindata.org w połowie września pełny schemat szczepienia przeciw COVID-19 ma za sobą ok. 63 proc. populacji globu, a rozpoczęło szczepienie 68 proc. mieszkańców Ziemi. Jeśli chodzi o kontynenty, liderem jest Australia z niemal 87 proc. odsetkiem zaszczepionych przynajmniej pierwszą dawką (84 proc. pełny schemat podstawowy), następnie… nie, nie Europa, a Ameryka Południowa (odpowiednio 85 i 77 proc.). Trzecie miejsce przypada Azji (76 proc. i 72 proc.), czwarte, z niewielką stratą do podium, Ameryce Północnej. Stary Kontynent, uprzywilejowany i syty, zajmuje dopiero piąte miejsce (69 proc. i 66 proc.). Jak źle muszą przebiegać szczepienia w Afryce? Bardzo, bardzo źle – przynajmniej jedną dawkę otrzymało 29 proc. mieszkańców kontynentu, 22 proc. ma za sobą schemat podstawowy. WHO nie ma wątpliwości – Afryka pozostaje potencjalnym największym rezerwuarem nowych wariantów wirusa, choć budzące obawy warianty mogą się pojawić w każdym miejscu globu.

Największe wyzwanie. Szczepienia. 16 września otwarto w Polsce możliwość rejestracji na czwartą dawkę szczepienia przeciw COVID-19 dla wszystkich osób powyżej 12. roku życia. Razem z wcześniej dopuszczonymi grupami do przyjęcia drugiego boostera będzie uprawnionych ok. 11 mln osób. W Polsce są już (w najbliższym tygodniu trafią do punktów szczepień) pierwsze szczepionki adaptowane przeciw Omikronowi (BA.1). Wkrótce Ministerstwo Zdrowia rozpocznie kampanię społeczną skierowaną do osób, mających wątpliwości co szczepień – tak, jakby nie było oczywiste, że priorytetowo należałoby działać na zupełnie innym polu i po pierwsze – zwięksyć odsetek zaszczepionych trzecią dawką (mamy ich rażąco mało, trzy dawki przyjęła jedna trzecia populacji, czyli ok. połowy tych, którzy się zaszczepili schematem podstawowym), po drugie – poważnie podejść do uzupełnienia szczepień w najstarszych grupach wiekowych. Minister zdrowia co prawda twierdzi, że „mamy bardzo dobrze zaszczepionych seniorów”, ale się myli: jedna czwarta populacji powyżej 60. roku życia w ogóle szczepień nie zaczęła, a wśród najstarszych ten odsetek jest jeszcze większy. Inni, również w Europie, zrobili (i robią) to lepiej.

Nie tylko jednak w Europie. Analizując dane Ourworldindata.org o liczbie zużytych dawek w przeliczeniu na sto osób, Polska ze wskaźnikiem nieco ponad 147 wypada co prawda lepiej niż niemal wszystkie kraje Afryki (poza Marokiem), a odnosząc się tylko do Europy – lepiej niż większość krajów bałkańskich (poza Grecją). Jednak nie trudno zauważyć dystansu, jaki dzieli nas od krajów Zachodniej Europy, w których wskaźnik wyraźnie przekracza 200, w niektórych państwach 220 (m.in. Niemcy, Francja, Dania, Wielka Brytania) a w najlepiej wyszczepionych (np. Portugalia, Finlandia, Włochy) już osiągnął wartość 240 lub się do niej zbliża.

Gdzie tkwi źródło sukcesu lub – w polskim przypadku – niepowodzenia? Wydaje się, że po pierwsze w sferze zaufania społecznego. I tu musimy się pogodzić z faktem, że nie jest to coś, co da się zbudować w ciągu miesięcy czy nawet w perspektywie dwóch, trzech lat. Jednak nie znaczy to, że nie należy próbować. A polscy decydenci nie próbują. Przeciwnie, komunikacja w sprawie szczepień (i szerzej, w sprawie pandemii, by ograniczyć się tylko do tego obszaru) była i pozostaje kontrskuteczna. Nie pomogą zrywy w postaci kampanii, gdy program szczepień, szumnie nazywany narodowym, od ponad roku tkwi w hibernacji. Gdy szczepienia biegną swoim torem, w myśl zasady, że zainteresowani się i tak zaszczepią.

Największy brak zaskoczenia. Terapia genowa. O tym, że obecny minister zdrowia nie jest mistrzem w sferze komunikacji, nawet jeśli stara się robić takie wrażenie, wiadomo nie od dziś, zaś w ostatnich tygodniach Adam Niedzielski dostarczył w tej sprawie koronnego dowodu. Chodzi, oczywiście o decyzję w sprawie refundowania od 1 września dwóch nowych leków stosowanych w rdzeniowym zaniku mięśni, a konkretnie – refundacji terapii genowej. Decyzja, która była wyczekiwana i powinna być oklaskiwana na stojąco (Polska, co warto powtarzać do znudzenia, ma w tej chwili jeden z najlepszych na świecie, wręcz modelowy, system leczenia SMA), stała się czymś w rodzaju cepa, jakim okładane jest – od niemal miesiąca – ministerstwo i rząd. Powód to przejście do porządku dziennego nad faktem, że w Polsce są dzieci, które kryteria przyjęte przez Ministerstwo Zdrowia odcinają od szansy refundacji terapii genowej. Nawet jeśli opozycja zachowała się brutalnie, próbując uczynić z tego narzędzie walki politycznej (bo próbowała), trudno nie uznać racji formułowanych – więcej niż raz – przez Rzecznika Praw Obywatelskich. Marcin Wiącek osobiście i przez swoich przedstawicieli wyraźnie stwierdził, że tej sprawy nie zostawi, odwołując się do argumentów bliskich ministerstwu i jego szefowi – czyli dokumentów rejestracyjnych leku, które ani w części nie są tak restrykcyjne jak przyjęty program lekowy.

Pisaliśmy, m.in. w tekście „Antymidas”, że Prawo i Sprawiedliwość ma o tę sprawę do Adama Niedzielskiego szczególne pretensje – właśnie za błędy komunikacyjne i totalny brak wrażliwości na społeczny odbiór podejmowanych decyzji. Co prawda w piątek w Sejmie posłowie PiS dali Ministerstwu Zdrowia możliwość pochwalenia się sukcesem, jakim jest decyzja o rozbudowaniu oferty dla chorych ze SMA (z mównicy sejmowej zabierał głos wiceminister Maciej Miłkowski, odpowiedzialny za politykę lekową, konsekwentnie broniący kształtu podjętych decyzji), ale kilka godzin wcześniej w porannym programie Polskiego Radia Waldemar Kraska, reprezentujący interesy PiS w kierownictwie resortu zapowiedział, że sprawa kształtu refundacji nie jest jeszcze zamknięta i że być może trzeba będzie pomóc rodzicom dzieci, które nie mogą skorzystać z programu lekowego. Jeszcze większą moc wydaje się jednak mieć stanowisko Rzecznika Praw Dziecka – Mikołaj Pawlak, bez wątpienia mający poparcie Zjednoczonej Prawicy, stwierdził, że decyzję w sprawie tego, jak będzie leczone dziecko ze SMA, powinien podejmować lekarz.

To byłby prawdziwy przewrót kopernikański w programach lekowych. Od lat lekarze apelują o takie rozwiązanie, wskazując, jak bardzo restrykcyjne kryteria narzucane przez urzędników wiążą im ręce i z jak negatywnymi skutkami dla pacjentów wiąże się konstrukcja programów lekowych. Oczywiście, nie można zakładać, że Ministerstwo Zdrowia zgodzi się na wyłom – ale sygnał jest bardzo wyraźny, a droga do „kompromisu”, o jakim słyszeliśmy w kuluarach, wyraźnie zarysowana: w grupie dzieci zdiagnozowanych przed 22 sierpnia (i tylko wobec nich) kryteria dostępu miałyby zostać złagodzone. Oznaczałoby to, na przykład, dopuszczenie do refundacji dzieci młodszych niż 6. miesięcy, które rozpoczęły leczenie nusinersenem i warunkową refundację dla dzieci starszych, mieszczących się w rekomendowanym limicie masy ciała 13,5 kg, jeśli uzyskają pozytywne opinie lekarskie (prawdopodobnie konsultantów krajowych).

Największy sukces/porażka. Okulary księdza Kaczkowskiego. W środę po raz drugi przyznano nagrody „Okulary ks. Kaczkowskiego. Nie widzę przeszkód”. Nagroda jest uhonorowaniem instytucji oraz społeczników, którzy walczą o równe i godne traktowanie drugiego człowieka, są odważni, bezkompromisowi i oddani sprawie, a przy tym nie szukają poklasku, pozostają w cieniu. Główną laureatką została Paulina Bownik, lekarka z Grupy Granica, zaangażowana od kilkunastu miesięcy w pomaganie migrantom, przekraczającym granicę Polski i Białorusi. Nadal przekraczających, mimo muru, jaki miał – według przekazu rządu – uszczelnić ten odcinek granicy. – Jestem bardzo wzruszona. Przywykłam do tego, że temat uchodźców nikogo nie obchodzi – mówiła, odbierając nagrodę Paulina Bownik. – Sytuacja na granicy się nie zmieniła, a propaganda jest fałszywa. Ludzie są wypychani na stronę białoruską, gdzie są bici, głodzeni, dochodzi do przemocy seksualnej. Udzielałam w lesie każdej możliwej pomocy medycznej. Miałam do czynienia z dziećmi, które przez pół roku błądziły po lesie. Ta tragedia dzieje się teraz, nie skończyła się. Mamy wrażenie, że nikt już o nas nie pamięta. Bardzo proszę, nie zapominajcie o nas. Potrzebujemy waszej pomocy – apelowała. Gratulując nagrody trudno nie zauważyć gorzkiego i boleśnie prawdziwego tonu tej wypowiedzi.

18.09.2022
Doradca Medyczny
  • Czy mój problem wymaga pilnej interwencji lekarskiej?
  • Czy i kiedy powinienem zgłosić się do lekarza?
  • Dokąd mam się udać?
+48

w dni powszednie od 8.00 do 18.00
Cena konsultacji 12 zł

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.
Zbiórka dla szpitali w Ukrainie!
Poradnik świadomego pacjenta