Szanowni Państwo,

Medycyna Praktyczna wykorzystuje w swoich serwisach pliki cookies i inne pokrewne technologie. Używamy cookies w celu dostosowania naszych serwisów do Państwa potrzeb oraz do celów analitycznych i marketingowych. Korzystamy z cookies własnych oraz innych podmiotów – naszych partnerów biznesowych.

Ustawienia dotyczące cookies mogą Państwo zmienić samodzielnie, modyfikując ustawienia przeglądarki internetowej. Informacje dotyczące zmiany ustawień oraz szczegóły dotyczące wykorzystania wspomnianych technologii zawarte są w naszej Polityce Prywatności.

Korzystając z naszych serwisów bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie plików cookies i podobnych technologii, opisanych w Polityce Prywatności.

Państwa zgoda jest dobrowolna, jednak jej brak może wpłynąć na komfort korzystania z naszych serwisów. Udzieloną zgodę mogą Państwo wycofać w każdej chwili, co jednak pozostanie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania dokonanego wcześniej na podstawie tej zgody.

Klikając przycisk Potwierdzam, wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie wyżej wymienionych technologii oraz potwierdzacie, że ustawienia przeglądarki są zgodne z Państwa preferencjami.

Postanowienie? Przemyśl to dobrze

Ewa Stanek-Misiąg

Jeśli ktoś wraca z pracy i wypija sobie codziennie jednego drinka, żeby się odstresować, żeby zmniejszyć odczuwane napięcie, to może spróbować zastąpić to bieganiem. Nagrodę w postaci chwilowej ulgi, odprężenia, jakie daje alkohol zastąpi nagroda w postaci wyrzutu endorfin i dobrego samopoczucia po wysiłku. Oczywiście będzie to łatwiej zrobić osobie aktywnej, nie komuś, kogo styl życia określają w Stanach mało elegancko couch potato (leniuch).
Z dr Joanną Heidtman rozmawia Ewa Stanek-Misiąg

Ewa Stanek-Misiąg: Zacznę od poniedziałku, zacznę od następnego miesiąca, zacznę zaraz po wakacjach – wydaje mi się, że postanowienia podejmowane przez cały okrągły rok w niczym nie są gorsze od postanowień noworocznych, z jakichś powodów jednak data 1 stycznia ma w sobie rodzaj magii. Jak to wytłumaczyć?

Joanna Heidtman: To nie żadna magia, tylko tak zwany rytuał przejścia, rites de pasage. Rytuał mówi: coś się zmieniło i wszyscy to widzimy, wczoraj było tak, a dziś jest inaczej. Zaślubiny, narodziny, komunie święte to rytuały przejścia. I należą do nich też symboliczne daty, jak Nowy Rok, obchodzone w określony dla danej kultury sposób, czyli fajerwerki, głośna zabawa, picie szampana.

Zgodzimy się chyba wszyscy, że bez względu na datę, jaką sobie wybierzemy, najistotniejszą sprawą jest w postanowieniu wytrwać. Chyba że to postanowienie jest tylko grą z samym sobą.

Ma pani na myśli rodzaj samooszukiwania? To jest jedna z najgorszych rzeczy, jakie można sobie zrobić, ponieważ z każdym niedowiezionym tematem stajemy się słabsi. Do naszej świadomości – czy to się nam podoba, czy nie – dociera smutny wniosek: nie możesz na sobie polegać. Samooszukiwanie czasem wynika z tego, że ludzie nie potrafią dobrze sformułować celu, bo ja wolę mówić o celach, niż o postanowieniach. Przykład: ktoś, kto się w ogóle nie rusza, żadnej aktywności fizycznej od lat, postanawia sobie, że w maju przebiegnie maraton.

Przeprowadzono kiedyś badanie, w którym proszono jego uczestników o to, żeby wybrali zadanie do rozwiązania. Mieli wybór między bardzo trudnym, średnio trudnym i bardzo łatwym. Osoby przekonane, że mają wpływ na swoje życie, wybierały zadania średnio trudne. Osoby przekonane, że nie mają wpływu na swoje życie – to ci, którzy powtarzają, że na coś trzeba umrzeć, albo skarżą się, że biomet nie ten – wybierały zadania albo bardzo trudne, albo bardzo łatwe. Dlaczego? Bardzo łatwe nie wymagały w ogóle żadnego wysiłku, nie niosły ze sobą żadnej zmiany, a bardzo trudne wiadomo było, że są niewykonalne. Nie wyszło, bo nie mogło wyjść. Usprawiedliwienie doskonałe.

Dobry cel, ale przestrzelony jest rodzajem gry z samym sobą, która może nawet jest przyjemna, nie prowadzi jednak do sukcesu.

Czyli trzeba mierzyć siły na zamiary.

I wiele zależy od tego z jaką sytuacją wyjściową mamy do czynienia.

Postanowienia są często wymierzone w nawyki. Nauka mówi, że nie da się pozbyć nawyku, można jednak zastąpić go innym. Bardzo rzetelnie przedstawia tę sprawę książka Charlesa Duhigga, Siła nawyku.

Jeśli ktoś wraca z pracy i wypija sobie codziennie jednego drinka, żeby się odstresować, żeby zmniejszyć odczuwane napięcie, to może spróbować zastąpić to bieganiem. Nagrodę w postaci chwilowej ulgi, odprężenia, jakie daje alkohol zastąpi nagroda w postaci wyrzutu endorfin i dobrego samopoczucia po wysiłku. Oczywiście będzie to łatwiej zrobić osobie aktywnej, nie komuś, kogo styl życia określają w Stanach mało elegancko couch potato (leniuch).

Mnóstwo rzeczy w naszym życiu jest nawykowe, przez większość dnia działamy jakby na automatycznym pilocie. Dzięki nawykom nie musimy zastanawiać się i podejmować decyzji. Czy ktoś się zastanawia nad myciem zębów rano?

Dlatego tak ważne jest wyrobienie sobie dobrych nawyków, bo zostaną z nami. A ich zmiana może potrwać. Ważne, że im dłużej jakiś nawyk się kształtował, tym dłużej i ciężej się z niego wychodzi. Idzie o lata, kilkanaście lub nawet kilkadziesiąt lat.

Od razu można zrezygnować...

Jak mówi mój wspólnik biznesowy, nie ma obowiązku przetrwania.

(śmiech) Chyba sobie to wyhaftuję.

Prawda, że dobre? Kto powiedział, że musimy mieć dobre relacje, być zdrowi, że mamy lepiej wyglądać, czy więcej wiedzieć. Nie ma takiego obowiązku.

Trzymajmy się jednak tego, że chcemy zmiany. Krok pierwszy to cel, a drugi?

Zanim do niego przejdziemy trzeba jeszcze się upewnić, że to nasza decyzja. Jeśli mam zastąpić nawyk szkodliwy nawykiem prozdrowotnym to sam muszę podjąć takie postanowienie, a nie, bo tak chce żona albo panuje akurat taka moda.

Ludzie najczęściej zmieniają nawyki w obliczu katastrofy, dopiero ona przekonuje ich wewnętrznie, że sprawa jest poważna. Czekamy do choroby, rozpadu związku, depresji, żeby coś zrobić ze swoim życiem.

Myślę, że zdjęcie z siebie takiego poczucia, że to jest przymus zewnętrzny, znacznie podnosi szanse na to, że nam się uda. I dobrze jest wyobrazić sobie siebie, jak już się zmiana dokona: tak chcę się czuć, wyglądać, taka chcę być. Wizualizacja to naprawdę nie są wymysły.

Żadne czary-mary?

Skąd. Mózg działa poprzez obraz, obraz to jest bardzo silny bodziec dla mózgu, przy czym mózgowi – co zabawne – jest obojętne, czy coś się dzieje naprawdę, czy sobie to tylko wyobrażamy. Najbardziej banalny przykład: wyobraźmy sobie w tej chwili świeżutką, dojrzałą cytrynę, którą przekrawamy i tryska z niej sok. Ślinianki pracują, prawda? A przecież tu nie ma żadnej cytryny. Wizualizacja to może być niezły początek, na pewno nie zaszkodzi.

Więc mamy ten docelowy stan, realistyczny, a następnie rozpisujemy sobie działania, najlepiej na miesiące. Z perspektywą roku nie da się działać tu i teraz.

Jest zbyt odległa?

Tak. Bywają uparci naukowcy, którzy pierwszy satysfakcjonujący rezultat badań mają po 25 latach, ale to są szczególni ludzie, o szczególnych mózgach. Większości z nas potrzebne są rezultaty w nieodległej perspektywie czasowej. Tworzymy więc instrukcję działania rozpisaną na kolejne, miesięczne etapy. A jeśli pod koniec miesiąca nie jest dokładnie tak, jak sobie zaplanowaliśmy? Nie 100%, tylko 80? 50? Super. Gdybyś nie zrobił nic, byłoby 0. Nie można być dla siebie zbyt surowym.

Chcesz zmienić dietę, ale udało ci się zrezygnować tylko z codziennego jedzenia drożdżowej bułki? Już jesteś do przodu. Zamiast pięciu kaw dziennie wypijasz trzy? Nawet maleńkie zmiany, jeśli się ich trzymamy, potrafią przynieść wielkie efekty.

Codziennie zjedzona drożdżówka może nam nieźle zaszkodzić za 20 lat, a ta niezjedzona może nam bardzo pomóc.

Tak, jak można sobie obiecać bieganie, czy inne jedzenie, tak można sobie obiecać zrobienie kursu albo że się zacznie czytać książki, co zresztą nie jest głupim pomysłem w naszym kraju. Łatwiej jest wytrwać w postanowieniach, które dotyczą ciała, czy tych intelektualnych?

We wszystkich postanowieniach trzeba jeszcze wziąć pod uwagę kwestię czasu. Pamiętajmy, że wszystko co sobie zaplanujemy, będzie się odbywało w tych samych 24 godzinach. Co więcej, cel oprócz tego, że realistyczny musi być też ekologiczny. Tak to nazywają często psychologowie. Ekologiczny oznacza współgrający z naszym życiem, w którym są relacje z bliskimi, praca.

Jeśli chcemy chodzić rano na basen, czy praktykować medytację mindfulness (bardzo cenna rzecz), to oznacza, że zamiast o 7 musimy wstawać o 5:30. Czy jesteśmy na to gotowi? Trzeba sobie ze sobą porozmawiać o kosztach, spróbować. Są psychologowie, którzy mówią: nie ma słowa „próbuję”, po prostu wstań i rób, amen. Ja jestem zdania, że nie należy się tak od razu pompować. Lepiej zrobić jeden krok, sprawdzić. Znam kilka osób, które tak tylko z ciekawości, jak to będzie, poszły potruchtać pół godzinki po lesie, a teraz biegają maratony.

Mam też dobry przykład tego, jak ważne jest przemyślenie sposobu realizacji postanowienia. Koleżanka opracowała cały pakiet prozdrowotnych działań, dieta, sport i masaże. Ale jeździ na te masaże do Konstancina. Po pracy, w szczycie komunikacyjnym to zajmuje jej godzinę. Wraca do Warszawy skonana, na myśl o kolejnym czwartku i podróży ma dość. Druga koleżanka znalazła masażystkę, która przychodzi do niej do domu. Kosztuje to 50 zł więcej, ale po zabiegu można od razu iść do łóżka. Odpowiedź na pytanie, która z nich wytrwa w swoim postanowieniu jest oczywista.

Postanowienie musi być dobrze przemyślane, żeby miało jakąkolwiek szansę na realizację.

dr Joanna Heidtman, psycholog i socjolog. Pracuje jako doradca, coach i trener. Autorka książek W zgodzie z sobą, w zgodzie z innymi, SENSOTWÓRCZOŚĆ.
www.businessdoctors.pl
www.sensolab.pl

Rozmawiała: Ewa Stanek-Misiąg

04.01.2019

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.

Na co choruje system ochrony zdrowia

  • Pięć minut dla pacjenta
    Lekarze rodzinni mają na zbadanie jednego pacjenta średnio po kilka minut. Taka sytuacja rodzi frustracje po obu stronach – wśród chorych, bo chcieliby więcej uwagi, oraz wśród lekarzy, bo nie mogą jej pacjentom poświęcić.
  • Dlaczego pacjenci muszą czekać w kolejkach?
    Narodowy Fundusz Zdrowia wydaje rocznie na leczenie pacjentów ponad 60 mld zł. Ale ani te pieniądze, ani rozwiązania wprowadzane przez Ministerstwo Zdrowia – tzw. pakiet onkologiczny i pakiet kolejkowy – nie zmienią sytuacji. Dlaczego?