×
COVID-19: wiarygodne źródło wiedzy

Szanowni Państwo,

Medycyna Praktyczna wykorzystuje w swoich serwisach pliki cookies i inne pokrewne technologie. Używamy cookies w celu dostosowania naszych serwisów do Państwa potrzeb oraz do celów analitycznych i marketingowych. Korzystamy z cookies własnych oraz innych podmiotów – naszych partnerów biznesowych.

Ustawienia dotyczące cookies mogą Państwo zmienić samodzielnie, modyfikując ustawienia przeglądarki internetowej. Informacje dotyczące zmiany ustawień oraz szczegóły dotyczące wykorzystania wspomnianych technologii zawarte są w naszej Polityce Prywatności.

Korzystając z naszych serwisów bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie plików cookies i podobnych technologii, opisanych w Polityce Prywatności.

Państwa zgoda jest dobrowolna, jednak jej brak może wpłynąć na komfort korzystania z naszych serwisów. Udzieloną zgodę mogą Państwo wycofać w każdej chwili, co jednak pozostanie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania dokonanego wcześniej na podstawie tej zgody.

Klikając przycisk Potwierdzam, wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie wyżej wymienionych technologii oraz potwierdzacie, że ustawienia przeglądarki są zgodne z Państwa preferencjami.

Jak wychować szczęśliwe dziecko? - strona 2

Agata Kula
Portal MP.PL

To co można zrobić, kiedy trudno zrozumieć dwulatka?

Powiedzieć, w jakiejkolwiek formie, że widzi się i rozumie, jak on się czuje. Powiedzieć: „Rozumiem, że dla ciebie to jest smutne / trudne / niefajne”. Chodzi o wejście w buty drugiego człowieka. Nie o przyjęcie kawałka jego perspektywy, ale jej całości: ujrzenie, jak ta sytuacja wygląda jego oczami.

Ale jest jeszcze kilka rzeczy w świecie dwu-, trzylatków, które warto potraktować poważnie, żeby umożliwić porozumienie. Po pierwsze, dążenie do samodzielności i niezależności. Przejawia się ono tak, że dziecko chce robić coś samo, albo że chce nam pomóc, albo że chce samo podejmować decyzje. Mówi „nie”, „ja chcę inaczej”, „zrób tak, jak ja chcę”. Dziecko uczy się w ten sposób samostanowienia. Warto to zauważać i doceniać. Po drugie, chodzi o dążenie dziecka do rozwoju. Tu warto pamiętać, że jeśli dziecko zachowuje się w sposób czasem dla nas trudny, to nie robi tego przeciwko nam, ale dlatego, że uczy się dbać o swoje potrzeby. To może być po prostu potrzeba rozwoju albo potrzeba poradzenia sobie z trudnością. Tu ważne: gdy dziecko mówi, że potrzebuje pomocy, to znaczy że naprawdę jej potrzebuje. Warto tylko zwrócić uwagę, jak tej pomocy udzielamy: pomaganie nie oznacza, że robimy wszystko za kogoś. Może tylko jedną rzecz dziecku podpowiemy (albo zadamy jakieś naprowadzające pytanie).

A jeśli mój dwulatek kategorycznie odmawia udziału w akcji, którą absolutnie muszę przeprowadzić?

Dziecko biega boso, i zamiast powiedzieć: „jak widzę, że biegacz boso, to się martwię, czy jest ci ciepło”, mówię: „załóż skarpetki, bo się przeziębisz”

Pierwszą rzecz, którą ja bym zrobiła, to bym się zastanowiła, czy naprawdę muszę. Często mówimy: zrób to, zrób tamto, nie zastanawiając się, bo tak jest łatwiej się komunikować. Ale kiedy dziecko mówi mocne „nie”, okazuje się, że możemy wziąć pod uwagę jego perspektywę.

Czasami jest tak, że rodzic nie mowi dziecku jasno, co mu jest potrzebne. Mamy tendecję do ubierania naszych próśb w maskę troszczenia się o dziecko. Np. czuję się źle, bo moje dziecko biega boso, i zamiast powiedzieć: „jak widzę, że biegacz boso, to się martwię, czy jest ci ciepło”, mówię: „załóż skarpetki, bo się przeziębisz”.

Nie przesadzasz? Wszyscy tak mówią. Chyba nie ma w tym nic złego...

Tylko jak to naprawdę działa? Jak się boję, gdy dziecko wchodzi na drabinkę, to mu mówię, że spadnie. Jak się martwię, że za mało zjadło, to mówię, że zachoruje...

Kiedy powiem jasno: „teraz muszę iść do pracy” albo „widzę, że ty bardzo nie chcesz, ale ja potrzebuję, żebyśmy wrócili do domu”, to dużo częściej zdarza się, że dziecko współpracuje. Kiedy dziecka potrzebę potraktuje się poważnie, to ono jest gotowe dłużej czekać na jej zrealizowanie. Albo nawet samo to poważne potraktowanie mu wystarczy. Pamiętam taką sytuację, jak jechałam ze znajomą i jej synem samochodem: on chciał dostać gumę do żucia, a ona chciała mu dać połowę, bo uważała, że jest mały i że cała guma to będzie za dużo. On bardzo to przeżywał. I w pewnym momencie któraś z nas powiedziała: „słyszę, że chciałbyś zjeść całą gumę tak jak my”. I on powiedział „tak”. A po chwili: „To daj mi pół”. Kiedy dziecko (człowiek) poczuje się usłyszany, gotowy jest się dostosować.

Chłopiec łowi ryby
Fot. Pixabay.com

To był dwu- trzylatek. A pięcio- sześciolatek?

O, to jest człowiek, który ma już trochę życia poza relacją z rodzicami. Pojawiają się ciocie, dziadkowie, znajomi. Jest to też wiek, w ktorym bardzo dużo się zmienia w kwestiach poznawczych i radzenia sobie z emocjami. Między dzieckiem pięcioletnim a dwuletnim, jest różnica jak między dwudziesto- a pięćdziesięciolatkiem: drugie tyle życia.

Zmiana jest ogromna, trudno ją opisać pokrótce. Pięciolatki np. potrafią bardzo trafnie i wnikliwie opowiadać o różnych sytuacjach. Dziecko w tym wieku często mówi coś takiego, że dorosły reaguje „wow!”, „o matko”, „niesamowite”, „jak to się stało, że ja się nigdy nad tym nie zastanawiałam!”. Pięciolatek nie jest dorosły, ale powiedziałabym, że czasem można z nim rozmawiać jak z dorosłym. To wiek trudnych pytań: o śmierć, seks, choroby, wiek szerszego widzenia świata, pytań: „kto jest tatą Marysi i Kasi”. To ważne: poważnie traktować człowieka w tym wieku. Oczywiście w każdym wieku warto to robić, ale szczególnie w tym wieku ważne jest, że jeśli dziecko zadaje pytanie, to potrzebuje uczciwej, zgodnej z prawdą odpowiedzi. Dostosowanej do swych możliwości. Czyli jeśli dorosły nie wie, to powinien powiedzieć „nie wiem”, nie ściemniać. Może powiedzieć „ja też tego nie rozumiem” albo „sam się zastanawiam, jaka jest odpowiedź na to pytanie”.

Jest jeszcze jeden kawałek, w którym dzieci będące na przełomie szkoły i przedszkola nagminnie nie są traktowane poważnie: jak bardzo są w tym okresie życie zainteresowane rozwojem i dążeniem do wiedzy. Ponieważ nam zależy na tym, żeby dzieci się rozwijały i zdobywały wiedzę, mówimy im, że powinny się nauczyć tego i tego. Ignorujemy, co je interesuje, każemy im się uczyć tego, co według nas w tym wieku powinny wiedzieć. Albo nagradzamy je i dajemy oceny, jakby nie wierząc, że one się naprawdę interesują tym, czego się uczą, i że będą się uczyć bez oceny czy nagrody. Albo dziecko coś robi, a dorosły się wtrąca, chwali. Nie ma takiej możliwości, żeby dziecko samo oceniło swoją pracę. Te dzieci, które interesują się dinozaurami, planetami czy budową atomu, w szkole uczą się, jak się pisze cyfrę jeden. Dziecko, które wie, ile metrów wysokości ma tyranozaur, uczy się jeden, dwa, trzy i udaje, że nie wie, że są cyfry powyżej dwudziestu. W wieku pięciu lat zaczyna się coś, co trwa potem przez całe dzieciństwo i dorastanie: nie traktujemy poważnie tego, co dziecko wie, i co chce wiedzieć.

Szkoła nie traktuje dzieci poważnie?

Traktuje je jak maluchy. Moje dziecko ma jedenaście lat i musiało przynieść pani pisemną zgodę, że może samo wracać do domu. Społecznie infantylizujemy dzieci. Gimnazjaliści, którzy sami jeżdżą autobusami i pociągami, nie mogą z nauczycielem wyjść poza teren szkoły, jeśli to nie jest szkolna wycieczka.

Uważasz, że siedmiolatek może sam chodzić do sklepu czy na plac zabaw?

To zależy od dziecka. Moje dziecko chciało chodzić samo w wieku ośmiu lat. Znam też młodych kowbojów w tym wieku, którzy pojechaliby pociągiem z Warszawy do Krakowa, ale ich rodzice mają poczucie, że oni nie potrafią trafnie oceniać rzeczywistości. To jest proces interakcji między dzieckiem a rodzicem, w którym ten drugi podejmuje decyzję, że chce pozwolić dziecku wyjść samemu z domu.

Zaczęłyśmy mówić o szkole.

Bo niestety jest tak, że to na styku szkoła-dom powstaje najwięcej trudnych sytuacji. Wynikają z presji, żeby dziecko się dostosowało do oczekiwań. W szkole to, co dziecko komunikuje, jest nieważne, bo istnieje na nie plan. Jeśli w domu rodzice też mają plan, to kiedy do tego dochodzą oczekiwania ze strony szkoły, robi się tego za dużo. Może być tak, że planem rodziców jest dostosowanie się do oczekiwań szkoły. Ale może też pojawić się pogubienie: rodzice myślą inaczej, ale skoro specjalista tak twierdzi...

Przykład?

Kiedy dziecko mówi, że czegoś nie potrafi, albo zachowaniem komunikuje, że nie potrafi, rodzice chcieliby wziąć to pod uwagę, ale w szkole słyszą: zdolny, ale leniwy. Albo, kiedy dziecko daje znać, że jest zmęczone i nie ma siły odrabiać pracy domowej. Albo mówi, że rano chciałoby pospać. Te potrzeby przez szkołę nie są brane pod uwagę. Uważam, że to wielki błąd. To jak z niepozwalaniem na wyjście do łazienki w trakcie lekcji. To dzwonek ma zdecydować, czy można załatwić fizjologiczną potrzebę.

31.05.2016
strona 2 z 3

Zachorowania w Polsce - aktualne dane

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.

Poradnik świadomego pacjenta

  • Wyjątkowe sytuacje. Towarzyszenie osobie chorej na COVID-19
    Czy szpital może odmówić zgody na towarzyszenie hospitalizowanemu dziecku? Jak uzyskać zgodę na towarzyszenie osobie, która umiera w szpitalu z powodu COVID-19?
    Na pytania dotyczące pobytu w szpitalu podczas pandemii koronawirusa odpowiada Rzecznik Praw Pacjenta, Bartłomiej Łukasz Chmielowiec.
  • Wyjątkowe sytuacje. Kiedy chorujesz na COVID-19
    Czy chory na COVID-19 może wyjść ze szpitala na własne żądanie? Jak zapewnić sobie prawo do niezastosowania intubacji. Na pytania dotyczące pobytu w szpitalu podczas pandemii koronawirusa odpowiada Rzecznik Praw Pacjenta, Bartłomiej Łukasz Chmielowiec.