×
COVID-19: wiarygodne źródło wiedzy

Za małe, żeby zostać same

Ewa Stanek-Misiąg

Często choruje i dziecko i rodzic. Dla chorego rodzica, który sam źle się czuje opieka nad dzieckiem bywa trudna – dzieci marudzą, cierpią, trzeba je nosić, i tu przychodzi wolontariusz, który proponuje, że odciąży mamę czy tatę. Da 2 godziny na odpoczynek, umycie się, zjedzenie czegoś – opowiada pediatra Lidia Stopyra, ordynator Oddziału Chorób Infekcyjnych i Pediatrii Szpitala im. Żeromskiego w Krakowie.


Lidia Stopyra. Fot. arch. wł.

Ewa Stanek-Misiąg: Przed świętami wystosowała Pani apel o pomoc w opiece nad hospitalizowanym dziećmi, którymi nie mogli się opiekować rodzice. Wcześniej – podczas pandemii – nie zdarzały się takie podbramkowe sytuacje?

Lidia Stopyra: Od początku pandemii rodzice naszych małych pacjentów chorowali. Ale zazwyczaj łagodnie. Zwykle mieli delikatne objawy ze strony górnych dróg oddechowych, które nie przeszkadzały im w opiece nad dziećmi. Obecnie choruje ponad połowa rodziców, choroba coraz częściej przebiega dość ciężko. Ostatnio na wizycie badamy 30 dzieci i 20 rodziców. To jest wielki stres dla rodziców, kiedy ich stan się pogarsza. Robią wszystko, żeby nie opuszczać dzieci, ale czasami po prostu nie ma innej możliwości i trzeba ich przenieść na oddział dla dorosłych.

Kapitulują sami, czy pod naciskiem personelu medycznego?

Najczęściej mają kłopot z oddychaniem. Widzimy trudności z łapaniem powietrza, gdy opowiadają nam podczas wizyty o tym, jak zachowuje się dziecko. Mówimy wtedy, że przeniesiemy ich na oddział dorosłych, że potrzebują tlenu, że trzeba zrobić tomografię albo rentgen, na co słyszymy: „Ja nie zostawię dziecka. Muszę tu być”. Rodzice bardzo się bronią. W końcu jednak duszność tak się nasila, że oddychanie bez wsparcia staje się niemożliwe. Podłączamy mamie kroplówkę, dajemy tlen, szukamy miejsca na oddziale dorosłych, co nie jest łatwe, ale staramy się znaleźć miejsce w naszym szpitalu. I czekamy aż ktoś z rodziny przyjedzie zastąpić mamę przy dziecku. To są straszne sceny.
No i zdarzyło się nam raz, przed świętami, że nie miał kto przyjechać do dzieci. Z godziny na godzinę rodzeństwo – 2-letnia dziewczynka i 6-letni chłopiec – zostało bez rodziców, bo do hospitalizowanego taty dołączyć musiała mama. Potrzebowaliśmy pomocy natychmiast. To były za małe dzieci, żeby mogły zostać same. Bardzo ładnie się ze sobą bawiły, ale obawiałam się, że będą np. próbować wyjść z sal, a przecież wymagały ścisłej izolacji. Panie pielęgniarki przy obecnym obłożeniu nie są w stanie zapewnić dzieciom przez cały czas towarzystwa.

Pomoc nadeszła szybciej niż się Pani spodziewała?

Opublikowałam apel w kręgu znajomych. Nie możemy wpuszczać na oddział przypadkowych osób, to musi być ktoś polecony, godny zaufania, sprawdzony. Zaczęły się zgłaszać nauczycielki, które pracują w przedszkolach czy żłobkach, pracownicy domów pomocy, psycholodzy, psychoterapeuci, aktorzy, fundacje zajmujące się dziećmi. Zgłoszeń było tyle, że pani rzecznik prasowa poprosiła mnie po kilku godzinach o wycofanie apelu, bo nie była w stanie opanować tej liczby zgłoszeń. Myślałam, że przed świętami ludzie pieką ciasta, robią sałatki, a tu w ciągu paru godzin pierwsi wolontariusze już byli na oddziale.
W tej chwili mamy stałą grupę opiekunów. Wszyscy zostali przeszkoleni w zakładaniu i zdejmowaniu stroju barierowego. Wchodzą do dzieci na 3 godziny.

Są ozdrowieńcami?

Taki postawiłam warunek, żeby to byli albo ozdrowieńcy, albo osoby zaszczepione. Nie da się wykluczyć ryzyka zakażenia, ale trzeba zrobić wszystko, żeby je zminimalizować. W stroju barierowym, zachowując zasady epidemiczne wolontariusze są bezpieczniejsi, niż idąc na zakupy do sklepu.

Na czym polega praca wolontariuszy?

Na towarzyszeniu dzieciom. Rano np. jedzą z nimi śniadanie, potem idą umyć zęby, układają klocki, czytają, rozmawiają, organizują zabawy, noszą, tulą. Nasi wolontariusze to profesjonaliści – nauczyciele, psycholodzy, osoby na co dzień opiekujące się dziećmi. Przy całym szacunku do naszych pań pielęgniarek i lekarzy, nikt z nas nie potrafi tak dobrze zorganizować dzieciom czasu, jak oni.

Jak rodzice chorych dzieci przyjęli taką pomoc?

Z wdzięcznością. Rozszerzyliśmy ją także na dzieci, które przebywają w szpitalu z rodzicami. Jak mówiłam, często choruje i dziecko i rodzic. Dla chorego rodzica, który sam źle się czuje opieka nad dzieckiem bywa trudna – dzieci marudzą, cierpią, trzeba je nosić, i tu przychodzi wolontariusz, który proponuje, że odciąży mamę czy tatę. Da 2 godziny na odpoczynek, umycie się, zjedzenie czegoś.
Naprawdę nie spodziewałam się, że uda się nam to tak zorganizować. Jestem podbudowana. Wciąż słyszymy tylko o tym, że ludzie nie chcą nosić masek, że nie wierzą w wirusa. Osoby gotowe pomagać innym giną w tłumie. A nasza akcja pokazuje, że jest wielu dobrych ludzi.

Jaki jest stan hospitalizowanych dzieci?

Różny. Mamy dzieci z zapaleniem płuc, najmłodsze ma 2 tygodnie. Stosujemy antybiotykoterapię dożylną. Dostają kroplówkę, nawadnianie, czasami wymagają tlenu.
Podajemy też dzieciom remdesiwir, ale bardzo rzadko.

Nie brakuje łóżek?

Mamy zajęty oddział, ale nie zostawimy nikogo bez pomocy. Właśnie wypożyczyłam malutkie łóżeczka dla dzieci do 5 kg. Zyskamy w ten sposób więcej miejsc.
Wydaje się, że jesteśmy na szczycie fali – w piątek przyjęliśmy 13 dzieci, do tej pory przyjmowaliśmy 5–6 dzieci na dzień. Bardzo liczę na to, że przyjęć będzie coraz mniej – 2 tygodnie temu zamknięto żłobki i przedszkola, które były ogniskami zakażeń. Oczywiście dużo też zależy od tego, jak ludzie spędzili święta, czy się spotykali czy nie.

Rozmawiała Ewa Stanek-Misiąg

Lidia Stopyra – specjalistka pediatrii i chorób zakaźnych, ordynator Oddziału Chorób Infekcyjnych i Pediatrii Szpitala im. Żeromskiego w Krakowie.

14.04.2021

Zachorowania w Polsce - aktualne dane

Doradca Medyczny
  • Czy mój problem wymaga pilnej interwencji lekarskiej?
  • Czy i kiedy powinienem zgłosić się do lekarza?
  • Dokąd mam się udać?

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.

Poradnik świadomego pacjenta

  • Wyjątkowe sytuacje. Towarzyszenie osobie chorej na COVID-19
    Czy szpital może odmówić zgody na towarzyszenie hospitalizowanemu dziecku? Jak uzyskać zgodę na towarzyszenie osobie, która umiera w szpitalu z powodu COVID-19?
    Na pytania dotyczące pobytu w szpitalu podczas pandemii koronawirusa odpowiada Rzecznik Praw Pacjenta, Bartłomiej Łukasz Chmielowiec.
  • Wyjątkowe sytuacje. Kiedy chorujesz na COVID-19
    Czy chory na COVID-19 może wyjść ze szpitala na własne żądanie? Jak zapewnić sobie prawo do niezastosowania intubacji. Na pytania dotyczące pobytu w szpitalu podczas pandemii koronawirusa odpowiada Rzecznik Praw Pacjenta, Bartłomiej Łukasz Chmielowiec.