Szanowni Państwo,

Medycyna Praktyczna wykorzystuje w swoich serwisach pliki cookies i inne pokrewne technologie. Używamy cookies w celu dostosowania naszych serwisów do Państwa potrzeb oraz do celów analitycznych i marketingowych. Korzystamy z cookies własnych oraz innych podmiotów – naszych partnerów biznesowych.

Ustawienia dotyczące cookies mogą Państwo zmienić samodzielnie, modyfikując ustawienia przeglądarki internetowej. Informacje dotyczące zmiany ustawień oraz szczegóły dotyczące wykorzystania wspomnianych technologii zawarte są w naszej Polityce Prywatności.

Korzystając z naszych serwisów bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie plików cookies i podobnych technologii, opisanych w Polityce Prywatności.

Państwa zgoda jest dobrowolna, jednak jej brak może wpłynąć na komfort korzystania z naszych serwisów. Udzieloną zgodę mogą Państwo wycofać w każdej chwili, co jednak pozostanie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania dokonanego wcześniej na podstawie tej zgody.

Klikając przycisk Potwierdzam, wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie wyżej wymienionych technologii oraz potwierdzacie, że ustawienia przeglądarki są zgodne z Państwa preferencjami.

Seksualność dzieci i młodzieży – szkodliwe stereotypy w zderzeniu z nauką

Karolina Krawczyk
Pediatria 2019/04

Koronny argument przeciwko edukacji seksualnej jest związany z rzekomą „seksualizacją” dzieci. W gruncie rzeczy opiera się on na niewiedzy, ponieważ najczęściej błędnie definiuje proces seksualizacji – mówi prof. dr hab. Maria Beisert, kierownik Zakładu Seksuologii Społecznej i Klinicznej Instytutu Psychologii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu

Maria Beisert
Prof. dr hab. Maria Beisert

Karolina Krawczyk: Co się wydarzyło, że w ostatnich latach nagłośniono potrzebę edukacji seksualnej dzieci i młodzieży?

prof. dr hab. Maria Beisert: Po pierwsze, zwiększa się świadomość, że wiedza o seksualności człowieka pomaga tę seksualność wspomagać. Wiele badań wskazuje, że jeśli ludzie wiedzą więcej na temat seksualności, to więcej przyjemności z niej czerpią i staje się ona dla nich źródłem szczęścia. Drugim czynnikiem, tym razem negatywnym, jest ciągle utrzymujący się gdzieniegdzie strach przed seksualnością. W społeczeństwie wciąż funkcjonuje wiele lęków i stereotypów, a ludzie, którzy im hołdują, bardzo często opierają się na wiedzy nieaktualnej bądź wprost fałszywej. A taka postawa może z kolei sprzyjać rozwojowi patologii seksualnej.

Czyli celem edukacji seksualnej nie jest wyłącznie nauka o seksie?

Edukacja seksualna to nauka o czynnikach biologicznych, psychicznych i kulturowych, które wpływają na seksualność człowieka. Dzięki edukacji seksualnej młody człowiek może się dowiedzieć, jak kierować swoją seksualnością, aby m.in. nie przekraczać przyjętych norm.

I chronić się przed zagrożeniami?

Też. Dzięki edukacji seksualnej dowiadujemy się, co jest normą, a co patologią seksualną i potrafimy się poruszać w wyznaczonych przez te ramy granicach. Jeśli posiadamy wiedzę, to zwiększamy obszar, który decyduje o zdrowiu i szczęściu seksualnym. W związku z tym, jeśli mamy wiedzę na temat norm, to ona chroni nas przed naruszeniem granic drugiego człowieka, zadaniem mu bólu i cierpienia, nie mówiąc już o popełnieniu przestępstwa względem niego.

Także w aspekcie wykorzystywania seksualnego dzieci? Może zapobiegać takim przypadkom?

Zdecydowanie tak! Jeśli uczymy dzieci, czym jest ich seksualność i jak się nią posługiwać, nienaruszając granic drugiego człowieka i by zawsze działać za jego zgodą, wtedy osiągamy dwa cele. Po pierwsze, dziecko wie, że nie wolno działać przeciwko drugiemu człowiekowi. A trzeba sobie jasno powiedzieć, że sprawcą wykorzystania seksualnego dziecka może być również inne dziecko. Po drugie, jeśli dziecko wie, co jest normą, a co patologią, to potrafi się trzymać z dala od tego, co jest niewłaściwe. Istnieje większa szansa, że dziecko szybko się zorientuje i właściwie zareaguje, gdy ktoś będzie chciał go wykorzystać: zaprotestuje, zwróci się o pomoc do zaufanej osoby, a w skrajnych przypadkach będzie mogło także złamać pewne społeczne normy (np. skłamie, że nikomu nie powie), będzie się bronić, uciekać. Jeśli dziecko ma sporą wiedzę o seksualności człowieka, ono samo nie będzie ani sprawcą, ani też ofiarą.

Naukowcy twierdzą, że dziecko jest istotą seksualną od początku swojego życia. Co to znaczy?

Seksualność opiera się na trzech filarach: biologicznym, psychicznym i społecznym. Człowiek jest istotą seksualną od momentu poczęcia aż do śmierci. Etap dzieciństwa to jednocześnie pewien etap rozwoju seksualnego.

W zaleceniach Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) dotyczących edukacji seksualnej podkreśla się pozytywne aspekty seksualności. Na czym one polegają w odniesieniu do dzieci i młodzieży?

W społeczeństwie wciąż funkcjonuje wiele lęków i stereotypów..., a taka postawa może z kolei sprzyjać rozwojowi patologii seksualnej.

WHO nie przedstawia niczego nowego. Seksualność człowieka jest cechą niezbywalną i niezależną od wieku. Dotyczy tak samo dziecka, jak i osoby w wieku podeszłym. Dobrze rozumiana i dobrze przeżywana seksualność może być źródłem radości, szczęścia, przyjemności, satysfakcjonujących stanów i rozwoju.

A są jakieś negatywne skutki?

Źle przeżywana seksualność może doprowadzić m.in. do nieszanowania drugiego człowieka, który jest partnerem aktywności seksualnej. Poza tym można zaobserwować przypadki, gdzie przez aktywność seksualną człowiek niszczy samego siebie, na przykład podejmując niewłaściwe, ryzykowne zachowania seksualne, które prowadzą do zagrożenia zdrowia, a nawet życia i stają się źródłem cierpienia. Trzecim aspektem, o którym trzeba wspomnieć, jest przekraczanie norm, które zostały stworzone w społeczeństwie po to, aby nasza seksualność była ujęta w jakichś granicach. Przekraczając je, naruszamy bardzo istotne, pozytywne wartości.

Czy szeroko pojęta edukacja seksualna może wpłynąć na orientację seksualną młodego człowieka? To jedna z obaw podnoszonych przez jej krytyków.

Orientacja seksualna jest uwarunkowana głównie biologicznie, a zatem edukacja seksualna nie ma wpływu na jej istotę. Wiedza zdobyta w ramach wychowania seksualnego może pomóc zdefiniować własną orientację seksualną, zrozumieć ją i zaakceptować, gdy stanie się ona orientacją wyraźnie wyłonioną. Natomiast edukacja nie uczyni człowieka hetero- czy homoseksualnym. Odpowiadają za to inne czynniki.

Czyli jakie?

Według najnowszych koncepcji głównie czynniki biologiczne. Nie istnieje jeden konkretny gen odpowiedzialny za orientację seksualną. Teorie genetyczne są oparte na wynikach badań bliźniąt (twin studies) lub rodzin (family studies), w których analizuje się zależności w rodzinie oraz stopień korelacji między tym, że członkowie rodziny są homoseksualni, a tym, że ich krewni o zbliżonym aparacie genetycznym są również homoseksualni. Wykazano, że w przypadku bliźniąt – głównie mężczyzn monozygotycznych – ta zbieżność jest duża. Argument ten wykorzystuje się do wskazania biologicznego podłoża jako tego, które jest odpowiedzialne za orientację seksualną. To samo jest z koncepcjami hormonalnymi, które pokazują, jak gospodarka hormonalna w życiu płodowym może wpływać na powstanie orientacji seksualnej. Badania naukowe wykazały jednocześnie, że w przypadku orientacji seksualnej kobiet czynniki o charakterze psychologicznym i psychospołecznym mają większy udział w jej kształtowaniu niż w przypadku mężczyzn.

Jakie argumenty najczęściej podnoszą przeciwnicy edukacji seksualnej?

Argument, którego najczęściej się używa, jest związany z seksualizacją dzieci. W gruncie rzeczy opiera się on na niewiedzy, ponieważ posługujące się nim osoby najczęściej błędnie definiują proces seksualizacji, podczas gdy jej kryteria są ściśle określone przez Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne i stoją w opozycji do zdrowej seksualności (p. ramka 1.). Z zaleceń dotyczących edukacji seksualnej jasno wynika, że informacje przekazywane dziecku muszą być dostosowane do stopnia jego rozwoju. Natomiast przeciwnicy edukacji seksualnej uważają, że miałaby ona polegać na podawaniu dziecku w ogóle wiedzy o seksualności człowieka, tak jakby sama wiedza mogła rozwój dziecka naruszyć lub zniszczyć. Tymczasem właśnie brak wiedzy o prawidłowości rozwoju seksualnego dziecka i jego potrzebach doprowadzają do tego, że wypowiedzi osób, które sprzeciwiają się edukacji seksualnej, utożsamiając ją z „seksualizacją”, są wręcz śmieszne. Moim zdaniem taka reakcja wynika nie z lęku przed tym, że młody człowiek będzie posiadał wiedzę na temat antykoncepcji czy anatomii, ale z obaw, że taką osobę trudniej będzie kontrolować lub – mówiąc dosadniej – trudniej będzie nią manipulować.

Ramka 1. Kryteria seksualizacjia według American Psychological Association:

  • wartość osoby wynika tylko z jej atrakcyjności seksualnej lub zachowania, w stopniu wykluczającym znaczenie jego innych cech
  • osoba jest dopasowywana do normy, według której atrakcyjność fizyczna (wąsko zdefiniowana) oznacza „bycie seksownym”
  • osoba jest uprzedmiotowiona pod względem seksualnym, czyli staje się dla innych raczej przedmiotem seksualnego wykorzystania niż osobą zdolną do podejmowania niezależnych działań i decyzji
  • seksualność jest narzucona osobie w niewłaściwy sposób

a nie muszą występować jednocześnie
wg APA Task Force on the sexualization of girls. 2007/2013, s. 12

W matrycy standardów edukacji seksualnej WHO z 2010 roku napisano w rubryce dotyczącej dzieci w wieku do 4 lat: „Radość i przyjemność z dotykania własnego ciała, masturbacja w okresie wczesnego dzieciństwa”. Ten punkt stał się jednym z głównych celów krytyków. Jak należy rozumieć ten zapis?

Krytycy tego zapisu uważają, że masturbacja dziecięca jest czymś negatywnym, a dotykanie własnego ciała – zjawiskiem nagannym. A to zupełnie normalne, że u dziecka między 3. a 5. rokiem życia pojawia się ciekawość dotycząca własnego ciała. To naturalny proces poznawczy i emocjonalny. W tym wieku dziecko zaczyna eksperymentować i odkrywa, że inaczej reaguje, gdy dotyka łokcia, a inaczej, gdy dotyka miejsc intymnych. Standardy, takie jak te opracowane przez WHO, wskazują jedynie, że to proces normatywny (tzn. zgodny z normą) i związany z przyjemnością poznawania swojego ciała. Zadaniem rodziców i nauczycieli jest więc adekwatne do wieku dziecka wyjaśnienie, że proces odkrywania własnego ciała jest naturalny i przyjemny. To wynika z biologii. Chodzi o przekazanie informacji, a nie o nakłanianie dzieci do takiej aktywności seksualnej czy „nauczanie masturbacji”. Dokument WHO wyjaśnia jedynie, czym jest rozwój seksualny człowieka i jakie normalne zachowania oraz zjawiska pojawiają się w poszczególnych okresach tego rozwoju.

Z drugiej strony edukacja seksualna jest doskonałą okazją do tego, by uczyć dziecko, kiedy dotyk jest niewłaściwy i jakie zachowania są społecznie niedopuszczalne. Dziecko musi się dowiedzieć, że nie wolno dotykać innych ludzi bez ich zgody, nie wolno dotykać swoich miejsc intymnych w miejscach publicznych, że istnieją pewne normy nadające kształt jego seksualności.

Edukacja seksualna … nie uczyni człowieka heteroczy homoseksualnym. Orientacja seksualna jest uwarunkowana głównie biologicznie.

Masturbacja dziecięca jest dość powszechnym zjawiskiem i formą dziecięcej aktywności seksualnej. Każdy człowiek, niezależnie od tego, na jakim jest etapie życia, przejawia pewne zachowania seksualne. A zachowania typowe dla dzieci, to właśnie masturbacja, dotykanie siebie i innych, zabawy seksualne. Wyjaśniamy więc, co to jest za zjawisko oraz wpływamy na to, że jeśli takie zachowanie ma charakter normatywny (zgodny z normą), to żeby dziecko umiało się nim cieszyć, umieścić je w odpowiednim kontekście oraz by umiało ocenić, kiedy ma ono charakter negatywny. Z punktu widzenia człowieka dorosłego (np. rodziców takich małych dzieci) ważne jest rozróżnienie, kiedy zachowania seksualne dzieci są zgodne z normą, a kiedy nie. W tym pierwszym przypadku nie trzeba wprowadzać zakazów, tylko powinno się określić dziecku, kiedy takie zachowanie może być przejawiane, a kiedy nie. Natomiast jeśli jako dorośli, profesjonaliści, widzimy, że określone zachowanie odbiega od normy, to wtedy musimy to zachowanie do normy przywrócić. To bardzo dobre, prozdrowotne wskazania WHO. Zmierzają do tego, by człowiek znał swoje ciało, chronił je i cieszył się swoją seksualnością, niezależnie od tego, czy ma 5 czy 50 lat. A osoby dorosłe, dla których seksualna aktywność dziecięca jest czymś zagrażającym, brudnym, nieczystym i niewłaściwym, opacznie interpretują istotę tych wskazań.

Czym w takim razie spojrzenie dziecka na zagadnienie seksualności różni się od spojrzenia dorosłego?

Różnice płyną z faktu, że dorosły jest rozwinięty poznawczo i emocjonalnie, dzięki czemu może zrozumieć skomplikowany poziom zagadnień seksualnych. Z kolei niedojrzałość dziecka powoduje, że te zjawiska rozumie tylko wtedy, gdy są podane w prosty, nieskomplikowany sposób. Dziecku, szczególnie małemu, wystarcza wiedza ogólna, pozbawiona szczegółów, zwłaszcza abstrakcyjnych. Jego umysł wymaga konkretnego, prostego przekazu. Stąd istnieje pewna trudność w wyjaśnianiu czynności seksualnych. Badania nad seksualnością małych dzieci wskazują, że mają one trudności ze zrozumieniem czynności, których nie widzą. Stąd trudno małemu dziecku uświadomić, na czym polega na przykład waginalny kontakt seksualny, dlatego, że pokazywanie takiego kontaktu byłoby nadużyciem i właśnie seksualizacją, a tego zrobić nie wolno. Owszem, można skorzystać z pomocy dobrze dobranych książek czy filmów animowanych, ale musi się to odbyć w sposób rozważny – i jeszcze raz chcę podkreślić – dostosowany do wieku dziecka.

Co ma Pani na myśli, mówiąc „dostosowany”?

Małe dziecko pyta na przykład: „Czy jak pan i pani się przytulają, to czy zawsze z tego będzie dzidziuś?” W takiej sytuacji wystarczy odpowiedzieć „nie, nie zawsze”. Starszemu dziecku powiemy trochę więcej, wyjaśniając, że dorośli czasem decydują się na dziecko, a czasem nie. Jeszcze starszemu dziecku będziemy mogli opowiedzieć o metodach antykoncepcji. Tak podane informacje dziecko przyjmie i będzie wiedziało, że akt seksualny nie jest niczym negatywnym, nie zawsze kończy się zapłodnieniem i urodzeniem dziecka.

Czy dzieci i młodzież boją się dojrzewania?

Nie ma prostej odpowiedzi na to pytanie. Istnieje pewna zależność między procesem seksualizacji, edukacją seksualną a lękiem związanym z procesem dojrzewania. Jeśli dobrze edukujemy dziecko w zakresie jego seksualności, to zmniejszamy poczucie tego lęku. Z kolei seksualizacja to sprowadzenie wartości człowieka przede wszystkim do jego wyglądu i „seksualnej atrakcyjności”. Dotyczy to zwłaszcza dziewcząt. Im częściej słyszą one, że ich atrakcyjność społeczna oparta jest na atrakcyjności fizycznej, tym bardziej boją się fizjologicznych zjawisk, na przykład miesiączki, pocenia się czy wydzielania śluzu pochwowego. To seksualizacja pozbawia kobietę wartości, jeśli przeżywa ona na przykład ból czy zabrudzenia podczas miesiączki. Dziewczynki, które budują swoją samoakceptację i poczucie własnej wartości na tak pojętej atrakcyjności, nie akceptują tych procesów i starają się doprowadzić do tego, by w ich życiu nie występowały. Traktują ten proces naturalnego wchodzenia w dorosłość jako coś brzydkiego, nieatrakcyjnego i niepożądanego. W taki sposób seksualizacja staje się zamachem na własną seksualność młodego człowieka. A seksualność to naturalna cecha człowieka. To, że jesteśmy istotami seksualnymi, zależy również od czynników neurobiologicznych, które przygotowują człowieka, by seksualność przyjmował jako zjawisko przyjemne. Z kolei niewłaściwa wiedza, którą nabywamy, może ten przyjemny akt zniekształcić, obudować lękiem i doprowadzić do odrzucenia. Stąd tak ważna jest edukacja seksualna, która będzie pokazywać, że zdrowie seksualne to także umiejętność czerpania radości i przyjemności z działań seksualnych.

Jakie jeszcze zagrożenia może nieść za sobą seksualizacja?

Najnowsze badania pokazują, że zjawisko seksualizacji nie polega na nauce akceptacji własnego ciała i biologii, ale na promowaniu jednolitego, ciasnego wzorca, który mówi, że atrakcyjnym może być tylko ten człowiek, który jest zdrowy, młody i ładny. To niebezpieczny i negatywny wzorzec, bo przecież istnieje cała grupa ludzi, którzy nie są ani zdrowi, ani ładni, ani młodzi, a także chcą i mogą czerpać przyjemność ze swojej seksualności. Podobnie jest z osobami z niepełnosprawnością intelektualną czy fizyczną – zjawisko seksualizacji może powodować, że takie osoby zaczną myśleć, że przyjemność czerpana z własnej seksualności nie jest dla nich. Niestety coraz częściej spotykamy się także ze zjawiskiem samoseksualizacji, czyli uznawaniem tego, co mówi otoczenie, za jedyną słuszną i wartą uwagi opinię na temat własnej seksualności.

A skąd dzieci czerpią wiedzę na temat seksualności?

Niestety niekoniecznie ze źródeł, które chcielibyśmy promować. Na pewno takim miejscem jest Internet z całym „dobrodziejstwem inwentarza”. Niewłaściwym źródłem jest na pewno pornografia, która w żaden sposób nie pełni funkcji edukacyjnej, a jedynie ma za zadanie pobudzić aktywność seksualną. Badania jasno pokazują negatywny wpływ pornografii na człowieka, ponieważ przekaz, który ona niesie, jest fałszywy i niszczy seksualność. Ponadto dzieci i młodzież czerpią wiedzę od swoich rówieśników. Dużą rolę odgrywają także media, Kościół i inne instytucje, które pełnią funkcję edukacyjną i wychowawczą.

Standardy edukacji seksualnej WHO to bardzo dobre, prozdrowotne wskazania. Zmierzają do tego, by człowiek znał swoje ciało, chronił je i cieszył się swoją seksualnością, niezależnie od tego, czy ma 5 czy 50 lat.

Ale właściwymi źródłami, z których młody człowiek może czerpać wiedzę, są opracowania profesjonalistów. Co ważne, dziecko nie musi mieć dostępu do tego typu źródeł, bo zawartą w nich wiedzę mogą przekazywać rodzice i nauczyciele. Na małe dziecko oddziałują przede wszystkim rodzice. Dopiero później, gdy dziecko dorasta, zaczyna czerpać informacje od rówieśników, z zajęć szkolnych, z kontaktów w klubach sportowych itd.

Jak wygląda edukacja seksualna w rodzinach? Czy zależy na przykład od miejsca zamieszkania lub wykształcenia rodziców?

Wyniki badań wskazują tu na pewną prawidłowość: za wychowanie seksualne zawsze odpowiedzialna jest matka. Niezależnie od tego, czy dziecko wychowywało się w rodzinie pełnej czy nie, to kobieta wychodziła naprzeciw pytaniom i pełniła rolę głównego wychowawcy seksualnego. A to nie jest dobre rozwiązanie. Edukacja w rodzinach istnieje, ale nie zawsze jest ona prowadzona w sposób świadomy. Zazwyczaj przyjmuje formę socjalizacji pierwotnej, tzn. „dzieje się” niejako przy okazji – dziecko słyszy rozmowy rodziców, czasem wyłapuje także te niewłaściwe, wulgarne sygnały o negatywnej konotacji. Edukacja nie zawsze jest zamierzona, co sprawia, że może być źle przeprowadzona z powodu nieodpowiedniej formy i treści.

Czy uważa Pani, że polscy pediatrzy są dobrze przygotowani do rozmowy o problemach seksualności dzieci i młodzieży?

Trudno mi wyrokować, bo nie mam zbyt dużego kontaktu z pediatrami. Zawęża się on do grona osób, które są uczestnikami studiów podyplomowych, które prowadzę. Na tej podstawie mogę powiedzieć, że choć większość lekarzy wie więcej niż przeciętny „Kowalski”, to nie jest to wiedza pełna. Na pewno lekarze powinni wiedzieć, na czym polega prawidłowy rozwój seksualny dziecka od momentu powstania płci chromosomalnej do zakończenia okresu dorastania. To podstawowa wiedza na temat prawidłowości rozwojowych. Kolejnym ważnym obszarem jest wiedza na temat patologii seksualnych. Ostatnim obszarem są kryteria diagnozowania normy oraz wiedza o tym, jak odróżnić normę od patologii. Lekarz musi wiedzieć, co należy do zachowań normatywnych dziecka i nastolatka, oraz kiedy i w jakich warunkach te zachowania występują.

Dlaczego tak ważna jest wiedza na temat norm?

Brak wiedzy powoduje, że zachowania, które mieszczą się w granicach normy, są traktowane jako patologia, jako coś niewłaściwego. Za zachowania pozanormatywne – bez żadnego rozeznania – uznawane są głównie: masturbacja dziecięca, podglądactwo czy zachowania inwazyjne dzieci (tzn. naruszające nietykalność cielesną innego dziecka). Największym błędem lekarzy jest to, że gdy tylko pojawi się zachowanie seksualne dziecka, to nie badają jego istoty, przyjmując jedną z dwóch skrajnych postaw: całkowitej akceptacji lub całkowitego odrzucenia. Tymczasem pediatra powinien ocenić, czy dane zachowanie seksualne spełnia 6 kryteriów normy. Jeśli spełnia wszystkie, to mówimy, że jest zachowaniem normatywnym, a jeśli nie spełnia co najmniej jednego, mamy do czynienia z podejrzeniem patologii (ramka 2.).

Na jakie problemy związane z seksualnością powinni być szczególnie wyczuleni pediatrzy?

Na dobrą ocenę normy, o czym już mówiłyśmy. Lekarze nie powinni interweniować, gdy zachowanie nie spełnia kryteriów zaburzenia. Jednocześnie drugim ważnym obszarem jest to, aby nie lekceważyli objawów zaburzeń. Pediatrzy powinni być również wyczuleni i odpowiednio wcześnie zareagować na sytuacje, które są związane z patologią, przemocą seksualną wobec dziecka i jego seksualizacją. Niestety nie ma kryteriów, które by pozwoliły jednoznacznie określić, gdzie przebiega ta cienka granica między normą a patologią. Jedynym pewnym kryterium, które pokazuje, że dziecko padło ofiarą przemocy, jest ciąża, ale nie zawsze kontakt seksualny kończy się ciążą. Objawami, które z dużym prawdopodobieństwem wskazują na przemoc seksualną wobec dziecka, są m.in. zakażenia przenoszone drogą płciową lub wyraźna seksualizacja dziecka (ramka 1.).

Ramka 2. Kryteria normy zachowań seksualnych dzieci i ich interpretacjaa

Zachowanie seksualne dziecka mieści się w granicach normy, jeżeli:

  1. nie utrudnia realizacji zadań rozwojowych przewidzianych dla danego okresu
  2. mieści się w repertuarze zachowań dla danego wieku
  3. dokonuje się między osobami w podobnym wieku (różnica wieku ≤3 lata) i w tej samej fazie rozwoju
  4. opiera się na zasadzie dobrowolności
  5. nie narusza zdrowia i nie naraża życia
  6. mieści się w ramach przyjętego porządku społecznego

a spełnione są wszystkie kryteria – zachowanie jest normatywne, nie spełniono co najmniej jednego – podejrzenie patologii

Jak poznać, że młody człowiek chciałby zadać pytania na „te tematy”?

Idealną sytuacją byłoby, gdyby lekarz się nad tym nie zastanawiał, ale zapytał pacjenta wprost: „Czy jest coś, o co chciałabyś/chciałbyś zapytać lub o czymś porozmawiać? Wiem, że młodzi ludzie mają wiele pytań i wątpliwości, a ja jestem lekarzem i jestem po to, żeby Tobie pomóc. Możesz też spokojnie pytać o seks”.

Dziękuję za rozmowę.

prof. dr hab. Maria Beisert – prawnik, psycholog, seksuolog, kierownik Zakładu Seksuologii Klinicznej i Społecznej Instytutu Psychologii Uniwersytetu Adama Mickiewicza (UAM) w Poznaniu i Podyplomowego Studium Seksuologii Klinicznej przy Instytucie Psychologii UAM. Jest wiceprezesem Polskiego Towarzystwa Seksuologicznego, należy do European Society on Family Relations. Autorka wielu artykułów naukowych z dziedziny rozwoju seksualnego oraz książek: „Seks twojego dziecka”, „Rozwód. Proces radzenia sobie z kryzysem”, „Kazirodztwo. Rodzice w roli sprawców”, „Seksualność w cyklu życia człowieka”, „Pedofilia. Geneza i mechanizm zaburzenia”.

23.08.2019

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.

Na co choruje system ochrony zdrowia

  • Akcja „Polska to chory kraj”
    Jeśli każdego roku nowotwory są przyczyną śmierci ok. 100 tys. Polaków, a dostęp do leczenia raka jest na jednym z najniższych poziomów w Unii Europejskiej, jeśli średni czas oczekiwania na wizytę u endokrynologa wynosi 24 miesiące, a u kardiologa dziecięcego 12 miesięcy, jeśli na 1000 mieszkańców Polski przypada 2,4 lekarza, jeśli polskie szpitale są zadłużone na 14 mld złotych, to diagnoza musi brzmieć – Polska to chory kraj. Ale lekarze opracowali terapię. I apelują, aby rozpocząć ją jak najszybciej.
  • Pięć minut dla pacjenta
    Lekarze rodzinni mają na zbadanie jednego pacjenta średnio po kilka minut. Taka sytuacja rodzi frustracje po obu stronach – wśród chorych, bo chcieliby więcej uwagi, oraz wśród lekarzy, bo nie mogą jej pacjentom poświęcić.