Szanowni Państwo,

Medycyna Praktyczna wykorzystuje w swoich serwisach pliki cookies i inne pokrewne technologie. Używamy cookies w celu dostosowania naszych serwisów do Państwa potrzeb oraz do celów analitycznych i marketingowych. Korzystamy z cookies własnych oraz innych podmiotów – naszych partnerów biznesowych.

Ustawienia dotyczące cookies mogą Państwo zmienić samodzielnie, modyfikując ustawienia przeglądarki internetowej. Informacje dotyczące zmiany ustawień oraz szczegóły dotyczące wykorzystania wspomnianych technologii zawarte są w naszej Polityce Prywatności.

Korzystając z naszych serwisów bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie plików cookies i podobnych technologii, opisanych w Polityce Prywatności.

Państwa zgoda jest dobrowolna, jednak jej brak może wpłynąć na komfort korzystania z naszych serwisów. Udzieloną zgodę mogą Państwo wycofać w każdej chwili, co jednak pozostanie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania dokonanego wcześniej na podstawie tej zgody.

Klikając przycisk Potwierdzam, wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie wyżej wymienionych technologii oraz potwierdzacie, że ustawienia przeglądarki są zgodne z Państwa preferencjami.

Rak to doświadczenie

Stworzył ją amerykański lekarz, onkolog i radiolog O. Carl Simonton, próbując przełamać pesymizm pacjentów, którzy nie wierzyli w skuteczność leczenia nowotworów. Stosowana jest w psychoterapii onkologicznej od lat 70. zeszłego stulecia.
Z metody Simontona korzysta założone przez Barbarę i Jerzego Stuhrów Centrum Psychoonkologii Unicorn. Wśród jej entuzjastów jest dziennikarz TVN24, Rafał Poniatowski, któremu pomogła, kiedy zachorował na czerniaka.


Iwona Nawara, fot. arch. własne

Ewa Stanek-Misiąg: Jaki jest cel terapii simontonowskiej?

Iwona Nawara:Poprawa, wzmacnianie jakości życia. Podczas kilkudniowych zajęć przekazujemy wiedzę przydatną każdemu człowiekowi – jak działa mózg, jak powstają emocje. Często w trakcie warsztatów, a na koniec zawsze słyszę od uczestników: „to powinno być w szkołach. O ile lepiej by mi się żyło, gdybym to wiedział wcześniej”.
Wielu ludzi żyje w przekonaniu, że nic od nich nie zależy. Jeden rodzi się wrażliwy, drugi niewrażliwy, ktoś jest optymistą, ktoś jest pesymistą i uważa, że tak będzie zawsze.

Pesymista może z powodzeniem przejść terapię?

To idealny kandydat. Pesymista na zajęciach daje zwykle przykład za przykładem, jak nie należy myśleć.
Celem naszych warsztatów jest wyposażenie każdego z uczestników w „skrzynkę narzędziową”, zestaw umiejętności, które poprawiają jakość życia. Nie ma w tym nic niezwykłego. Uczymy ćwiczenia wdzięczności i uważności, skupiania się na oddechu, relaksowania się, wykonywania czynności, które przynoszą radość, a przede wszystkim zdrowego myślenia, pracy ze swoimi przekonaniami.

Zdrowe myślenie polega na tym, żeby się nie zamartwiać?

Definicję zdrowego myślenia sformułował amerykański psychiatra, Maxie C. Maultsby Jr., twórca Racjonalnej Terapii Zachowania, na podstawie której swoją terapię opracował Carl Simonton. Maultsby tłumaczył, że o tym, jak się czujemy, decydują nasze myśli.

„Czuj się tak, jak chcesz się czuć”.

Zdrowe myślenie w praktyce oznacza pilnowanie swoich myśli. Zwłaszcza myśli o przyszłości, co jest głównym tematem, który zajmuje chorych. Panuje przekonanie, że należy się martwić o przyszłość, bo tak postępuje człowiek rozsądny (...) ale to przecież bez sensu, bo nikt nie zna przyszłości, natomiast to, co sobie o niej wyobrażamy, ma ogromny wpływ na teraźniejszość.

Tak, to wynika z ABC emocji: najpierw coś się dzieje, potem o tym myślę, a następnie czuję. Nie na odwrót, jak uważa wielu z nas przeświadczonych, że w pierwszej kolejności czujemy. Często jest też tak, że nic się nie wydarzyło, tylko to sobie wyobraziliśmy i to wyobrażenie wzbudza bardzo wyraźne emocje, na przykład lęk.
Zdrowe myślenie w praktyce oznacza pilnowanie swoich myśli. Zwłaszcza myśli o przyszłości, co jest głównym tematem, który zajmuje chorych. Panuje przekonanie, że należy się martwić o przyszłość, bo tak postępuje człowiek rozsądny, a ktoś, kto tego nie robi, jest lekkoduchem i nie bierzmy z niego przykładu. Ale to przecież bez sensu, bo nikt nie zna przyszłości, natomiast to, co sobie o niej wyobrażamy, ma ogromny wpływ na teraźniejszość.

Jednym z elementów pracy podczas terapii są wizualizacje. Czy to jest trudne?

Tym ćwiczeniem psychologicznym Simonton uczył używania wyobraźni w korzystny dla siebie sposób. Zachęcamy, żeby na przykład leżąc pod kroplówką wyobrażać sobie, jak to, co wpływa, działa na organizm. Niech to będzie – powiedzmy – rodzaj balsamu, który pomaga organizmowi zdrowieć. Takie wizualizacje wspomagają leczenie. Mózg, tworząc obrazy, stymuluje wydzielanie różnych substancji, które sprzyjają lepszemu funkcjonowaniu układu odpornościowego.
Po drugiej stronie – dla porównania – mamy kogoś, kto leży i myśli: „wlewają mi teraz truciznę, która wszystko mi w środku wypali”. To nie pomaga zdrowieć.

Ale to jest chyba dość powszechne podejście?

Trudno tak to oceniać, ale słyszę to nieraz. Dlatego od pierwszej sekundy terapii zwracamy uwagę na to, żeby tak nie mówić. Bo to w niczym nie pomaga, a wręcz przeszkadza. Kiedy ktoś mówi „rak jest wyrokiem śmierci”, odpowiadam „życie to jest wyrok śmierci”.

Rozmawiacie o śmierci?

Śmierć jest tym, z czym chory człowiek konfrontuje się w pierwszej kolejności. Śmierć, która była gdzieś daleko, teraz nagle jest tu. Za chwilę. Za wcześnie. Tak często myślą ludzie. Po naszych warsztatach nikt nie ma wątpliwości, że utrzymywanie przekonania, iż rak to wyrok śmierci jest szkodliwe. Rak to doświadczenie, dzięki któremu można wiele zrozumieć, wiele zmienić.

Czy aktywność fizyczna jest częścią terapii?

Ruch nie jest specjalnym tematem terapii simontonowskiej, ale mówimy o nim sporo, kiedy poruszamy kwestie stylu życia i czynności witalnych, czyli takich, które wzmacniają energię życiową. Mamy salę gimnastyczną. Codziennie odbywają się zajęcia ruchowe. Fantastycznie jest widzieć ludzi, którzy odkrywają, że dzięki ruchowi już w ciągu kilku dni poprawia się ich samopoczucie. Robią ćwiczenia, których – jak mówią – nie myśleli, że potrafią wykonać. Ludzie na ogół nie zdają sobie sprawy z tego, jak dobroczynny jest ruch. Mało tego, uważają, że ruch może im zaszkodzić. Opacznie rozumiejąc zalecenia typu „proszę prowadzić oszczędzający tryb życia”, utrzymują, że teraz nie mogą się ruszać. To niezdrowe podejście. To, że pojawiają się różne ograniczenia nie jest równoznaczne z zakazem aktywności fizycznej. Warto to sobie uświadomić i w miarę swoich możliwości nie trwać w bezruchu.

Czego jeszcze nie doceniamy?

Podczas zajęć zwracamy uwagę na wewnętrzną mądrość, czyli intuicję. To się bardzo przydaje w chorobie, kiedy umiemy odczytywać, co nam mówi intuicja. Chodzi o to, żeby docenić ten rodzaj funkcjonowania człowieka, pozarozumowy.
Ale rzeczą najważniejszą, którą chcemy przekazać jest to, że wzmacniając energię wewnętrzną – radością, ruchem, skupieniem na tym, co przynosi nam satysfakcję, wzmacniamy układ odpornościowy.

Na jakim etapie leczenia są zwykle uczestnicy terapii?

Nie ma tu reguły. Rok po diagnozie, 5 lat, czasem nawet 20, ale coraz częściej zaraz po tym, jak dowiedzieli się, że mają raka.
Problemy emocjonalne pojawiają się też często, kiedy leczenie się kończy. Pacjent słyszy, że następna kontrola za 3 miesiące. Przez ostatnie pół roku żył w tygodniowym rytmie wizyt, co dawało mu poczucie bezpieczeństwa, czuł, że jest cały czas pod kontrolą, że ktoś się nim opiekuje, a teraz zostaje sam. Co ma robić?
Trudnym momentem jest także pierwszy nawrót, ponieważ nadzieja, którą sobie ktoś zbudował, przeświadczenie, że da radę, że na 100% będzie dobrze, całe to pozytywne myślenie pada. Przychodzi kryzys. Dużo większy niż w chwili diagnozy.

Terapia simontonowska jest adresowana nie tylko do chorych, ale też ich bliskich. Z czego to wynika?

Pracujemy nad tym, żeby podejście „muszę coś zrobić”, zmienić w „chcę coś zrobić”. „Muszę” bardzo napina, a to nie jest dobre.

Simonton bardzo się upierał, żeby w terapii uczestniczyły pary. Choroba dotyka przecież także otoczenie chorego, powoduje, że wszyscy się mobilizują. Trzeba przejąć czyjąś rolę, przeorganizować życie. Ludzie na ogół dobrze sobie z tym radzą. Gorzej bywa z ciężarem psychicznym, który na nich spada. I dlatego Simontonowi tak zależało, żeby przychodzili na zajęcia z chorymi.
Popatrzmy w jakiej sytuacji jest ktoś, czyj bliski choruje. Taki człowiek z reguły robi, co w jego mocy, żeby znaleźć sposób na wyleczenie, a jednocześnie doświadcza poczucia bezradności. Zdarza się, że chory mąż oczekuje od żony, by zajęła się wszystkim, tak jak zawsze się wszystkimi zajmowała w ich wspólnym życiu. Bywa, że ktoś mówi: „uratuj mnie. Proszę, uratuj mnie”. Słyszałam, że niektórzy lekarze, przekazując rodzinie informacje o stanie zdrowia pacjenta, zaznaczają, że to rodzina powinna zdecydować, co powie pacjentowi. Dokładają kolejny obowiązek.
Podczas terapii dużo mówimy na temat wymagań kierowanych do osoby wspierającej. Pracujemy nad tym, żeby podejście „muszę coś zrobić”, zmienić w „chcę coś zrobić”. „Muszę” bardzo napina, a to nie jest dobre. Współuczestnictwo w terapii osoby bliskiej ma też tę zaletę, że łatwiej jest wprowadzać w życie to, czego uczymy, metody samopomocy.

Iwona Nawara specjalista psychologii klinicznej, psychoonkolog, terapeuta, trener terapii simontonowskiej, dyrektor Centrum Psychoonkologii Unicorn

Rozmawiała Ewa Stanek-Misiąg

20.11.2019

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.

Poradnik świadomego pacjenta

  • Jak przebiega szybka ścieżka onkologiczna?
    Do skorzystania z szybkiej ścieżki (terapii) onkologicznej uprawnia karta Diagnostyki i Leczenia Onkologicznego (DiLO), zwana zieloną kartą. Założenie jest takie, że od wpisania pacjenta na listę oczekujących na konsultację specjalisty do postawienia diagnozy nie może minąć więcej niż 7 tygodni.
  • Specjaliści i skierowania
    Mój stan zdrowia się pogorszył, czy mogę się starać o przyjęcie przez specjalistę poza kolejnością? Czy można samodzielnie wybrać miejsce badań, na które skierowanie wydał lekarz specjalista?