Szanowni Państwo,

Medycyna Praktyczna wykorzystuje w swoich serwisach pliki cookies i inne pokrewne technologie. Używamy cookies w celu dostosowania naszych serwisów do Państwa potrzeb oraz do celów analitycznych i marketingowych. Korzystamy z cookies własnych oraz innych podmiotów – naszych partnerów biznesowych.

Ustawienia dotyczące cookies mogą Państwo zmienić samodzielnie, modyfikując ustawienia przeglądarki internetowej. Informacje dotyczące zmiany ustawień oraz szczegóły dotyczące wykorzystania wspomnianych technologii zawarte są w naszej Polityce Prywatności.

Korzystając z naszych serwisów bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie plików cookies i podobnych technologii, opisanych w Polityce Prywatności.

Państwa zgoda jest dobrowolna, jednak jej brak może wpłynąć na komfort korzystania z naszych serwisów. Udzieloną zgodę mogą Państwo wycofać w każdej chwili, co jednak pozostanie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania dokonanego wcześniej na podstawie tej zgody.

Klikając przycisk Potwierdzam, wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie wyżej wymienionych technologii oraz potwierdzacie, że ustawienia przeglądarki są zgodne z Państwa preferencjami.

Najmłodsi pacjenci w rękach zespołu ratownictwa medycznego

Karolina Krawczyk

– Dziecko jest szczególnym pacjentem. Przed nim całe życie, więc tym bardziej nie ma miejsca na błędy. Musimy sobie radzić szybko, sprawnie i, co najważniejsze, skutecznie – mówi Maciej Romaniuk, ratownik medyczny Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Bydgoszczy.


fot. iStock

Karolina Krawczyk: Czy Pana zdaniem wyposażenie zespołów ratownictwa medycznego w sprzęt stosowany w przypadku stanów nagłych u dzieci jest wystarczające?

Maciej Romaniuk: W Polsce mamy dostęp do wszystkiego, co jest niezbędne do ratowania życia i zdrowia dzieci, także tych najmniejszych. W zarządzeniu Prezesa NFZ określono, jaki sprzęt powinien stanowić wyposażenie ambulansu. Natomiast warto ambulanse doposażyć w kilka narzędzi, a gdzieniegdzie należy wymienić sprzęt na lepszy niż obecnie dostępny. W znacznym stopniu wpłynie to na szybkie i – co najważniejsze – skuteczne ratowanie.

Jakie to narzędzia?

Przede wszystkim w ambulansie musi się znajdować dobry termometr z odpowiednio niskim zakresem temperatury. Pomiar na błonie bębenkowej z wykorzystaniem techniki termistorowej stanowi dobrą alternatywę dla pomiaru wewnątrzprzełykowego, choć nie jest pozbawiony wad. Niestety nie każde pogotowie w Polsce korzysta ze sprzętu tak wysokiej jakości. Warto też wdrożyć system Broselowa, który pozwala przyporządkować pacjenta pediatrycznego do odpowiedniej grupy wiekowej na podstawie długości ciała. Polega to na tym, że w czasie akcji ratunkowej wzdłuż pacjenta rozwijana jest taśma, która na podstawie koloru wskazuje właściwy sprzęt i leki używane podczas resuscytacji. Ta metoda całkowicie niweluje możliwość popełnienia błędu nawet w najtrudniejszych sytuacjach. Obecnie ratownicy sami przygotowują leki i przeliczają dawki, a to niepotrzebnie przedłuża czas akcji ratunkowej. Musimy pamiętać, że akcja ratująca dziecko w stanie zagrożenia życia dla wszystkich oznacza ogromny stres.

Ponadto chciałbym wspomnieć o iluminatorach naczyń krwionośnych. Dzięki takiemu wyposażeniu łatwiej określić przebieg żył powierzchniowych i założyć do nich dostęp.

Czy czas poświęcony na przygotowywanie leków można zminimalizować w inny sposób?

Na pewno pomocne, a jednocześnie poręczne i proste w obsłudze narzędzie to eMPediatryczne Koło Ratunkowe. Uważam, że to fenomenalne rozwiązanie: jest tanie, dostępne dla każdego i mieści się w kieszeni. Pokazuje dawkowanie leków, dobór sprzętu, parametry fizjologiczne i ułatwia dostęp do wielu innych przydatnych informacji. Każdy powinien mieć je przy sobie podczas dyżuru. Na ustawienie koła dla odpowiedniego pacjenta wystarczy kilka sekund, należy znać tylko jego wiek.

Jak Pan ocenia sposób transportu pacjenta pediatrycznego?

W Polsce używa się – niezależnie od tego, w jakim wieku jest dziecko – specjalnej uprzęży do transportu dzieci. Uważam, że dobrze byłoby wprowadzić także uprząż rozmiarowo dopasowaną dla noworodków i niemowląt.

Według przytoczonych przez Pana podczas Ogólnopolskiego Kongresu Ratowników Medycznych statystyk, w 2017 roku na 50 tysięcy wezwań ZRM 734 stanowiły wezwania do potrzebujących pomocy dzieci. Z kolei 43% tych wezwań dotyczyło niemowląt. To nieco ponad dwoje dzieci dziennie.

Tak. Z badań wynika – i mówię to z nieukrywaną satysfakcją – że ratownicy radzą sobie z takimi przypadkami bardzo dobrze, wbrew temu, co czasami twierdzą pokrewne grupy zawodowe. Ponad połowę interwencji dotyczących dzieci realizują zespoły „P”.

Mimo tego optymizmu muszę zapytać: czy ratownicy boją się stosować leki u najmłodszych pacjentów i robią to zbyt ostrożnie?

W badaniach z 2017 r. wykazałem, że podawaliśmy leki tylko ok. 15% przypadków dzieci poniżej 2. rż. Nikt z nas, ratowników, nie jeździ zbyt często do dzieci, więc nie może się pochwalić dużym doświadczeniem w zaopatrywaniu tej grupy wiekowej. Myślę, że właśnie z tego, a także z rozsądku, wynika ostrożność w podawaniu leków – podajemy je tylko wtedy, kiedy jest to konieczne. Najczęściej są to leki przeciwbólowe i przeciwgorączkowe.

Trzeba pamiętać, że udzielanie pomocy dzieciom wymaga od ratowników nie tylko przygotowania merytorycznego, ale też zdolności manualnych. Zakładanie dostępu naczyniowego czy wykonywanie nawet najprostszych interwencji u dziecka wygląda inaczej niż u dorosłego, który może z nami współpracować.

Z drugiej strony dawkowanie jest jasno określone i trzeba się w tym orientować. Jest to o tyle trudne, że w ambulansie nie ma wagi, a jak wiadomo, leki dawkuje się według masy ciała pacjenta. Tę informację najczęściej uzyskujemy od rodziców, a jeśli to nie jest możliwe, korzystamy ze wzorów lub przyrządów, o których rozmawialiśmy. Dziecko jest szczególnym pacjentem. Przed nim całe życie, więc tym bardziej nie ma miejsca na błędy. Musimy sobie radzić szybko, sprawnie i, co najważniejsze, skutecznie.

Rozmawiała Karolina Krawczyk

12.03.2019
Zobacz także

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.

Na co choruje system ochrony zdrowia

  • Pięć minut dla pacjenta
    Lekarze rodzinni mają na zbadanie jednego pacjenta średnio po kilka minut. Taka sytuacja rodzi frustracje po obu stronach – wśród chorych, bo chcieliby więcej uwagi, oraz wśród lekarzy, bo nie mogą jej pacjentom poświęcić.
  • Dlaczego pacjenci muszą czekać w kolejkach?
    Narodowy Fundusz Zdrowia wydaje rocznie na leczenie pacjentów ponad 60 mld zł. Ale ani te pieniądze, ani rozwiązania wprowadzane przez Ministerstwo Zdrowia – tzw. pakiet onkologiczny i pakiet kolejkowy – nie zmienią sytuacji. Dlaczego?