Szanowni Państwo,

Medycyna Praktyczna wykorzystuje w swoich serwisach pliki cookies i inne pokrewne technologie. Używamy cookies w celu dostosowania naszych serwisów do Państwa potrzeb oraz do celów analitycznych i marketingowych. Korzystamy z cookies własnych oraz innych podmiotów – naszych partnerów biznesowych.

Ustawienia dotyczące cookies mogą Państwo zmienić samodzielnie, modyfikując ustawienia przeglądarki internetowej. Informacje dotyczące zmiany ustawień oraz szczegóły dotyczące wykorzystania wspomnianych technologii zawarte są w naszej Polityce Prywatności.

Korzystając z naszych serwisów bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie plików cookies i podobnych technologii, opisanych w Polityce Prywatności.

Państwa zgoda jest dobrowolna, jednak jej brak może wpłynąć na komfort korzystania z naszych serwisów. Udzieloną zgodę mogą Państwo wycofać w każdej chwili, co jednak pozostanie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania dokonanego wcześniej na podstawie tej zgody.

Klikając przycisk Potwierdzam, wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie wyżej wymienionych technologii oraz potwierdzacie, że ustawienia przeglądarki są zgodne z Państwa preferencjami.

Trening czystości u dziecka

Pytanie nadesłane do redakcji

Moja córka ma 2,5 roku. Od 3 tygodni trenujemy z nocnikiem (wcześniej na sam widok nocnika czy nakładki na sedes była histeria). Wygląda to tak, że co godzinę, półtorej sadzam córkę na nocnik. Tłumaczymy jej, że tu się robi siusiu, wysadzamy na nocnik misie i lalki. Kiedy córeczka osiąga sukces, nagradzamy ją pochwałami, a ona sama idzie z nocnikiem do łazienki i spuszcza „kolorową” wodę w sedesie. Niestety, nie daje w żaden sposób znać, że chce siusiu. Informuje natomiast, że jest już „po”. Muszę więc zakładać jej pieluchę na spacery i na noc. Mam wrażenie, że dziecko wymaga ode mnie, żebym „złapała” ten odpowiedni moment. Dodam, że córka nie ma problemu z korzystaniem z nocnika, siada chętnie, nie płacze. Jak sprawić, by dziecko informowało, że chce siusiu?

Odpowiedziała

mgr Dorota Ponikło
psycholog
Ośrodek Wczesnej Pomocy Psychologicznej w Krakowie

Trening czystości u każdego dziecka przebiega indywidualnie. Jego długość jest uzależniona od zaangażowania otoczenia oraz dojrzałości i samodzielności malucha, a także od konsekwentnego prowadzenia nauki w atmosferze akceptacji.

W czasach, kiedy pampersy nie były osiągalne albo stanowiły rarytas, dzieci dość szybko uczono korzystania z nocnika z czysto praktycznych powodów – jednorazowe oddanie moczu wymagało nie tylko wymiany pieluchy, lecz najczęściej zmiany ubrania. Cała procedura rozłożona w czasie pozwalała dziecku na osobniczy rytm zdobywania tej sprawności.

Teraz dzieci są uczone samodzielnej toalety późno, to znaczy po 2. roku życia, a zdarza się, że i po 3. roku życia, ponieważ rodzice są przekonani, że u starszego dziecka wytrenują to dość szybko. Zdarza się, że dziecko bez specjalnych oporów uczy się korzystać z toalety, a potem informuje, że ma taką potrzebę. Najpierw oswaja się z nocnikiem, bądź z nakładką na sedes, a dopiero potem kojarzy tę czynność z potrzebą fizjologiczną.

Okres treningu zazwyczaj dłuży się rodzicom, ponieważ wydaje im się, że dziecko, które bez oporu siada na nocnik lub toaletę i korzysta z nich, zrozumiało o co chodzi. Skojarzenie własnego odczucia parcia na pęcherz z pójściem do łazienki jest związane z rozwojem samodzielności, wiedzą o sobie - a ta zdobywana jest po fakcie, czyli poprzez odkrycie mokrej pieluchy jako dyskomfortu. Powiedzenie „be”, „si” lub wskazanie gestem na majtki itp. (komunikat: „mam mokro”) to zapowiedź, że następnym krokiem będzie zgłoszenie chęci skorzystania z nocnika. Kiedy dziecko odkryje powiązanie, czyli najpierw zgłoszenie, a potem skorzystanie z toalety oraz poczuje swobodę poruszania się bez pieluchy, polubi ten stan.

Często dziecko zaangażowane w jakąś działalność może chwilowo zapomnieć zawołać, że chce do toalety, bo bawiąc się, nie zauważyło sygnałów własnego ciała. Wraz z upływem czasu takich sytuacji jest coraz mniej, a tym samym majtki pozostają coraz częściej suche.

Nauka kontroli pęcherza w czasie snu nocnego potrwa trochę dłużej. Do tego potrzebna jest większa kontrola potrzeb ciała (dziecko musi się wybudzić ze snu) oraz zaangażowanie rodzica (wysadzanie dziecka w połowie nocy). Trzeba jednak zważać na to, by maluch nie wypił zbyt dużo płynów tuż przed zaśnięciem.

Informowanie o chęci skorzystania z toalety wypracowuje się u dziecka, regularnie zaprowadzając je do łazienki, czyli ok. pół godziny po posiłku bądź piciu i zaraz po przebudzeniu. Warto zaobserwować, co jaki czas dziecko ma mokro. Często widać po zachowaniu, że maluch chce oddać mocz. Staje się niespokojny, wstaje, siada, przyciąga nogi do siebie, kręci się. Po zmoczeniu pieluchy dziecko staje się spokojniejsze i najczęściej kontynuuje zabawę.

Część dzieci protestuje przed wysadzaniem ich na nocnik czy sedes, część nie przyznaje się, że ma już mokro, inne informują zaraz po fakcie i te są najbliżej sukcesu.

Dobrym i atrakcyjnym sposobem na trening czystości jest pokazanie dziecku, że korzystanie z toalety łączy się z całą oprawą, tzn. z użyciem papieru toaletowego, zdjęciem dolnej części garderoby, spuszczaniem wody w toalecie, myciem rąk, wycieraniem ich, samodzielnym lub przy pomocy dorosłego gaszeniem światła.

Można by pomyśleć, że dziecko rzeczywiście „spycha” na rodzica odpowiedzialność za wyczucie momentu, kiedy posadzić je na nocniku. Nie jest to jednak celowe. Córeczka musi się nauczyć, co dla niej znaczy sygnał „mam pełny pęcherz” i na jaką chwilę trzeba wstrzymać jego opróżnienie. To wymaga ćwiczenia, a tego uczy rodzic. Przydaje się wówczas cierpliwość obu stron. Rodzic jest przewodnikiem po krainie, w której dziecko osiąga samodzielność, by pewnego dnia oznajmić „ja sama, ja sam”.

07.11.2012
Zobacz także

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.

Na co choruje system ochrony zdrowia

  • Pięć minut dla pacjenta
    Lekarze rodzinni mają na zbadanie jednego pacjenta średnio po kilka minut. Taka sytuacja rodzi frustracje po obu stronach – wśród chorych, bo chcieliby więcej uwagi, oraz wśród lekarzy, bo nie mogą jej pacjentom poświęcić.
  • Dlaczego pacjenci muszą czekać w kolejkach?
    Narodowy Fundusz Zdrowia wydaje rocznie na leczenie pacjentów ponad 60 mld zł. Ale ani te pieniądze, ani rozwiązania wprowadzane przez Ministerstwo Zdrowia – tzw. pakiet onkologiczny i pakiet kolejkowy – nie zmienią sytuacji. Dlaczego?