Szanowni Państwo,

Medycyna Praktyczna wykorzystuje w swoich serwisach pliki cookies i inne pokrewne technologie. Używamy cookies w celu dostosowania naszych serwisów do Państwa potrzeb oraz do celów analitycznych i marketingowych. Korzystamy z cookies własnych oraz innych podmiotów – naszych partnerów biznesowych.

Ustawienia dotyczące cookies mogą Państwo zmienić samodzielnie, modyfikując ustawienia przeglądarki internetowej. Informacje dotyczące zmiany ustawień oraz szczegóły dotyczące wykorzystania wspomnianych technologii zawarte są w naszej Polityce Prywatności.

Korzystając z naszych serwisów bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie plików cookies i podobnych technologii, opisanych w Polityce Prywatności.

Państwa zgoda jest dobrowolna, jednak jej brak może wpłynąć na komfort korzystania z naszych serwisów. Udzieloną zgodę mogą Państwo wycofać w każdej chwili, co jednak pozostanie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania dokonanego wcześniej na podstawie tej zgody.

Klikając przycisk Potwierdzam, wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie wyżej wymienionych technologii oraz potwierdzacie, że ustawienia przeglądarki są zgodne z Państwa preferencjami.

Nie czekać, aż poczujemy pragnienie

Ewa Stanek-Misiąg

Nie spotkałem się z opisem pełnoobjawowego udaru cieplnego w polskich górach. Było jednak kilka przypadków, które nieleczone mogły się w ten udar przekształcić. Granica między wyczerpaniem cieplnym a udarem jest czasem trudno uchwytna. Z grubsza rzecz ujmując, przy wyczerpaniu działają jeszcze mechanizmy termoregulacji, o czym świadczy na przykład skóra pokryta potem, w klasycznym udarze cieplnym skóra jest sucha i gorąca.
Przy wysokich temperaturach, z jakimi mamy ostatnio do czynienia, i przy dużym wysiłku fizycznym podejmowanym w takich warunkach, teoretycznie udar cieplny jest jednak możliwy.

Ewa Stanek-Misiąg: Jak się przygotować, żeby nie mieć na szlaku kłopotów z powodu słońca, gorąca?

Dr hab. n. med. Sylweriusz Kosiński
Dr hab. n. med. Sylweriusz Kosiński

Dr hab. n. med. Sylweriusz Kosiński: Przede wszystkim trzeba się przyzwyczaić do wysiłku w górach i w wysokich temperaturach, nie biec od razu z pociągu czy autobusu na szczyt, zaaklimatyzować się. Taki cykl stopniowanego wysiłku powinien trwać kilka dni, a trasy, które powinniśmy pokonywać w okresie adaptacyjnym, znajdują się na umiarkowanych wysokościach, w reglu dolnym i reglu górnym.
Przy intensywnym wysiłku fizycznym w warunkach dużej wilgotności i wysokiej temperatury człowiek może stracić nawet 2 l potu na godzinę. Pot jest płynem ustrojowym, a więc zawiera elektrolity, czyli sód, potas, wapń, magnez i inne. Z jednym litrem potu jesteśmy w stanie pozbyć się aż 3 gramów soli. Kilkudniowa aklimatyzacja ma służyć temu, żeby przyzwyczaić organizm do wysiłku fizycznego w wysokich temperaturach. Co prawda objętość potu może się nie zmniejszyć, ale w miarę adaptacji zmniejsza się utrata elektrolitów.
Jeśli natomiast ruszymy w góry bez aklimatyzacji, to po kilkugodzinnej wycieczce prawdopodobnie będziemy odwodnieni i wystąpią zaburzenia elektrolitowe, z hiponatremią (zmniejszone stężenie sodu), hipokaliemią (zmniejszone stężenie potasu) i hipomagnezemią (zmniejszone stężenie magnezu).
Te zaburzenia mogą się moim zdaniem przekładać na liczbę wypadków. Ze statystyk wynika, że ok. 80% interwencji ratowników górskich dotyczy upadków spowodowanych przez potknięcie, pośliźnięcie, utratę równowagi. Wyniki badań pilotażowych prowadzonych w Tatrach wskazują z kolei, że większość osób, które schodzą z gór po całodziennej wycieczce, manifestuje mniej lub bardziej nasilone objawy odwodnienia lub zaburzeń elektrolitowych. Łącząc więc obydwa fakty, można wysnuć wniosek, że odwodnienie jest nieujmowanym w statystykach czynnikiem ryzyka wypadków w górach.

Ale wie pan, jeśli aklimatyzacja ma trwać kilka dni, to może nam zabraknąć urlopu…

Tak, ale odpowiednie planowanie obejmuje również ten aspekt. Przygotowania kondycyjne można przecież rozpocząć jeszcze przed wyjazdem w góry, w miejscu zamieszkania. Pozostaje pamiętać, że wydolność organizmu zależy w dużym stopniu, większym niż większość z nas sądzi, od przygotowania kondycyjnego i odpowiedniego nawodnienia. Wystarczy niedobór niewiele ponad 1,5 litra płynów, a wydolność fizyczna dorosłego człowieka zmniejsza się o około 30%! Niewłaściwie lub suboptymalnie uzupełniany niedobór kumuluje się, powodując, że każde kolejne wyjście jest mordęgą zamiast przyjemnością. Trzeba brać w góry odpowiednią objętość płynów i odpowiednie jedzenie.
Niestety nasz organizm dość późno zaczyna prosić o picie. Pragnienie zaczynamy czuć dopiero po utracie około 1,5 l płynów. I mówię tu o populacji osób młodych i w średnim wieku. W skrajnych grupach wiekowych, czyli w wieku podeszłym i u dzieci te mechanizmy są jeszcze bardziej niedoskonałe, a więc uczucie pragnienia może się pojawiać później.
Osobiście stosuję i polecam starą zasadę Legii Cudzoziemskiej: butelki z podziałką. W zależności od intensywności wysiłku, ekspozycji na słońce, ilości traconego potu pijemy regularnie niewielkie porcje – około 150–250 ml na godzinę. Można nakreślić pisakiem kreski na butelce, aby wyznaczyć te godzinne porcje albo choćby ustawić alarm w telefonie. Pić trzeba regularnie, nie czekając aż poczujemy pragnienie. Rodzaj płynu ma mniejsze znaczenie, choć najlepiej jeśli są to płyny elektrolitowe, na przykład woda mineralna lub specjalnie przygotowane napoje izotoniczne. Planując wycieczkę, warto również wziąć pod uwagę dostępność wody ze strumieni i naturalnych zbiorników wodnych. W sytuacjach awaryjnych może to mieć kluczowe znaczenie.
Muszę też wspomnieć o alkoholu. Zauważyłem, że zwłaszcza młode pokolenie uważa, że nie ma nic przyjemniejszego niż napicie się piwa w pięknym widokowo i eksponowanym miejscu, na przykład na Skrajnym Granacie (szczyt w Tatrach Wysokich, 2225 m n.p.m.). To jest niestety zjawisko dość częste. I bardzo niebezpieczne, bo alkohol nawet w tak małym stężeniu ma w gorącym otoczeniu silniejsze działanie, szybciej zaburza orientację i równowagę oraz procesy decyzyjne i może doprowadzić do nieszczęścia.

Jeśli chodzi o prowiant, to przypominam sobie tylko, że trzeba wziąć w góry czekoladę, ale chyba nie latem?

Czekolada jest zdecydowanie przereklamowana. Tutaj trzeba się raczej trzymać typowo sportowego sposobu żywienia. Nasze mięśnie potrzebują głównie węglowodanów. Po każdym dniu intensywnych wycieczek poziom glikogenu w mięśniach się zmniejsza. Staramy się go oczywiście wieczorami uzupełnić, ale jeżeli robimy to niewprawnie, to z każdym dniem jesteśmy coraz bardziej wyczerpani. Zaznaczę, że tradycyjny schabowy z kapustą to nie jest odpowiednia dieta dla wytrawnych turystów. Co w takim razie jeść ? W trakcie wysiłku łatwo przyswajalne węglowodany na przykład żele, suszone owoce, pieczywo. Po wycieczce głównie węglowodany złożone: banany, pieczywo, ziemniaki, ryż, makaron, ciasto drożdżowe, soki owocowe. Po wyprawie warto też pamiętać o uzupełnieniu niedoborów elektrolitowych, przede wszystkim stosować nieco więcej niż zwykle soli kuchennej.

Jaki jest odpowiedni ubiór na wycieczkę górską w gorący, letni dzień?

Jest przewiewny, jasny i luźny. Nie polecam koszulek typowo sportowych, które ściśle przylegają do ciała. To są ubrania techniczne, które się świetnie nadają do krótkotrwałego wysiłku fizycznego, ale mają swoje ograniczenia. Owszem, są zrobione z włókien, które odprowadzają wilgoć na powierzchnię, skąd może zostać odparowana, ale po kilku godzinach pocenia się mikrokanały są zatkane przez skrystalizowaną sól. Ja noszę luźny, lekki podkoszulek albo koszulę z długimi rękawami, które mogę opuścić, gdy widzę, że słońce spiekło mi przedramiona. Spodnie nie powinny krępować ruchów, można nosić według upodobań albo krótkie albo długie, ale jeśli długie to wentylowane. Obecnie dostępna jest na rynku garderoba ze specjalnymi, otwieranymi w razie potrzeby kanałami wentylacyjnymi. Absolutnie zawsze trzeba mieć nakrycie głowy – optymalnie, podobnie jak pozostała część garderoby w jasnym kolorze, wentylowane i nieprzylegające ściśle do głowy. I jeszcze jeden, wydawałoby się, drobiazg: krem z filtrem UV. Zwłaszcza dla osób z jasną karnacją. Warto zwrócić uwagę, że w wysokich partiach gór nawet ograniczone do odkrytych części ciała oparzenie słoneczne albo zapalenie spojówek może urosnąć do dużego problemu i ograniczyć swobodę ruchów w niebezpiecznym, eksponowanym terenie.

Jak ciało zapowiada, że możemy mieć kłopoty z gorąca? Albo krzyczy, że już je mamy?

Zawsze należy zwracać uwagę na objawy odwodnienia. Suchość w ustach, zaburzenia równowagi, bóle głowy lub wyczerpanie sił powinny wzbudzić nasz niepokój. Sygnały wysyła nam też układ wydalniczy. Jeżeli coraz rzadziej oddajemy mocz i ma on intensywny kolor oraz zapach, to sygnał, że trzeba więcej pić.
Objawy związane z przegrzaniem organizmu są różne, najczęściej nakładają się efekty odwodnienia, zaburzeń elektrolitowych i podwyższonej temperatury ciała. Zespołem pojawiającym się w trakcie wysiłku jest tężyczka cieplna, w której dominują skurcze najbardziej zmęczonych grup mięśniowych, a przy towarzyszącej hiperwentylacji (czyli szybkiemu oddychaniu) drętwienie stóp, ust i języka. Pierwszym objawem może być również omdlenie. Często obserwujemy, jak osoby, które przez kilka godzin cały czas szły pod górę stają na grani, żeby odetchnąć, rozejrzeć się i nagle bum! leżą albo tracą równowagę. Kiedy się zatrzymujemy po długotrwałym wysiłku, przestaje działać pompa mięśniowa, która wspomaga powrót krwi z kończyn dolnych. Przy współistniejącym odwodnieniu dochodzi do odruchowego zwolnienia akcji serca i nagłego obniżenia ciśnienia tętniczego, co powoduje utratę przytomności.
Po wycieczce, często już wieczorem, w chłodnym otoczeniu mogą występować kurcze cieplne. Dotyczą one zazwyczaj mięśni kończyn dolnych. Ich przyczyną są zaburzenia wodno-elektrolitowe, szczególnie zbyt małe stężenie sodu. Wyczerpanie cieplne to już stan bardzo poważny. Objawia się bólami i zawrotami głowy, nudnościami, brakiem apetytu, apatią i spowolnieniem. Skóra jest gorąca i mokra od potu, stopniowo pojawiają się zaburzenia świadomości. Dopóki mechanizmy termoregulacji funkcjonują, to temperatura centralna nie przekracza zwykle granicy 40 stopni Celsjusza.

Jak sobie lub innym pomóc w takiej sytuacji?

Przede wszystkim zapobiegać, a więc regularnie pić i odpoczywać. Przewodnicy górscy i bardziej doświadczeni turyści powinni dyscyplinować tych mniej doświadczonych. Przy łagodnych dolegliwościach trzeba zrobić dłuższą przerwę w marszu i ewentualnie zmodyfikować plan wycieczki w taki sposób, aby nie być poddanym intensywnej ekspozycji na słońce i intensywnemu wysiłkowi fizycznemu. Jeżeli pojawiają się ewidentne objawy chorób z gorąca, to w oczekiwaniu na pomoc, którą należy pilnie wezwać, trzeba położyć ofiarę w cieniu. W tym celu można zaimprowizować parawan z ubrań, które są w plecaku albo poprosić przygodne osoby, żeby je trzymali. Miejsce powinno być przewiewne i spokojne. Jeśli pogoda jest bezwietrzna, to wachlowanie wymusza ruch powietrza i ułatwia chłodzenie. Osobom, które mają zaburzenia świadomości, można unieść delikatnie nogi, tak, jak się to robi przy omdleniach. Następnie, o ile jest to możliwe podać płyny doustnie – małe ilości, często, w regularnych odstępach. Na tym etapie rodzaj płynu ma mniejsze znaczenie, ale warto wziąć pod uwagę niedobory energetyczne i stosować słodzone napoje.
Jeżeli ofiara nie jest w stanie przyjmować płynów doustnie, to należy ponaglić pomoc i jak najszybciej zorganizować transport do szpitala.

https://tpn.pl/zwiedzaj/turystyka/statystyka

01.07.2019
Zobacz także

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.

Na co choruje system ochrony zdrowia

  • Pięć minut dla pacjenta
    Lekarze rodzinni mają na zbadanie jednego pacjenta średnio po kilka minut. Taka sytuacja rodzi frustracje po obu stronach – wśród chorych, bo chcieliby więcej uwagi, oraz wśród lekarzy, bo nie mogą jej pacjentom poświęcić.
  • Dlaczego pacjenci muszą czekać w kolejkach?
    Narodowy Fundusz Zdrowia wydaje rocznie na leczenie pacjentów ponad 60 mld zł. Ale ani te pieniądze, ani rozwiązania wprowadzane przez Ministerstwo Zdrowia – tzw. pakiet onkologiczny i pakiet kolejkowy – nie zmienią sytuacji. Dlaczego?