Szanowni Państwo,

Medycyna Praktyczna wykorzystuje w swoich serwisach pliki cookies i inne pokrewne technologie. Używamy cookies w celu dostosowania naszych serwisów do Państwa potrzeb oraz do celów analitycznych i marketingowych. Korzystamy z cookies własnych oraz innych podmiotów – naszych partnerów biznesowych.

Ustawienia dotyczące cookies mogą Państwo zmienić samodzielnie, modyfikując ustawienia przeglądarki internetowej. Informacje dotyczące zmiany ustawień oraz szczegóły dotyczące wykorzystania wspomnianych technologii zawarte są w naszej Polityce Prywatności.

Korzystając z naszych serwisów bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie plików cookies i podobnych technologii, opisanych w Polityce Prywatności.

Państwa zgoda jest dobrowolna, jednak jej brak może wpłynąć na komfort korzystania z naszych serwisów. Udzieloną zgodę mogą Państwo wycofać w każdej chwili, co jednak pozostanie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania dokonanego wcześniej na podstawie tej zgody.

Klikając przycisk Potwierdzam, wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie wyżej wymienionych technologii oraz potwierdzacie, że ustawienia przeglądarki są zgodne z Państwa preferencjami.

Chorobliwe mikrośrodowisko

Oprac. Jerzy Dziekoński
Lekarz Rodzinny 2019/03

sick building syndrome opowiadają lekarz – prof. Cezary Pałczyński z Kliniki Chorób Wewnętrznych, Astmy i Alergii Uniwersytetu Medycznego w Łodzi i architekt – dr inż. Romuald Loegler, członek Stowarzyszenia Architektów Polskich.

Fot. Andrzej Michalik / Agencja Gazeta

Z punktu widzenia lekarza

U podstaw wprowadzenia pojęcia sick building syndrome (SBS – dosł. zespół chorego budynku) leżały obserwacje poczynione w Stanach Zjednoczonych na początku lat 70. XX stulecia. Zwrócono wówczas uwagę na fakt zgłaszania przez pracowników zatrudnionych w nowoczesnych budynkach biurowych szeregu niespecyficznych dolegliwości, które ustępowały po zmianie miejsca przebywania.

Zauważono, że wewnątrz takich budynków istnieje specyficzne, ekologicznie obce człowiekowi mikrośrodowisko, którego elementami są związki chemiczne emitowane przez materiały użyte do wykończenia wnętrz, meble i urządzenia techniczne, sztuczne oświetlenie, hałas, promieniowanie elektromagnetyczne. Wymiana powietrza ze środowiskiem zewnętrznym odbywa się tu w sposób nienaturalny za pomocą systemów klimatyzacyjnych utrzymujących odpowiednią wilgotność i temperaturę.

Terminem SBS określa się zespół niespecyficznych dolegliwości odczuwanych przez pracowników przebywających w budynkach biurowych (najczęściej uczucie podrażnienia skóry i błon śluzowych, bóle głowy, przewlekłe zmęczenie i zaburzenia koncentracji, a także zaburzenia węchu) w przypadku braku możliwości identyfikacji przyczyny tych objawów.

Dotychczas nie sformułowano powszechnie akceptowanych kryteriów diagnostycznych SBS. Zespół ten wykazuje szereg wspólnych cech z takimi zespołami chorobowymi, jak zespół przewlekłego zmęczenia, zespół wieloważnej wrażliwości na czynniki chemiczne, czy też zespół Wojny w Zatoce. Dla rozpoznania SBS można zaadaptować kryteria diagnostyczne zespołu wieloważnej wrażliwości na czynniki chemiczne zaproponowane przez Bartha. Należą do nich: długotrwały przebieg, występowanie powtarzalnych objawów ze strony różnych układów i narządów w ekspozycji na ten sam czynnik (miejsce), poziom narażenia prowokujący objawy, pozostający w granicach przyjętych normatywów higienicznych. Stopień nasilenia objawów maleje lub objawy całkowicie ustępują w przypadku przerwania narażenia.

Niestety, głównym i praktycznie jedynym stosunkowo dobrze udokumentowanym sposobem terapii – z punktu widzenia poprawy obrazu klinicznego i satysfakcji pacjenta – jest przerwanie ekspozycji na czynniki wywołujące objawy SBS.

Rozpoznanie SBS musi poprzedzić szczegółowa analiza potencjalnej ekspozycji na czynniki szkodliwe. Może to skutkować rozpoznaniem chorób o zdefiniowanym obrazie klinicznym i znanej etiologii (np. pochodzenia alergicznego lub infekcyjnego).

Przebywanie w pomieszczeniach zamkniętych może powodować szczególną ekspozycję na czynniki biologiczne – określone warunki mikroklimatyczne w pomieszczeniach oraz wentylacja mechaniczna/klimatyzacja mogą sprzyjać transmisji czynników zakaźnych (np. Legionella pneumophila, prątki gruźlicy, niektóre wirusy) i uczulających (grzyby pleśniowe, pierwotniaki).

Szczelność pomieszczeń jest czynnikiem sprzyjającym koncentracji alergenów nie tylko pochodzących z wewnętrznych źródeł (np. roztoczy kurzu domowego, roślin pokojowych), ale także czynnie przeniesionych przez urządzenia klimatyzacyjne lub transferowanych biernie przez samych pracowników ze środowiska zewnętrznego (np. alergenów zwierzęcych).

Swoistymi alergenami dla pomieszczeń biurowych są związki chemiczne zawarte w tonerach stosowanych w drukarkach i kserokopiarkach (żywice akrylanowe i melaminowo-formaldehydowe). Mogą one być przyczyną wystąpienia nie tylko astmy i alergicznego nieżytu nosa, ale również pokrzywki, obrzęku krtani oraz alergicznego zapalenia błony śluzowej gardła. W świeżo wyremontowanych pomieszczeniach może dochodzić do narażenia na takie związki chemiczne o działaniu uczulającym, jak diizocyjaniany lub izotiazolinony, a z nowych mebli może uwalniać się formaldehyd – uczulający, drażniący i narażający na alergizację.

Reasumując: nie wiadomo, czy występowanie SBS należy łączyć z narażeniem na czynniki chemiczne o działaniu drażniącym – toksyczne (np. mikotoksyny, lotne związki organiczne), fizyczne (wilgotność i temperatura, promieniowanie elektromagnetyczne, hałas, oświetlenie), czy też należy uwzględnić tu znaczenie czynników osobniczych, psychicznych i psychosocjalnych (płeć, status zawodowy, obciążenie pracą). Dolegliwości tego typu częściej zgłaszane są przez kobiety, a pracownicy (niezależnie od płci) znajdujący się niżej w hierarchii zawodowej cierpią częściej niż osoby piastujące wyższe stanowiska.

Etiologia SBS jest prawdopodobnie wieloczynnikowa, a przypadki takie muszą być rozpatrywane bardzo indywidualnie. Podstawą diagnostyki jest starannie zebrany wywiad i ustalenie ewentualnej zależności czasowej między pracą a występowaniem dolegliwości.

W zapobieganiu najczęściej występującym formom SBS zalecane jest obniżanie temperatury pomieszczeń, odpowiednia kontrola ich wilgotności oraz dokładne czyszczenie i odkurzanie (w tym dbałość o czystość urządzeń wentylacyjnych i nawilżających). W wielu przypadkach konieczna jest zmiana stanowiska pracy.

Z punktu widzenia architekta

Klasyczna architektura opiera się na założeniach greckich filozofów i architektów, z których wypływają pewne ogólne zasady projektowania budynków, ich usytuowania, rozkładu przestrzeni wewnętrznej wynikającej nie tylko z przeznaczenia pomieszczeń, ale też rozmieszczenia względem stron świata. Zasady, o których wspominam, w pewnym sensie odnosiły się do uwarunkowań zdrowotnych, jakie już wówczas przypisywano architekturze. Poza tym brano pod uwagę nie tylko piękno, ale też użytkowość i trwałość obiektów. Te pryncypia były najistotniejsze. Zasadniczym obowiązkiem ówczesnego architekta było stosowanie się do rozwiązań odpowiadających stylowi życia człowieka, z jego rytmem codziennych czynności, które wykonuje w przestrzeni. Są to wartości niezbywalne i niezmienne przez wieki. Po trosze zaczyna się do nich wracać.

Skomercjalizowanie budownictwa, uwzględnianie przede wszystkim parametrów ekonomicznych przyczyniło się do odejścia od wspomnianych pryncypiów. Kiedyś mówiono: kamienicznik, dzisiaj używamy określenia: deweloper. Popatrzmy na kamienicę XIX-wieczną: fasada zwrócona do przestrzeni publicznej sygnalizowała jakość estetyczną, podczas gdy przeznaczona dla ubogich oficyna była projektowana i budowana z zaniechaniem wszelkich norm oraz szacunku do człowieczeństwa i zdrowia. Mieszkania były ciemne, bez toalet albo z jedną toaletą na ganku.

Okres wczesnego PRL-u również sankcjonował tego typu rozwiązania, wychodząc z założenia, że wszystkim należą się mieszkania niemalże za darmo. Proponowano tanie budownictwo z jedną łazienką na piętrze, z kolejką mieszkańców czekających z ręcznikiem na szyi, aż zwolni się toaleta. Mam nadzieję, że taki standard przeminął bezpowrotnie, ale w dalszym ciągu w budownictwie współczesnym w wielu sprzedawanych budynkach zauważa się substandard powierzchniowy. Światło dzienne, naturalna wentylacja, dobre wietrzenie, orientacja względem stron świata, czas nasłonecznienia – to wszystko, co daje podstawy zachowania zdrowia, zostaje po drodze zgubione.

Olbrzymie powierzchnie współczesnych budynków użytkowych uniemożliwiają dostęp światła dziennego, a więc również dostęp do okna dla celów samej wentylacji. Pracownicy nie mają żadnego kontaktu z tym, co oferuje natura, w sensie symbiozy życia jednostki ludzkiej z otoczeniem przyrodniczym w naturalnym środowisku. Statystyki pokazują, że tego typu budynki o wentylacji mechanicznej, ze sztucznym oświetleniem – nie mówię nawet o kosztach i zatruciu środowiska spowodowanym nadmierną konsumpcją energii – wpływają negatywnie na zdrowie pracowników. Absencja chorobowa sięga w takich miejscach nawet 40%.

Rodzime prawo budowlane jest zapóźnione. Próbuje się małymi krokami wpisywać w standardy określone przez Unię Europejską, które w tej dziedzinie są kilka dobrych kroków przed nami. Zapewnienie dostępu światła dziennego, pomieszczeń socjalnych, przerw w godzinach pracy, ogrodów wewnętrznych – to wszystko w Polsce w komercyjnym budownictwie biurowym wciąż nie istnieje, bo jest kosztem inwestycyjnym i wpływa na zagospodarowanie przestrzeni.

Głębokie trakty sprawiają, że ekonomiczniej można wykorzystać potencjał działki. Płytsze trakty, gwarantujące lepszy dostęp światła, eliminują na mniejszej działce sporą część powierzchni, którą w pojęciu deweloperów można przecież zabudować. W biurowcach nie ma przecież takiej normy, która bezwzględnie nakazywałaby zapewnienie światła dziennego na każdym stanowisku pracy.

Tego typu problemy występują w naszym budownictwie i są efektem przestarzałego w dużej mierze prawa budowlanego i warunków technicznych określających standardy sanitarne dla budynków. Bez świadomości potrzeby „zdrowego budowania” i przemyślanej zmiany prawa nie da się wyeliminować niekorzystnych dla ludzi praktyk inwestycyjnych, ponieważ ciągle będą one zgodne z prawem.

Ktoś mądry powiedział kiedyś, że można się nawet zabić zgodnie z przepisami – i cytat ten doskonale ilustruje sytuację w budownictwie. Myślę, że w dużej mierze wynika to z braku świadomości osób organizujących miejsca pracy i przestrzeń, w której przebywają inni ludzie. To dotyczy również szkół, przedszkoli, czyli obiektów, gdzie komfort higieniczny powinien być na wysokim poziomie, gdyż wiąże się z kształtowaniem warunków do zdrowego rozwoju przyszłych pokoleń.

20.08.2019

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.

Na co choruje system ochrony zdrowia

  • Akcja „Polska to chory kraj”
    Jeśli każdego roku nowotwory są przyczyną śmierci ok. 100 tys. Polaków, a dostęp do leczenia raka jest na jednym z najniższych poziomów w Unii Europejskiej, jeśli średni czas oczekiwania na wizytę u endokrynologa wynosi 24 miesiące, a u kardiologa dziecięcego 12 miesięcy, jeśli na 1000 mieszkańców Polski przypada 2,4 lekarza, jeśli polskie szpitale są zadłużone na 14 mld złotych, to diagnoza musi brzmieć – Polska to chory kraj. Ale lekarze opracowali terapię. I apelują, aby rozpocząć ją jak najszybciej.
  • Pięć minut dla pacjenta
    Lekarze rodzinni mają na zbadanie jednego pacjenta średnio po kilka minut. Taka sytuacja rodzi frustracje po obu stronach – wśród chorych, bo chcieliby więcej uwagi, oraz wśród lekarzy, bo nie mogą jej pacjentom poświęcić.