Szanowni Państwo,

Medycyna Praktyczna wykorzystuje w swoich serwisach pliki cookies i inne pokrewne technologie. Używamy cookies w celu dostosowania naszych serwisów do Państwa potrzeb oraz do celów analitycznych i marketingowych. Korzystamy z cookies własnych oraz innych podmiotów – naszych partnerów biznesowych.

Ustawienia dotyczące cookies mogą Państwo zmienić samodzielnie, modyfikując ustawienia przeglądarki internetowej. Informacje dotyczące zmiany ustawień oraz szczegóły dotyczące wykorzystania wspomnianych technologii zawarte są w naszej Polityce Prywatności.

Korzystając z naszych serwisów bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie plików cookies i podobnych technologii, opisanych w Polityce Prywatności.

Państwa zgoda jest dobrowolna, jednak jej brak może wpłynąć na komfort korzystania z naszych serwisów. Udzieloną zgodę mogą Państwo wycofać w każdej chwili, co jednak pozostanie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania dokonanego wcześniej na podstawie tej zgody.

Klikając przycisk Potwierdzam, wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie wyżej wymienionych technologii oraz potwierdzacie, że ustawienia przeglądarki są zgodne z Państwa preferencjami.

GIOŚ: poziomy informowania o smogu powinny być bardziej restrykcyjne

Tzw. poziomy informowania i alarmowania o poziomie smogu w Polsce powinny zacząć się zbliżać europejskich, czyli bardziej restrykcyjnych – wynika z wypowiedzi Głównego Inspektora Ochrony Środowiska Pawła Ciećki.


Fot. pixabay.com

„Dojrzeliśmy do tego, żeby nasze poziomy informowania i alarmowania społeczeństwa o ponadnormatywnym podwyższonym poziomie pyłów zawieszonych zacząć zbliżać do poziomów europejskich, bądź do poziomów, które zaleca WHO” – powiedział Ciećko na czwartkowej konferencji zorganizowanej przez Instytut Ochrony Środowiska „Rozwój metod obliczeniowych w zarządzaniu jakością powietrza w Polsce i w Europie”.

Chodzi o to, by obniżyć progi zanieczyszczenia powietrza, przy których społeczeństwo jest informowane bądź alarmowane o wysokim stężeniu smogu. Tym samym, takie ostrzeżenia mogłyby być publikowane częściej niż obecnie.

Ciećko poinformował, że resorty środowiska i zdrowia pracują nad stosowanymi zmianami prawa. Jego zdaniem, jako społeczeństwo jesteśmy na tyle wyedukowani, by domagać się takich zmian.

Pytany przez dziennikarzy, kiedy można spodziewać się nowych rozwiązań prawnych, Ciećko ocenił, że jest to możliwe „w dość szybkim terminie, w możliwie najbliższym, jak wszyscy osiągniemy kompromis”. Wyjaśnił, że zmiana poziomów informowania i alarmowania o smogu wymagać będzie zmiany rozporządzenia, a później wdrożenia go przez centra zarządzania kryzysowego w całej Polsce.

Organizacje ekologiczne zajmujące się problemem smogu od lat podkreślają, że Polska ma jeden z najwyższych poziomów informowania i alarmowania społeczeństwa o zanieczyszczeniu powietrza w Europie. Zgodnie z rozporządzeniem z 2012 r., w Polsce alarm smogowy ogłaszany jest po przekroczeniu średniodobowej wartości 300 mikrogramów na m sześc. dla pyłu PM10. Poziom informowania w przypadku PM10 to 200 mikrogramów. Dla porównania w Czechach poziom alarmowy to 150 mikrogramów, na Węgrzech 100.

Zalecenia Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) wskazują, że dopuszczalne stężenia dobowe dla pyłu PM10 nie powinny przekraczać 50 mikrogramów, a dla pyłu PM2,5 – 25 mikrogramów na metr sześcienny.

Ciećko podkreślił, że w Polsce jedynym, wiarygodnym systemem pozyskiwania informacji o jakości powietrza jest państwowy system monitoringu środowiska obsługiwany przez GIOŚ. W naszym kraju funkcjonuje 270 stacji automatycznego pomiaru jakości powietrza i 180 stacji referencyjnych, których zadaniem jest sprawdzanie wyników ze stacji automatycznych. Inspektor dodał, że państwowa sieć monitoringu spełnia nory dyrektyw europejskich i prawa polskiego.

Ciećko dodał, że nie jest możliwe, by stacje pomiarowe były rozmieszczone w każdej miejscowości bądź przy każdym zakładzie przemysłowym. Zwrócił uwagę, że koszt takiego urządzenia to 600 tys. zł plus utrzymanie. Dlatego – jak wskazał – tak ważne jest modelowanie matematyczne jakości powietrza, które pozwala przewidywać jakie może być zanieczyszczenie powietrza, jak zanieczyszczenia będą się przemieszczać.

Główny Inspektor przypomniał, że to samorządy są odpowiedzialne za stan jakości powietrza na swoim terenie. Dodał, że z modelowania od kilku lat korzysta Kraków, który dzięki jego wykorzystaniu z wyprzedzeniem może informować o nadchodzącym smogu w aglomeracji.

„To modelowanie jest coraz bardziej doskonałe, chcielibyśmy by było tak doskonałe jak przewidywana prognoza pogody, o której informuje IMGW. Obecny model (modelowania jakości powietrza – PAP) dobrze się sprawdza w cyklu 24-godzinnym. Kolejne dni są opatrzone błędem, ale cały czas go doskonalimy. Robi to Instytut Ochrony Środowiska. Liczymy, że będzie to jeszcze lepsze narzędzie służące zarządzaniu jakością powietrza, czy weryfikacji działań, które mają pomóc chronić powietrze” – powiedział GIOŚ.

Profesor Jacek Kamiński z Instytutu Ochrony Środowiska przypomniał, że od 1 stycznia br. nowym zadaniem instytutu jest prowadzenie operacyjnej prognozy jakości powietrza, która jest przekazywana do GIOŚ. „W ramach tej prognozy wykonywana jest ocena, jaki będzie stan stężenia różnych substancji (w powietrzu – PAP) na następne 3 dni” – wyjaśnił.

Kamiński poinformował, że za niedługo IOŚ przedstawi ocenę stanu jakości powietrza w Polsce za 2018 rok. Przygotowywane jest również opracowanie dotyczące ostatnich 5 lat.

15.02.2019
Zobacz także

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.

Na co choruje system ochrony zdrowia

  • Pięć minut dla pacjenta
    Lekarze rodzinni mają na zbadanie jednego pacjenta średnio po kilka minut. Taka sytuacja rodzi frustracje po obu stronach – wśród chorych, bo chcieliby więcej uwagi, oraz wśród lekarzy, bo nie mogą jej pacjentom poświęcić.
  • Dlaczego pacjenci muszą czekać w kolejkach?
    Narodowy Fundusz Zdrowia wydaje rocznie na leczenie pacjentów ponad 60 mld zł. Ale ani te pieniądze, ani rozwiązania wprowadzane przez Ministerstwo Zdrowia – tzw. pakiet onkologiczny i pakiet kolejkowy – nie zmienią sytuacji. Dlaczego?

Polecają nas