×
COVID-19: wiarygodne źródło wiedzy

Smog zabija, nawet bez kryzysu grzewczego

Małgorzata Solecka
Kurier MP

Nie ma pomysłu na systemowe wsparcie realnej i prawdziwej transformacji, przyspieszenia procesu przechodzenia na zieloną, odnawialną energię. Mimo że płacimy za to cenę najwyższą – życiem i zdrowiem dziesiątek, setek tysięcy osób – mówi dr Tadeusz Jędrzejczyk, specjalista w dziedzinie zdrowia publicznego, były prezes NFZ, dyrektor Departamentu Zdrowia Urzędu Marszałkowskiego Województwa Pomorskiego, współtwórca kampanii Zdrowe Powietrze.


Dr Tadeusz Jędrzejczyk. Fot. Włodzimierz Wasyluk

  • Bodaj w 2016 roku NFZ opublikował dane, z których jednoznacznie wynika, że w okresie grzewczym, czy też mówiąc wprost – smogowym – zgonów i hospitalizacji jest znacząco więcej
  • Smog zaostrza, generalnie, przebieg wielu chorób wirusowych w tym samym mechanizmie indukcji czy zaostrzania stanu zapalnego w organizmie
  • Kryzys grzewczy zapewne nie potrwa jeden rok, cofnie nas co najmniej o pięć lat, jeśli chodzi o perspektywy redukcji zanieczyszczeń powietrza i walki ze smogiem
  • Lekarze od lat alarmują, że Polacy przegrzewają mieszkania

Małgorzata Solecka: W Nowym Sączu prezydent miasta poinformował o znaczącym spadku ilości śmieci, oddawanych przez mieszkańców. Czy to sygnał, że Polacy wzięli sobie do serca i potraktowali dosłownie przekaz Jarosława Kaczyńskiego, że w sezonie grzewczym trzeba palić czym się da, bo Polska musi być ogrzana?

Dr Tadeusz Jędrzejczyk: To oczywiście na razie pojedynczy sygnał i trudno wyciągać daleko idące wnioski, ale można się tego rzeczywiście obawiać, nawet jeśli prezes PiS zastrzegł, że to „wszystko” nie oznacza palenia oponami i innymi szkodliwymi rzeczami.

Definicja „innych szkodliwych rzeczy” jest bardzo nieostra. Może i część Polaków nie zamierza spalać plastikowych butelek, choć przecież i takie zdarzenia są notowane, ale porąbać stare meble, panele – dlaczego nie? Przecież to drewno, a palenie drewnem, jak mówił prezes na spotkaniach z mieszkańcami Polski południowo-wschodniej, ma żywe tradycje. Oczywiście wiadomo, że krzesła czy stoły nie są na opał, ze względu na chemikalia, jednak czy świadomość tego jest powszechna?

Nie jest. Między innymi dlatego mamy takie wskaźniki śmiertelności, jakie mamy. Smog i bez kryzysu energetycznego zabija w Polsce kilkadziesiąt tysięcy osób rocznie. Bodaj w 2016 roku Narodowy Fundusz Zdrowia opublikował dane, z których jednoznacznie wynika, że w okresie grzewczym, czy też mówiąc wprost – smogowym – zgonów i hospitalizacji jest znacząco więcej. Wpływ smogu na stan zdrowia populacji i wprost umieralność pokazują też bardzo dokładnie i dobitnie badania prowadzone w innych krajach. Już kilka lat temu, przy współpracy Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego i European Public Health Alliance uruchomiliśmy kampanię, nadal obecną w social mediach, w celu dostarczenia wiarygodnych informacji na ten temat – mieszkańcom i zainteresowanym decydentom.

W ostatnich tygodniach ukazała się publikacja na temat związku wysokiego poziomu zanieczyszczeń powietrza ze zwiększoną śmiertelnością z powodu COVID-19 – naukowcy porównali umieralność przy zbliżonych poziomach zakażeń w zmagającej się z problemem smogu Lombardii i między innymi francuskim wybrzeżu Atlantyku.

To znakomity przykład i świetne badania, które omawiam ze studentami nie tylko ze względu na jednoznaczny wydźwięk danych epidemiologicznych, dotyczących śmiertelności, ale też dobrze opisany mechanizm, wyjaśniający, dlaczego ludzie umierają – z powodu COVID-19, ale też innych infekcji – gdy oddychają zanieczyszczonym powietrzem. To dotyczy też przecież choćby grypy, smog zaostrza, generalnie, przebieg wielu chorób wirusowych w tym samym mechanizmie indukcji czy zaostrzania stanu zapalnego w organizmie.

Czego powinniśmy się obawiać w perspektywie krótko i średniookresowej?

Niestety, trzeba się liczyć z tym, że ponownie wzrośnie liczba nadmiarowych zgonów. Już bez prostego związku z pandemią, za część tych zgonów może być oczywiście odpowiedzialny COVID-19, ale będziemy mieć do czynienia ze znacznie bardziej złożonym wachlarzem chorób, może się okazać, że główną rolę odegra wirus grypy. Zaś prawdziwą przyczyną zwiększonej umieralności będzie większy, tego się realnie musimy obawiać, smog.

Ważną zmienną będą warunki atmosferyczne – smog jest największy przy bezwietrznej pogodzie, mniej uciążliwy, gdy choć trochę wieje wiatr. Im silniejsze wiatry, tym zagrożenie dla zdrowia mniejsze. Paradoksalnie, zmiany klimatyczne, które stały się już naszą rzeczywistością, przyniosły Polsce dość silne, gwałtowne nawet wiatry, a okresy bezwietrzne uległy skróceniu. To nasze szczęście w nieszczęściu. Jednak nie można stąd wyciągać wniosków, że jesteśmy bezpieczni: nie wieje przecież cały czas, a tak naprawdę wystarczą dwa tygodnie spokojniejszej aury w sezonie grzewczym, żeby te negatywne zjawiska cięższego przebiegu chorób i zwiększonej umieralności stawały się dostrzegalne. Dodatkowo część mieszkańców ma przysłowiowego pecha, mieszkając w obszarach o słabszej cyrkulacji powietrza lub po prostu w bezpośrednim sąsiedztwie źródła zanieczyszczeń.

Przy czym trzeba jasno powiedzieć: kryzys grzewczy zapewne nie potrwa jeden rok, cofnie nas co najmniej o pięć lat, jeśli chodzi o perspektywy redukcji zanieczyszczeń powietrza i walki ze smogiem, ale to nie jest wyłącznie kwestia wojny w Ukrainie i problemów z surowcami, ale również naszych wieloletnich opóźnień w transformacji energetycznej.

Program „Czyste powietrze”, mówiąc w największym skrócie, do tej pory był – przynajmniej w dużym stopniu – obliczoną na potrzeby PR i relacji z Unią Europejską zasłoną, nomen omen, dymną. Tak naprawdę Polska przecież nie chciała odchodzić od węgla. A choć jest różnica, czy w piecach pali się węglem dobrej jakości, miałem, pyłem węglowym – jak teraz nam to grozi – chrustem z lasu czy porąbanym stołem, to ciągle jest to spalanie paliw stałych, co generuje zanieczyszczenia.

Dokładnie. Wspomniałem o ubocznym skutku zmian klimatycznych i silnych wiatrach, z jakimi mamy do czynienia w Polsce. Ten wiatr mógłby przecież pracować na naszą korzyść i rekompensować, przynajmniej do pewnego stopnia, niedobory energii z innych źródeł, dając w stu procentach czystą energię. Jednak kilka lat temu przestaliśmy budować elektrownie wiatrowe pod różnymi pretekstami, chociaż obecnie to jedno z najtańszych źródeł prądu. A tej zimy ta energia by się bardzo przydała, żeby – choćby – napędzać pompy ciepła. Ale pomp ciepła też mamy bardzo mało, bo metody zachęcania do przechodzenia na nie są umiarkowanie skuteczne. To ciągle oferta raczej dla bogatych, czy przynajmniej zamożnych, niż dla przeciętnego Kowalskiego. A przecież warto zaznaczyć, że pompy ciepła to rozwiązanie nie tylko ekologiczne i korzystne dla środowiska, ale też wybór korzystny dla naszego zdrowia, bezpośrednio. Ogrzewając tradycyjnymi metodami, spalając paliwa stałe, szkodzimy środowisku, szkodzimy bliższym i dalszym sąsiadom, ale najbardziej – sobie. Oczywiście, im gorsze paliwo wsadzamy do pieca, jeśli palimy śmieciami, tym ten trucicielski efekt jest większy.

Patrząc systemowo, zapętliliśmy się w pułapce węglowej – w tej chwili popyt na ten surowiec jest ogromny, kolejki pod punktami po węgiel pośledniej jakości – ogromne. Były pieniądze na dopłaty do węgla…

… są pieniądze na dodatek węglowy, którego nie trzeba wydawać na węgiel…

Doskonały przykład, jak przepalimy – dosłownie i w przenośni – kolejne miliardy złotych ze szkodą dla zdrowia populacji i środowiska. Nie ma natomiast pomysłu na systemowe wsparcie realnej i prawdziwej transformacji, przyspieszenia procesu przechodzenia na zieloną, odnawialną energię. Mimo że – jak już wspomniałem – płacimy za to cenę najwyższą – życiem i zdrowiem dziesiątek, setek tysięcy osób.

Gdy padły słowa o potrzebie „palenia wszystkim”, lekarze pracujący na oddziałach pulmonologicznych, kardiologicznych, ale też na internie czy pediatrii po prostu oniemieli. I tak spodziewają się bowiem trudnej końcówki roku i pierwszych miesięcy kolejnego, zaś w tej chwili, mówią to dość jednoznacznie, trudno im sobie wyobrazić, jak bardzo wzrośnie liczba hospitalizacji.

To można przyjąć za pewnik – jeśli spełnią się czarne, smogowe, scenariusze, te oddziały od razu się zapełnią.

Tu bardzo brakuje jeszcze jednego elementu, edukacji. Lekarze od lat alarmują, że Polacy przegrzewają mieszkania. Optymalna z punktu widzenia zdrowia temperatura, w jakiej powinniśmy funkcjonować, to 17-18 stopni Celsjusza. Naprawdę, zbudowanie takiego przekazu przez decydentów, że zwłaszcza tej jesieni i zimy powinniśmy – dla dobra gospodarki, dla dobra naszych portfeli i przede wszystkim dla naszego zdrowia – skręcić kaloryfery, nieco cieplej się w domu ubierając, wydaje się oczywistością.

Taki przekaz jest, tyle że w innych krajach. We Włoszech założono, że maksymalna temperatura w domach mieszkalnych nie przekroczy 19 stopni – ci, którzy będą grzać mocniej, muszą liczyć się z karami. Podobne rozwiązania wprowadza np. Szwajcaria. Polacy słyszą przekaz odwrotny: Polska musi być ogrzana za wszelką cenę.

Każdy stopnień w dół, oczywiście do pewnej granicy, bo nie chodzi o to, żeby ludzie się pochorowali z wyziębienia, to działanie ze wszech miar pożądane. Również dlatego, że funkcjonując w przegrzanym pomieszczeniu działamy na niekorzyść naturalnej termoregulacji organizmu, wysuszamy śluzówki – to wszystko sprzyja infekcjom.

Wydaje się, że tu na przeszkodzie stanie brak kapitału społecznego. Łatwo sobie mogę wyobrazić, że przeciętny Polak pomyśli: dlaczego mam chodzić w wełnianych skarpetach i swetrze, skręcając ogrzewanie, skoro wszyscy będą grzać jak dotychczas? Nie ufamy sobie nawzajem, co bardzo dobitnie pokazała pandemia, nie mamy skłonności do zachowań altruistycznych. Nie zaszczepiliśmy się dla innych, nie będziemy oszczędzać ciepła, żeby Putin przegrał wojnę. Nasza chata z kraja – musi być ogrzana.

Trochę gorzkie. Może jednak przynajmniej część z nas pomyśli inaczej – skręcę ogrzewanie, bo sąsiedzi tego nie zrobią i ogrzeją również mnie? Wiele osób, mieszkających w blokach, tak zresztą znakomicie funkcjonuje od lat. Rodzi to nawet pewne konflikty – a wszystko to jest efektem niekoniecznie najzdrowszych przyzwyczajeń.

Co jeszcze można zrobić, oprócz nieprzegrzewania mieszkania, dla swojego zdrowia w sezonie smogowym? Oczyszczacze powietrza to chyba kiepski pomysł, kolejne urządzenie elektryczne.

Warto mieć w domu rośliny, to na pewno – pamiętając oczywiście o ich biochemii, nie wszystkie można trzymać w sypialni. Gdy stężenie smogu będzie wyjątkowo wysokie, jak zawsze – warto ograniczyć czas przebywania na zewnątrz. Choć oczywiście, jeśli ktoś mieszka stosunkowo nisko, na parterze czy niższych piętrach, dużej różnicy między jakością powietrza w domu i na zewnątrz niestety nie ma.

Może więc trzeba pomyśleć o wzmocnieniu kampanii na rzecz maseczek?

Kampanię umiejętnego używania maseczek warto podjąć, jednak w zupełnie innym celu niż ochrona przed zanieczyszczeniami powietrza. Właściwie używane, to jest w pomieszczeniach zamkniętych, gdy nie sposób zachować fizycznego dystansu, mogą być pomocne przy redukcji liczby zachorowań na grypę czy kolejny wariant COVID-19. Niestety maseczki zupełnie nie chronią przed zanieczyszczeniami frakcji gazowej (tlenki azotu, siarki), a w jedynie ograniczonym stopniu zmniejszają liczbę wdychanych do płuc cząstek stałych – tylko tych największych. Jedynym realnym sposobem ochrony przed zanieczyszczeniami powietrza jest po prostu ograniczenie, a docelowo wyeliminowanie ich obecnie beztroskiej emisji.

Rozmawiała Małgorzata Solecka

08.09.2022
Doradca Medyczny
  • Czy mój problem wymaga pilnej interwencji lekarskiej?
  • Czy i kiedy powinienem zgłosić się do lekarza?
  • Dokąd mam się udać?
+48

w dni powszednie od 8.00 do 18.00
Cena konsultacji 12 zł

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.
Zbiórka dla szpitali w Ukrainie!
Poradnik świadomego pacjenta

Polecają nas