Szanowni Państwo,

Medycyna Praktyczna wykorzystuje w swoich serwisach pliki cookies i inne pokrewne technologie. Używamy cookies w celu dostosowania naszych serwisów do Państwa potrzeb oraz do celów analitycznych i marketingowych. Korzystamy z cookies własnych oraz innych podmiotów – naszych partnerów biznesowych.

Ustawienia dotyczące cookies mogą Państwo zmienić samodzielnie, modyfikując ustawienia przeglądarki internetowej. Informacje dotyczące zmiany ustawień oraz szczegóły dotyczące wykorzystania wspomnianych technologii zawarte są w naszej Polityce Prywatności.

Korzystając z naszych serwisów bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie plików cookies i podobnych technologii, opisanych w Polityce Prywatności.

Państwa zgoda jest dobrowolna, jednak jej brak może wpłynąć na komfort korzystania z naszych serwisów. Udzieloną zgodę mogą Państwo wycofać w każdej chwili, co jednak pozostanie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania dokonanego wcześniej na podstawie tej zgody.

Klikając przycisk Potwierdzam, wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie wyżej wymienionych technologii oraz potwierdzacie, że ustawienia przeglądarki są zgodne z Państwa preferencjami.

Protonoterapia – pięć lat czyśćca

Małgorzata Solecka
Kurier MP

Mogło być perłą w koronie polskiej onkologii. Centrum Cyklotronowe Bronowice, które pierwszego pacjenta z nowotworem zlokalizowanym poza gałką oczną przyjęło w 2016 roku, w tym roku będzie obchodzić piątą rocznicę. To ważna cezura – wszystko wskazuje, że dostępność protonoterapii dla polskich pacjentów wzrośnie. Choć za leczenie wielu z nich będzie musiało zapłacić.

Centrum Cyklotronowe Bronowice

Stanowisko Gantry w Instytucie Fizyki Jądrowej, Kraków. Fot. Łukasz Krajewski/Agencja Gazeta

W Bronowicach, jak w soczewce, od lat zbierają się problemy polskiej ochrony zdrowia – brak decyzyjności, niekompetencja na najwyższych szczeblach, zła wola, niskie finansowanie świadczeń, deklarowany – jedynie – „pacjentocentryzm”. I wreszcie – układy i walka o wpływy w środowisku medycznym.

Od samego początku „wielka polityka” odciskała swoje piętno na losach ośrodka. Decyzję o budowie w Instytucie Fizyki Jądrowej PAN nowoczesnego ośrodka badań podstawowych z fizyki jądrowej wraz ze stanowiskiem do prowadzenia radioterapii protonowej zapadła w 2007 roku, gdy premierem był Jarosław Kaczyński. Ówczesna minister rozwoju regionalnego, ś.p. Grażyna Gęsicka zatwierdziła budowę Centrum Cyklotronowego Bronowice jako projekt kluczowy, realizowany ze środków Unii Europejskiej (Program Operacyjna Innowacyjna Gospodarka) nadzorowany przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Po zmianie rządu decyzja została wstrzymana, a kryzys finansowy z roku 2008 i dramatyczny spadek wartości złotego praktycznie uniemożliwił realizację projektu. Gdyby nie skuteczna interwencja parlamentarzystów z Małopolski, szczególnie ważną rolę odegrali posłowie Wiesław Woda i Jarosław Gowin, byłoby po sprawie.

Koleje losu placówki, o której powstaniu zdecydował w końcu rząd pierwszej kadencji PO-PSL (współdecydowała ówczesna minister zdrowia Ewa Kopacz, choć placówka funkcjonuje przy Instytucie Fizyki Jądrowej PAN, podlega więc Ministerstwu Nauki i Szkolnictwa Wyższego), opisujemy od początku 2015 roku. Prace nad uruchomieniem stanowisk do protonoterapii dobiegały końca, a ciągle nie było decyzji, za leczenie jakich nowotworów zapłaci NFZ.

Efekt? Choć pacjenci mogli być przyjęci już w 2015 roku, pierwszy – i jedyny w tym roku! – pacjent dostał wiązkę protonów w 2016 roku. „Zasługi” dla tego stanu rzeczy mają wszyscy, po kolei, ministrowie zdrowia: Bartosz Arłukowicz, Marian Zembala, Konstanty Radziwiłł. Nie sposób nie wspomnieć przede wszystkim o Krzysztofie Łandzie, wiceministrze z ekipy Radziwiłła, który sfinalizował prace nad wyceną protonoterapii, ścinając rekomendowaną przez AOTMiT stawkę za leczenie dorosłych i dzieci o dobrych kilkadziesiąt procent. To, przy jednoczesnych obostrzeniach dotyczących wskazań do refundowanej protonoterapii, spowodowało gigantyczne problemy. Nie tyle w samym Centrum Cyklotronowym Bronowice, które wykorzystuje cyklotrony przede wszystkim do działalności naukowej i badawczej, co po stronie świadczeniodawców, którzy mieliby prowadzić terapię.

CCB, jako placówka niemedyczna, nie może mieć kontraktu z Narodowym Funduszem Zdrowia. Jest wyłącznie operatorem sprzętu, dostarcza wykwalifikowanej kadry, która zabezpiecza terapię w aspektach fizyki jądrowej. Kontrakt z Funduszem muszą podpisać szpitale.

Tu – kolejny absurd. Placówka, która powstała dla całego kraju (Polacy wyjeżdżali, i nadal wyjeżdżają, do ośrodków zagranicznych, w tym do czeskiej Pragi), jest w tej chwili podwykonawcą – w ramach NFZ – tylko jednego szpitala, Centrum Onkologii Oddział Kraków, które ma podpisany kontrakt z Małopolskim Oddziałem NFZ. Oczywiście – leczyć się mogą w nim pacjenci z całego kraju, szwankuje jednak system rekrutacji pacjentów. Przede wszystkim dlatego, że część onkologów, radioterapeutów, nie jest przekonana (mimo istnienia naukowych dowodów) o dodatkowych korzyściach, jakie niesie dla pacjenta terapia protonowa. Pacjent, mając do wyboru tradycyjną radioterapię na nowoczesnym sprzęcie, jaki w tej chwili jest standardem, a wyjazd „w nieznane” – często sam rezygnuje z protonoterapii w Krakowie. Gdy NFZ rozpisywał konkurs, dyrekcja IFJ PAN przekonywała w mediach, że powinno to być co najmniej kilka konkursów (w ramach różnych oddziałów) – w Bronowicach pacjentów mogłyby leczyć choćby placówki ze Śląska, bo przejazd autostradą nie jest dla karetki żadnym problemem. Zabrakło jednak, przede wszystkim, woli i umiejętności koordynacji i kierowania pacjenta spełniającego kryteria na ścieżkę prowadzącą do Krakowa.

W efekcie, choć w 2015 roku prof. Marek Jeżabek, dyrektor IFJ PAN, w rozmowie z nami deklarował – i tę deklarację CCB zresztą podtrzymuje cały czas – że rocznie w Bronowicach mogłoby być leczonych od 400 do nawet 700 pacjentów, ośrodek protonowy pracuje na ułamek swoich możliwości. W 2016 roku – jeden pacjent. W 2017 – 76 (w tym jedno dziecko). W 2018 – 83 (w tym siedmioro dzieci). Rok 2019 – 112 (w tym pięcioro dzieci).

Dzieci – to odrębny problem. Od kwietnia ubiegłego roku dzieci nie mają szans na terapię protonową w Polsce. Powód? NFZ kilka lat temu ogłosił konkurs, w którym miał być wyłoniony jeden szpital. Z oczywistych względów musiał to być ośrodek dla dorosłych. W tej sytuacji Uniwersytecki Szpital Dziecięcy CMUJ – po ogromnych perturbacjach i licznych naciskach – zawarł umowę z Centrum Onkologii jako podwykonawca. Ale w ubiegłym roku szpital zrezygnował, jako powód podając problemy kadrowe i organizacyjne (konieczność zapewnienia anestezjologa i dwóch pielęgniarek anestezjologicznych dla pacjenta przewożonego do Bronowic, w przypadku najmłodszych dzieci to konieczność ze względu na fakt, że napromienianie odbywa się w takich przypadkach w sedacji). Jednak rzeczywistym powodem były – i pozostają – pieniądze. Radykalne obniżenie wycen spowodowało, że konieczność sfinansowania odrębnego zespołu, przeznaczonego do wyjazdów do Bronowic, stawała się de facto kosztem szpitala.

Wydawać by się mogło, że terapia protonowa w Polsce się nie sprawdza, nie jest potrzebna. Nic bardziej mylnego. Ministerstwo Zdrowia kilka miesięcy temu powołało Zespół ds. przygotowania strategii dla rozwoju protonoterapii w Polsce. Nieoficjalnie wiadomo, że w perspektywie dekady (choć zapewne szybciej), mają powstać – dzięki funduszom budżetowym, przy wsparciu Unii Europejskiej – dwa ośrodki. Pierwszy – w Centrum Onkologii w Warszawie, drugi – w Centrum Onkologii w Gliwicach. Ambicję zbudowania ośrodka protonoterapii ma też Poznań, zaś w środowisku onkologów mówi się, że najbardziej uzasadnioną – z punktu widzenia medycznego, merytorycznego – lokalizacją byłoby Centrum Onkologii w Bydgoszczy, od wielu lat wiodąca placówka medyczna w kraju.

Potencjał Bronowic, placówki w którą zainwestowano kilkaset milionów złotych, pozostaje w dużej mierze niewykorzystany (CCB mogłoby przyjmować rocznie kilka razy więcej pacjentów niż w tej chwili), płatnik i szpitale nie wydają się zainteresowane prowadzeniem terapii protonowej, liczba wskazań do tejże jest – w stosunku do innych krajów – wąska, a Polska będzie stawiać dwa kolejne ośrodki? Czy pacjenci będą omijać krakowską placówkę?

Urzędnicy oraz specjaliści z zakresu medycyny mają pomysł, jak „uzdrowić” Bronowice. Najlepszym sposobem byłoby – jak można usłyszeć w kręgach zbliżonych do Ministerstwa Zdrowia – by ośrodek stworzył placówkę medyczną. To rozwiązałoby, przede wszystkim (szkoda, że wyłącznie w głowach doradców) problem z leczeniem dzieci, bo nie musiałyby one jeździć z Prokocimia (Uniwersytecki Szpital Dziecięcy CMUJ) do Bronowic (17 km). Warto – w tym kontekście – wspomnieć, że np. w Warszawie dzieci z Kliniki Onkologii CZD (Międzylesie) na radioterapię jeżdżą na Wawelską (17 km).

Biorąc pod uwagę choćby wysokość stawek za terapię protonową, jest oczywiste, że ewentualna placówka w Bronowicach z góry byłaby skazana (zwłaszcza, jeśli nie mogłaby być operatorem pacjentów komercyjnych) skazana na zadłużanie się i – tym samym – likwidację. Sensowności tego przedsięwzięcia, w sytuacji gdy w Krakowie jest co najmniej kilka szpitali, które przy dobrej woli płatnika i świadczeniodawców, mogłyby się podjąć hospitalizacji dzieci leczonych w CCB, raczej nie ma szansy dowieść.

Więc jednak porażka? Niekoniecznie. Nic na to, w zasadzie, nie wskazuje. Przeciwnie – pacjentów w Bronowicach raczej będzie przybywać. Już w tym roku może się pojawić ich więcej. Ośrodek w Bronowicach podpisał pierwszą umowę na komercyjną terapię protonową z Radomskim Centrum Onkologii. Koszt prywatnego leczenia w zależności od rodzaju nowotworu, stopnia jego zaawansowania, wynosi od 50 do 100 tys. zł. Ceny w Niemczech zaczynają się – za samą terapię – od 20 tysięcy euro. W tej chwili pacjentów komercyjnych nie może być jeszcze wielu – powstanie CCB sfinansowano z funduszy unijnych, co narzuca limit 20 proc. pacjentów komercyjnych w stosunku do leczonych w ramach środków publicznych (łatwo policzyć, że może ich być, w skali roku około dwudziestu), ale już wkrótce to ograniczenie zniknie. A chętnych raczej nie będzie brakować, zarówno w Polsce, jak i – być może – za granicą.

Są szpitale w kraju, i to bynajmniej nie plasujące się w dziesiątce czy dwudziestce najbardziej rozpoznawalnych i „uznanych”, do których na leczenie chorób układu krążenia przylatują pacjenci z krajów Zatoki Perskiej. Dlaczego nie mieliby przyjeżdżać na terapię protonową do ośrodka funkcjonującego przy rozpoznawalnym w świecie Instytucie Fizyki Jądrowej Polskiej Akademii Nauk?

07.02.2020

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.

Poradnik świadomego pacjenta

  • Jak pojechać do sanatorium?
    Czy można wybrać sobie miejsce, do którego chce się jechać i termin wyjazdu? Czy można wybrać sobie miejsce, do którego chce się jechać i termin wyjazdu? Czy można skorzystać z sanatorium bez zakwaterowania?
  • Jak długo ważna jest recepta w 2020?
    Pacjent, który otrzymał receptę od lekarza, musi pamiętać, że nie jest ważna bezterminowo. Każda recepta ma ściśle określony czas, w którym można ją zrealizować. Dotyczy to zarówno recepty w formie „papierowej”, jak i tzw. e-recepty.