Szanowni Państwo,

Medycyna Praktyczna wykorzystuje w swoich serwisach pliki cookies i inne pokrewne technologie. Używamy cookies w celu dostosowania naszych serwisów do Państwa potrzeb oraz do celów analitycznych i marketingowych. Korzystamy z cookies własnych oraz innych podmiotów – naszych partnerów biznesowych.

Ustawienia dotyczące cookies mogą Państwo zmienić samodzielnie, modyfikując ustawienia przeglądarki internetowej. Informacje dotyczące zmiany ustawień oraz szczegóły dotyczące wykorzystania wspomnianych technologii zawarte są w naszej Polityce Prywatności.

Korzystając z naszych serwisów bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie plików cookies i podobnych technologii, opisanych w Polityce Prywatności.

Państwa zgoda jest dobrowolna, jednak jej brak może wpłynąć na komfort korzystania z naszych serwisów. Udzieloną zgodę mogą Państwo wycofać w każdej chwili, co jednak pozostanie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania dokonanego wcześniej na podstawie tej zgody.

Klikając przycisk Potwierdzam, wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie wyżej wymienionych technologii oraz potwierdzacie, że ustawienia przeglądarki są zgodne z Państwa preferencjami.

Trzeba zbudować autorytet i zaufanie

10.01.2019
Jerzy Dziekoński
Medycyna Praktyczna – Szczepienia 1/2019

– Myślę, że uda się nam tę walkę wygrać. Ruch antyszczepionkowy powstał w internecie i tylko tam można go pokonać – mówi dr hab. n. med. Jarosław Pinkas, Główny Inspektor Sanitarny.


Dr hab. n. med. Jarosław Pinkas. Fot. Agata Grzybowska / Agencja Gazeta

Jerzy Dziekoński: Z wykształcenia jest Pan lekarzem, w dodatku wyspecjalizowanym w kilku dziedzinach. Pracuje Pan również jako nauczyciel akademicki, kierował Pan Państwowym Zakładem Higieny. Jak to się stało, że Pana kariera poszła jednak w kierunku polityki?

Jarosław Pinkas: Raczej w kierunku polityki zdrowotnej, a nie polityki stricte. To, co robię jako Główny Inspektor Sanitarny (GIS), jest ukoronowaniem mojej działalności lekarskiej i w takich kategoriach to traktuję. Zdrowie publiczne i kierowanie Głównym Inspektoratem Sanitarnym jest sprawą niewyobrażalnie ważną. Implikacje tych działań mają szerokie przełożenie na rzeczywistość. Można mieć satysfakcję z operowania pacjenta. Zdejmując chirurgiczne rękawiczki, człowiek ma przekonanie, że zrobił coś nadzwyczajnego dla jednej osoby. Natomiast w momencie tworzenia nowego prawa czy nowych interwencji populacyjnych ratuje się dziesiątki, setki tysięcy osób. I to jest coś, co daje ogromną satysfakcję.

Pracując jako lekarz, w pewnym momencie przeżyłem epizod wypalenia zawodowego. Niestety w całości oddaję się temu, co robię, i tak było w przypadku mojej kariery lekarskiej. Przekładając zaangażowanie na pracę GIS, robię dokładnie to samo, ale w tym przypadku obok poczucia satysfakcji niosą mnie wyzwania. Nie podejmowałbym tej pracy, gdybym nie wierzył, że uda się wprowadzić ważne zmiany, na przykład zahamować działania ruchu antyszczepionkowego, wprowadzić nowe szczepienia, zmniejszyć liczbę zakażeń szpitalnych, uregulować kwestię suplementów diety itd. Państwowa Inspekcja Sanitarna jest najważniejszym instrumentem w dziedzinie zdrowia publicznego w rękach Ministra Zdrowia. Spektrum jej kompetencji robi wrażenie. To trudna praca, ale fascynująca.

Objął Pan stanowisko w bardzo gorącym momencie. Z jednej strony mamy rosnący w siłę ruch antyszczepionkowy, z drugiej pojawiły się ogniska odry. Jakie najważniejsze wyzwania stoją w tej trudnej rzeczywistości przed Głównym Inspektorem Sanitarnym?

Aby się udały działania w dziedzinie zdrowia publicznego, trzeba zbudować autorytet i zaufanie, dzięki czemu społeczeństwo będzie realizowało nasze zalecenia. Chciałbym, aby inspekcja sanitarna była postrzegana jako przyjazna instytucja. Nie chodzi o to, żeby budzić strach. Dla społeczeństwa, ale też dla gospodarki, bardzo ważne nie jest to, żeby nie obawiano się naszych zaleceń, ale aby je rozumiano i od nich nie uciekano. Działalność kontrolna wynika z ustawowych obowiązków, ale punkt ciężkości musi się przesunąć na działania edukacyjne. I tak też robimy. Jesteśmy bardzo aktywną instytucją w mediach społecznościowych, próbujemy pokazać oblicze związane z nauką, wiedzą i rzetelnością. Staramy się włączyć do naszych działań wiele innych podmiotów: uczelnie, towarzystwa naukowe, stowarzyszenia i samorządy zawodowe, instytucje rządowe, ekspertów i media.

Chciałbym, aby inspekcja sanitarna była postrzegana jako przyjazna instytucja. Nie chodzi o to, żeby budzić strach.

Czy będzie Pan rapował?

Nie potrafię rapować i nie zamierzam tego robić. Mój poprzednik, Marek Posobkiewicz, którego cenię i który nadal jest obecny w przestrzeni publicznej, robi to znakomicie. Myślę, że jest to kolejny element, który pozwala transferować wiedzę w nieskomplikowany sposób do świadomości społecznej, szczególnie do młodzieży.

Obecnie skupiamy się na mediach społecznościowych. Jesteśmy obecni na Facebooku i w innych serwisach internetowych (np. Instagram – przyp. red.). Współpracujemy z influencerami i młodymi lekarzami. Udostępniamy coraz więcej informacji w atrakcyjny dla odbiorcy sposób. Wystarczy spojrzeć na naszą stronę, gdzie publikujemy prozdrowotne treści. Nasza aktywność jest bardzo duża. Myślę, że uda się nam tę walkę wygrać. Ruch antyszczepionkowy powstał w internecie i tylko tam można go pokonać. Internet jest fascynujący, bo z jednej strony mamy dostęp do rzetelnej wiedzy opartej na faktach, a z drugiej teorie spiskowe. Z jednej strony mamy ogród, z drugiej śmietnik. Potrzebna jest busola, która wskaże azymut na rzetelne informacje. Bez kokieterii powiem, że zaczynam dzień od lektury „Medycyny Praktycznej”.

Zatrzymajmy się na chwilę przy temacie odry. Czy w Pana opinii lokalne ogniska odry stanowią zagrożenie wybuchu epidemii w Polsce?

Wyszczepialność populacyjna przeciwko odrze wynosi około 95%. Ogniska będą występowały, ale w mojej opinii jeszcze jesteśmy bezpieczni. Jeśli jednak nie zahamujemy zwiększającego się trendu odmów szczepień, możemy mieć kłopoty. Wówczas epidemia odry może wystąpić w Polsce. Polacy zaczęli wreszcie wierzyć, że choroby zakaźne istnieją. Dotychczas było na tyle mało przypadków chorób zakaźnych, że ludzie o nich zapomnieli. Do 12 grudnia 2018 r. w Polsce odnotowano już 220 przypadków odry.

A ile jest ognisk choroby?

Od początku roku mieliśmy kilkanaście ognisk. Wystąpiły też pojedyncze zachorowania. To, co ważne, a co wiemy dzięki współpracy z Narodowym Instytutem Zdrowia Publicznego-Państwowym Zakładem Higieny w Warszawie, to brak w Polsce odry własnej. Badania z wykorzystaniem diagnostyki molekularnej wskazują, że jest to odra przywleczona, głównie z Ukrainy. Mamy szansę uzyskać w przyszłym roku status kraju wolnego od odry rodzimej.

Jakie działania podjęto, aby zapobiec rozprzestrzenianiu się ognisk?

Przede wszystkim nadzór epidemiologiczny. Dochodzenia prowadzone przez profesjonalistów z inspekcji sanitarnej i akcje szczepień dla osób z kontaktu. W zakładach pracy, w których stwierdzano przypadki odry, zaszczepiliśmy wszystkie osoby, które nie były szczepione, a miały kontakt z osobami zakażonymi. Poza tym prowadzimy szeroko zakrojoną kampanię edukacyjną.

Ile osób zaszczepiono w ramach interwencji?

Nie mam jeszcze precyzyjnych danych, ale możemy mówić przynajmniej o kilkunastu tysiącach dawek. Do szczepionek będących w zasobach inspekcji trzeba doliczyć te, które indywidualnie wydawały apteki, oraz zakupione przez zakłady pracy. Skalę akcji doszczepiania poznamy zapewne w ciągu 2 miesięcy. Sam oczekuję odpowiedzi na to pytanie, bo może ona świadczyć o tym, że odwróciliśmy trend wywołany przez ruch antyszczepionkowy. Przypomnę, że w ciągu ostatnich 8 lat liczba odmów szczepień zwiększyła się 10-krotnie.

Paradoksalnie odra stała się sprzymierzeńcem w walce z chorobami zakaźnymi?

Nie przechodzi mi to łatwo przez usta, ale tak, paradoksalnie odra stała się sprzymierzeńcem w naszych działaniach. Ludzie przypomnieli sobie, że choroby zakaźne istnieją i mogą być groźne. Informacje o niedoborach szczepionki w aptekach sprawiły, że tysiące osób zgłosiło chęć uzupełnienia szczepień. Minister Zdrowia błyskawicznie podjął decyzję o imporcie interwencyjnym.

Czy nie odnosi Pan wrażenia, że temat szczepień osób dorosłych jest nadal zaniedbany?

Zdecydowanie tak. Program Szczepień Ochronnych (PSO) nie jest jednak tutaj właściwym narzędziem ze względu na wysokie koszty. Powinniśmy wzmacniać świadomość zdrowotną i przekonywać ludzi, aby inwestowali we własne zdrowie. To nie jest tak, że państwo może sobie na wszystko pozwolić. Szczepienia dla dorosłych mają duże znaczenie farmakoekonomiczne i jestem przekonany, że licząc koszty, biorąc pod uwagę absenteizm i prezenteizm, ich refundacja znalazłaby uzasadnienie. Wiem, że to się opłaca. W pierwszej kolejności powinniśmy jednak doprowadzić do sytuacji, w której moi koledzy lekarze i wszyscy pracownicy ochrony zdrowia zaszczepią się przeciwko grypie.

Odsetek zaszczepionych przeciwko grypie pracowników medycznych wynosi zaledwie 6%!

W tym roku będzie zapewne trochę więcej. Chylę czoła przed moimi młodymi kolegami, bo bardzo nas w tej kwestii wspierają. Lekarze powinni też krzewić tę wiedzę wśród swoich pacjentów, ale sami również powinni dawać przykład. Exempla trahunt – jestem zaszczepiony przeciwko grypie, zaszczepione są moje dzieci i pracownicy. Być może w procesie kształcenia podyplomowego lekarzy i całego personelu medycznego potrzebne są dodatkowe zajęcia z wakcynologii.

Efekt populacyjny szczepienia przeciwko pneumokokom uzyskamy za kilka lat. Dzięki temu uda się uniknąć wielu hospitalizacji, a nawet zgonów. Konieczne jest również podjęcie debaty na temat szczepień przeciwko wirusowi HPV, aby Polska zbliżyła się do sukcesu Australii, która to szczepienie wprowadziła do kalendarza w 2007 roku, dzięki czemu ma szansę stać się krajem wolnym od raka szyjki macicy.

Mamy szansę uzyskać w przyszłym roku status kraju wolnego od odry rodzimej.

W PSO na 2019 rok pojawiły się ważne zmiany – przesunięto podanie drugiej dawki szczepienia MMR z 10. na 6. rok życia.

To bardzo dobry pomysł. Dbamy o to, aby dzieci były lepiej chronione, aby nie było „odpornościowej dziury”. Druga zmiana dotyczy szczepienia noworodków przeciwko gruźlicy nie w 1. dobie życia, jak było dotychczas, ale przed wyjściem ze szpitala. Od tego nie odejdziemy. Ruch antyszczepionkowy uważa to za swój sukces, ale jeśli mają to być takie sukcesy, to proszę bardzo, możemy dawać kolejne.

Nie możemy jednak odejść w Polsce od szczepień przeciwko gruźlicy. Wciąż mamy sporo zachorowań na gruźlicę w populacji i nie możemy sobie na taki ruch pozwolić. Poza tym mamy zagrożenie z powodu cudzoziemców i dużej migracji. W tej chwili mamy kłopoty z gruźlicą wielolekooporną, która „przyjeżdża” do nas ze Wschodu. Musimy być szczepieni.

Czy są planowane jeszcze jakieś inne zmiany w PSO?

Polski kalendarz szczepień na pewno odbiega od ideału. W pewnym sensie to kompromis między potrzebami zdrowotnymi a możliwościami finansowymi państwa. Wprowadzenie szczepień przeciwko pneumokokom i dofinansowanie szczepień przeciwko grypie dla seniorów to naprawdę duży krok. Program szczepień szyje się na miarę, podobnie jak całą politykę zdrowotną. Musimy mądrze i w przekonujący sposób, prowadząc debatę społeczną i edukując, doprowadzić do pewnych oczekiwań na zmiany. Państwo nie powinno nic narzucać, bo jest to fatalnie przyjmowane.

Nie możemy jednak odejść w Polsce od szczepień przeciwko gruźlicy.

Czy rozważa się wprowadzenie obowiązku szczepień dla pracowników medycznych?

Jest to trudny problem. Mogłoby się wydawać, że personel medyczny powinien sam tego oczekiwać i chciałbym, aby to oczekiwanie wyrosło z tego środowiska. Myślę jednak, że należy podjąć pewne działania, aby przekonywać i w jakiś sposób finansować szczepienia. Mamy na tym polu pewne sukcesy, na przykład szczepienie przeciwko WZW typu B. Trzeba było zaszczepić wszystkich pracowników ochrony zdrowia i dzisiaj nikt tego nie kwestionuje. Marzę o tym, aby to były ruchy oddolne, aby nie był to program rządowy, tylko realizowany przez pracodawców.

Sugeruje Pan, że obowiązek szczepienia personelu pracodawcy powinni zawrzeć w wewnętrznych regulacjach?

Tak. Cały czas rozmawiamy na ten temat. Jestem przeciwnikiem narzucania – mamy takie poczucie niezależności, że często możemy przez nie wypaczyć poczucie bezpieczeństwa zdrowotnego. Za pomocą odpowiednich materiałów informacyjnych trzeba obudzić w Polakach oczekiwania dotyczące szczepień.

Dziękuję za rozmowę.

dr hab. n. med. Jarosław Pinkas – od 1 września 2018 roku zajmuje stanowisko Głównego Inspektora Sanitarnego. Wcześniej pełnił funkcję sekretarza stanu (2015–2017) oraz podsekretarza stanu (2005–2007) w Ministerstwie Zdrowia. W latach 2017–2018 był sekretarzem stanu w Kancelarii Premiera. Przez 2 lata (2007–2009) kierował Narodowym Instytutem Zdrowia Publicznego-Państwowym Zakładem Higieny. Pełnił również funkcję prezesa Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce. Współpracował z prof. Zbigniewem Religą, m.in. w Klinice Kardiochirurgii Centralnego Szpitala Klinicznego MSW oraz w Instytucie Kardiologii w Aninie. Jest współautorem ustawy o ratownictwie medycznym oraz krajowej implementacji dyrektywy tytoniowej. Zdobył specjalizację w dziedzinie chirurgii ogólnej, medycyny rodzinnej, medycyny społecznej oraz zdrowia publicznego. Jest absolwentem Wydziału Lekarskiego Akademii Medycznej w Warszawie. Związany jest ze Szkołą Zdrowia Publicznego Centrum Medycznym Kształcenia Podyplomowego.

Zobacz także

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.

Na co choruje system ochrony zdrowia

  • Pięć minut dla pacjenta
    Lekarze rodzinni mają na zbadanie jednego pacjenta średnio po kilka minut. Taka sytuacja rodzi frustracje po obu stronach – wśród chorych, bo chcieliby więcej uwagi, oraz wśród lekarzy, bo nie mogą jej pacjentom poświęcić.
  • Dlaczego pacjenci muszą czekać w kolejkach?
    Narodowy Fundusz Zdrowia wydaje rocznie na leczenie pacjentów ponad 60 mld zł. Ale ani te pieniądze, ani rozwiązania wprowadzane przez Ministerstwo Zdrowia – tzw. pakiet onkologiczny i pakiet kolejkowy – nie zmienią sytuacji. Dlaczego?