Szanowni Państwo,

Medycyna Praktyczna wykorzystuje w swoich serwisach pliki cookies i inne pokrewne technologie. Używamy cookies w celu dostosowania naszych serwisów do Państwa potrzeb oraz do celów analitycznych i marketingowych. Korzystamy z cookies własnych oraz innych podmiotów – naszych partnerów biznesowych.

Ustawienia dotyczące cookies mogą Państwo zmienić samodzielnie, modyfikując ustawienia przeglądarki internetowej. Informacje dotyczące zmiany ustawień oraz szczegóły dotyczące wykorzystania wspomnianych technologii zawarte są w naszej Polityce Prywatności.

Korzystając z naszych serwisów bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie plików cookies i podobnych technologii, opisanych w Polityce Prywatności.

Państwa zgoda jest dobrowolna, jednak jej brak może wpłynąć na komfort korzystania z naszych serwisów. Udzieloną zgodę mogą Państwo wycofać w każdej chwili, co jednak pozostanie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania dokonanego wcześniej na podstawie tej zgody.

Klikając przycisk Potwierdzam, wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie wyżej wymienionych technologii oraz potwierdzacie, że ustawienia przeglądarki są zgodne z Państwa preferencjami.

Grubiej i częściej, czyli jak się obchodzić ze słońcem

Zeszłe lato było najcieplejszym latem w dziejach polskiej meteorologii z rekordową temperaturą 36,8 st zanotowaną 8 sierpnia w Świnoujściu. Nadchodzące zapowiada się podobnie. Jeśli prognozy się sprawdzą, przed nami wiele słonecznych dni.
O tym, jak korzystać ze słońca, żeby potem nie żałować Ewa Stanek-Misiąg rozmawia z dr hab. Hanną Myśliwiec, dermatolog.


dr hab. Hanna Myśliwiec, fot. arch. własne

Ewa Stanek-Misiąg: Wydaje się, że jesteśmy coraz rozsądniejsi, jeśli chodzi o opalanie. Solaria wyszły z mody, leżenie plackiem na plaży chyba podobnie. Mamy kremy z filtrami. A nowotwory skóry nie odpuszczają.

dr Hanna Myśliwiec: Nasza skóra zapamiętuje każdą dawkę promieniowania słonecznego jaką przyjęliśmy od początku naszego życia. Dawki ulegają kumulacji. Stąd bierze się postępujący z wiekiem wzrost zachorowań na nowotwory skóry. Poza tym podróżujemy częściej, niż kiedyś. Nie tylko latem.

Chce pani powiedzieć, że ucieczka do ciepłych krajów w listopadzie, żeby się nasłonecznić, jest ryzykiem?

Podczas takich podróży zimowych narażamy się na niekorzystne działanie słońca bardziej niż latem. Nasza skóra nagle pochłania bardzo wysoką dawkę promieniowania. Nie jest na to gotowa genetycznie i nie jest też „zahartowana”. W Polsce opalałaby się powoli, stopniowo przygotowując się do wyższych dawek promieniowania ultrafioletowego.

Nie można sobie zrobić „podkładu” w solarium?

To jest częsty błąd. W solariach wykorzystywane jest głównie promieniowanie UVA, a ono nie powoduje produkcji nowej melaniny w skórze. Dzięki niemu ciemnieje melanina już istniejąca, co nie zwiększa ochrony naszej skóry.
Trzeba też zaznaczyć, że naturalna opalenizna, to stopniowe opalanie się, też nie jest najlepszą formą ochrony. Zdecydowanie najkorzystniej jest stosować kremy zawierające filtry ochronne oraz kierować się rozsądkiem. Nie doprowadzić do poparzenia skóry. To jest najistotniejsze. A wybierając krem, trzeba zwrócić uwagę, żeby chronił zarówno przed promieniowaniem UVB, jak też UVA. Kiedyś panowało przekonanie, że ponieważ promieniowanie UVB powoduje rumień, to jest ono odpowiedzialne także za nowotwór skóry. Dziś wiemy, że winowajcą jest też promieniowanie UVA.

Zastanowiło mnie, kiedy czytałam o fotoprotekcji, że tyle jest uwag dotyczących sposobu korzystania z kremów. Wynika z nich, że robimy to źle. Jakie są najczęstsze błędy?

Kremy z filtrem są z reguły aktywne do 4 godzin od nałożenia, więc co 4 godziny powinniśmy nałożyć kolejną warstwę. Zapominamy o tym. Ten czas jeszcze się skraca, kiedy wchodzimy do wody. Nawet jeżeli używamy kremu wodoodpornego, który się nie spłukuje, to po kąpieli najczęściej wycieramy się ręcznikiem i go w ten sposób usuwamy.
Istotna jest też ilość kremu. Moc filtra jest mierzona w warunkach laboratoryjnych przy dość dużej gramaturze kremu na centymetr kwadratowy. Gdybyśmy chcieli to odtworzyć, to kobieta w bikini przy 164 cm wzrostu i 65 kg wagi na jednorazową aplikację na całą skórę zużyłaby ok. 29 g kremu. 29 g co 4 godziny - to są 3-4 aplikacje dziennie – daje 116 g kremu na dzień na jedną kobietę. Tymczasem życie pokazuje, że czteroosobowa rodzina wyjeżdża na wakacje z jedną tubką kremu i przez 2 tygodnie zużywa może połowę.
Czasem pacjenci się martwią, że stosując kremy z filtrem nie wytwarzają witaminy D. Niepotrzebnie. Wytworzymy witaminę D nawet stosując bloker 30 SPF, czy 50, ponieważ – jak mówiłam - nigdy nie nakładamy tyle kremu, ile nakłada się w laboratorium, żeby zbadać skuteczność filtra.

Czyli jesteśmy zbyt oszczędni. A czy jesteśmy też zbyt ufni? Chodzi mi o przekonanie, że po nałożeniu kremu z filtrem już nic nam nie grozi.

Tak. Było nawet takie amerykańskie badanie, które wykazało, że pacjenci korzystający z kremów z filtrem mają nowotwory skóry częściej niż ci, którzy kremów nie używają. Dzieje się tak dlatego, że ci pierwsi - nakremowani - czują się bezpieczne i nadużywają kąpieli słonecznych, nie stosując przy tym w odpowiedni sposób kremów, a drudzy zwykle nie lubią słońca, trzymają się w cieniu.

Kiedy wystawianie się na słońce jest wykluczone?

Słońca powinni unikać pacjenci z fotodermatozami. I na pewno stosować filtry 50.

Czyli najwyższe.

Tak. W internecie dostępne są kremy z filtrem 130, sprowadza się je z USA, ale warto wiedzieć, że ich 130 oznacza nasze 50+. Drugą grupą osób, które nie powinny korzystać z kąpieli słonecznych, są osoby zażywające leki światłouczulające. Należą do nich niesterydowe przeciwzapalne, czyli ibuprofen i ketonal, moczopędne – jak furosemid, nasercowe czy hormonalne. Z grupy antybiotyków jest to najczęściej doksycyklina. Informacja o tym, czy lek uwrażliwia na słońce, jest zawsze na ulotce.

Czym grozi nieprzestrzeganie tego ostrzeżenia?

Wzrasta ryzyko nasilonego oparzenia słonecznego, wystąpienia przebarwień skóry. To dotyczy zarówno preparatów stosowanych miejscowo, jak i ogólnie. Na przykład preparat z erytromycyną w okresie letnim może być stosowany tylko na noc. Trzeba uważać na żele przeciwbólowe z ketonalem, Naproxen żel. No i oczywiście na mieszanki ziołowe z dziurawcem.
Bezwzględnie przed słońcem muszą się chronić osoby chore na toczeń. Słońce może pogarszać przebieg choroby i rokowania.

A kiedy słońce nam pomaga?

W łuszczycy, atopowym zapaleniu skóry. Ma również korzystny wpływ na zmiany wypryskowe, alergiczne.

Trądzik?

Tu poprawa jest złudna. Wydawało się nam kiedyś, że trądzik leczymy, eksponując zmiany skórne na słońce. Od jakiegoś czasu wiadomo jednak, że poprawa jest krótkotrwała i tylko maskuje stan zapalny, który toczy się w głębi skóry. U pacjentów, którzy wystawiali się na słońce latem i ich skóra wyglądała dzięki temu lepiej, trądzik wraca jesienią ze zdwojoną siłą. Dzieje się tak, ponieważ skóra w mechanizmie obronnym przed promieniowaniem UV dobudowuje grubszą warstwę rogową, a to powoduje zamknięcie ujścia mieszków łojowo-włosowych i w konsekwencji nasilenie zmian trądzikowych.

Jest jeszcze szeroki temat zabiegów kosmetycznych.

Generalnie w okresie letnim, czy przed urlopem w słonecznym miejscu zimą - na przykład w Egipcie w lutym, powinniśmy się powstrzymać od wszelkich zabiegów laserowych na skórze, czy jest to zamykanie naczyń, czy depilacja, czy odmładzanie. Ostatni taki zabieg można wykonać na 2-3 tygodnie przed planowanym nasłonecznieniem.
W okresie nasłonecznienia nie poleca się wykonywania głębokich peelingów. Ale botoks, wypełnienia kwasem hialuronowym czy mezoterapia igłowa są możliwe. Zabiegi te nawet mogą być pomocne, ponieważ nawilżają skórę.

Słońce może skórę przesuszyć, przebarwić. Odpowiada za zmarszczki. Lista win jest długa. Nie przesadzamy z tymi zmarszczkami?

Nie. Proces starzenia się skóry jest uwarunkowany genetycznie, mówimy o chronoagingu, ale na to nakłada się wpływ środowiska. To, jaki jest styl naszego życia, dieta i tu duże znaczenie ma tak zwany photoaging, czyli starzenie skóry pod wpływem słońca. Promieniowanie ultrafioletowe powoduje zanikanie, niszczenie włókien elastynowych i kolagenowych w skórze, a to prowadzi do powstawania zmarszczek. Są one początkowo drobne i cienkie. Z czasem się pogłębiają.

Największym odsłonecznym problemem dla skóry są nowotwory. Z czerniakiem na czele?

Częściej występują nowotwory podstawnokomórkowe i kolczystokomórkowe. Mają zwykle łagodniejszy przebieg niż czerniak. Na ogół możemy je skutecznie leczyć i jest duża szansa, że nie wpłyną na skrócenie życia pacjenta. Czerniak jest tak groźny, ponieważ może szybko rosnąć, szybko dawać przerzuty, a w konsekwencji prowadzić do śmierci. Wszyscy powinni mieć jednak świadomość, że czerniak wykryty na bardzo wczesnym etapie, kiedy rozwija się tylko w skórze, nie zdążył jeszcze spowodować przerzutów, jest całkowicie wyleczalny.

Problem w tym, żeby go zauważyć amatorskim, nieuzbrojonym okiem...

Na pewno trzeba zwrócić uwagę na nowe zmiany oraz na te, które zaczynają rosnąć lub swędzieć, zmieniać kolor. Wszystko, co ewoluuje na skórze, powinno być szybko pokazane lekarzowi. A znamiona trzeba kontrolować przynajmniej raz w roku. Dermatolog używa do tego dermatoskopu.
Nie ma dowodów na to, że nowotwór u osoby z licznymi znamionami rozwinie się w znamieniu, a nie obok. Dlatego profilaktyczne wycinanie wszystkich znamion nie ma sensu. Natomiast trzeba je uważnie obserwować.

dr hab. Hanna Myśliwiec, dermatolog, lekarz medycyny estetycznej, pracuje w Klinice Dermatologii i Wenerologii Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku, prowadzi prywatną praktykę http://www.mysliwiec.bialystok.pl/dermatologia.html

05.06.2019
Zobacz także

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.

Na co choruje system ochrony zdrowia

  • Akcja „Polska to chory kraj”
    Jeśli każdego roku nowotwory są przyczyną śmierci ok. 100 tys. Polaków, a dostęp do leczenia raka jest na jednym z najniższych poziomów w Unii Europejskiej, jeśli średni czas oczekiwania na wizytę u endokrynologa wynosi 24 miesiące, a u kardiologa dziecięcego 12 miesięcy, jeśli na 1000 mieszkańców Polski przypada 2,4 lekarza, jeśli polskie szpitale są zadłużone na 14 mld złotych, to diagnoza musi brzmieć – Polska to chory kraj. Ale lekarze opracowali terapię. I apelują, aby rozpocząć ją jak najszybciej.
  • Pięć minut dla pacjenta
    Lekarze rodzinni mają na zbadanie jednego pacjenta średnio po kilka minut. Taka sytuacja rodzi frustracje po obu stronach – wśród chorych, bo chcieliby więcej uwagi, oraz wśród lekarzy, bo nie mogą jej pacjentom poświęcić.