Szanowni Państwo,

Medycyna Praktyczna wykorzystuje w swoich serwisach pliki cookies i inne pokrewne technologie. Używamy cookies w celu dostosowania naszych serwisów do Państwa potrzeb oraz do celów analitycznych i marketingowych. Korzystamy z cookies własnych oraz innych podmiotów – naszych partnerów biznesowych.

Ustawienia dotyczące cookies mogą Państwo zmienić samodzielnie, modyfikując ustawienia przeglądarki internetowej. Informacje dotyczące zmiany ustawień oraz szczegóły dotyczące wykorzystania wspomnianych technologii zawarte są w naszej Polityce Prywatności.

Korzystając z naszych serwisów bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie plików cookies i podobnych technologii, opisanych w Polityce Prywatności.

Państwa zgoda jest dobrowolna, jednak jej brak może wpłynąć na komfort korzystania z naszych serwisów. Udzieloną zgodę mogą Państwo wycofać w każdej chwili, co jednak pozostanie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania dokonanego wcześniej na podstawie tej zgody.

Klikając przycisk Potwierdzam, wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie wyżej wymienionych technologii oraz potwierdzacie, że ustawienia przeglądarki są zgodne z Państwa preferencjami.

Gdy brakuje światła

Ewa Stanek-Misiąg

Słońce jest głównym dawcą czasu dla naszego zegara biologicznego. To wciąż obowiązuje. Nasze mózgi nie dostosowały się do zmian rytmu dobowego za pomocą światła sztucznego, które zresztą nie jest dokładnie tym samym, co naturalne - z psychiatrą i psychoterapeutą Pawłem Brudkiewiczem rozmawia Ewa Stanek-Misiąg.


Fot. pixabay.com

Ewa Stanek-Misiąg: Kiedy znany chyba nam wszystkim jesienny smutek, spadek nastroju, niektórzy mówią spleenek, nazwać można sezonowym zaburzeniem afektywnym, innymi słowy depresją sezonową?

Paweł Brudkiewicz: Wtedy, gdy przez trzy lata z rzędu zawsze z początkiem określonej pory roku zaobserwujemy epizody zaburzeń nastroju. Najczęściej to jest w okolicy października. Objawy depresyjne trwają zwykle do marca–kwietnia. Poza tym okresem zwykle nie dzieje się nic niepokojącego. Jest jednak też grupa pacjentów, którzy cierpią na depresję nawracającą, z epizodami o dowolnej porze roku i z zaostrzeniami w okresie jesienno-zimowym.

Co ma nas – w zachowaniu naszym, w zachowaniu naszych bliskich – zaalarmować, skłonić do pójścia do lekarza?

To jest cały szereg objawów, takich jak spadek energii i motywacji, większa senność w dzień z zaburzeniami snu w nocy. Inne objawy to zwiększenie apetytu, zwłaszcza na węglowodany. Pojawia się smutek i obniżenie nastroju, ale też ahedonia, czyli stan, w którym nic nas nie cieszy, z niczego nie czerpiemy przyjemności.

Do kogo się zgłosić z podejrzeniem depresji?

Najlepiej do psychiatry. A jeżeli ktoś ma opór przed wizytą u psychiatry, to może się zgłosić do doświadczonego psychologa.

To znaczy, że pierwszy odruch, czyli dzwonię do mojego lekarza rodzinnego, to jest zły odruch?

Oczywiście, że nie. Musimy jednak mieć poczucie, że lekarz, do którego się zwracamy, ma doświadczenie w podstawowym diagnozowaniu i leczeniu zaburzeń nastroju. Chodzi o to, żeby się nie narazić na nieprawidłowe rozpoznanie czy zignorowanie dolegliwości albo nieprawidłowe leczenie.

Depresję sezonową można pomylić z czymś innym?

Przede wszystkim z fizjologicznym spadkiem nastroju i aktywności w okresie jesiennym. Trzeba pamiętać, że obecnie nasze życie nie jest zgodne z rytmami dobowymi, rytmem snu i rytmem czuwania. One są zależne od aktywności słońca. To światło słoneczne reguluje nasz zegar biologiczny. Kiedy człowiek nie miał elektryczności, nic nie zaburzało pracy tego zegara.

Jesteśmy zaprogramowani na inne życie niż to, które prowadzimy?

Tak. Słońce jest głównym dawcą czasu dla naszego zegara biologicznego. To wciąż obowiązuje. Nasze mózgi nie dostosowały się do zmian rytmu dobowego za pomocą światła sztucznego, które zresztą nie jest dokładnie tym samym, co naturalne. Nie ma na nas dokładnie takiego samego wpływu. A uważa się, że jednym z czynników, które wywołują depresję jesienną jest deficyt światła słonecznego.

To znaczy, że jak sobie dostarczymy światła to się wyleczymy?

Dokładnie tak. Główną metodą leczenia sezonowego zaburzenia afektywnego jest fototerapia, czyli uzupełnienie deficytu światła słonecznego za pomocą odpowiedniej lampy zapewniającej światło w określonym natężeniu. Najczęściej robi się to rano, po wstaniu z łóżka. Możemy też sobie wyobrazić bardziej radykalne działania, jak wyjazd na południe Europy i spędzanie tam jesieni i zimy. Tylko kogo na to stać? Ale pomarzyć można.

Ta lampa jest urządzeniem, z którego korzysta się w domu?

W domu. Naświetlania trwają od pół godziny do godziny w zależności od natężenia światła. Taką lampę kupuje się w sklepie czy przez internet. Kosztuje ok. tysiąca złotych. Służy co najmniej przez kilka lat. Ważne, żeby miała odpowiednie parametry, natężenie światła minimum 10 tys. luksów. Jest to poniekąd przyczynowa metoda leczenia, uzupełniamy sezonowy deficyt odpowiedniego światła.

Czy można też sobie pomóc dietą?

Dieta jest bardzo ważna we wszystkich zaburzeniach afektywnych, podobnie jak styl życia. Trzeba dbać o to, żeby bez użycia farmakologii zapewnić sobie dobry sen i regenerację w nocy. A dieta ma być pełnowartościowa i raczej lekka, ma dostarczyć odpowiedniej jakości energię. Trzeba jeść regularnie, warto zadbać o obecność kwasów omega 3 w diecie. Wskazana jest regularna aktywność ruchowa i utrzymywanie kontaktów z ludźmi.

Nie borsuczeć.

...trzeba się spotykać i przytulać. To nie jest tak, że zaburzenia psychiczne musi leczyć psychiatra i koniecznie muszą to być leki, bo w niepowikłanym zaburzeniu sezonowym, bez współwystępowania zaburzenia depresyjnego w innych okresach roku, leki przeciwdepresyjne mogą się sprawdzać słabo. Części pacjentów polecam psychoterapię, która uczy jak sobie radzić ze stresem. Stres może nasilać objawy zaburzeń afektywnych i osłabiać umiejętności radzenia sobie z nimi. Nabranie lep

szych umiejętności w tym zakresie może spowodować, że te niepokojące symptomy będą miały mniejszy wpływ na nasze samopoczucie i funkcjonowanie.

Depresja mieszka na Północy...

Tam, gdzie jest mniej światła. Statystyki mówią, że na Alasce cierpi na nią 10–20% mieszkańców.

...a czy ma płeć?

Częściej dotyka kobiet. Zaburzenia afektywne częściej występują u kobiet, a sezonowe afektywne jeszcze częściej. Jest takie badanie, które pokazuje zależność między kolorem oczu a depresją, wynika z niego, że najbardziej zagrożone są kobiety o brązowych oczach.

Czy depresja sezonowa wyróżnia którąś grupę wiekową?

Występuje głównie u osób między 20. a 40. rokiem życie, rzadziej wcześniej i rzadziej po pięćdziesiątce.

Czym grozi nieleczona depresja sezonowa?

To ważna kwestia, bo mówiliśmy na razie tylko o objawach, a jest przecież jeszcze kryterium funkcjonalne. Same objawy nie wystarczą do rozpoznania. Depresję sezonową diagnozuje się na podstawie objawów, których efektem są zaburzenia funkcjonowania. Gorsza koncentracja, trudności w nauce, trudności w pracy, w życiu rodzinnym, brak energii i związane z tym konsekwencje, niepowodzenia. No i osobiste cierpienie człowieka, które może znacząco obniżać jakość życia pacjenta. Do tego dochodzą jeszcze konsekwencje ogólnomedyczne. Zajadanie depresji czekoladą plus spadek aktywności mogą prowadzić do otyłości. Jeśli senność w dzień skłoni nas do pozostawania w domu i ucinania sobie drzemek w ciągu dnia, to wtórnie może dojść do eskalacji zaburzeń snu nocnego i do przewlekłej bezsenności.

Widzę też taką radę na sezonową depresję: trzeba przeorganizować kalendarz i robić sobie długie wakacje zimą, a nie latem. Latem – zgodnie z zegarem biologicznym – orka.

(śmiech) Nie jestem zwolennikiem orki, chociaż cywilizacja nam to narzuca. Ponadto w lecie bywa gorąco, co nie sprzyja pracy. Najlepszym rozwiązaniem byłby regularny urlop. O każdej porze roku miesiąc wolnego.

Byłabym za tym!

Data utworzenia: 16.10.2018
Aktualizacja: 18.10.2018
Gdy brakuje światłaOceń:
(5.00/5 z 2 ocen)
Zobacz także

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.

Na co choruje system ochrony zdrowia

  • Pięć minut dla pacjenta
    Lekarze rodzinni mają na zbadanie jednego pacjenta średnio po kilka minut. Taka sytuacja rodzi frustracje po obu stronach – wśród chorych, bo chcieliby więcej uwagi, oraz wśród lekarzy, bo nie mogą jej pacjentom poświęcić.
  • Dlaczego pacjenci muszą czekać w kolejkach?
    Narodowy Fundusz Zdrowia wydaje rocznie na leczenie pacjentów ponad 60 mld zł. Ale ani te pieniądze, ani rozwiązania wprowadzane przez Ministerstwo Zdrowia – tzw. pakiet onkologiczny i pakiet kolejkowy – nie zmienią sytuacji. Dlaczego?