Między odpornością a dezinformacją

Patrycja Szura
Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie

Współczesna nauka coraz wyraźniej pokazuje, że zdrowie człowieka to efekt złożonych zależności między organizmem, środowiskiem i informacją. Prof. Agnieszka Szuster-Ciesielska mówi o tym, co dziś realnie wpływa na funkcjonowanie naszego organizmu – od prowadzonych badań nad potencjalnymi przyczynami alergii, przez mechanizmy odporności, aż po szczepienia, edukację zdrowotną i dezinformację. To właśnie w tym szerokim kontekście pytania o zdrowie nabierają dziś szczególnego znaczenia.


Prof. Agnieszka Szuster-Ciesielska. Fot. UMCS

  • U ok. 30% osób z astmą czy objawami alergii wziewnej mimo pełnej diagnostyki nie udaje się wskazać jednoznacznego alergenu
  • Wraz ze zmianami klimatu obserwujemy przesuwanie się zasięgów wielu roślin i pasożytujących na nich gatunków grzybów, które uwalniają ogromne ilości zarodników do powietrza
  • Sprawdzaliśmy, czy osiem powszechnie występujących pasożytniczych grzybów roślin ma potencjał alergenny. Okazało się, że w przypadku sześciu z nich tak
  • Chcemy sprawdzić, czy u osób z astmą, u których nie udaje się wykryć przyczyny uczulenia klasycznymi testami, występują przeciwciała skierowane właśnie przeciwko tym gatunkom

Patrycja Szura: W swojej pracy badawczej zajmuje się Pani m.in. mikroskopijnymi grzybami fitopatogennymi jako potencjalnymi przyczynami reakcji alergicznych u ludzi. Jakie wnioski z prowadzonych obecnie badań uważa Pani za szczególnie istotne z punktu widzenia naszego zdrowia i czy są już jakieś sygnały, które zmieniają nasze rozumienie tego, jak organizm reaguje na tego typu alergeny?

Prof. Agnieszka Szuster-Ciesielska: Astma i alergie wziewne są dziś jednym z głównych problemów zdrowotnych. Liczba chorych rośnie z roku na rok. Choroby alergiczne układu oddechowego wywołują tzw. alergeny wziewne, czyli substancje, które wdychamy. Najczęściej są to pyłki roślin, roztocza kurzu domowego, sierść i naskórek zwierząt, ale także pleśnie czy niektóre zanieczyszczenia środowiskowe.

Standardowe alergeny używane w diagnostyce mają pomóc ustalić, na co konkretnie jesteśmy uczuleni, tak aby można było zastosować unikanie alergenu lub ewentualnie immunoterapię, potocznie nazywaną odczulaniem. Wykonuje się w tym celu testy skórne. Na skórę lub śródskórnie podaje się niewielkie ilości roztworów różnych alergenów i obserwuje się, czy pojawi się typowa reakcja, np. bąbel i zaczerwienienie. Trzeba jednak pamiętać, że panel dostępnych „wzorców” jest ograniczony.

Dlatego u około 30% osób z astmą czy objawami alergii wziewnej mimo pełnej diagnostyki nie udaje się wskazać jednoznacznego alergenu, stąd przypuszczamy, że przyczyną są inne czynniki uczulające, których jeszcze nie umiemy rutynowo badać lub złożone interakcje środowiskowe.

Właśnie dlatego pochyliliśmy się nad rolą niebadanych dotychczas grzybów w astmie. Zwróciliśmy szczególną uwagę na grzybowe pasożyty roślin dotykające roślin uprawnych, jak śliwa, malina czy dynia, ale też rośliny zielne, jak powój czy konwalia. Grzyby od dawna są znanym źródłem alergenów, ale wraz ze zmianami klimatu obserwujemy przesuwanie się zasięgów wielu roślin i pasożytujących na nich gatunków grzybów, które uwalniają ogromne ilości zarodników do powietrza. Uważa się, że te zarodniki mogą docierać głęboko do dróg oddechowych i wywoływać reakcje uczuleniowe. To właśnie owo „prawdopodobnie” stało się punktem wyjścia naszych projektów.

Pierwszy z nich, już zakończony, obejmował badania in vitro i na modelach zwierzęcych. Sprawdzaliśmy, czy osiem powszechnie występujących pasożytniczych grzybów roślin ma potencjał alergenny. Okazało się, że w przypadku sześciu z nich tak, co potwierdziliśmy również w doświadczeniach na zwierzętach. W obecnym projekcie chcemy sprawdzić, czy u osób z astmą, u których nie udaje się wykryć przyczyny uczulenia klasycznymi testami, występują przeciwciała skierowane właśnie przeciwko tym gatunkom. Gdyby tak było, mielibyśmy mocny dowód, że te grzyby mogą odpowiadać za część tzw. astmy o niejasnym czynniku inicjującym.

Kolejnym krokiem, jeśli nasze hipotezy się potwierdzą, będzie staranie się o finansowanie na opracowanie nowych wzorców do diagnostyki alergologicznej. Docelowo chcielibyśmy, żeby lekarz, który ma przed sobą pacjenta z nawracającą astmą bez uchwytnej przyczyny, mógł zlecić także testy na te konkretne alergeny grzybowe. To mogłoby ułatwić postawienie rozpoznania i lepsze dopasowanie leczenia oraz zaleceń środowiskowych.

Ważnym elementem Pani zainteresowań są kwestie dotyczące odporności. Stąd moje kolejne pytanie. Immunologia coraz częściej wykracza poza granice pojedynczego organizmu, obejmując takie zagadnienia jak odporność populacyjna, mikrobiom czy wpływ środowiska. W komentarzu eksperckim dla Nauki UMCS pt: „Odporność mamy w genach” zwracała Pani uwagę, że odporność nie jest taka sama u wszystkich i zależy od wielu czynników, w tym genów czy płci. Które mechanizmy: komórkowe, regulacyjne czy środowiskowe uznałaby Pani za kluczowe dla stabilnego funkcjonowania odporności?

Kluczowe dla stabilnej odporności są trzy powiązane ze sobą elementy. Po pierwsze sprawnie działające bariery – błony śluzowe dróg oddechowych i jelit oraz związany z nimi mikrobiom, który „trenuje” układ odpornościowy i pomaga odróżniać to, co naprawdę groźne, od tego, co obojętne. Po drugie dobra równowaga między komórkami efektorowymi a regulacyjnymi, przede wszystkim limfocytami T regulatorowymi, która zapobiega zarówno przewlekłym stanom zapalnym, jak i nadmiernym reakcjom alergicznym czy autoimmunologicznym. Po trzecie styl życia, który nie przeciąża przewlekle układu odpornościowego: regularny sen, aktywność fizyczna, brak używek oraz szczepienia chroniące przed najpoważniejszymi zakażeniami. To właśnie na styku genów, mikrobiomu, regulacji zapalenia i środowiska rozstrzyga się, czy nasza odporność jest stabilna, czy łatwo wytrącić ją z równowagi.

W debacie publicznej wokół tematu odporności funkcjonuje wiele uproszczeń, często wzmacnianych przez rynek suplementów czy popularne strategie „detoksu”. Które elementy stylu życia mają rzeczywiście udokumentowany wpływ na funkcjonowanie układu odpornościowego, a które pozostają w sferze marketingu lub efektu placebo? Gdzie, z perspektywy badań, przebiega granica między potocznym wyobrażeniem „wzmacniania odporności” a działaniami mającymi rzeczywiste znaczenie biologiczne?

Tak, bardzo często jesteśmy bombardowani takimi informacjami: „Czy chcesz wzmocnić swój układ immunologiczny?” albo „Zażyj ten preparat i Twoja odporność wzbije się na wyżyny”. To są rzeczywiście tylko chwyty marketingowe, dlatego że nasza odpowiedź immunologiczna sama sobie reguluje, kiedy się wzbija na wyżyny, kiedy się aktywuje, a kiedy dochodzi do jej wyciszenia. I nie może być tak, że jest ona ciągle w stanie pobudzenia, dlatego że to jest już wstęp do autoagresji, do chorób autoimmunologicznych.

Tę odpowiedź immunologiczną tak ewolucja wykształciła, że aktywuje się w obliczu patogenów, zagrożenia, powstawania ran. Natomiast w warunkach fizjologicznych, kiedy takiego zagrożenia nie ma, jest ona wyciszona, ale gotowa oczywiście w każdej chwili, aby podjąć wyzwanie obronne. Dlatego stosowanie wszelkich środków, które mają nam podnieść odporność w sytuacji, kiedy nie ma takiej potrzeby, może być nawet niebezpieczne. Lekarz rzeczywiście może zwrócić uwagę przy indywidualnej rozmowie z pacjentem, czy są mu potrzebne jakieś witaminy czy mikroelementy, co zawsze ma podłoże udokumentowane badaniem np. w laboratorium. Jeśli do tego dochodzi jeszcze np. jakaś gwałtowna głodówka, czy szybkie odchudzanie się, to tutaj ten organizm można byłoby wspomóc, ale to lekarz decyduje o tym, które pierwiastki i jakie preparaty byłyby pomocne dla tej konkretnej osoby.

Jeśli mówimy o realnym wpływie stylu życia na odporność, to najlepiej udokumentowane są bardzo przyziemne rzeczy: ¬regularny, dobrej jakości sen, umiarkowana aktywność fizyczna, niepalenie, utrzymywanie prawidłowej masy ciała i dieta bogata w warzywa, owoce, pełne ziarna, zdrowe tłuszcze, czyli to, co sprzyja też układowi krążenia czy metabolizmowi. Ważnym, konkretnym narzędziem wzmacniania odporności są również szczepienia. Nie „podkręcają” one układu odpornościowego na stałe, ale uczą go rozpoznawać określone patogeny i dzięki temu zmniejszają ryzyko ciężkiego przebiegu infekcji.

Zdarza się, że mimo braku jednoznacznej diagnozy czujemy, że organizm nie funkcjonuje tak jak powinien – pojawia się większa podatność na infekcje czy ogólne osłabienie. Jakie czynniki najczęściej odpowiadają za takie subtelne zaburzenia odporności? Jak je rozpoznawać i kiedy warto rozważyć konsultację specjalistyczną zamiast dalszego leczenia objawowego?

Jeśli dochodzi do rzeczywistego załamania odpowiedzi immunologicznej, zwykle widzimy bardzo częste infekcje, które trwają długo, są trudno wyleczalne, nawracają po krótkich przerwach lub przybierają nietypowo ciężki przebieg, to jest sygnał, że warto zgłosić się do lekarza, a nie tylko „leczyć się samemu” kolejnymi antybiotykami czy suplementami. Wtedy rzeczywiście mogą być potrzebne bardziej szczegółowe badania – sprawdzenie czy organizm produkuje prawidłowe ilości przeciwciał, jak funkcjonują komórki odpornościowe, jaki jest poziom wybranych markerów zapalnych. Takie niedobory można precyzyjnie uchwycić w diagnostyce.

Zdecydowanie częściej mamy jednak do czynienia nie z niedoborem odporności, lecz z jej „przemęczeniem”, i tu na pierwszy plan wysuwają się warunki życia: sen, przewlekły stres, używki, zanieczyszczenie powietrza. Wiemy z badań, że zarówno silny, ostry stres (egzamin, operacja, utrata pracy), jak i długotrwałe napięcie emocjonalne (np. żałoba, opieka nad przewlekle chorym bliskim) mogą zaburzać działanie układu odpornościowego, ale w różny sposób, krótkotrwale raczej go mobilizują, a przewlekle osłabiają i sprzyjają częstszym infekcjom. Jeśli więc ktoś zauważa, że od miesięcy gorzej śpi, ma mniej sił, częściej łapie infekcje i jednocześnie żyje w dużym stresie, to sygnał, żeby porozmawiać z lekarzem rodzinnym lub immunologiem o całościowej sytuacji, a nie tylko o kolejnym leku „na objawy”.

Pandemia COVID-19 zmieniła sposób myślenia o zagrożeniach infekcyjnych, ale również o funkcjonowaniu systemów ochrony zdrowia. Jak, z perspektywy wirusologii i immunologii, ocenia Pani dzisiejszy poziom przygotowania na kolejne tego typu zdarzenia? W jakich obszarach, takich jak diagnostyka, szczepienia czy komunikacja, można mówić o postępie, a gdzie wciąż pozostają istotne ograniczenia?

Pandemia była zaskoczeniem dla całego świata. Państwa starały się w różnym stopniu przygotować logistycznie i organizacyjnie, ale skala wyzwań szybko obnażyła słabe punkty systemów ochrony zdrowia. Z perspektywy wirusologa i immunologa ogromnym osiągnięciem był jednak niespotykany dotąd postęp w diagnostyce molekularnej i w technologiach szczepionkowych – dziś mamy znacznie szybszy dostęp do testów genetycznych, potrafimy sekwencjonować wirusa w rutynowym trybie i szybciej aktualizować szczepionki. To jest realny kapitał na przyszłość.

Natomiast w Polsce – i nie tylko w Polsce – bardzo zawiodła komunikacja. Wysyłano sprzeczne sygnały, pojawiały się decyzje trudne do obrony epidemiologicznie, jak zakaz wstępu do lasów czy nagłe zamknięcie cmentarzy w przeddzień świąt. Takie, często źle wyjaśnione, zalecenia nadwyrężały zaufanie do instytucji publicznych i do samej nauki. Myślę, że rząd i instytucje zdrowia publicznego wypadłyby lepiej, gdyby częściej mówiły: „tu się pomyliliśmy, na tej podstawie zmieniamy decyzję”, zamiast udawać nieomylność. Na kolejne zagrożenia infekcyjne jesteśmy więc lepiej przygotowani technologicznie, ale wciąż dużo musimy nadrobić w obszarze przejrzystej komunikacji, budowania zaufania i włączania ekspertów do dialogu ze społeczeństwem, a nie tylko do pisania rozporządzeń.

A które zagrożenia, w tym patogeny odzwierzęce czy antybiotykooporność, wymagają szczególnej uwagi?

To jest osobny, ogromny problem. Coraz częściej spotykamy drobnoustroje oporne na szeroki panel antybiotyków. Z jednej strony jest to naturalny mechanizm obronny bakterii – mutują i dostosowują się do zmieniających warunków, ale te warunki stworzyliśmy my, nadużywając antybiotyków zarówno w medycynie człowieka, jak i w hodowli zwierząt. W efekcie stężenie antybiotyków w środowisku jest wysokie, a bakterie mają stały kontakt z tymi lekami i „uczą się” przed nimi bronić. Mutacje i nowe, oporne szczepy pojawiają się bardzo szybko, bo mikroorganizmy dzielą się w tempie minut czy godzin, podczas gdy opracowanie nowego antybiotyku zajmuje lata. Dlatego część nowoczesnych leków zarezerwowana jest wyłącznie do leczenia szpitalnego jako terapia ostatniego rzutu.

Szczególnej uwagi wymagają także patogeny odzwierzęce – wirusy i bakterie krążące na styku hodowli intensywnej, dzikiej przyrody i człowieka. Tam, gdzie antybiotyki i inne leki stosuje się masowo, a warunki sanitarne są słabe, powstaje idealne środowisko do pojawiania się nowych, opornych i potencjalnie groźnych dla ludzi szczepów. Dlatego tak ważne jest racjonalne stosowanie antybiotyków, lepszy nadzór nad ich użyciem w weterynarii, poprawa bioasekuracji w hodowlach oraz szczepienia przeciw wybranym chorobom odzwierzęcym – to wszystko elementy strategii One Health, bez których nie poradzimy sobie z antybiotykoopornością.

Pandemia uwidoczniła różnicę między wiedzą ekspercką a poziomem kompetencji zdrowotnych społeczeństwa. Jaką rolę odgrywa edukacja w budowaniu odporności społecznej, także w kontekście radzenia sobie z dezinformacją? Czy system edukacji w Polsce odpowiada na współczesne wyzwania, czy raczej wymaga istotnej aktualizacji?

Wiedza jest podstawą zrozumienia zjawisk, które nas otaczają, także wtedy, gdy mówimy o zdrowiu i funkcjonowaniu organizmu. Nie chodzi o to, by każdy obywatel znał szczegóły immunologii, od tego są eksperci. Ważne jest natomiast, by rozumieć podstawowe mechanizmy i potrafić odróżnić rzetelne informacje od chwytliwych, ale fałszywych przekazów. Z mojej perspektywy, także osoby popularyzującej naukę w mediach społecznościowych, największym problemem nie jest brak dobrej woli, tylko brak umiejętności weryfikacji treści. Emocje, takie jak strach, oburzenie, poczucie zagrożenia, bardzo ułatwiają rozprzestrzenianie się dezinformacji, bo to właśnie na nich żerują twórcy fałszywych wiadomości.

Dlatego tak ważna jest edukacja zdrowotna i szerzej edukacja do krytycznego myślenia. Z zadowoleniem przyjęłam wprowadzenie przedmiotu edukacja zdrowotna – w tym roku jako zajęć do wyboru, a od kolejnego roku szkolnego – po pewnych korektach programu – jako przedmiotu obowiązkowego. To dobry kierunek, o ile pójdzie za tym nowoczesna metodyka, to jest uczenie młodych ludzi, jak czytać informacje o zdrowiu, jak sprawdzać źródła, co to znaczy badanie naukowe i dlaczego pojedynczy filmik w internecie nie jest dowodem. System edukacji w Polsce zdecydowanie wymaga aktualizacji w tym obszarze, ale widzę pierwsze kroki w stronę podejścia, które buduje nie tylko wiedzę, lecz także odporność społeczną na dezinformację.

Informacje dotyczące zdrowia funkcjonują dziś w przestrzeni o bardzo zróżnicowanej jakości. Jakie przekonania dotyczące szczepień pojawiają się najczęściej i dlaczego trafiają do tak szerokiego grona odbiorców? Skąd, Pani zdaniem, bierze się nieufność wobec szczepień – czy ma ona charakter indywidualny, czy raczej systemowy? I jak, jako naukowiec, odnajduje się Pani w roli osoby komentującej te zjawiska?

Przede wszystkim warto zapytać, kto i w jakim celu rozpowszechnia takie informacje. Za częścią treści stoją pojedyncze osoby czy stowarzyszenia, ale coraz częściej także całe, dobrze zorganizowane systemy dezinformacji. Powody są różne. Czasem to po prostu chęć zarobku, najpierw buduje się opowieść o rzekomym problemie zdrowotnym czy „ukrywanej prawdzie”, a potem oferuje własne suplementy, testy czy poradnictwo. Innym razem chodzi o potrzebę zaistnienia w przestrzeni publicznej – ktoś zdobywa popularność, prezentując się jako „niezależny ekspert”, w opozycji do nauki głównego nurtu. Wreszcie są motywy stricte polityczne. Wzbudzanie lęku, braku zaufania i oburzenia bywa skutecznym narzędziem mobilizowania określonego elektoratu.

Te przekazy łatwo trafiają do szerokiego grona odbiorców, bo odwołują się do emocji, prostych narracji typu winny–ofiara i obietnicy szybkich, prostych rozwiązań. Nieufność wobec szczepień ma więc zarówno wymiar indywidualny, związany z osobistymi doświadczeniami, stylem poznawczym, poziomem zaufania, jak i systemowy, wynikający z błędów komunikacyjnych instytucji, niedostatków edukacji zdrowotnej czy wcześniejszych zaniedbań. Jako naukowczyni staram się w tej sytuacji pełnić rolę tłumaczki, przekładać złożone dane na zrozumiały język, pokazywać, skąd biorą się wątpliwości, ale też jasno odróżniać fakty od opinii i interesów. To nie zawsze jest łatwe, ale uważam, że właśnie taka spokojna, merytoryczna obecność ekspertów w debacie publicznej jest dziś jednym z kluczowych elementów bezpieczeństwa zdrowotnego.

Doświadczenia ostatnich lat, rozwój technologii mRNA oraz zmiany w postrzeganiu zdrowia wpływają również na sposób myślenia o odporności. Jakie wnioski z tych procesów uważa Pani za szczególnie istotne? Jakie refleksje dotyczące zdrowia, zarówno na poziomie jednostki, jak i systemu, chciałaby Pani przekazać osobom spoza środowiska naukowego?

Jeśli miałabym wskazać jedną lekcję ostatnich lat, to byłaby nią konieczność uodpornienia się nie tylko na wirusy, lecz także na dezinformację. W praktyce oznacza to przyjęcie postawy spokojnej, życzliwej nieufności wobec informacji zdrowotnych, które do nas docierają, zawsze warto zapytać, kto je przekazuje i w jakim celu. Czy stoi za nimi instytucja zdrowia publicznego, towarzystwo naukowe, lekarz danej specjalności, czy anonimowy profil w mediach społecznościowych? Warto też obserwować własne emocje. Jeżeli dana treść przede wszystkim nas straszy, wzbudza silny lęk albo przeciwnie, bardzo mocne oburzenie, to jest to sygnał ostrzegawczy, że może chodzić raczej o manipulację niż o rzetelną informację.

Algorytmy mediów społecznościowych, takich jak Facebook czy platforma X, wzmacniają właśnie treści najbardziej kontrowersyjne, bo to one generują najwięcej reakcji. W efekcie niesprawdzone sensacje mają często większy zasięg niż spokojne wyjaśnienia naukowców czy lekarzy. Dlatego powtarzam swoim odbiorcom prostą zasadę, jeśli natrafisz na „sensacyjny” materiał o zdrowiu, policz do dziesięciu, zanim go udostępnisz. Zastanów się, czy znasz źródło, czy informacje są spójne z tym, co mówią wiarygodne instytucje, i co autor może zyskać na tym, że wierzysz właśnie jemu.

Druga ważna refleksja dotyczy samego podejścia do zdrowia i technologii – w tym szczepionek mRNA – warto zachować równowagę między ciekawością a ostrożnością. Z jednej strony korzystajmy z osiągnięć nowoczesnej medycyny, które ratują życie. Z drugiej pamiętajmy, że żaden lek ani technologia nie zwalnia nas z dbania o podstawy sen, ruch, dietę, relacje społeczne i zdrowy dystans do zalewu informacji. To połączenie rozsądku, zaufania do nauki i krytycznego myślenia jest, moim zdaniem, najlepszą „odpornością” na przyszłe kryzysy zdrowotne.

Czyli przede wszystkim musimy weryfikować treści, z którymi się spotykamy. Tak naprawdę to jest najważniejsze.

Tak, weryfikacja treści to dziś odpowiednik mycia rąk – podstawowej higieny, bez której łatwo „złapać” informacyjnego wirusa. Chciałabym, żebyśmy uczyli tego od szkoły podstawowej tak samo, jak tabliczki mnożenia. Należy wiedzieć, jak sprawdzić źródło, jak odróżnić opinię od faktu, jak rozpoznać manipulację emocjami. Mam nadzieję, że edukacja zdrowotna będzie właśnie takim przedmiotem, na którym młodzi ludzie nie tylko usłyszą o zdrowiu, ale też nauczą się, jak szukać i weryfikować informacje. To byłby naprawdę duży krok w stronę odporności nie tylko biologicznej, ale i informacyjnej.

Rozmawiała Patrycja Szura z Biura Promocji i Popularyzacji Nauki UMCS

Prof. dr hab. Agnieszka Szuster-Ciesielska jest pracownikiem badawczo-dydaktycznym w Katedrze Wirusologii i Immunologii Instytutu Nauk Biologicznych Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Jest biolożką specjalizującą się w wirusologii i immunologii z 30-letnim doświadczeniem naukowym. Jako wykładowca akademicki cieszy się dużym uznaniem studentów mikrobiologii i biotechnologii. Prof. Szuster-Ciesielska obecnie jest koordynatorem projektu NCN dotyczącego rozwoju astmy po inhalacji mikroskopijnych fitopatogennych grzybów. W 2013 roku poszerzyła swoje umiejętności i kompetencje w obszarze wirusologii w Stanford University School of Medicine, Department of Microbiology and Immunology (USA). Prof. Szuster-Ciesielska opublikowała ponad 160 recenzowanych artykułów z zakresu wirusologii i immunologii, a Jej publikacje były cytowane ponad 1800 razy. Zawsze była związana z badaniami dotyczącymi zdrowia człowieka. Obecnie interesuje się chorobami alergicznymi badając przyczyny ich powstawania oraz mechanizmy rozwoju. Prof. Szuster-Ciesielska jest uznanym popularyzatorem wiedzy z zakresu wirusologii, immunologii człowieka i wakcynologii. Za swoją działalność popularyzatorską z zakresu tych nauk prof. Szuster-Ciesielska została wyróżniona tytułem „Promotora wiedzy” przez czasopismo „Puls Medycyny” oraz znalazła się na liście 100 najbardziej wpływowych osób w polskiej medycynie i systemie ochrony zdrowia za rok 2021, 2022, 2023 i 2025. Jest członkiem panelu ekspertów przy Rzeczniku Praw Pacjenta zajmujących się zwalczaniem dezinformacji w obszarze zdrowia.

13.04.2026
Zobacz także
Doradca Medyczny
  • Czy mój problem wymaga pilnej interwencji lekarskiej?
  • Czy i kiedy powinienem zgłosić się do lekarza?
  • Dokąd mam się udać?
+48

w dni powszednie od 8.00 do 18.00
Cena konsultacji 29 zł

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.
Poradnik świadomego pacjenta
  • Ginekolog – czym się zajmuje, jakie choroby leczy
    Ginekolog to lekarz zajmujący się profilaktyką, diagnostyką i leczeniem chorób żeńskiego układu rozrodczego. Opiekuje się pacjentkami w każdym wieku – przeprowadza regularne badania kontrolne, pomaga w doborze metod antykoncepcji, diagnozuje przyczyny zaburzeń miesiączkowania oraz niepłodności, rozpoznaje i leczy choroby nowotworowe żeńskiego układu rozrodczego. Dba również o prawidłowy przebieg ciąży, porodu i połogu.
  • Psychiatra – czym się zajmuje, kiedy szukać pomocy
    Psychiatra to lekarz, który zajmuje się badaniem, diagnostyką i leczeniem zaburzeń i chorób psychicznych. Objawy, które sugerują konieczność konsultacji z psychiatrą to m.in. zaburzenia nastroju, lęk, zaburzenia snu, uzależnienia, przewlekłe uczucie zmęczenia. Wizyta u psychiatry nie wymaga skierowania.