Szanowni Państwo,

Medycyna Praktyczna wykorzystuje w swoich serwisach pliki cookies i inne pokrewne technologie. Używamy cookies w celu dostosowania naszych serwisów do Państwa potrzeb oraz do celów analitycznych i marketingowych. Korzystamy z cookies własnych oraz innych podmiotów – naszych partnerów biznesowych.

Ustawienia dotyczące cookies mogą Państwo zmienić samodzielnie, modyfikując ustawienia przeglądarki internetowej. Informacje dotyczące zmiany ustawień oraz szczegóły dotyczące wykorzystania wspomnianych technologii zawarte są w naszej Polityce Prywatności.

Korzystając z naszych serwisów bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie plików cookies i podobnych technologii, opisanych w Polityce Prywatności.

Państwa zgoda jest dobrowolna, jednak jej brak może wpłynąć na komfort korzystania z naszych serwisów. Udzieloną zgodę mogą Państwo wycofać w każdej chwili, co jednak pozostanie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania dokonanego wcześniej na podstawie tej zgody.

Klikając przycisk Potwierdzam, wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie wyżej wymienionych technologii oraz potwierdzacie, że ustawienia przeglądarki są zgodne z Państwa preferencjami.

(Bez)urazowe wakacje

Z dr. Dariuszem Chmielem, chirurgiem dziecięcym, rozmawia Andrzej Kaczmarczyk

Istotne jest nie to, co się stało, ale to, co się dzieje. Uraz może wyglądać na poważny, ale okaże się niegroźny i na odwrót. Dziecko może wypaść z wózka bez żadnych konsekwencji, a może lekko uderzyć głową o ścianę na skutek potknięcia i po chwili zacząć wymiotować. Spokój, rozsądek i rzetelna obserwacja - oto właściwe zachowanie.

BMX, wakacje
Fot. Pixabay.com

Andrzej Kaczmarczyk: Jakie urazy mechaniczne u dzieci zdarzają się najczęściej?

Dariusz Chmiel, chirurg dziecięcy: Dominują urazy głowy związane po prostu z działaniem energii kinetycznej. To około 50-60% wszystkich dziecięcych urazów mechanicznych. Następne w kolejności są urazy kończyn, w tym oczywiście złamania.

Skoro mówimy częstych urazach głowy to zapytam, czy tak zalecane kaski rzeczywiście są skutecznym zabezpieczeniem przez skutkami wypadku?

Oczywiście. Kask podczas jazdy na nartach czy na rowerze to profilaktyka, a jak wiadomo profilaktyka to najlepszy sposób leczenia. Używanie kasków skutecznie zapobiega urazom lub zmniejsza ich skutki. Dowody na to mamy w naszym szpitalu na co dzień. Dobrze, że wprowadzono prawny obowiązek używania przez dzieci kasków na stokach narciarskich. Marzy mi się, żeby takie przepisy dotyczyły też rowerzystów. A dorośli powinni pod tym względem dawać przykład. Doradzam nabywanie kasków wysokiej jakości i odpowiednio dopasowanych. Jeżeli nie mamy na ten temat dostatecznej wiedzy, zapytajmy specjalistę.

Używanie kasków skutecznie zapobiega urazom lub zmniejsza ich skutki. Dowody na to mamy w naszym szpitalu na co dzień.

A inne zabezpieczenia, np. ochraniacze kolan czy łokci?

W przypadku roweru bezapelacyjnie zalecam kask. Natomiast najczęstsze urazy przy jeździe na rolkach, deskorolkach czy łyżworolkach to urazy kończyn górnych. Tu bardzo cenne są zabezpieczenia na nadgarstki i łokcie. Skutecznie zabezpieczają przed otarciami, potłuczeniami, a także złamaniami.

A bardziej wyrafinowane zabezpieczenia? Np. specjalne zabezpieczenia kręgosłupa?

To dobre przy wyczynowej jeździe terenowej. W przypadku jazdy w parku lub na podobnym terenie to przesada. To sprzęt drogi i krępujący ruchy. Kask i ochrona nadgarstków, łokci oraz kolan to wystarczające zabezpieczenie. Urazy kręgosłupa przy jeździe rekreacyjnej na rowerze są nieliczne.

Od profilaktyki przejdźmy do reakcji na wypadek i pierwszej pomocy. Jak rozpoznać, czy uraz jest poważny i wymaga pomocy lekarskiej?

Jeśli już dojdzie do urazu mechanicznego, to najważniejsze jest prawidłowe rozpoznanie objawów. Często rodzice, roztrzęsieni i pełni obaw o zdrowie dziecka, pędzą do najbliższego szpitala nawet wiele kilometrów, gdy tymczasem uraz jest drobny i nie wymaga lekarskich oględzin. Najważniejsze jest zachowanie spokoju i rozsądku oraz rzetelna obserwacja, czy i jakie objawy u dziecka występują - to zdecydowanie lepsze zachowanie niż jazda do najbliższej izby przyjęć lub SOR-u i tam wyczekiwanie godzinami na spotkanie z lekarzem.

No więc zachowujemy spokój i co dalej?

Jeśli po urazie nie było utraty przytomności, wymiotów, napadu drgawek, a dziecko zachowuje się w miarę normalnie, to należy mu podać coś do picia i obserwować. Jeżeli bezpośrednio po urazie lub później wystąpi któryś z wymienionych objawów, albo dziecko nagle zrobi się senne lub będzie miało kłopoty z kontaktem z otoczeniem, to trzeba wezwać pomoc lub przyjechać na oddział ratunkowy. Istotne jest nie to, co się stało, ale to, co się dzieje. Uraz może wyglądać na poważny, ale okaże się niegroźny i na odwrót. Dziecko może wypaść z wózka bez żadnych konsekwencji, a może lekko uderzyć głową o ścianę na skutek potknięcia i po chwili zacząć wymiotować. Spokój, rozsądek i rzetelna obserwacja - oto właściwe zachowanie.

A reakcja na przypadki mniej niebezpieczne niż uraz głowy, czyli urazy stawów, ścięgien, stłuczenia?

Jeżeli dziecko po urazie skrętnym stawu skokowego - bardzo częsty przypadek - pójdzie wieczorem spać z niewielkimi dolegliwościami bólowymi, a rano wstając, nie może się oprzeć na tej nodze, to nie należy jeszcze bić na alarm. Staw skokowy po nocnym odpoczynku musi się rozgrzać. Tymczasem przestraszeni rodzice często wiozą dziecko na SOR, a  po kilku godzinach czekania sami są zdziwieni, że objawy ustąpiły. Po takim urazie poranne dolegliwości mogą występować nawet przez kilka dni. Oczywiście to nie znaczy, że nie możemy dziecku pomóc. Altacet i żele przeciwbólowe to właściwe leczenie domowe.

A jakie objawy powinny nas zaniepokoić?

Na pewno powodem do niepokoju jest sytuacja, gdy dziecko bezpośrednio po urazie lub w niedługim czasie po nim, nie może obciążyć kontuzjowanej kończyny, oprzeć się na niej. Wtedy zdecydowanie trzeba się udać do szpitala.

Czasami nie jest rzeczą prostą odróżnienie poważnego stłuczenia od zamkniętego złamania...

...ale zawsze przy złamaniu kontuzjowany nie będzie mógł chodzić, a przy stłuczeniu, czasem z bólem, ale jest to możliwe. Oczywiście oprócz tego „testu obciążenia” należy zwracać uwagę też na wcześniej wymienione objawy.


Fot. Pixabay.com

Skupmy się na pierwszej pomocy w poważniejszych przypadkach, gdy mamy do czynienia z wysoce niepokojącymi objawami, o których mówiliśmy wcześniej. Co robić?

Najważniejsze - powtórzę jeszcze raz - nie panikować. Zachować spokój. Jeżeli mamy do czynienia z utratą przytomności najlepiej wezwać karetkę.

W wypadku poważnych urazów głowy czy złamań kończyn, nie powinniśmy dziecka poić, karmić czy pocieszać słodyczami. Bo jeśli się okaże, że dziecko będzie musiało mieć zabieg, np. nastawiania złamanej kości, to podanie płynów lub żywności opóźni jego przeprowadzenie.

Cucić czy nie?

Nie. Nie spryskiwać wodą i nie podawać płynów. Wręcz przeciwnie. W wypadku poważnych urazów głowy czy złamań kończyn, nawet po odzyskaniu przytomności nie powinniśmy dziecka poić, karmić czy pocieszać słodyczami. Dlaczego? Bo jeśli się okaże, że dziecko będzie musiało mieć zabieg, np. nastawiania złamanej kości, to podanie płynów lub żywności opóźni przeprowadzenie zabiegu. Podstawowa zasada anestezjologiczna mówi, że poza przypadkami zagrożenia życia nie operuje się dzieci przed upływem 4 godzin od ostatniego przyjęcia płynów i 6 godzin od ostatniego posiłku.

Czy to apel do rodziców? W wypadku podejrzenia poważnych urazów nie podawajcie niczego do picia czy jedzenia, bo to w konsekwencji odsunie w czasie udzielenie dziecku pomocy?

Dokładnie tak. Natomiast nie ma to znaczenia przy lekkich obrażeniach, nawet jeżeli wiążą się z dużym guzem na głowie (bez uszkodzenia ciągłości skóry) czy opuchlizną w zakresie kończyn - jeśli oczywiście nie podejrzewamy złamania, o czym wspominałem wcześniej. W tych przypadkach bardziej od lekarza potrzebny jest okład z lodu, który zmniejszy obrzęk i zapobiegnie utworzeniu się krwiaka. Jeżeli nie ma innych niepokojących objawów, a jednak mamy obawy, należy udać się po prostu do lekarza rodzinnego. Tam często otrzymamy poradę szybciej niż na SOR.

Co robić w przypadku zranień?

Jeżeli rana jest drobna, czyli nie jest głęboka i ma długość do 1 cm, to można ją spokojnie samemu zdezynfekować i zaopatrzyć jałowym opatrunkiem. Jeżeli rana jest większa, głębsza (ścianki się rozchodzą i widać tkanki głębokie) i - co się z tym zazwyczaj wiąże - mocno krwawi, to musi zostać zaopatrzona przez chirurga (np. poprzez założenie szwów), żeby uniknąć powikłań przy gojeniu. W wypadku tych poważniejszych zranień, kwalifikujących się do szycia, ważne jest, żeby nie zwlekać. Zgodnie z chirurgicznymi wytycznymi ranę mającą powyżej 6 godzin uważa się za ranę zastarzałą i może się już nie kwalifikować do szycia, co z kolei może skutkować większą blizną.

Jak tamować krew w przypadku ran silniej krwawiących?

Pomimo krwawienia najpierw ranę należy oczyścić i ewentualnie odkazić za pomocą środków, które wymieniłem wcześniej. Jeśli ich nie posiadamy, to w ostateczności można użyć czystej, przegotowanej wody. Potem trzeba na ranie położyć kilka gazików i zastosować ucisk. Można to po prostu zrobić ręką lub bandażem elastycznym. W tym przypadku bandaż, nawet zwykły, ma przewagę nad wymienionymi wcześniej opaskami elastycznymi, które do tego celu się nie nadają.

Czy w przypadku krwawiących ran kończyn stosować jakieś paski uciskowe powyżej rany odcinające dopływ krwi do zranionej kończyny?

Lepiej nie. To procedura stosowana w najpoważniejszych przypadkach np. częściowej amputacji. Powinna być stosowana przez osobę przeszkoloną, bo inaczej może bardziej zaszkodzić niż pomóc. To tylko z pozoru prosta czynność. Taka opaska musi być zdejmowana lub poluzowywana co 15-20 minut, bo może spowodować nawet nieodwracalną martwicę odciętej od dopływu krwi kończyny. Zresztą naprawdę w zdecydowanej większości tamowanie krwawienia poprzez bezpośredni ucisk samej rany wystarczy.

Co robić w wypadku oparzeń?

W tej sprawie muszę wyjaśnić, które oparzenia są bardzo poważne, a które mniej. Każde oparzenie, nawet u osoby dorosłej, powyżej 10% powierzchni ciała jest bardzo niebezpieczne i prawdopodobnie będzie wymagać hospitalizacji, choć oczywiście każdy przypadek trzeba traktować indywidualnie. Jak policzyć te 10%? Otóż uznaje się, ogólnie rzecz biorąc, że powierzchnia dłoni danej osoby odpowiada 1% powierzchni jej ciała.

Natomiast są na naszym ciele tzw. okolice wstrząsorodne, przy których oparzenie nawet 1% powierzchni ciała może skutkować wstrząsem. Te okolice to twarz, szyja, krocze, okolice narządów płciowych oraz okolice dołów pachowych (czyli miejsca pod pachami i w okolicy). Do miejsc wstrząsorodnych zalicza się też przednie okolice stawów łokciowych. W przypadku nawet niewielkich i z pozoru niegroźnych oparzeń w wymienionych miejscach przyjmujemy pacjentów do szpitala na minimum całodobową obserwację. Skutki poparzeń to poważna i indywidualna sprawa, zależna od przyczyny, czasu ekspozycji na wysoką temperaturę, wielkości, miejsca i wieku pacjenta. Im młodszy poszkodowany tym większe niebezpieczeństwo. Poza bardzo drobnymi oparzeniami warto, po udzieleniu pierwszej pomocy skonsultować się z lekarzem, a w poważniejszych przypadkach wezwać karetkę.

W przypadku lekkich urazów bardziej od lekarza potrzebny jest okład z lodu, który zmniejszy obrzęk i zapobiegnie utworzeniu się krwiaka.

Jak udzielić pierwszej pomocy osobie poparzonej?

Są takie trzy zasady. Po pierwsze schłodzić miejsce oparzenia.

Czym?

Bezwzględnie wodą i to zimną, ale nie lodowatą. Najlepiej w wannie lub pod natryskiem. Jeśli się da to najlepiej ściągnąć wcześniej ubranie, a najbezpieczniej można to zrobić po prostu rozcinając je w okolicy oparzenia. Inaczej może się okazać, że ściągniemy ubranie razem z poparzoną skórą.

Jak długo chłodzić oparzone miejsce?

Co najmniej kilkanaście minut. W niektórych wytycznych chirurgicznych spotyka się określenie, że aż „do wystąpienia dreszczy”.

Krok drugi?

Podanie środków przeciwbólowych. Najlepiej w czopkach i w dawce nawet nieco większej niż zalecana w ulotkach. Należy raczej unikać środków doustnych, bo przy poważnym poparzeniu musimy się liczyć z koniecznością zaopatrzenia na bloku operacyjnym z udziałem anestezjologa.

Krok trzeci?

Zabezpieczyć ranę czystym opatrunkiem. Najlepiej jałowymi gazami czy jałowymi chustami z apteczki. Jeżeli ich nie mamy, możemy użyć nawet fragmentu czystego prześcieradła. Pierwszą warstwę opatrunku dobrze jest zmoczyć solą fizjologiczną. Potem udajemy się do szpitala. W przypadku lżejszych oparzeń możemy pojechać własnym transportem. Natomiast w przypadkach poparzeń rozległych (zwłaszcza powyżej 10%), oparzeń jamy ustnej, oparzeń gorącymi gazami, np. przy wybuchu, gdy uszkodzony może być również układ oddechowy, lepiej jednak wezwać karetkę.

Dr Dariusz Chmiel jest chirurgiem dziecięcym, pracuje na Szpitalnym Odziale Ratunkowym Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie.

12.07.2016

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.

Na co choruje system ochrony zdrowia

  • Pięć minut dla pacjenta
    Lekarze rodzinni mają na zbadanie jednego pacjenta średnio po kilka minut. Taka sytuacja rodzi frustracje po obu stronach – wśród chorych, bo chcieliby więcej uwagi, oraz wśród lekarzy, bo nie mogą jej pacjentom poświęcić.
  • Dlaczego pacjenci muszą czekać w kolejkach?
    Narodowy Fundusz Zdrowia wydaje rocznie na leczenie pacjentów ponad 60 mld zł. Ale ani te pieniądze, ani rozwiązania wprowadzane przez Ministerstwo Zdrowia – tzw. pakiet onkologiczny i pakiet kolejkowy – nie zmienią sytuacji. Dlaczego?