Minęły 3 lata od rozpoczęcia powszechnego, bezpłatnego programu szczepień przeciwko ludzkiemu wirusowi brodawczaka (HPV) obejmującego dziewczęta i chłopców. Program, jak podkreślają eksperci, w pełni ruszył tak naprawdę ponad rok później i również z tego powodu wyszczepialność nie jest zadowalająca. Ciągle nie jest pewne, czy od 1 stycznia 2027 roku szczepienie to będzie obowiązkowe. Ministerstwo Zdrowia (MZ) analizuje to rozwiązanie i chce postawić na podnoszenie świadomości o HPV i szczepieniach.
Dr n. med. Paweł Grzesiowski, Główny Inspektor Sanitarny. Fot. GIS
- Dane na temat stanu zaszczepienia przeciwko HPV populacji dzieci i młodzieży (roczniki 2006–2017) nie zachwycają
- Fakt, że w kluczowym roczniku 2011 poziom zaszczepienia wynosi ponad 34%, a wśród dziewczynek sięga nawet 42%, już można traktować jako mały sukces
- Game changerem w programie szczepień może być zmiana ich statusu z zalecanych na obowiązkowe, może być nim też podniesienie wieku uprawnionych do korzystania z programu
- Obydwa rozwiązania są zapowiadane, ale obydwa stoją pod znakiem zapytania. Powód? Oczywiście, pieniądze
Ostatnie dni przyniosły sporo dyskusji wokół programu powszechnych szczepień przeciwko HPV. W poniedziałek debatowano na ten temat na konferencji zorganizowanej w Sejmie, kilka dni temu – podczas kolejnej edycji konferencji Priorities and Challenges in Polish and European Drug Policy. Główne wnioski?
Dane na temat stanu zaszczepienia przeciwko HPV populacji dzieci i młodzieży (roczniki 2006–2017) nie zachwycają – to niespełna 17%, przy celu wyznaczonym w Narodowej Strategii Onkologicznej (NSO) na 60% dla obu płci do 2028 roku. Gdyby wziąć pod uwagę same dziewczynki, to zaszczepionych jest nieco ponad 20%.
Jednak dr Paweł Grzesiowski, Główny Inspektor Sanitarny (GIS), podczas obu dyskusji wyraźnie podkreślał, że warto pokazywać też sukcesy: w jego ocenie fakt, że w kluczowym roczniku 2011 (który w tym roku ostatni raz ma możliwość zaszczepienia się w ramach programu) poziom zaszczepienia wynosi ponad 34%, a wśród dziewczynek sięga nawet 42%, już można traktować jako mały sukces. – Są też województwa, w których w tym roczniku zaszczepiona jest niemal połowa dziewcząt – wskazywał na województwo pomorskie. W ocenie GIS program, choć rozpoczął się 1 czerwca 2023 roku, należy oceniać z roczną karencją, tak jakby we wrześniu miały minąć 2 lata.
Powód? Rozpoczęciu programu szczepień nie towarzyszyła odpowiednia promocja, nie włączono do niego szkół. Dopiero we wrześniu 2024 roku – co widać po danych publikowanych przez Centrum e-Zdrowia (CeZ) – nastąpiło wyraźne przyspieszenie wykonywania szczepień, wręcz skokowe. Problem w tym, że od tamtej pory liczba i odsetek zaszczepionych przyrasta w tempie umiarkowanie jednostajnym. Szklanka jest do połowy pełna (GIS uważa, że to sukces programu, który nie zanotował żadnych załamań, wpadek) lub do połowy pusta – bez dodatkowych impulsów trudno myśleć o osiągnięciu w poszczególnych rocznikach, które wchodzą do programu, poziomu zaszczepienia zbliżonego do założeń zawartych w NSO (60%) – dużo niższych niż rekomendacje Światowej Organizacji Zdrowia (90%).
Game changerem w programie szczepień może być zmiana ich statusu z zalecanych na obowiązkowe, może być nim też podniesienie wieku uprawnionych do korzystania z programu do 18., 19., a nawet 26. roku życia. Obydwa rozwiązania są zapowiadane, ale obydwa, jak można było usłyszeć podczas ubiegłotygodniowej konferencji poświęconej polityce lekowej, stoją pod znakiem zapytania. Powód? Oczywiście, pieniądze, a konkretnie kryzys w finansach NFZ. Dlatego duża część ekspertów zakłada, że obowiązek szczepienia przeciwko HPV, który od 1 stycznia 2027 roku miał objąć dzieci urodzone w 2018 roku, jednak nie wejdzie w życie, a ze strony MZ padają jedynie miękkie deklaracje. Wiceminister zdrowia Katarzyna Kęcka podkreślała w poniedziałek, że resort cały czas analizuje i rozwiązanie polegające na włączeniu szczepienia przeciwko HPV do szczepień obowiązkowych, jak również zakładające podniesienie granicy wieku uprawnionych do skorzystania z programu. Zapytana o priorytety, wskazała na podnoszenie świadomości rodziców na temat HPV i tego, przed czym tak naprawdę chroni szczepienie.
Jaką decyzją (i kiedy) skończą się rządowe analizy, i – mówiąc wprost – szukanie pieniędzy na wdrożenie choćby jednego rozwiązania? Eksperci zwracają uwagę, że podniesienie wieku, żeby przyniosło pożądany skutek, powinno być znaczne. Granica do ukończenia 18. roku życia jest za niska, bo do 18. urodzin na szczepienie wymagana jest zgoda rodzica, która bywa – co potwierdzają lekarze – przeszkodą. Minimum to 19 lat, choć są kraje, które szczepienia wychwytujące prowadzą do 25.–26. roku życia, a nawet 30. roku życia, by dać szansę młodym dorosłym, którzy dopiero zaczynają samodzielnie interesować się swoim zdrowiem i podejmują pierwsze decyzje w zakresie profilaktyki.
Z kolei dr Paweł Grzesiowski wskazywał, że aby program nadal się rozwijał, kluczowe jest niwelowanie różnic. Po pierwsze, między poziomem zaszczepienia w poszczególnych województwach. Liderem programu jest bez wątpienia wspomniane już województwo pomorskie, blisko 20% ogólnej wyszczepialności są też województwa mazowieckie i śląskie. Jest i drugi koniec stawki – województwa podkarpackie (niewiele ponad 10%) i podlaskie (nieco ponad 11%).
Ale różnice między regionami to nie wszystko. GIS przyznał, że wyzwaniem jest też różnica między poziomem zaszczepienia dziewcząt i chłopców. Nawet we wzorcowym województwie pomorskim jest ona bardzo wyraźna. Biorąc pod lupę tylko rocznik 2011 – zaszczepiono ponad 48% dziewcząt i nieco ponad 34% chłopców. Widać więc, że przekaz dotyczący znaczenia ochrony przed nowotworami HPV-zależnymi dla obu płci nie przebija się ciągle do świadomości rodziców chłopców, mimo że program od samego początku jest adresowany do obu płci, wraz z informacjami, że nowotwory HPV-zależne są „neutralne płciowo”, że to nie tylko rak szyjki macicy, ale też chociażby nowotwory głowy i szyi. Budowanie świadomości na ten temat to jedno z zadań edukacji zdrowotnej, która ma wejść do szkół od września w formie przedmiotu obowiązkowego. W trakcie debat bardzo mocno wybrzmiewała diagnoza zarówno niskiej świadomości dotyczącej następstw zakażenia HPV, jak i tego, że samo szczepienie przeciwko HPV jest od lat – obok szczepionki przeciwko odrze, śwince i różyczce (MMR) – głównym obszarem zaplanowanej dezinformacji.