Szanowni Państwo,

Medycyna Praktyczna wykorzystuje w swoich serwisach pliki cookies i inne pokrewne technologie. Używamy cookies w celu dostosowania naszych serwisów do Państwa potrzeb oraz do celów analitycznych i marketingowych. Korzystamy z cookies własnych oraz innych podmiotów – naszych partnerów biznesowych.

Ustawienia dotyczące cookies mogą Państwo zmienić samodzielnie, modyfikując ustawienia przeglądarki internetowej. Informacje dotyczące zmiany ustawień oraz szczegóły dotyczące wykorzystania wspomnianych technologii zawarte są w naszej Polityce Prywatności.

Korzystając z naszych serwisów bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie plików cookies i podobnych technologii, opisanych w Polityce Prywatności.

Państwa zgoda jest dobrowolna, jednak jej brak może wpłynąć na komfort korzystania z naszych serwisów. Udzieloną zgodę mogą Państwo wycofać w każdej chwili, co jednak pozostanie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania dokonanego wcześniej na podstawie tej zgody.

Klikając przycisk Potwierdzam, wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie wyżej wymienionych technologii oraz potwierdzacie, że ustawienia przeglądarki są zgodne z Państwa preferencjami.

Na rzecz dzieci

Ewa Stanek-Misiąg

Wykorzystywanie seksualne dzieci w statystykach policyjnych po 2014 roku, kiedy dokonano zmian w art. 200 Kodeksu Karnego przedstawia się następująco: w 2017 roku wszczęto 2391 postępowań i stwierdzono 1324 przestępstwa, rok wcześniej liczba wszczętych postępowań wynosiła 2289, a stwierdzonych przestępstw 1241, w 2015 było to 2187 postępowań i 1096 przestępstw.
Parlament zajmuje się obecnie nowelizacją art. 200 k.k. Prace podjęto po emisji filmu braci Sekielskich „Tylko nie mów nikomu”, w którym wypowiadają się ofiary księży katolickich.

Ewa Stanek-Misiąg: Temat wykorzystywania seksualnego dzieci budzi tak wiele emocji, że zaczęłabym od pytania o nie, bo mam wrażenie, że złość i gniew nie są tu dobrymi doradcami?


dr Monika Zielona-Jenek, fot. arch. własne

dr Monika Zielona-Jenek: Działania na rzecz dziecka czy na poziomie systemowym, czy indywidualnym, powinny być poprzedzone refleksją: co jest do zrobienia i w jakiej kondycji jestem ja, jako osoba mogąca działać w tej sprawie. Warto najpierw zatrzymać się nad tym, co ma się we własnej głowie – jakie myśli, jakie przekonania i we własnym sercu – jakie uczucia. Lęk, oburzenie, wściekłość, pragnienie, by „zrobić z tym porządek” nie mogą przesłonić dobra i potrzeb dziecka.




Jak rozpoznać, że dziecko zostało albo jest wykorzystane seksualnie?

Sygnałami mogą być urazy ciała dziecka, w tym genitaliów, odbytu, ust, wynikłe z działań sprawcy. Mogą nimi być zaburzenia psychosomatyczne, na przykład wtórne moczenie, kłopoty ze snem, z jedzeniem, niespecyficzne bóle głowy, brzucha, miednicy, u starszych dziewczynek zakłócenia miesiączkowania. Ta grupa trudności występuje z powodu stresu, z jakim zmaga się dziecko.
Oprócz tego mogą się pojawić różne zakłócenia emocjonalne i poznawcze. Dziecko może przeżywać lęk, żal i wstyd, może mieć trudności z koncentracją, gorzej zapamiętywać, co wtórnie – gdy chodzi do szkoły – przekłada się na kłopoty z nauką. Dziecko może być „nieobecne” lub „rozbite”, choć wcześniej potrafiło organizować sobie czas, zabawę, obowiązki.
Może wytworzyć negatywne przekonanie na temat siebie, świata, innych ludzi w ogóle albo jakiejś grupy osób. Wówczas może okazywać niechęć wobec wybranych osób, wyrażać przekonanie, że „wszyscy mężczyźni to...”, „wszyscy księża...”, „wszyscy nauczyciele...”.

Dziecko funkcjonuje w instytucjach – w żłobku, przedszkolu, szkole, klubie sportowym. Dorosły, kiedy widzi krzywdzenie dziecka lub gdy widzi niekorzystne zmiany w jego zachowaniu powinien uruchomić działania.

Bywa, że dzieci zmieniają swoje zachowanie w relacjach z innymi ludźmi, izolują się lub przeciwnie, przekraczają granice innych. Bywa, że prezentują pozanormatywne zachowania seksualne, są nimi zaabsorbowane lub przymuszają do udziału w nich młodsze dzieci albo te bardziej bezwolne.
Trzeba przy tym pamiętać, że żadne konsekwencje wykorzystania, poza ciążą, nie mogą być traktowane jako specyficzne symptomy. Mam na myśli to, że jeśli się pojawią, to mamy jasność, że ich powodem jest wykorzystanie, a jeśli się nie pojawią, to znaczy, że wykorzystania nie było. Ponadto, dopóki dziecko w swoim zachowaniu albo w skardze nie wyrazi tego, co je spotkało, dopóty możemy nie wiedzieć co się z nim dzieje. Nasze wnioskowanie o przyczynach trudności dziecka wymaga drobiazgowej diagnozy.

Mówi pani o zaabsorbowaniu seksualnością. Dlaczego tak się dzieje? Jaki mechanizm tu działa?

Wykorzystanie seksualne jest czynnikiem ryzyka zaburzenia rozwoju dziecka. Sprawca wykorzystania, przekraczając granice seksualne dziecka może powodować jego dyskomfort lub cierpienie. Kontakt seksualny z osobą dorosłą może być dla dziecka jednak także w jakiejś części przyjemny, choć przy tym dziwny, niezrozumiały, wstrętny lub budzący lęk. Może w ten sposób zakłócać orientację w normach seksualnych: co się mieści, a co nie w relacji dorosły–dziecko. Tak jest zwłaszcza wtedy, kiedy sprawca to osoba, która dzieckiem się opiekuje i która je wychowuje: rodzic, wychowawca, opiekun.

Badania pokazują, że w polskich domach raczej nie rozmawia się z dziećmi na „te tematy”, biorąc to pod uwagę trudno mi wyobrazić sobie rozmowy o krzywdzie, która mogła spotkać dziecko.

My, dorośli, sami miewamy trudności w rozmowach o seksualności. Posługujemy się w nich metaforami, aluzjami, niedopowiedzeniami. Niby „wszyscy wiedzą o co chodzi”, ale jednak to mało precyzyjna komunikacja.
Dziecku – z czym spotykam się w pracy zawodowej często – trudno jest opisać doświadczenia seksualne, brakuje mu słów. I nie chodzi tu tylko o to, że młodsze dzieci mają mniejszy zasób słownictwa. Z zagadnieniami seksualnymi jest szczególnie trudno. Choć wielu dorosłych podejmuje próby uczenia dzieci jak mówić o seksualności, o ciele, zachowaniach, przeżyciach, to jednak wciąż mamy tu bardzo dużo do zrobienia. Wiele dzieci rozpoczyna tę naukę w formie nieodpowiedniej lub za późno, niektóre – wcale. To bardzo utrudnia działanie.

Profesjonaliści mają sposoby na pokonanie tej bariery: rekwizyty typu miś, rysowanie. Może rodzice powinni się wzorować?

Są różne metody, które pomagają się porozumieć z dzieckiem. Gdy pracujemy z dziećmi w gabinecie lub gdy jako biegli towarzyszymy sądowi w przesłuchaniu dziecka, korzystamy z rysowania, zabawy. Myślę przy tej okazji, że warto się zastanowić, kto w ogóle z dzieckiem powinien takie rozmowy przeprowadzać.

Sugeruje pani, że niekoniecznie mama lub tata?

Miejmy świadomość, że dziecko ujawniając doświadczenia wykorzystania seksualnego ma opowiedzieć o czymś, co budzi w nim trudne lub mieszane uczucia. Może zdarzenia nie rozumieć. Tym trudniej jest opisać je dorosłemu rozmówcy. To sytuacja, gdy my sami, używając nieprecyzyjnych czy chybionych określeń, możemy dodatkowo zakłócić porozumienie z dzieckiem i ujawnienie wykorzystania. Istnieje ryzyko, że dziecko zacznie posługiwać się słowami, które niekoniecznie będą odpowiadać temu, co je spotkało. Trzeba być bardzo uważnym i zanim ewentualnie rozpocznie się taką rozmowę, dobrze wszystko przemyśleć. Zebrać to, co budzi nasze podejrzenia i niepokój. Rozważyć przed rozmową z dzieckiem konsultację ze specjalistą.

Dopytuję o rozmowy rodziców z dziećmi, ale przecież często ofiary wykorzystywania pochodzą z domów, w których dzieciom nie poświęca się dość uwagi. Wtedy cała nadzieja w innych dorosłych.

Wokół dzieci są nie tylko rodzice, ale też przyjaciele i znajomi domu. Dziecko funkcjonuje w instytucjach – w żłobku, przedszkolu, szkole, klubie sportowym. Dorosły, kiedy widzi krzywdzenie dziecka lub gdy widzi niekorzystne zmiany w jego zachowaniu powinien uruchomić działania. Mówię w tym miejscu nie tylko o działaniach w sytuacji wykorzystania seksualnego, ale także o innych formach krzywdzenia. Takich, które powodować mogą problemowe zachowania dziecka, jego „niegrzeczność” lub nadmierną „przymilność”. To mogą być czynniki ryzyka dla wykorzystania seksualnego dziecka, które na przykład ze względu na niezaspokojenie jego potrzeb uwagi czy miłości łatwiej może ulec manipulacji. Pamiętać trzeba, że dzieci nie funkcjonują w społecznej próżni. Gdy w ich domach dzieje się coś niedobrego, dookoła są jeszcze inni dorośli, którzy mogą działać.

Jak się zachować, kiedy przychodzi do nas nasze dziecko z informacją, że jego koledze czy koleżance zdarzyło się albo nawet dzieje się coś okropnego?

Pozostać w roli osoby dorosłej. Pochwalić za wrażliwość i troskę wobec rówieśnika, podziękować za zaufanie. A potem jasno zasygnalizować, że ochrona dzieci to zadanie dorosłych. Wyjaśnianie podejrzenia, czy pomoc dziecku krzywdzonemu to sprawy, które przerastają kompetencje dzieci. Dlatego możemy powiedzieć: „to dobrze, że zatroszczyłeś się o kolegę, dobrze jest troszczyć się o siebie nawzajem. Dalej już ja będę działać”.

Skuteczna ochrona dziecka przed sprawcą pozwala przerwać krzywdzenie, a udzielenie dziecku wsparcia – pomóc uporać się z doświadczeniem. Interwencja może przyczynić się zatem do złagodzenia negatywnych konsekwencji.

Skuteczna interwencja w takich sytuacjach ma największą szansę powodzenia, kiedy jest zespołowa. Mamy do tego w Polsce bardzo dobre narzędzie zapisane w ustawie o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. W ramach zespołów interdyscyplinarnych instytucje opieki społecznej, szkoły, policja, lekarze rodzinni mogą działać wspólnie, dzieląc zadania i weryfikując ich efekty. Mówiłam o tym, jak niespecyficzne są konsekwencje wykorzystania seksualnego dziecka. To mogą być niejasne sygnały – dziecko zaczyna gorzej funkcjonować w szkole, rzadziej pojawia się na treningach, a tam zaczyna źle reagować na kontakt fizyczny, od czasu do czasu ucieka z domu. Te niejasne – gdy są pojedyncze – sygnały, dzięki współpracy pracownika socjalnego, dzielnicowego, lekarza, szkolnego psychologa być może pozwolą zbudować pełniejszy obraz jego sytuacji. I trafniej zaplanować interwencję.

Gdybyśmy mieli się wczuć w sytuację dziecka, które mówi, że coś złego mu się dzieje i któremu nikt nie pomaga, nie rozumie jego komunikatu. Co czuje takie dziecko?

Przede wszystkim bezradność. Być może też zawód, poczucie zdradzenia przez osoby, którym ufało.
Nie jest jednak tak, że doświadczenie wykorzystania seksualnego wymazuje wszystkie wcześniejsze dobre doświadczenia życiowe. Dziecko przecież pozostaje tym samym Marcinem czy Agatą, którzy mogli doświadczyć wcześniej bezpiecznych, troskliwych relacji z rodzicami, dalszą rodziną, nauczycielami, znajomymi. One nie muszą zostać unieważnione.
Chciałabym być dobrze zrozumiana. Doświadczenie wykorzystania seksualnego jest zawsze niekorzystne dla dziecka i niesie ryzyko zakłócenia jego rozwoju. Pamiętać jednak przy tym należy, że pod pojęciem „wykorzystanie seksualne” mieści się bardzo wiele różnych zdarzeń, które przytrafiają się zróżnicowanym dzieciom. Niektóre dzieci zmagają się z wieloma długoterminowymi negatywnymi następstwami krzywdzenia. Badania pokazują jednak, że u części dzieci nie dochodzi do widocznego zakłócenia funkcjonowania. Można zatem powiedzieć, że doświadczenie wykorzystania nie musi oznaczać nieodzownie czarnego scenariusza dla dalszego życia.

Bardzo bym nie chciała, żeby ktoś się poczuł w tym momencie zwolniony z działań.

Te dane nie powinny zwalniać nikogo z odpowiedzialności za działanie na rzecz dzieci. Tym bardziej, że skuteczna ochrona dziecka przed sprawcą pozwala przerwać krzywdzenie, a udzielenie dziecku wsparcia – pomóc uporać się z doświadczeniem. Interwencja może przyczynić się zatem do złagodzenia negatywnych konsekwencji. Interweniować trzeba jednak w sposób rozważny. Tak, by nasze działanie przyczyniło się do ochrony dziecka i zaspokoiło jego potrzeby w sytuacji skrzywdzenia, nie zaś naszą potrzebę zrobienia „czegoś” z własnym lękiem, czy oburzeniem.

dr Monika Zielona-Jenek, psycholog, seksuolog kliniczny. Pracuje w Instytucie Psychologii Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu. Autorka książki „Przesłuchanie małoletnich świadków”, WN PWN. Współautorka, z Aleksandrą Chodecką, książki „Jestem dziewczynką, jestem chłopcem. Jak wspomagać rozwój seksualny dziecka”, GWP.

29.05.2019
Zobacz także

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.

Na co choruje system ochrony zdrowia

  • Pięć minut dla pacjenta
    Lekarze rodzinni mają na zbadanie jednego pacjenta średnio po kilka minut. Taka sytuacja rodzi frustracje po obu stronach – wśród chorych, bo chcieliby więcej uwagi, oraz wśród lekarzy, bo nie mogą jej pacjentom poświęcić.
  • Dlaczego pacjenci muszą czekać w kolejkach?
    Narodowy Fundusz Zdrowia wydaje rocznie na leczenie pacjentów ponad 60 mld zł. Ale ani te pieniądze, ani rozwiązania wprowadzane przez Ministerstwo Zdrowia – tzw. pakiet onkologiczny i pakiet kolejkowy – nie zmienią sytuacji. Dlaczego?