×
COVID-19: wiarygodne źródło wiedzy

Studium kryzysu (36)

Małgorzata Solecka
Kurier MP

Politycy od wielu lat mają wiele do powiedzenia na temat zdrowia publicznego. Jak się okazuje, prezentacje przygotowane w PowerPoint wytrzymają wiele obietnic, jednak czas bezwzględnie je weryfikuje. Czasami nie trzeba nawet czasu. Wystarczy chwila szczerości, by okazało się, jak mało ważą deklaracje.


Fot. twitter.com/pisorgpl

  • Minister zdrowia ogłosił, że za trzy miesiące rząd przedstawi główne założenia strategii na rzecz zdrowia dzieci
  • Prezes PiS przedstawił swoje poglądy na temat przyczyn niskiej dzietności Polek
  • Po siedmiu latach rządów PiS jesteśmy w obszarze ochrony zdrowia praktycznie w punkcie wyjścia.

Największa porażka. Strategia na rzecz zdrowia dzieci. „Kongres Zdrowia Publicznego miał przynieść odpowiedzi na najważniejsze pytania, związane ze zdrowiem publicznym (…): co robić, by Polacy nie umierali przedwcześnie. Co robić, by w ślad za wydłużającymi się latami życia szła również większa liczba lat życia w pełnym zdrowiu i sprawności? Co robić, by odwrócić niekorzystne i groźne – również w wymiarze ekonomicznym – trendy, takie jak narastający problem nadwagi i otyłości wśród dzieci i młodzieży?”. Sześć lat temu, pod koniec listopada na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym odbyła się trzecia konferencja Kongres Zdrowia Publicznego. W głównym panelu usiedli razem: minister zdrowia Konstanty Radziwiłł, jego zastępca Jarosław Pinkas, przedstawiciele resortów – również w randze wiceministrów – sportu, edukacji, rozwoju i, jeśli pamięć nie zawodzi, rolnictwa.

Minister Radziwiłł podkreślał, że „zdrowie publiczne jest zadaniem ponadresortowym, a rolą ministra zdrowia może być co najwyżej koordynacja działań tak, by prozdrowotny efekt wysiłków rządu był jak najlepszy. – Narodowy Program Zdrowia nie jest tylko dla ministra zdrowia. W Radzie Zdrowia Publicznego jest reprezentowanych trzynaście ministerstw i chciałoby się, by działanie było całościowe, zgodnie z zasadą: zdrowie w każdej polityce”. Wiceminister rozwoju Paweł Chorąży nawiązywał do ówczesnego motywu przewodniego, wokół którego miała być (czy to ktoś jeszcze pamięta?) budowana polityka państwa, czyli Strategii Odpowiedzialnego Rozwoju (dziecko ówczesnego wicepremiera Mateusza Morawieckiego). – Nie ma sukcesu gospodarczego bez spójności społecznej – przekonywał. „Najważniejszym celem Strategii Odpowiedzialnego Rozwoju jest poprawa jakości kapitału ludzkiego. W tej chwili główny nacisk położony jest na kwestie związane z edukacją, ale zdaniem Pawła Chorążego już w perspektywie kilkunastu lat okaże się, że jednym z podstawowych wyzwań stanie się zdrowie – a konkretnie, niezadowalający stan zdrowia części populacji w wieku produkcyjnym, który może wykluczyć ich z rynku pracy lub znacząco ograniczyć aktywność. W starzejącym się społeczeństwie będzie to oznaczać brak osób na rynku pracy”.

Minęło sześć lat. Minister zdrowia zwołuje konferencję prasową, podczas której ogłasza, że za trzy miesiące rząd przedstawi główne założenia strategii (!) na rzecz zdrowia dzieci. Zapewne – narodowej. A na pewno ponadresortowej, bo w jej tworzenie mają być zaangażowane ministerstwa zdrowia, edukacji, sportu i rolnictwa. Nawet uwzględniając aspekt pandemii (choć, mówiąc szczerze, już po pierwszym lockdownie, czyli w połowie 2020 roku, rząd, wyciągając wnioski z zamknięcia dzieci i młodzieży w domach, powinien tym bardziej intensywnie pracować nad pomysłami niwelowania szkód zdrowotnych w tej grupie wiekowej), można zadać pytanie – co zrobiono w tej sprawie w latach 2017-2019? I dlaczego – nic? W zasadzie wykonano nawet krok w tył, bo tzw. rozporządzenie sklepikowe zmieniono zaraz po objęciu władzy przez Zjednoczoną Prawicę, mocno liberalizując zasady zapełniania półek produktami dostępnymi dla uczniów. I nawet jeśli można się zgodzić, że pierwotna wersja rozporządzenia była zbyt restrykcyjna, w tej chwili w sklepikach ponownie są dostępne produkty, które zdrowiu nie służą. Niewielkim pocieszeniem jest to, że nie wszystkie.

Największe zaskoczenie. Poziom wiedzy o zdrowiu publicznym. W sobotę w Ełku prezes Prawa i Sprawiedliwości przedstawił swoje poglądy na temat przyczyn niskiej dzietności Polek – i na tym wątku skupiła się uwaga komentatorów. Nie bez powodu, bo wywody lidera Zjednoczonej Prawicy ciągle trzymają dobry poziom. Dlaczego Polki nie rodzą dzieci? Bo piją, a raczej – dają w szyję. „Jeżeli się utrzyma taki stan, że do 25. roku życia dziewczęta, młode kobiety piją tyle samo, co ich rówieśnicy, to dzieci nie będzie. Pamiętajcie, że mężczyzna, żeby popaść w alkoholizm, to musi pić nadmiernie przez 20 lat, przeciętnie, bo jeden dłużej, drugi krócej. To zależy od cech osobniczych, a kobieta tylko dwa – mówił Kaczyński. – Ja nie jestem zwolennikiem bardzo wczesnego macierzyństwa, bo kobieta też musi dojrzeć do tego, żeby być dobrą matką, ale jak do 25. roku życia daje w szyję, no to... – zaśmiał się prezes PiS, a sala odpowiedziała nieśmiałym śmiechem” – relacjonowali dziennikarze.

Zaskakuje język, którym posługuje się Jarosław Kaczyński, kreujący się od lat na intelektualistę, a jeśli nie na intelektualistę, to na pewno urodzonego w inteligenckim domu, dobrze (w przeciwieństwie do haratającego w gałę, dorastającego na podwórkach Donalda Tuska) wychowanego i wyedukowanego „zbawcę narodu”. Język, któremu zdecydowanie bliżej do potańcówek w remizach strażackich niż alejek Parku im. Stefana Żeromskiego czy uliczek Oficerskiego Żoliborza.

Forma jest bardzo ważna, ale ważniejsza jest treść. Można oczywiście potraktować wypowiedź prezesa PiS serio i wejść w polemikę, snuć długie wywody, dlaczego Polki decydują się nie rodzić dzieci albo ograniczają ich liczbę do maksymalnie dwojga. Ten proces trwa od lat, ostatnie dwa lata tylko wyostrzyły problem – i to bynajmniej nie z powodu, na którym skupia uwagę Kaczyński. Zbyt mało uwagi jednak opinia publiczna poświęca temu, co samozwańczy „jeden z najmądrzejszych ludzi na świecie” ma do powiedzenia na temat nadmiernego, ryzykownego picia alkoholu przez Polaków.

Nie ma przypadków, są tylko znaki. Już w czasie kampanii wyborczej 2019 roku pisaliśmy, zwracały na to uwagę również inne media, a świetnie opisał Dawid Krawczyk w książce „Cyrk polski”, o „niebezpiecznych związkach” między alkoholem a walczącymi o zwycięstwo politykami partii rządzącej. Nie, nie chodzi o żadne alkoholowe ekscesy, ale o to, że na przykład (a może raczej – przede wszystkim) prezes Jarosław Kaczyński bez problemu dawał się uwieczniać a to z kuflem piwa, a to kieliszkiem wódki. Są filmy, są zdjęcia. Tak było. Nawet w miesiącu sierpniu, w którym biskupi tradycyjnie apelują o abstynencję od wyrobów alkoholowych – na politycznych wiecach, które w małych miejscowościach organizowane są razem z piknikami, jarmarkami i innego typu imprezami rodzinnymi (!) – alkohol pełni(ł) ważną rolę. Gdzieś w tle wybrzmiewało, domyślne i arcypolskie: – Ze mną się nie napijesz? Ależ oczywiście, że tak.

Na ile jest prawdą, że statystycznemu mężczyźnie potrzeba dwudziestu lat, by popaść w alkoholizm? Większość specjalistów od uzależnień powie, że to w klasyfikacji prawd ks. Józefa Tischnera absolutnie ostatnia, trzecia kategoria prawdy. Ale nawet jeśli – problemem z punktu widzenia zdrowia publicznego przecież nie jest tylko sam alkoholizm, rozumiany jako choroba, tylko ryzykowne picie, które pociąga za sobą wcale nie mniejsze koszty. Alkoholizm to już problem medycyny naprawczej. Ryzykowne picie – problem zdrowia publicznego. Zarówno w przypadku mężczyzn, jak i kobiet. Zarówno młodszych, jak i nieco starszych.

I państwo polskie z problemem ryzykownego picia alkoholu (i innych uzależnień) nie tylko sobie nie radzi, ale dużo wskazuje, że radzić sobie nie chce. Sześć lat temu odpowiedzialny za zdrowie publiczne w resorcie zdrowia Jarosław Pinkas deklarował, że Polska nigdy nie zezwoli na sprzedaż alkoholu w proszku – i ten cel chyba rzeczywiście udało się osiągnąć, ale chyba tylko ten. Konsumpcja alkoholu rośnie. Karna opłata nie rozwiązała problemu „małpek”. W Polsce nadal alkohol można kupić 24/7 (warto tu przywołać choćby przykład Litwy, która już kilka lat temu wprowadziła ograniczenie sprzedaży alkoholu jedynie do godz. 22.00), jest dostępny łatwiej niż chleb. Nadal można go kupić, bez ograniczeń, na stacjach benzynowych, również na państwowym Orlenie. Budżet państwa łaknie akcyzy z alkoholu (i papierosów) i raz po raz pojawia się pytanie o szczerość deklaracji o zwalczaniu alkoholizmu.

Polityk, który od siedmiu lat może przeprowadzić niemal każdą zmianę, zanim powie cokolwiek o „dawaniu w szyję”, powinien wyjąć belki ze swoich oczu. Tkwią w każdym.

Największy znak zapytania. Czas. Gdy Prawo i Sprawiedliwość obejmowało rządy, dostało w obszarze ochrony zdrowia – po poprzednikach – wiele nierozwiązanych problemów. Ale dostało też szansę w postaci całkiem sensownej, choć niedoskonałej, ustawy o zdrowiu publicznym i pierwszą edycję Narodowego Programu Zdrowia. Padło wiele słów i deklaracji na temat polityki kontynuacji, na temat koniecznych poprawek, zmian, doskonalenia, wskaźników i ich rozliczania. Po siedmiu latach jesteśmy – jako społeczeństwo i państwo – praktycznie w punkcie wyjścia.

W nieco innym kontekście, bo przy okazji dyskusji na temat sytuacji w szpitalnych oddziałach ratunkowych (sytuacji ze wszech miar krytycznej), prominentny poseł Prawa i Sprawiedliwości zadeklarował, że jego ugrupowanie „wygra i będzie mieć czas”, by przeprowadzić zmiany, które zaowocują poprawą. Po siedmiu latach rządów niemal absolutnych (zwłaszcza w pierwszej kadencji, gdy również Senat był całkowicie zdominowany przez PiS) potężny znak zapytania wydaje się przy tym twierdzeniu jak najbardziej zasadny.

07.11.2022
Doradca Medyczny
  • Czy mój problem wymaga pilnej interwencji lekarskiej?
  • Czy i kiedy powinienem zgłosić się do lekarza?
  • Dokąd mam się udać?
+48

w dni powszednie od 8.00 do 18.00
Cena konsultacji 12 zł

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.
Zbiórka dla szpitali w Ukrainie!
Poradnik świadomego pacjenta