Szanowni Państwo,

Medycyna Praktyczna wykorzystuje w swoich serwisach pliki cookies i inne pokrewne technologie. Używamy cookies w celu dostosowania naszych serwisów do Państwa potrzeb oraz do celów analitycznych i marketingowych. Korzystamy z cookies własnych oraz innych podmiotów – naszych partnerów biznesowych.

Ustawienia dotyczące cookies mogą Państwo zmienić samodzielnie, modyfikując ustawienia przeglądarki internetowej. Informacje dotyczące zmiany ustawień oraz szczegóły dotyczące wykorzystania wspomnianych technologii zawarte są w naszej Polityce Prywatności.

Korzystając z naszych serwisów bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie plików cookies i podobnych technologii, opisanych w Polityce Prywatności.

Państwa zgoda jest dobrowolna, jednak jej brak może wpłynąć na komfort korzystania z naszych serwisów. Udzieloną zgodę mogą Państwo wycofać w każdej chwili, co jednak pozostanie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania dokonanego wcześniej na podstawie tej zgody.

Klikając przycisk Potwierdzam, wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie wyżej wymienionych technologii oraz potwierdzacie, że ustawienia przeglądarki są zgodne z Państwa preferencjami.

Garnitur urologa

Ewa Stanek-Misiąg

W urologii relatywnie rzadziej niż w innych dyscyplinach chirurgicznych zdarzają się przykre niespodzianki. To zasługa badań, którymi dysponujemy. Mogę powiedzieć, że garnitur, który nazywa się urologia to dla mnie garnitur szyty na miarę. Uwielbiam to - mówi w rozmowie dla MP prof. Piotr Chłosta.


Prof. Piotr Chłosta. Fot. Mateusz Skwarczek/ Agencja Gazeta

Ewa Stanek-Misiąg: Czytam o Panu: rozwinął minimalnie inwazyjną metodę biopsji, współtworzył i wdrożył metodę przezskórnej cystolitotrypsji, jako pierwszy w Polsce przeprowadził laparoskopowe wycięcie zaotrzewnowych węzłów chłonnych, jako pierwszy urolog na świecie wykonał metodą laparoskopii operację wszczepienia sztucznego zwieracza wokoło cewki sterczowej...

prof. Piotr Chłosta: Trudno mi mówić o sobie jako o kimś, kto coś zmienił albo wniósł do medycyny.

To proszę opowiedzieć o tych operacjach.

Na ich sukces złożyła się praca zespołu każdego szczebla. Bardzo ważną rolę odegrali inżynierowie. Kiedy opracowywaliśmy metodę małoinwazyjnej biopsji, mój był tylko pomysł, ale to inżynierowie skonstruowali odpowiednią igłę, zdolną do pobierania materiału tkankowego z guzów pęcherza moczowego. Sztab ludzi brał w tym udział. Bez nich nie osiągnąłbym tego, co osiągnąłem. I nie byłoby to też możliwe bez nauczycieli. Moim mistrzem był jeden z najlepszych urologów europejskich, a nawet światowych, prof. Andrzej Borówka.

Kiedy zaczynał Pan pracę urologa, operacje laparoskopowe nie były codziennością.

To były pionierskie czasy. Miałem zaszczyt być członkiem zespołu prof. Jarosława Leszczyszyna, który wprowadzał tę metodę we Wrocławiu. O chirurgii laparoskopowej mówiło się, że to chirurgia przez dziurkę od klucza albo – żartobliwie – telewizyjna. Starsze pokolenie chirurgów czuło pewien niepokój, czy to nie będzie oznaczać końca standardowego leczenia. Zresztą wielu młodych także, tych zwłaszcza, którzy marzyli o rozległych operacjach z „przemeblowaniem” wszystkiego w brzuchu. Oczywiście chirurgia małoinwazyjna, chirurgia z asystą robota nie wyeliminowała chirurgii otwartej, klasycznej. Te metody się uzupełniają. Wybieramy zawsze najlepszą dla pacjenta.

Muszę powiedzieć, że zawsze chciałem być urologiem.

I ani trochę nie chciał być pan skrzypkiem?

Otrzymałem wykształcenie muzyczne. Rodzina przez jakiś czas oczekiwała, że może zostanę muzykiem. Ale wolałem medycynę. Oczywiście w podstawówce marzyłem, jak wielu chłopców, żeby być śmieciarzem, bo bardzo mi się podobała jazda śmieciarką, wie pani, na tym schodku, trzymając się jedną ręką. Miałem też fazę piłkarską.

W urologii relatywnie rzadziej niż w innych dyscyplinach chirurgicznych zdarzają się przykre niespodzianki. To zasługa badań, którymi dysponujemy. Mogę powiedzieć, że garnitur, który nazywa się urologia to dla mnie garnitur szyty na miarę. Uwielbiam to.

Urologia to szeroka dyscyplina wymagająca olbrzymiej subtelności. Leczymy choroby układu moczowego oraz u mężczyzn choroby układu płciowego. Mamy duże możliwości farmakologiczne i chirurgiczne. Dzięki rozwiniętym badaniom obrazowym w urologii nie istnieje coś takiego, jak operacje eksploracyjne, zwiadowcze, „jak się otworzy, to się zobaczy”. W urologii relatywnie rzadziej niż w innych dyscyplinach chirurgicznych zdarzają się przykre niespodzianki. To zasługa badań, którymi dysponujemy. Mogę powiedzieć, że garnitur, który nazywa się urologia to dla mnie garnitur szyty na miarę. Uwielbiam to.

Czy można w prosty sposób odpowiedzieć na pytanie: dla kogo najlepsza jest laparoskopia, a dla kogo nie?

Niemal każdą operację do tej pory przeprowadzaną klasycznie można zrobić małoinwazyjnie, czy to laparoskopowo, czy laparoskopowo z asystą robota. W tym względzie urologia jest dyscypliną, w której osiągnięto jeden z większych w dziejach postęp.

Metodę jednak zawsze dobiera się do człowieka, a nie na odwrót. Decydują korzyści dla chorego.

Niekiedy stopień zaawansowania choroby jest tak duży, że operacji nie da się przeprowadzić laparoskopowo. Tak jest na przykład, kiedy mamy do czynienia z guzem nerki, którego nie można wyciąć bez usuwania nerki. A czasem okazuje się, że operacja wcale nie jest najlepszym rozwiązaniem dla chorego. Wtedy szuka się alternatywnych sposobów postępowania, które przyniosą pacjentowi największy zysk.

Generalnie z małoinwazyjnej chirurgii chory korzysta zawsze. Zakres operacji jest taki sam, jak przy operacji otwartej, a przy tym mniejsze cięcie, mniejsza utrata krwi, mniejsze zużycie leków przeciwbólowych, krótsza hospitalizacja, szybsza rekonwalescencja, zmniejszone ryzyko transfuzji. Przetoczenie krwi we współczesnej chirurgii, nawet w rozległych operacjach laparoskopowych, można traktować jako powikłanie.

Czy laparoskopia w stosunku do operacji klasycznej to radykalnie różne zadanie dla chirurga?

Chirurgia endoskopowa wymaga zupełnie innego szkolenia. Przypomina ono szkolenie pilota, który zanim usiądzie za sterami samolotu musi odbyć określoną liczbę lotów na symulatorze. Chirurg ćwiczy na wirtualnym pacjencie.

Metody małoinwazyjne to fascynująca gałąź medycyny. Mamy 40-krotne powiększenie obrazu, możliwość trójwymiarowego obrazowania tkanek. Niektóre narzędzia potrafią nawet „przenosić” dotyk, dają poczucie konsystencji tkanki. Operacje wykonuje się jakby z zewnątrz, patrząc na monitor telewizora, który podłączony jest do kamery wprowadzonej do brzucha przez jedno z nacięć.

Trzeba tylko się nauczyć, że ruch ręką do góry oznacza ruch narzędzia w dół i na odwrót. Nikt tego tak od razu nie potrafi. Ale urologom jest łatwiej, ponieważ są zaznajomieni z endoskopem, przyzwyczajeni do nienaturalnej orientacji obrazu.

Chciałabym jeszcze wrócić do skrzypiec. Gra na instrumencie to dobry trening dla palców.

Sprawność manualna jest jednym z elementów wyszkolenia chirurga. Od chirurga wymaga się także wytrzymałości fizycznej. Trzeba stać czasem długie godziny przy stole operacyjnym.

Nigdy tak o tym nie myślałem. Ale to fakt, że sprawność manualna jest jednym z elementów wyszkolenia chirurga. Od chirurga wymaga się także wytrzymałości fizycznej. Trzeba stać czasem długie godziny przy stole operacyjnym.

Skrzypce mnie porwały, miałem w mojej wrocławskiej szkole muzycznej im. Grażyny Bacewicz wspaniałą nauczycielkę, prof. Ryszardę Knappe. Potem grywałem okazyjnie, aż w czasie jednego z kongresów medycznych, podczas kuluarowych rozmów powstał pomysł, żeby razem z kolegami, którzy też mają wykształcenie muzyczne stworzyć zespół – taki zespół jednego dnia – i zagrać dla Polskiego Towarzystwa Urologicznego. Zrobić koleżankom i kolegom niespodziankę.

Pożyczyłem od syna gitarę elektryczną i zaczęliśmy ćwiczyć, trzech profesorów, szefów klinik – Marcin Słojewski w Szczecinie, Tomasz Szydełko we Wrocławiu, ja w Krakowie. Szybko się okazało, że potrzebujemy lidera, jak na sali operacyjnej. Został nim Wojciech Stec, multiinstrumentalista, aranżer, kompozytor, świetny pedagog.

Zapanował nad wami?

Tak. Nauczył nas słuchać się nawzajem. Wydaliśmy już dwie płyty, pierwsza to covery, na drugiej są nasze kompozycje z tekstami między innymi Jacka Cygana czy Rafała Bryndala.

A na sali operacyjnej słucha pan czegoś?

Oczywiście. Ale muzyka nie może nigdy przeszkadzać, musi być tłem. Ja lubię heavy metal, jedną z moich ulubionych formacji jest Judas Priest.

Umiejętności buduje się na ćwiczeniu, ale także na uczeniu się od innych, mówił pan o swoich mistrzach. Pamięta pan taki moment, kiedy poczuł, że być może jest od nich lepszy?

To, czy uczeń przerósł mistrza, ocenia nie uczeń, tylko mistrz. Nie ośmieliłbym się porównywać do mojego mistrza, który jest dla mnie skończoną doskonałością w dziedzinie urologii, etyki zawodowej, klasy, wiedzy, sposobu nauczania, tak zostanie do mojej śmierci.

Depcze panu ktoś po piętach w pańskiej klinice?

Bardzo bym się z tego cieszył. Ale nazwałbym to inaczej, kreowaniem własnej osobowości. Uważam, że rolą nauczyciela jest pielęgnowanie osobowości uczniów. Jak ogrodnik muszę wiedzieć jak podlewać, żeby roślina nie zgniła i ile dać słońca, żeby się nie spaliła.

Czyli mało chwalić?

Nie można uczniowi w żaden sposób ograniczać kariery. Ja sukces ucznia traktuję jako własny, tego nauczył mnie mój mistrz.

Chwalić dużo. Mam taką konstrukcję, że bodziec pozytywny działa na mnie dużo bardziej niż negatywny. Nie chcę tu analizować cech swojego charakteru, mówię to dlatego, że uważam, że pozytywna motywacja działa lepiej. Na honor mistrza składa się honor jego ucznia. Nie można uczniowi w żaden sposób ograniczać kariery. Ja sukces ucznia traktuję jako własny, tego nauczył mnie mój mistrz. Nie spotkałem się do tej pory z negatywnymi ocenami mnie, jako nauczyciela, ale muszę uczciwie powiedzieć, że nigdy moich uczniów o to nie pytałem.

Co jeszcze osiągnie urologia?

Jestem po wrażeniem niewyobrażalnego postępu tej dyscypliny, która samodzielność uzyskała w 1877 roku, kiedy asystent w drezdeńskiej klinice ginekologicznej, Maksymilian Nitze, skonstruował cystoskop ze źródłem światła umieszczonym na końcu przyrządu, który wprowadzano do pęcherza.

Albo – jak chcą niektórzy – kilka lat wcześniej, kiedy w Heidelbergu Gustaw Simon wykonał pierwszą intencjonalną operację wycięcia nerki. Opisuje to Jürgen Thorwald, autor „Stulecia chirurgów” w mrożącym krew w żyłach rozdziale „Piekło Margarety Kleb”.

Ostatnie 30 lat w urologii to wielki skok, cieszę się, że jestem jego świadkiem. Myślę, że urolog drugiej połowy XXI wieku będzie bardziej urotechnologiem niż chirurgiem, wiem jednak z doświadczenia, że to człowiek czyni różnicę, a nie narzędzie.

rozmawiała Ewa Stanek-Misiąg

Prof. dr hab. med. Piotr Chłosta kieruje Katedrą i Kliniką Urologii Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, jest prezesem Polskiego Towarzystwo Urologicznego.

28.10.2019

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.

Poradnik świadomego pacjenta