Dzieci są bardziej wrażliwe na zanieczyszczenia

Jerzy Dziekoński
Kurier MP

Obserwacje długoterminowe potwierdzają, że dzieci, które dorastały w środowiskach zanieczyszczonych, nie osiągają podobnego poziomu wskaźników czynności płuc, jak dzieci, które wychowały się w czystym środowisku – wyjaśnia prof. Henryk Mazurek, kierownik Kliniki Pneumonologii i Mukowiscydozy Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc, Oddziału Terenowego w Rabce-Zdroju.

Prof. Henryk Mazurek. Fot. Wojciech Latawiec / MP

  • Pojawia się mechanizm błędnego koła – zanieczyszczenia prowadzą do stresu oksydacyjnego i dalej do stanu zapalnego i zaburzenia funkcji rzęsek, a to z kolei sprawia, że mniej skutecznie wymiatają one zanieczyszczenia i dochodzi do większej dysfunkcji, stresu oksydacyjnego i nasilenia stanu zapalnego...
  • Małe dzieci mają wąskie drogi oddechowe, zanieczyszczenia łatwiej się tam zatrzymują, a ich bariera nabłonkowa jest bardziej przepuszczalna
  • Jeśli rozwój płuc zostanie wyhamowany w wieku rozwojowym, to u osoby dorosłej będzie to stanowić czynnik ryzyka POChP
  • Ekspozycja od okresu prenatalnego po całe dzieciństwo „przesuwa w dół” krzywą wzrostu czynności płuc narażonych dzieci
  • Czynnikami determinującymi ekspozycję na zanieczyszczenia związane z ruchem drogowym są głównie: bliskość trasy i natężenie ruchu
  • U ciężarnych narażonych na tlenki azotu dochodzi do zaburzeń krążenia łożyskowego, co prowadzi do zahamowania wzrastania wewnątrzłonowego
  • Wśród dzieci ze stwierdzoną astmą mieszkanie lub uczęszczanie do szkoły w pobliżu głównych dróg wiąże się z częstszymi objawami, większym zużyciem leków doraźnych i większymym ryzykiem zaostrzeń wymagających wizyty na SOR lub hospitalizacji
  • Zaburzony klirens śluzowo-rzęskowy powoduje dłuższe zaleganie wirusów i bakterii
  • Ryzyko utrwalonego uszkodzenia układu oddechowego w przypadku poprawy jakości powietrza spada
  • Im więcej drzew i krzewów, tym lepiej, bo zatrzymują na swoich liściach dużo pyłów i pomagają w eliminacji zanieczyszczeń gazowych

Jerzy Dziekoński: Jakie mechanizmy biologiczne sprawiają, że dzieci mieszkające blisko ruchliwych dróg są bardziej narażone na rozwój astmy i przewlekłych chorób układu oddechowego?

Prof. Henryk Mazurek: Publikacje pokazują, że niestety zanieczyszczenia powietrza nie są obojętne dla zdrowia. Sądzę, że wszyscy doskonale rozumiemy efekt nagłego narażenia. Ma pan kominek w domu?

Mam kozę w domku letniskowym na wsi.

To zapewne doświadczył pan po długim okresie nieużywania pieca tzw. cofki. Przewód kominowy jest zimny, pan chce rozpalić i dym zamiast iść w górę, zaczyna wydostawać się do pomieszczenia. I oto co się dzieje: czujemy dyskomfort, podrażnienie nosa, spojówek, zaczynamy kaszleć. Podrażnienie to efekt nagłego narażenia na zanieczyszczenie i dotyczy wszelkich zanieczyszczeń, które wdychamy, a zwłaszcza pyłów. Konsekwencje narażenia na duże stężenia są zwykle krótkotrwałe i najłatwiejsze do zauważenia, a najczęściej ustępują po zaprzestaniu ekspozycji. Natomiast znacznie groźniejsza jest ekspozycja długotrwała albo powtarzalna. Jeśli chodzi o stężenia, może być nawet mniej intensywna. I tu możemy zauważyć jak mechanizmy fizjologiczne i patofizjologiczne wiążą się z odpowiedzią organizmu na zanieczyszczenie powietrza. Nos jest filtrem; powinien filtrować te największe cząstki, natomiast te drobniejsze wnikają głębiej. W związku z tym pierwsze objawy pojawiają się ze strony nosa i górnych dróg oddechowych, a dopiero później zauważalne są dolegliwości z dolnych dróg oddechowych.

W miejscach o dużym ruchu drogowym narażeni jesteśmy na dużą emisję spalin, zawierających tlenki azotu, tlenki węgla i węglowodory, z których pod wpływem promieniowania ultrafioletowego powstaje ozon (smog typu Los Angeles). Typowymi składnikami są tu więc głównie zanieczyszczenia gazowe (głównie tlenki azotu i ozon), drobne pyły oraz węglowodory (lotne lub zaabsorbowane powierzchni pyłów), określane w piśmiennictwie jako tzw. TRAP (traffic-related air pollutants). Powodują one zaburzenia funkcjonowania struktur nabłonka i prowadzą do tzw. stresu oksydacyjnego. Jest to następstwem bezpośredniego generowania reaktywnych form tlenu i zaburzenia funkcji mitochondriów przez zanieczyszczenia, a kończy się stanem zapalnym śluzówki. I dalej, jedną z konsekwencji stanu zapalnego jest zaburzenie funkcjonowania klirensu śluzowo-rzęskowego, co otwiera drogę dla patogenów, zwłaszcza bakteryjnych. Pojawia się zatem mechanizm błędnego koła – zanieczyszczenia prowadzą do stresu oksydacyjnego i dalej do stanu zapalnego i zaburzenia funkcji rzęsek, a to z kolei sprawia, że mniej skutecznie wymiatają one zanieczyszczenia i dochodzi do większej dysfunkcji, stresu oksydacyjnego i nasilenia stanu zapalnego. I tak dalej. Infekcje pojawiają się wtórnie i są skutkiem zaburzonego oczyszczania dolnych dróg oddechowych. Składniki bioaerozolu, czyli również wirusy i bakterie mają ułatwione funkcjonowanie, bo dłużej zalegają na powierzchni błon śluzowych i łatwiej się mogą tam zagnieżdżać. Ponadto konsekwencją stanu zapalnego jest zwiększona ilość wydzieliny, często pojawia się nadreaktywność oskrzeli i dochodzi do zaburzeń funkcjonowania odporności miejscowej, bo nabłonek nie funkcjonuje tak jak powinien. Ponadto na dłuższą metę dochodzi do zaburzenia metylacji genów, zwłaszcza przy narażeniu na węglowodory aromatyczne. Przyjmuje się także, że wraz z zanieczyszczeniami łatwiej dostają się również alergeny, co sprzyja odpowiedzi typu Th2, zwiększa wytwarzanie IgE i promuje rozwój fenotypu alergicznego u predysponowanych genetycznie dzieci.

Trzeba zwrócić uwagę jeszcze na jeden element – są grupy osób, dla których ekspozycja na zanieczyszczenia jest szczególnie groźna, bo są one szczególnie wrażliwe. W związku z tym konsekwencje narażenia na zanieczyszczenia mogą być o wiele bardziej poważne niż w populacji ogólnej.

O jakich osobach mówimy?

Przede wszystkim o dzieciach. Ich organizmy są w trakcie rozwoju – rozwija się także układ oddechowy. Małe dzieci mają wąskie drogi oddechowe, więc zanieczyszczenia łatwiej się tam zatrzymują. Poza tym, w przeliczeniu na kilogram masy ciała, dzieci mają większą wentylację niż dorośli, czyli potrzebują przewentylować przez swój organizm więcej powietrza. Logiczne jest zatem to, że przyjmują więcej zanieczyszczeń. W dodatku ich bariera nabłonkowa jest bardziej przepuszczalna, w związku z tym zanieczyszczenia łatwiej wnikają głębiej. Znaczenie ma nawet tak drobna rzecz jak niski wzrost: na ulicy twarze i nosy dzieci są bliżej rur wydechowych, więc są eksponowane za zanieczyszczenia w stężeniu większym niż osoby dorosłe.

Drogi oddechowe stopniowo zwiększają swoje rozmiary, a miąższ płuc rozwija się nawet do ósmego roku życia, dochodzi do zwiększania liczby pęcherzyków. Jeśli w tym obszarze toczy się proces zapalny, to może to zaburzyć proces wzrastania dróg oddechowych i rozwoju miąższu płucnego. To jest ta konsekwencja długofalowa. Jeżeli stan zapalny utrzymuje się, może doprowadzić do tzw. remodelingu, czyli przebudowy ścian oskrzeli (pogrubienie mięśniówki, włóknienie), co przekłada się na zaburzenie prawidłowego wzrastania i dojrzewania układu oddechowego. Sprzyja to zwiększonej chorobowości, czyli częstszemu i bardziej nasilonemu występowaniu chorób dróg oddechowych. Mówimy przede wszystkim o astmie i o podatności na zapalenie oskrzeli. Ale nie tylko, bo na dłuższą metę, jeśli rozwój płuc zostanie wyhamowany w wieku rozwojowym, to u osoby dorosłej będzie to stanowić czynnik ryzyka przewlekłej obturacyjnej choroby płuc (POChP).

Inne grupy o zwiększonej wrażliwości to ciężarne i ich przyszłe potomstwo oraz osoby starsze lub z różnego rodzaju przewlekłymi chorobami, przede wszystkim układu oddechowego: POChP, astmą, z alergiami.

Czy ekspozycja na zanieczyszczenia komunikacyjne (PM2.5, NO₂, ozon) może prowadzić do trwałego upośledzenia czynności płuc u dzieci?

Tak, obserwacje długoterminowe potwierdzają, że dzieci, które dorastały w środowiskach zanieczyszczonych, nie osiągają podobnego poziomu wskaźników czynności płuc, jak dzieci, które wychowały się w czystym środowisku. Długotrwała ekspozycja na NO₂ i PM2.5 wiąże się z wolniejszym przyrostem funkcji płuc i mniejszymi ostatecznymi wartościami FEV₁ i FVC, co zwiększa ryzyko utrwalonych ograniczeń wentylacyjnych w dorosłości. Potwierdzają to publikacje z różnych części świata, np. ze Szwecji (kohorta BAMSE), Rzymu czy Kalifornii. Dzieci, które były narażone na zanieczyszczenia pyłowe (zwłaszcza PM2,5) lub tlenki azotu, miały mniejsze wartości wskaźników spirometrycznych (FEV1, MMEF), a to z kolei ma swoje konsekwencje w częstości występowania i w ciężkości przebiegu chorób układu oddechowego.

Przeglądy i metaanalizy dotyczące zanieczyszczeń związanych z ruchem drogowym potwierdzają, że ekspozycja od okresu prenatalnego po całe dzieciństwo „przesuwa w dół” krzywą wzrostu czynności płuc narażonych dzieci. Tak więc wykazywano w wielu badaniach, że narażenie na TRAP, czego wykładnikiem może być mała odległość miejsca zamieszkania od ruchliwej drogi, wiąże się z mniejszymi docelowymi wartościami wskaźników czynnościowych układu oddechowego w odniesieniu do osób, które mieszkają w czystym powietrzu, cytując tytuł filmu: daleko od szosy.

A jak już powiedziałem, dzieci są wrażliwsze na zanieczyszczenia, bo są w okresie intensywnego rozwoju.

A czy prowadzone badania dotyczą także dużych szlaków komunikacyjnych, które są zlokalizowane poza aglomeracjami, poza miastami?

Tak, ale samo mieszkanie w dużym mieście nie jest jeszcze bezpośrednim wykładnikiem narażenia na zanieczyszczone powietrze. Z drugiej strony, to właśnie szlaki komunikacyjne generują dużo zanieczyszczeń związanych z zawartością tlenków azotu, ozonu, czyli głównych składowych gazowych spalin samochodowych. Ale nie tylko, ponieważ ruch kołowy generuje również pyły, unosi cząsteczki kurzu, ścierających się opon, czy klocków hamulcowych. Czynnikami determinującymi ekspozycję na zanieczyszczenia związane z ruchem drogowym są głównie: bliskość trasy i natężenie ruchu. Można także zwrócić uwagę na takie elementy dodatkowe jak szybkość przemieszczania się pojazdów albo tendencję do korkowania się ruchu. Owszem, współczesne samochody mają funkcję start/stop, ale jednak jeśli stoją w korku najczęściej dalej dymią. Zatem, w aspekcie zanieczyszczeń związanych z ruchem, od tego, czy mieszkamy w mieście, czy poza miastem, ważniejsze jest natężenie ruchu w pobliżu miejsca zamieszkania czy miejsca edukacji dzieci. Sugeruje to, że korytarze komunikacyjne w regionach mniej zanieczyszczonych nadal mogą tworzyć mikrośrodowiska wysokiego ryzyka.

Moja córka mieszkała przez dwa lata w Ottawie, liczącej ponad milion mieszkańców. Pod względem rozmiarów jest to ogromne miasto – żeby przejechać z jednego końca na drugi trzeba pokonać 50 km. Ale jest to miasto bardzo zielone, czyli sama wielkość miasta nie jest w tym wypadku czynnikiem determinującym, tylko bliskość trasy i charakter ruchu. I jeszcze kierunek wiatru, który wieje głównie od zachodu. Co ciekawe, wschodnie części miast wiążą się zwykle z większą pauperyzacją i z większym zanieczyszczeniem powietrza, co ma związek z dominującym kierunkiem wiatru determinującym lokalizacje zakładów przemysłowych. Zatem to, czy ktoś mieszka na wschód lub zachód od autostrady również ma znaczenie.

Są prace, w których pojawia się próba określenia bezpiecznej odległości od autostrady, ale dotyczą one głównie Stanów Zjednoczonych. Wskazywana bezpieczna odległość to dwie mile, czyli ponad trzy kilometry. W warunkach polskich taki warunek jest trudny do spełnienia. Może nasze autostrady nie są tak obciążone autami jak amerykańskie, ale wydaje mi się, że jeśli chodzi o bazę samochodową, nie jesteśmy pod tym kątem znacząco ubożsi.

Podobno w Warszawie mamy między 800 a 950 samochodów na 1000 mieszkańców.

Niestety, w wielu rodzinach jest więcej samochodów niż ludzi.

Czy ekspozycja na zanieczyszczenia komunikacyjne w okresie prenatalnym i wczesnodziecięcym zwiększa ryzyko rozwoju chorób alergicznych i astmy?

Tak, mamy na to dowody. Opublikowany przed kilku laty przegląd systematyczny wykazał, że narażenie ciężarnych i małych dzieci na pyły zawieszone i tlenki azotu, będące głównie markerami zanieczyszczeń komunikacyjnych, było konsekwentnie związane ze zwiększonym ryzykiem rozwoju astmy u potomstwa. Podobne wyniki uzyskano w prospektywnej kohorcie z Chin, gdzie narażenie na mieszaninę zanieczyszczeń w ciąży i pierwszych 2 latach życia (określane jako „pierwsze 1000 dni życia”) zwiększało ryzyko astmy/świszczącego oddechu. Szacunki z różnych publikacji pokazują, że ryzyko astmy wczesnodziecięcej rośnie u dzieci kobiet narażonych na zanieczyszczenie powietrza średnio o 20%. Co prawda, astma wczesnodziecięca jest chorobą słabo zdefiniowaną, ale wiemy, że na zachorowanie mogą nakładać się dwie komponenty związane z zanieczyszczeniem powietrza – z jednej strony zaburzony rozwój dróg oddechowych, a z drugiej zwiększone ryzyko rozwoju alergii. U ciężarnych narażonych na tlenki azotu dochodzi do zaburzeń krążenia łożyskowego, co prowadzi do zahamowania wzrastania wewnątrzłonowego i mniejszej masy ciała noworodków. Wąskie, słabiej rozwinięte drogi oddechowe są bardziej podatne na wystąpienie obturacji spowodowanej – w sytuacji rozwinięcia stanu zapalnego – obrzękiem i nadmiarem wydzieliny.

W metaanalizach kohort urodzeniowych u narażonych na zanieczyszczenia związane z ruchem wykazano też zwiększone ryzyko atopowego zapalenia skóry, alergicznego nieżytu nosa i uczulenia na alergeny wziewne, choć wyniki były bardziej zróżnicowane niż dla samej astmy. Warto przy tym dodać, że opublikowano prace, które wskazywały na II trymestr ciąży jako okres narażenia na zanieczyszczenia powietrza najbardziej związany z ryzykiem rozwoju astmy. Wiele oczywiście zależy też od tego, czy dzieci będą później rozwijać się w czystym, czy w zanieczyszczonym środowisku.

Jakie są najczęstsze objawy ze strony górnych dróg oddechowych obserwowane u dzieci mieszkających w pobliżu dróg?

Objawy są przede wszystkim nieswoiste, wynikające z podrażnienia i stanów zapalnych. Nie ma objawów, które można uznać jednoznacznie za konsekwencję zanieczyszczenia powietrza. Nie możemy stwierdzić: masz objaw X, ponieważ przebywasz w zanieczyszczonym środowisku. Z objawów nieswoich są to przewlekłe nieżyty nosa, które bardzo często ulegają powikłaniom. U małych dzieci będzie to tendencja do przewlekłych i nawrotowych zapaleń ucha środkowego. U dzieci starszych – do zapalenia zatok. Poza tym ból i stany zapalne gardła, no i wreszcie kaszel. Objawy te występują u narażonych dzieci o około 15–30% częściej niż w populacji ogólnej, często jako wczesny marker podrażnienia przez NO₂ i ozon. Są w pewnym stopniu konsekwencją nieżytów nosa, które „wymuszają” oddychanie przez usta, narażając dolne drogi oddechowe na działanie nieoczyszczonego, nienawilżonego zimnego powietrza. Kaszel ma tendencję do przewlekania się, czy wręcz wiąże się z częstym rozwojem zapalenia oskrzeli. Trzeba też podkreślić konsekwencje długofalowe – epizody astmy, czy zaostrzenia astmy.

Jak bliskość głównych dróg wpływa na częstość i ciężkość objawów astmy i świszczący oddech?

Wśród dzieci ze stwierdzoną astmą mieszkanie lub uczęszczanie do szkoły w pobliżu głównych dróg wiąże się z częstszymi objawami (świszczący oddech, kaszel, duszność), większym zużyciem leków doraźnych i większym ryzykiem zaostrzeń wymagających wizyty na SOR lub hospitalizacji. U dzieci z astmą potwierdzono, że wzrost stężeń NO₂ i wskaźników TRAP w pobliżu domu lub szkoły koreluje ze spadkiem FEV₁, większą zmiennością dobową PEF oraz nasileniem świszczącego oddechu i kaszlu w kolejnych dniach.

Badania dzieci z rejonu Los Angeles, narażonych przewlekłe na ozon i inne składowe spalin (TRAP), wykazały, że wiązało się to z 3–4-krotnie większym ryzykiem wystąpienia alergii i astmy. Podobnie, brytyjskie badanie z 2014 r. wykazało, że większa gęstość dróg w promieniu 50–75 m od domu była związana ze wzrostem ryzyka uczulenia (SPT+, IgE) i alergicznego nieżytu nosa u dzieci wysokiego ryzyka. Również badania grupy niemal 5 tysięcy dzieci mieszkających w dużych miastach francuskich wykazały związek występowania astmy z narażeniem na tlenki azotu, ale także na benzen lub ditlenek siarki.

Jest więc sporo publikacji na ten temat, które potwierdzają dość zgodnie, że bliskość głównych dróg (a w konsekwencji wysokie TRAP: NO₂/NOₓ, PM₂,₅, sadza) zwiększa zarówno częstość występowania świszczącego oddechu i astmy u dzieci, jak i ciężkość objawów oraz ryzyko zaostrzeń. Dzieci mieszkające w odległości poniżej 100 m od głównych dróg mają o co najmniej kilkanaście procent większe ryzyko rozpoznania astmy i nawracającego świszczącego oddechu w porównaniu z dziećmi mieszkającymi ponad 300 m od takich tras.

Pewne jest natomiast to, że im odległość mniejsza, tym częstsze występowanie objawów ze strony układu oddechowego, jak również większe zużycie leków przeciwastmatycznych i leków objawowych stosowanych w przypadku zakażeń dróg oddechowych.

A czy podobne odniesienie obserwuje się w przypadku infekcji dróg oddechowych? Czy zachodzą podobne relacje?

Zanieczyszczenie powietrza powoduje zaburzenie odporności miejscowej układu oddechowego, bo wpływa na skuteczność ich oczyszczania, a to sprzyja powstawaniu stanów zapalnych, co z kolei upośledza skuteczność mechanizmów immunologicznych. Zaburzony klirens śluzowo-rzęskowy powoduje dłuższe zaleganie wirusów i bakterii, stwarzając im sprzyjające warunki do wywołania zakażenie dolnych dróg oddechowych. Ma to swoje potwierdzenie w badaniach epidemiologicznych, wskazujących, że bliskość głównych dróg zwiększa u dzieci częstość objawów „nieżytowych”, takich jak przewlekły kaszel, odksztuszanie plwociny czy świszczący oddech. Objawy te są jednak nieswoiste i różnicowanie efektów podrażnienia, infekcji i alergii wcale nie jest oczywiste, zwłaszcza w badaniach ankietowych.

Są też prace, które sugerują, że może spadać częstość infekcji w grupach, które przeprowadziły się do środowiska czystszego, ale większe znaczenie prawdopodobnie odgrywa tu jakość powietrza wewnątrz pomieszczeń.

Czy astma bądź atopia w wywiadzie rodzinnym sprawia, że dzieci są szczególnie podatne na negatywny wpływ mieszkania przy ruchliwej drodze?

Tak, między innymi badanie przeszło dwutysięcznej francuskiej kohorty PARIS potwierdziło większą podatność dzieci rodziców z chorobami alergicznymi na niekorzystne skutki wczesnej ekspozycji na TRAP i tlenki azotu: w wieku 4 lat ryzyko występowania świszczącego oddechu było u nich o niemal 30% większe niż u dzieci z rodzin bez obciążenia alergią.

Na początku rozmowy wspomniałem o grupach, które cechuje zwiększona wrażliwość na zanieczyszczenie powietrza. Można więc do nich dodać jeszcze dzieci pochodzące z rodzin obciążonych chorobami alergicznymi, bo one mają zwiększone ryzyko takich chorób. Rodzicielska atopia działa więc jako modyfikator efektu, zwiększając podatność na TRAP.

Potwierdza to, że choroba alergiczna jest czynnikiem powodującym zwiększoną wrażliwość i podatność na skutki ekspozycji. Wyobraźmy sobie kogoś z całkowicie zdrowymi drogami oddechowymi, kto przyjeżdża na pewien okres do miasta z dużym poziomem zanieczyszczenia powietrza. Tolerancja na zanieczyszczenia u takiej osoby będzie na pewno większa, niż u kogoś, kto już choruje i w związku z tym ma tlący się stan zapalny błony śluzowej i nadreaktywność oskrzeli. Siłą rzeczy osoba chora będzie intensywniej reagować na zanieczyszczenia.

Czy mamy dowody na to, że przeprowadzka z zanieczyszczonego do czystego środowiska może wpłynąć na poprawę i ustąpienie przewlekłych chorób układu oddechowego?

Tak, dostępne są wyniki badań kohortowych (np. szwedzkich), które pokazują, że rozwój dziecka spowolniony z powodu zanieczyszczeń powietrza może wracać do prawidłowego tempa po zmniejszeniu narażenia, zmniejszając o 20% ryzyko trwałego pogorszenia wydolności oddechowej w wieku dorosłym. Na szczęście wydaje się więc, że efekt zahamowania rozwoju nie jest utrwalony. Podobnie jak w przypadku palenia tytoniu – jeśli pacjent rzuci palenie papierosów, ryzyko zachorowania na POChP i inne choroby dróg oddechowych pozostanie większe niż u osoby niepalącej, ale dalej przebiega równolegle. Tak samo są dowody na to, że poprawa jakości powietrza wiąże się z poprawą kontroli astmy, czy ze zmniejszonym ryzykiem hospitalizacji w stosunku do okresu, kiedy te osoby mieszkały w środowisku zanieczyszczonym. Jeśli chodzi o tę drugą kwestię, to prowadzenie badań analizujących efekty redukcji zanieczyszczeń jest trudniejsze, bo poprawa jakości powietrza nigdy nie następuje skokowo. Jest to proces stopniowy. Po kilku czy nawet kilkunastu latach nie mamy już do czynienia z populacją wyjściową. Na tym samym terenie mamy już inne dzieci, a biorąc pod uwagę choćby zjawisko akceleracji, czyli przyspieszonego wzrastania i dojrzewania pomiędzy pokoleniami, mamy inne zmienne. Trzeba to brać pod uwagę i zachować pewną ostrożność w interpretacji badań. Niemniej jednak są prace, które wskazują, że ryzyko utrwalonego uszkodzenia układu oddechowego w przypadku poprawy jakości powietrza spada.

Wspominał Pan o dwóch milach – czy są zalecenia dotyczące minimalnej bezpiecznej odległości od dróg?

Można coś takiego znaleźć. Jak już mówiłem, pierwszą taką bezpieczną granicą, o której należy powiedzieć jest odległość 2 mil. Im bliżej autostrady, tym gorzej. Zanieczyszczenia rozcieńczają się w sposób ciągły, z kwadratem odległości. W związku z tym, mówi się, że najgorszy obszar znajduje się w odległości do 100 metrów od drogi. Przyjmuje się więc, że dzieci z astmą powinny mieszkać w odległości co najmniej kilkuset metrów od ruchliwej drogi. Najczęściej mówi się o minimalnej odległości 150–200 m, po przekroczeniu której efekt rozcieńczenia zanieczyszczeń zaczyna być uchwytny. Dzieci mieszkające w odległości poniżej 150 m od głównych dróg zgłaszają o 20–50% więcej epizodów kataru i objawów zatokowych niż rówieśnicy z dala od ruchu drogowego, z efektem niezależnym od infekcji wirusowych. Niektóre stany (np. Texas) dla nowo budowanych szkół wymagają odległości co najmniej 150 m od autostrady. Optymalnie, byłoby, żeby to było 500 metrów zgodnie z zaleceniami amerykańskiej Environmental Protection Agency, a może nawet rzeczywiście powyżej dwóch mil amerykańskich, co sugerują badania z Kalifornii. Zwykle są to sugerowane odległości, bo nie spotkałem się z kategorycznymi zaleceniami, aby obiekty typu szkoła albo dom mieszkalny nie mogły funkcjonować, bo są zlokalizowane bliżej autostrady niż określona odległość. Dla przykładu, Holendrzy zalecają, aby domy znajdowały się w odległości co najmniej 150 metrów od autostrady, co najmniej 50 metrów od ruchliwych dróg poza obszarami miejskimi i co najmniej 25 metrów na obszarach miejskich.

Jeżeli w pasie bliskim ruchliwej drogi wybudowane są domy, dobrze byłoby, gdyby jezdnię odgrodzono ekranami dźwiękochłonnymi i obsadzono wysoką roślinnością. Z drugiej strony, w związku z wieloczynnikowym charakterem wielu chorób, trudno jednoznacznie wskazać, że ryzyko rozwoju określonych chorób rośnie o precyzyjnie wyliczone wartości, jeśli ktoś mieszka w odległości np. poniżej 150 metrów od ruchliwej trasy.

Pewne jest jedno: im dalej, tym lepiej, choć może to niejako paradoksalnie generować zwiększenie koło szkoły ruchu aut przywożących i odbierających dzieci. I tak jak mówiłem wcześniej, warto zwracać uwagę na kierunek wiatru i lokalizację arterii komunikacyjnych.

Czy mamy dowody na to, że zagęszczenie dużych arterii komunikacyjnych na danym terenie może sytuację pogarszać, jeśli chodzi o zdrowie układu oddechowego u dzieci i młodzieży?

Badania kohortowe pokazują, że dzieci mieszkające w odległości około 50–100 m od głównych dróg mają o 20-50% większe ryzyko rozpoznania astmy i nawracającego świszczącego oddechu w porównaniu z dziećmi mieszkającymi dalej niż 200–300 m od takich tras. Wśród dzieci z istniejącą astmą mieszkanie lub uczęszczanie do szkoły w pobliżu głównych dróg wiąże się z częstszymi objawami (świszczący oddech, kaszel, duszność), większym zużyciem leków doraźnych i wyższym ryzykiem zaostrzeń wymagających wizyty w SOR lub hospitalizacji. Według szacunków unijnych, w obszarach o dużym natężeniu ruchu w miastach europejskich, takich jak Bruksela i Paryż, nawet 40% przypadków astmy można przypisać narażeniu na NO₂.

Czytałem pracę ze Stanów Zjednoczonych, gdzie szacowano, że 30% szkół leży bliżej ruchliwych dróg niż 250 metrów. Stąd sugestie, żeby było to jednak na pewno więcej niż 150 metrów. Warto też uwzględniać charakter ruchu. Na przykład pojedyncza ciężarówka generuje stosunkowo więcej zanieczyszczeń niż jedno auto osobowe. Kluczowe mogą być również miejsca, gdzie dochodzi do spowolnienia, czy nawet zatorów ruchu. W takich miejscach należy spodziewać się większego zanieczyszczenia powietrza niż w okolicach dróg, gdzie ruch odbywa się płynnie.

Jakie działania profilaktyczne można wdrożyć, żeby ograniczyć negatywny wpływ ruchu drogowego na zdrowie układu oddechowego u dzieci i młodzieży?

Można budować bariery wzdłuż dróg. Świetną ochronę stanowią wysokie drzewa. W ogóle im więcej drzew i krzewów, tym lepiej, bo zatrzymują na swoich liściach dużo pyłów i pomagają w eliminacji zanieczyszczeń gazowych. W domach, jeśli mamy klimatyzację, warto stosować dobrej jakości filtry (HEPA), żeby do mieszkań przedostawało się jak najmniej tego, co jest na zewnątrz.

Aktywność fizyczną na zewnątrz powinno planować się poza godzinami szczytu. Dobrze też, żeby sport uprawiać jak najdalej od miejsc o większym natężeniu ruchu. W ogóle trasy przemieszczania się, zwłaszcza pieszego, czy rowerowego, warto wyznaczać tak, żeby były jak najdalej tras szybkiego ruchu. W samochodach warto dbać o wymianę filtrów kabinowych.

Kiedy już musimy przemieszczać się pieszo w miejscach, gdzie zanieczyszczeń rzeczywiście jest bardzo dużo, warto wrócić do tego, co było obowiązkowe w okresie pandemii, czyli do stosowania dobrej jakości masek (N95).

Ostatnia kwestia to jakość poruszających się po naszych drogach pojazdów. Na czasie są dyskusje na temat strefy czystego transportu w Krakowie. I trudno nie zgodzić się z argumentami przemawiającymi za wprowadzaniem takich stref, kiedy gołym okiem widać, że wiele pojazdów emituje nadmierne ilości zanieczyszczeń właśnie z powodu ich stanu technicznego. Dlaczego podczas kontroli technicznej nie bada się emisji zanieczyszczeń? Skoro walczymy o czyste powietrze i stawiamy na nisko emisyjne pojazdy, to zacznijmy wreszcie solidnie badać emisję spalin podczas okresowych przeglądów technicznych.

Czy zabudowa tzw. korytarzy powietrznych w miastach ma również wpływ na zdrowie układu oddechowego?

Na pewno ma to znaczenie, a poprawa jakości powietrza w miastach jest powszechnie uznawana za jedno z kluczowych działań na rzecz zmniejszenia częstości astmy i infekcji u osób najmłodszych. W gęstej zabudowie zanieczyszczone powietrze zalega znacznie dłużej na poziomie ulic. Jeżeli są miejsca, gdzie wiatry nie mają możliwości rozproszenia złej jakości powietrza, to zrozumiałe jest, że będzie tam dochodzić do kumulacji i – co za tym idzie – zwiększonej ekspozycji mieszkańców na zanieczyszczenia. Zabudowywanie korytarzy powietrznych jest niekorzystne dla mieszkańców, dlatego plany urbanistyczne powinny uwzględniać ich zachowanie, zwłaszcza w obszarach gęstej i wysokiej zabudowy.

Rozmawiał Jerzy Dziekoński

16.03.2026
Zobacz także
Serwis tematyczny zawiera
publikacje wyspecjalizowane
w tematyce opieki nad dziećmi
kierowane do osób zainteresowanych
tymi zagadnieniami
Doradca Medyczny
  • Czy mój problem wymaga pilnej interwencji lekarskiej?
  • Czy i kiedy powinienem zgłosić się do lekarza?
  • Dokąd mam się udać?
+48

w dni powszednie od 8.00 do 18.00
Cena konsultacji 29 zł

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.
Poradnik świadomego pacjenta
  • Flebolog - czym się zajmuje, jakie choroby leczy?
    Flebolog to lekarz zajmujący się diagnostyką i leczeniem chorób żył. Zajmuje się m.in. żylakami, pajączkami naczyniowymi, zakrzepicą żył głębokich, obrzękami i przewlekłą niewydolnością żylną. Flebologia w Polsce nie jest osobną specjalizacją.
  • Ginekolog – czym się zajmuje, jakie choroby leczy
    Ginekolog to lekarz zajmujący się profilaktyką, diagnostyką i leczeniem chorób żeńskiego układu rozrodczego. Opiekuje się pacjentkami w każdym wieku – przeprowadza regularne badania kontrolne, pomaga w doborze metod antykoncepcji, diagnozuje przyczyny zaburzeń miesiączkowania oraz niepłodności, rozpoznaje i leczy choroby nowotworowe żeńskiego układu rozrodczego. Dba również o prawidłowy przebieg ciąży, porodu i połogu.