×
COVID-19: wiarygodne źródło wiedzy

Szanowni Państwo,

Medycyna Praktyczna wykorzystuje w swoich serwisach pliki cookies i inne pokrewne technologie. Używamy cookies w celu dostosowania naszych serwisów do Państwa potrzeb oraz do celów analitycznych i marketingowych. Korzystamy z cookies własnych oraz innych podmiotów – naszych partnerów biznesowych.

Ustawienia dotyczące cookies mogą Państwo zmienić samodzielnie, modyfikując ustawienia przeglądarki internetowej. Informacje dotyczące zmiany ustawień oraz szczegóły dotyczące wykorzystania wspomnianych technologii zawarte są w naszej Polityce Prywatności.

Korzystając z naszych serwisów bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie plików cookies i podobnych technologii, opisanych w Polityce Prywatności.

Państwa zgoda jest dobrowolna, jednak jej brak może wpłynąć na komfort korzystania z naszych serwisów. Udzieloną zgodę mogą Państwo wycofać w każdej chwili, co jednak pozostanie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania dokonanego wcześniej na podstawie tej zgody.

Klikając przycisk Potwierdzam, wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie wyżej wymienionych technologii oraz potwierdzacie, że ustawienia przeglądarki są zgodne z Państwa preferencjami.

Ostatni papieros Jadźki

Katarzyna Kubisiowska

Mówiliśmy na nią „pani Jadzia”, ale częściej, po prostu, „Jadźka”. Od zawsze jawiła mi się jako starsza pani. Elegancka – wyprasowane spódnice, wykrochmalone bluzki, broszka fikuśna – w końcu emerytowana krawcowa. Kok upięty w górze, podtrzymywany wsuwkami. Ręce drobne z roku na rok coraz gęściej pokryte regularnie rozmieszczonymi plamkami wątrobowymi. Nie przeszkadzało jej to – i słusznie – eksponować ich urody: na szczupłe place nasuwała pierścienie z dużymi kamieniami.

Reklama tureckich papierosów "Murad" (1918) / Fot. Wikimedia Commons

Przez ćwierć wieku była sąsiadką moich rodziców - mieszkali drzwi w drzwi w jednej z krakowskich kamienic. Zdeklarowana singielka – mówiła, że faceta to ona nie potrzebuje. Dzieci też mieć nie chciała - w jej pokoleniu (rocznik 25) - taka obyczajową postawę trzeba uznać za formę odwagi.

Palaczka - nie widziałam jej nigdy bez papierosa. Albo paliła albo szykowała się do palenia. Wzorcowa reklama nałogu – zasiadała w fotelu i delektowała się każdym zaciągnięciem – czystą przyjemnością było obserwować ten rytualny spektakl, nawet jeśli samemu należało się do klanu nikotynowych abstynentów. Autorytatywna, rozpolitykowana, zawsze na bieżąco - w jej kawalerce przesiąkniętej dymem nikotynowym na przemian chodziły telewizor lub radio.

Gdy Jadźka dobiła 90-tki a zdrowie odmówiło posłuszeństwa, obwieściła, że chce umrzeć w domu. Do szpitala nie dała się zaciągnąć za nic w świecie. Nie wychylała się poza próg balkonu, godzinami siedziała na krześle w jednej jedynej pozycji - głowa pochylona, noga na podwyższeniu – wtedy tylko nie dokuczał jej upiorny ból kręgosłupa. Przychodziła zająć się nią pani Misia z opieki społecznej, święta osoba, znosiła humory starszej pani, na które coraz częściej ta sobie pozwalała. Zajmowała się też Jadźką moja mama oraz małżeństwo spod jedenastki – pani Staszka i pan Andrzej. Doglądali, gotowali, karmili, załatwiali leki. No i z Jadźką dyskutowali – nigdy nie zmalał jej apetyt na wiedzę. Bo tak w ogóle to apetyt traciła, nikła w oczach, dosłownie. Ale zawsze, przy najwiekszej chudości i najbardziej dokuczliwym bólu, ubrana w podomkę w kwiaty, ze „zrobioną” fryzurą, z wypilowanymi starannie płytkami paznokci. Od bylejakości trzymała się z daleka, trzeba wyglądać z klasą nawet gdy na horyzoncie finał, to jest moja godność – zdawała się demonstrować każdym gestem. Kilka godzin przed śmiercią zapaliła ostatniego papierosa. Ściślej rzecz ujmując, moja mama jej go podała, Jadźka już nie była w stanie samodzielnie trafić w usta papierowym filtrem.

„Nie wiem kiedy minęło mi to moje życie. Galopuje ono, że strach” – powiedziała do mnie dwa, a może trzy lata przed śmiercią. Wiele razy rozkładałam tę frazę na czynniki pierwsze i zawsze wychodzi na to samo – nigdy na nic nie ma czasu, choć karmimy się złudzeniem, że dysponujemy nim w ilościach hurtowych. Już po jej śmierci myślałam o tym, że Jadźka miała szczęście nieziemskie: spotkała wspaniałych sąsiadów. Serdecznych i dobrych znoszących z wyrozumiałością niejeden jej „wyskok”. Nie każdy decydujący się na życie w pojedynkę w jego finale okazuje się w czepku urodzonym. Umrzeć w we własnym łóżku, z papierosem w ustach – może to nawet raj w epoce szpitalnych parawanów, anonimowych pielęgniarek, śnieżnobiałych izolatek.



Katarzyna Kubisiowska - dziennikarka związana z redakcją „Tygodnika Powszechnego”. Jej najnowsza książka to „Rak po polsku” – rozmowy z onkologami (Wyd. Czarne, maj 2014). Współautorka książek „Panorama kina najnowszego 1980-1995. Leksykon” oraz „Lektury na ekranie”. Obecnie pracuje nad biografią Jerzego Pilcha, która ma się ukazać za 2 lata w wydawnictwie Znak. Mama Tadka i Hanki.


01.06.2015

Zachorowania w Polsce - aktualne dane

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.

Poradnik świadomego pacjenta

  • Wyjątkowe sytuacje. Towarzyszenie osobie chorej na COVID-19
    Czy szpital może odmówić zgody na towarzyszenie hospitalizowanemu dziecku? Jak uzyskać zgodę na towarzyszenie osobie, która umiera w szpitalu z powodu COVID-19?
    Na pytania dotyczące pobytu w szpitalu podczas pandemii koronawirusa odpowiada Rzecznik Praw Pacjenta, Bartłomiej Łukasz Chmielowiec.
  • Wyjątkowe sytuacje. Kiedy chorujesz na COVID-19
    Czy chory na COVID-19 może wyjść ze szpitala na własne żądanie? Jak zapewnić sobie prawo do niezastosowania intubacji. Na pytania dotyczące pobytu w szpitalu podczas pandemii koronawirusa odpowiada Rzecznik Praw Pacjenta, Bartłomiej Łukasz Chmielowiec.