×
COVID-19: wiarygodne źródło wiedzy

Poród w cieniu wirusa

Maria Zimny
Kurier MP

Nie brakuje łez, pacjentki martwią się o zdrowie dziecka i swoje, o to, co się stanie, jeśli będą miały dodatni wynik testu, a także czy porody rodzinne zostaną wstrzymane. Dla nas położników praca jest teraz trudniejsza – mówi lek. Katarzyna Olszewska, położnik-ginekolog ze Szpitala Specjalistycznego im. S. Żeromskiego w Krakowie.


Lek. Katarzyna Olszewska. Fot. Katarzyna Tuleja

Maria Zimny: Jak radzi sobie Pani ze stresem w pracy w sytuacji pandemii?

Lek. Katarzyna Olszewska: Na początku było ciężko, przede wszystkim dlatego, że otoczenie, np. sąsiedzi, nieufnie na mnie spoglądali i traktowali z dużą ostrożnością. Bali się, że mogę „przynieść” wirusa z pracy. Czasami ktoś mnie zaczepiał, wypytując jak wygląda sytuacja w szpitalu – z nastawieniem, że na pewno jest strasznie.

Prawda jest taka, że nie jest tak strasznie, jak ludzie sobie wyobrażają. W naszym szpitalu każdy pacjent jest przebadany, wiemy, z kim mamy kontakt. Kiedy idziemy np. do sklepu, nie mamy pojęcia, kogo mijamy, kto dotykał czegoś przed nami, czy przypadkiem nie był chory. Pracując w szpitalu jesteśmy przyzwyczajeni do pewnych procedur, przestrzegamy zaleceń, dlatego uważam, że jest bezpieczniej. Gorzej jest np. w poradniach, gdzie na dobrą sprawę każda pacjentka może być zakażona.

Na ile Pani praca zmieniła się w stosunku do sytuacji sprzed pandemii?

Zmieniła się znacznie. Przede wszystkim każda przyjmowana do nas pacjentka jest badana pod kątem infekcji koronawirusem – nawet wtedy, gdy jest to nagły przyjazd do porodu. W przypadku pacjentek objawowych na początku wykonujemy szybkie testy antygenowe. Bez względu na wynik każdej ciężarnej pobieramy też wymaz PCR. Na ten wynik przeważnie trzeba czekać 6-10 godzin. W tym czasie pacjentka zazwyczaj zdąży już urodzić, a my wiemy, jak dalej z nią postępować, w jakiej sali ją położyć.

W naszym szpitalu nadal odbywają się porody rodzinne. Wiemy, że dla wielu pacjentek możliwość bycia z kimś bliskim w czasie porodu jest bardzo ważna i pomocna. Ze względu na pandemię wiąże się to oczywiście z pewnymi obostrzeniami. Osoba, która jest przy porodzie, musi wypełnić ankietę epidemiologiczną, ubrać się w odpowiedni strój ochronny, założyć maseczkę, rękawiczki i, co ważne, nie może podczas porodu wychodzić z sali porodowej. Jest to wyzwanie, dawniej takie osoby, kiedy np. odczuwały stres, mogły wyjść, zaczerpnąć powietrza.

Myślę jednak, że pomimo obostrzeń zachowanie porodów rodzinnych jest dobrym rozwiązaniem. Pacjentki dzięki temu są spokojniejsze, czują się pewniej i łatwiej przejść im przez ten trudny, ale jakże piękny czas. My oczywiście też przestrzegamy reżimu sanitarnego, ciężarna widząc nas w strojach ochronnych dodatkowo czuje się zaniepokojona i przestraszona. Z tego powodu zawsze objaśniamy kobietom sytuację na sali porodowej, informujemy, że robimy wszystko po to, by chronić je, ich dzieci i kolejne pacjentki przed zakażeniem.

Obecnie u pacjentek pojawiło się więcej problemów natury psychologicznej, ciężarne dużo bardziej stresują się porodem. Zastanawiają się, czy porody rodzinne nie zostaną wstrzymane, co stanie się w sytuacji, kiedy będą miały dodatni wynik testu, czy na pewno będą mogły rodzić w tym czy innym szpitalu. Także dla nas, lekarzy położników oraz położnych, praca teraz jest trudniejsza i bardziej stresująca.

Co się dzieje w sytuacji, jeśli do szpitala zgłosi się pacjentka z wcześniej uzyskanym dodatnim wynikiem testu w kierunku SARS-CoV-2?

Pacjentki z potwierdzonym zakażeniem koronawirusem są przyjmowane i mogą u nas rodzić, choć nie było tak od samego początku. Jeszcze do września 2020 roku placówką przeznaczoną dla takich ciężarnych była Klinika Położnictwa i Perinatologii Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie. Jednak z racji tego, że przypadków zakażonych pacjentek było wiele, teraz muszą przyjmować je także inne placówki. Wyodrębnienie szpitala przeznaczonego dla nich się nie sprawdziło – już wcześniej mięliśmy pacjentki, które przychodziły do nas bez objawów, a później po uzyskaniu wyniku wymazu okazywało się, że były zainfekowane. Zdarzało się, że dzwoniły do nas pacjentki z różnych miejscowości, a nawet województw z pytaniem, czy mogą u nas rodzić mając dodatni wynik. Dla kobiet to niesamowicie stresująca sytuacja.

Dla matek z rozpoznanym COVID-19 mamy wydzielone sale, także te poporodowe. Jesteśmy w pełni przygotowani, by zapewnić im, ich dziecku, jak też innym pacjentkom bezpieczeństwo. Jesteśmy w komfortowej sytuacji, gdyż nasz oddział jest tuż po remoncie, mamy więc możliwość zachowania odpowiednich warunków sanitarnych.

Matki, które rodziły mając COVID-19, pisały, że zdarzało się, że nikt ich nie pytał, czy chcą przebywać z dzieckiem – były odgórnie rozdzielane.

U nas nie ma takiej praktyki. Jeżeli pacjentka przed porodem ma dodatni wynik testu na COVID-19, ma konsultacje z pediatrą-neonatologiem i jeszcze przed porodem musi zdecydować, czy będzie przebywać z dzieckiem, oczywiście przy zachowaniu wszelkich zasad ostrożności, tzn. nosząc maseczkę, dezynfekując ręce. To jest bardzo trudna decyzja, niemniej większość matek zostaje z dzieckiem. Kobiety te karmią swoje dzieci piersią z racji tego, że przeciwciała mogą przechodzić wraz z mlekiem do dziecka i mogą zapobiegać rozwojowi infekcji.

W sytuacji, kiedy nie mamy jeszcze wyniku testu PCR pacjentkę traktujemy jako potencjalnie zakażoną. W takim wypadku pacjentka sama musi podjąć decyzję, czy chce być z noworodkiem, czy chce zaczekać na wynik. Większość kobiet decyduje się na przebywanie z dzieckiem od razu po porodzie. Na szczęście większość z nich okazuje się zdrowa.

Według Fundacji Rodzić po Ludzku dla rodzących brak możliwości podjęcia decyzji w kwestii przebywania z dzieckiem w przypadku pozytywnego wyniku testu w kierunku SARS-CoV-2 to najbardziej stresująca kwestia. Wiemy, jak ogromny wpływ na dziecko ma kontakt z matką na samym początku jego życia. Pytanie, co może mieć gorsze konsekwencje: rozdzielenie czy ewentualne zakażenie...

Ma to wpływ nie tylko na dziecko, ale także na stan psychiczny matki. Sama jestem mamą i jak najbardziej rozumiem dramatyzm takich sytuacji. Tak jak mówiłam, u nas decyzję podejmuje kobieta, po rozmowie i konsultacji z neonatologiem. Większość pacjentek z objawami takimi jak np. zaburzenia smaku, węchu, stan podgorączkowy, infekcje górnych dróg oddechowych, nie decydowało się na kontakt z dzieckiem przed otrzymaniem wyniku testu. W grę wchodziło jednak zwykle kilka godzin. Jeśli wynik okazywał się dodatni, pojawiał się dylemat.

Było u nas kilka pacjentek, które nie zdecydowały się w takiej sytuacji na kontakt z dzieckiem. Są to niełatwe decyzje, także dla nas i całego personelu. Była mama, która wyszła ze szpitala na izolację do innego mieszkania, a dziecko odebrał tata i to on się w tym czasie nim zajmował. Teraz mamy pacjentkę z dodatnim wynikiem testu, a jej dziecko ma bakteryjne zapalenie płuc. Kontakt w tej sytuacji byłby zbyt dużym ryzykiem. Kiedy byłam u niej ostatnio na wizycie, miała mnóstwo zdjęć noworodka, które przesłały jej nasze położne. Wiemy, że ta mama jest w dużym stresie, dlatego robimy co możemy, by jej pomóc – i nie chodzi tylko o zdjęcia, takim kobietom zapewniamy także pomoc psychologiczną. W przypadku, gdy matka z różnych przyczyn jest odizolowana od noworodka, wspieramy i pomagamy jej też w odciąganiu pokarmu i w utrzymaniu laktacji, by później mogła normalnie karmić, w czym ogromne zasługi mają położne.

Myślę, że poród w czasie pandemii jest czymś bardzo trudnym, nawet nie przez całą otoczkę, czyli nasze stroje, maseczki – ale pod względem psychologicznym. Kobiety bardzo przeżywają oczekiwanie na wyniki, zastanawiają się, co będzie z dzieckiem. Kiedy matki z rozpoznanym COVID-19 decydują się na bycie z dzieckiem, noworodek ma pobierany kontrolny wymaz po porodzie, który powtarzamy tuż przed wyjściem do domu, by sprawdzić, czy się nie zaraził. Poza tym każdy przypadek traktowany jest indywidualnie, konsultowany z pediatrami i lekarzami chorób zakaźnych. Staramy się robić wszystko, by matkom było trochę łatwiej. Dlatego tak ważne są tutaj chociażby utrzymane porody rodzinne.

Co w sytuacji, kiedy i dziecko, i matka mają wynik dodatni?

Po pierwsze są wtedy razem na sali, jeśli oczywiście ich stan jest dobry. Mieliśmy kilka takich przypadków, gdy pacjentki razem z dziećmi zostały przeniesione na oddział zakaźny, gdyż dzieci wymagały dodatkowego leczenia. Matki zostały przyjęte z dziećmi, choć one nie wymagały hospitalizacji, ale nie chcieliśmy, żeby zostały oddzielone od maluszków.

Co w sytuacji, kiedy mamy do czynienia z wcześniakiem, który wymaga z różnych powodów hospitalizacji? Czy ktoś z rodziny może przy nim być?

Jesteśmy szpitalem o II stopniu referencyjności, dlatego nie mamy dużo przypadków wcześniaków wymagających długiego leczenia. Na innych oddziałach szpitalnych w sytuacji, kiedy rodzic chce przebywać z chorym dzieckiem, od opiekuna pobierany jest wymaz i nie może on już wyjść – musi zostać z dzieckiem do końca hospitalizacji.

Czy rodzice stosują się do przepisów?

Pacjentki bardzo się boją o swoje dzieci, dlatego stosują się do wszystkich zasad. Poza tym, kiedy przy przyjęciu zbieramy wywiad epidemiologiczny, większość ciężarnych deklaruje, że izolowały się, z nikim się nie spotykały, nie wychodziły na zakupy, nosiły maseczki i zachowywały szczególne środki ostrożności.

Sporo mówi Pani o stresie, który przeżywają kobiety w ciąży – czy często potrzebują dodatkowego wsparcia?

Każda pacjentka może u nas skorzystać z konsultacji i opieki psychologicznej. Zawsze proponujemy konsultacje z psychologiem pacjentkom z rozpoznanym COVID-19. Możliwa jest też opieka psychiatryczna, ale do tej pory żadna z pacjentek nie wymagała takiego leczenia.

Ciężarne próbują sobie radzić najlepiej jak potrafią, oczywiście nie brakuje łez, w grę wchodzi też baby blues, zmartwienie o zdrowie dziecka i swoje. Wszystko to jest zrozumiałe, dlatego właśnie służymy pomocą psychologiczną. Sam personel, szczególnie położne, jest bardzo wyrozumiały, pomaga i wspiera, najważniejsze jest jednak wsparcie najbliższych.

Do pewnego czasu Fundacja Rodzić po Ludzku zwracała uwagę na skargi kobiet zakażone koronawirusem, które nawet jeśli mogły i chciały rodzić naturalnie, decyzją lekarzy poddane zostały cięciu cesarskiemu.

Faktycznie na początku pandemii w naszym kraju były rekomendacje, by chore rodziły poprzez cięcie cesarskie. Działo się tak dlatego, że sądzono, że podczas cięcia cesarskiego jest mniejsze niż podczas porodu drogami naturalnymi ryzyko transmisji wirusa na dziecko i mniejsze zagrożenie dla personelu.

Aktualnie Ministerstwo Zdrowia w porozumieniu z Krajowymi Konsultantami w dziedzinie perinatologii oraz położnictwa i ginekologii nie wskazuje cięcia cesarskiego jako jedynej metody rozwiązania ciąży u pacjentki z rozpoznanym COVID-19, ale dopuszcza prowadzenie porodu drogami natury. Oczywiście trzeba tutaj wziąć pod uwagę, oprócz sytuacji położniczej, stan ogólny pacjentki: czy nie ma zaburzeń oddychania, duszności lub niskiej saturacji, a więc objawów, które mogą być przeciwwskazaniem do porodu naturalnego. Co do pacjentek bezobjawowych z dodatnim wynikiem, decyzja nie jest taka prosta. Ostatecznie to ordynator, pod odbyciu konsultacji z lekarzami, rozstrzyga, jaka droga będzie najlepsza.

Wiele pacjentek zwraca uwagę na dezinformację. Czy sami lekarze też mają takie poczucie?

Jeszcze w marcu rzeczywiście obowiązywały np. wytyczne o rozwiązywaniu ciąży u pacjentek z koronawirusem przez cięcie cesarskie, były też nieco inne wytyczne w kwestii kwarantanny i jej długości.

Oczywiście sytuacja jest dynamiczna, coraz więcej wiemy o wirusie, jest więcej obserwacji, badań, co wpływa na nasze decyzje i zachowania w konkretnych sytuacjach.

Czy boimy się zmian? Raczej nie, boimy się natomiast o pacjentki ze chorobami ginekologicznymi, które dłużej musiały czekać na leczenie. Wprawdzie ruszyły już operacje ginekologiczne, ale nadal w ograniczonym zakresie. Porody są i będą cały czas, wiele się tutaj nie zmieni, co natomiast z ginekologią operacyjną? Czekamy, by te zabiegi mogły ruszyć pełną parą.

Popularność porodów domowych w ostatnich latach rośnie, a pandemia i strach kobiet przed szpitalem spowodowały znaczny wzrost liczby takich porodów w 2020 roku.

Rzeczywiście popularność tego rodzaju porodów rośnie. Na pewno część ciężarnych zdecydowałaby się na poród domowy niezależnie od pandemii. Pozostała grupa kobiet obawia się obostrzeń szpitalnych, co wynikać może z dezinformacji i tym samym lęku przed szpitalem, przed zakażeniem, izolacją od dziecka, rozstaniem z rodziną na czas hospitalizacji i brakiem odwiedzin.

Nie tak dawno rodziła u nas kobieta, która była umówiona z położną na poród w domu, ta jednak się rozchorowała i pacjentka przyjechała rodzić w szpitalu. Wychodziła z pozytywnymi odczuciami i przeświadczeniem, że poród ten nie odbiegał bardzo od warunków, w jakich rodziła wcześniej. Porodu w szpitalu bała się dlatego, że obawiała się zakażenia.

Co do samych porodów domowych, moim zdaniem trzeba być dosyć odważnym, by się na taki poród zdecydować – z uwagi na możliwe komplikacje. Coraz częściej zdarzają się pacjentki, które świadomie rodziły w domu, ale przyjechały do nas, by zbadać dziecko i siebie, bo miały obawy, czy na pewno wszystko jest w porządku.

Rozmawiała Maria Zimny

19.01.2021

Zachorowania w Polsce - aktualne dane

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.

Poradnik świadomego pacjenta

  • Wyjątkowe sytuacje. Towarzyszenie osobie chorej na COVID-19
    Czy szpital może odmówić zgody na towarzyszenie hospitalizowanemu dziecku? Jak uzyskać zgodę na towarzyszenie osobie, która umiera w szpitalu z powodu COVID-19?
    Na pytania dotyczące pobytu w szpitalu podczas pandemii koronawirusa odpowiada Rzecznik Praw Pacjenta, Bartłomiej Łukasz Chmielowiec.
  • Wyjątkowe sytuacje. Kiedy chorujesz na COVID-19
    Czy chory na COVID-19 może wyjść ze szpitala na własne żądanie? Jak zapewnić sobie prawo do niezastosowania intubacji. Na pytania dotyczące pobytu w szpitalu podczas pandemii koronawirusa odpowiada Rzecznik Praw Pacjenta, Bartłomiej Łukasz Chmielowiec.