Gwałtowna epidemia WZW typu A w Czechach na razie nie przekroczyła Olzy. W Polsce odnotowano wzrost zakażeń, jednak nie tak gwałtowny jak u naszych południowych sąsiadów. To doskonały moment, żeby zwrócić uwagę pracowników ochrony zdrowia i pacjentów na zasady profilaktyki tej groźnej infekcji.
Prof. Iwona Paradowska-Stankiewicz. Fot. Kuba Atys / Agencja Wyborcza.pl
- Do początku grudnia w Czechach zarejestrowano blisko 2,9 tys. zakażeń, z czego 40% w Pradze
- W Polsce liczba zachorowań zwiększyła się ponad 2,5-krotnie. Obecnie mamy ponad 800 zarejestrowanych zakażeń, a przez cały ubiegły rok było ich niewiele ponad 300
- Utarło się, że w grupie ryzyka znajdują się przede wszystkim osoby wykluczone, bezdomne, uzależnione. Tymczasem, jak pokazuje przykład czeski, dzisiejsze oblicze choroby jest bardziej demokratyczne
- Osoby dorosłe chorują ciężej, zdarzają się hospitalizacje, a czasem dochodzi do poważnych powikłań, a nawet zgonu
Gwałtowny skok zachorowań na WZW typu A w Czechach spowodował, że polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych wydało ostrzeżenia dla osób wyjeżdżających do naszych południowych sąsiadów. Do początku grudnia zarejestrowano tam blisko 2,9 tys. zakażeń, z czego 40% w Pradze. To dwudziestokrotny wzrost liczby zakażeń w stosunku do roku ubiegłego i największy pik epidemii WZW A od 1984 roku.
Zmarły 32 osoby (w ubiegłym roku zakażenie HAV przyniosło w Czechach dwa zgony).
Wzrosty zachorowań, co prawda nie tak gwałtowne jak w Czechach, odnotowano również na Węgrzech i Słowacji. Polska również ma powody do niepokoju. Jak mówi prof. Iwona Paradowska-Stankiewicz, konsultant krajowy w dziedzinie epidemiologii, dane wskazują zauważalny wzrost, ale nie tak gwałtowny jak w przypadku naszych południowych sąsiadów.
– Porównując tegoroczne dane do danych ubiegłorocznych, można powiedzieć, że liczba zachorowań zwiększyła się ponad 2,5-krotnie. Obecnie mamy ponad 800 zarejestrowanych zakażeń, a przez cały ubiegły rok było ich niewiele ponad 300. Widać, że zakażeń jest więcej, natomiast dynamika wzrostu jest zupełnie inna niż w Czechach. Oczywiście cały czas sytuacja jest monitorowana – uspokaja prof. Paradowska-Stankiewicz, po czym wyjaśnia, że szukając przyczyn rozwoju epidemii w Europie Środkowej, trzeba zwrócić uwagę na pewne kwestie związane z epidemiologią tej choroby. Utarło się, że w grupie ryzyka znajdują się przede wszystkim osoby wykluczone, bezdomne, uzależnione, funkcjonujące w niekorzystnych warunkach socjalno-bytowych. Tymczasem, jak pokazuje przykład czeski, dzisiejsze oblicze choroby jest bardziej demokratyczne.
– Mówimy, że jest to choroba brudnych rąk z fekalno-oralną drogą transmisji, ale trzeba przecież pamiętać, że do zakażenia może dojść poprzez kontakt z różnymi skażonymi przedmiotami i z żywnością oraz wodą. Możliwości zakażenia jest wiele – zaznacza konsultantka krajowa. – Do tego trzeba przypomnieć o drodze transmisji, która w ostatnich latach jest szczególnie podkreślana, i która stanowi znaczący udział w zachorowaniach – mówię o drodze kontaktów intymnych mężczyzn z mężczyznami. Kolejna kwestia to wzrost mobilności naszego społeczeństwa. Nawet te krótkodystansowe wyjazdy weekendowe, tanie noclegi w różnych miejscach, udział w jarmarkach i bazarkach, gdzie spożywamy tzw. street food, mogą zwiększać ryzyko zakażenia.
Znaczenie ma również obniżenie czujności społeczeństwa, zwłaszcza po okresie covidowym. Po zniesieniu obostrzeń zwracamy mniejszą uwagę na higienę rąk, czy na bezpieczeństwo żywności. Poza tym, wirus ma dzisiaj doskonałe warunki do rozprzestrzeniania się.
– W połowie ubiegłego wieku aż do lat 70. mieliśmy w Polsce bardzo dużo zachorowań na WZW A. Przekładało się to także na odporność społeczeństwa – podkreśla prof. Paradowska-Stankiewicz. – Wyróżnia się tak zwane poziomy endemiczności choroby. Dzisiaj jesteśmy w okresie, w którym coraz więcej osób wykazuje zwiększoną podatność na zachorowanie. Można liczyć się z tym, że osoby, które nie chorowały w przeszłości, i które nie zostały zaszczepione, przy nieprzestrzeganiu podstawowych zasad sanitarno-higienicznych i epidemiologicznych muszą liczyć się z podwyższonym ryzykiem zachorowania.
Choroby nie można lekceważyć, bo jej przebieg może być dramatyczny. O ile w przypadku dzieci w 90% przypadków przebieg zakażenia WZW A jest bezobjawowy lub skąpoobjawowy, o tyle poziom zagrożenia związany z chorobą rośnie wraz z wiekiem. Osoby dorosłe chorują ciężej, zdarzają się hospitalizacje, a czasem dochodzi do poważnych powikłań, a nawet zgonu.
– Musimy odczarować panujące przekonanie, że WZW A to tylko kwestia żółtaczki – podkreśla prof. Iwona Paradowska-Stankiewicz. – Prawdą jest, że żółtaczka w przebiegu zakażenia występuje, ale jednak najgroźniejsze są powikłania związane z niewydolnością wątroby, które mogą doprowadzić do zgonu. W przypadku osób starszych, z chorobami metabolicznymi, u których występuje stłuszczenie, nadużywających alkoholu, z innymi przewlekłymi chorobami wątroby, czy też nawet z innymi infekcjami wirusowymi (B lub C), może dojść do tzw. ostrego piorunującego zapalenia wątroby, które wymaga natychmiastowego leczenia szpitalnego.
Dlatego warto myśleć o profilaktyce. Najlepszą metodą jest szczepienie. Podaje się dwie dawki w odstępie 6-12 miesięcy.
– Warto zaszczepić się, jeśli wyjeżdżamy w miejsca, gdzie istnieje zagrożenie związane z występowaniem tej choroby. Za mobilnością powinna pójść przezorność: już pierwsza dawka przyjęta dwa tygodnie przed wyjazdem daje nam wysoki poziom zabezpieczenia. Do tego oczywiście profilaktyka w postaci częstego mycia rąk. Ważne jest także to, aby spożywane przez nas potrawy były gotowane przez min. 5 minut w 100 stopniach Celsjusza. Taka temperatura zabija wirusa WZW A. Do picia najlepiej zaopatrzyć się w wodę butelkowaną. W przypadku ryzykownych zachowań seksualnych, trzeba pamiętać o zabezpieczeniu przygodnych kontaktów, które chroni przed innymi chorobami transmitowanymi drogą płciową, natomiast ochronę przed WZW A daje szczepienie – przestrzega ekspertka.
Szczepienia zalecane są nie tylko osobom, które podróżują do krajów będących obszarami endemicznymi wirusa, ale także różnym grupom zawodowym. Twarde rekomendacje dotyczą na przykład osób pracujących w branży spożywczej, które uczestniczą w procesie przygotowania bądź dystrybucji żywności. Szczepienie zalecane jest także pracownikom oczyszczalni ścieków, zakładów wodno-kanalizacyjnych czy firm zajmujących się zagospodarowaniem odpadów komunalnych. Rekomendacjami objęci są również pracownicy ochrony zdrowia, a także pracownicy żłobków lub przedszkoli.
Jak zostaliśmy poinformowani przez Olgę Sierpniowską, rzeczniczkę prasową Głównego Inspektoratu Farmaceutycznego, szczepionki przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby typu A są obecnie dostępne zarówno w hurtowniach farmaceutycznych, jak i w aptekach.
– Główny Inspektorat Farmaceutyczny na bieżąco monitoruje ich dostępność i pozostaje w stałym kontakcie z producentami oraz hurtowniami. Zadeklarowane dostawy – pod warunkiem ich terminowej realizacji – powinny zapewnić pokrycie zapotrzebowania pacjentów na szczepionki przeciwko WZW A – podkreśla Olga Sierpniowska.
W przypadku problemów z dostępnością szczepionek, aktualne informacje na ten temat zostaną opublikowane na stronie Głównego Inspektoratu Farmaceutycznego w zakładce „Dostępność lekowa”. Będą również przekazane do Naczelnej Izby Lekarskiej i Naczelnej Izby Aptekarskiej.