×
COVID-19: wiarygodne źródło wiedzy

Zdrada – i co dalej? - strona 3

Z psychiatrą i psychoterapeutą prof. Bogdanem de Barbaro rozmawia Katarzyna Sajboth-Data

Zdarza się, że osoby poza terapią pary uczestniczą w terapii indywidualnej – kiedy to pomaga, a kiedy przeszkadza?

Kiedyś doświadczyłem takiej sytuacji: prowadziłem terapię pary, która przyszła do mnie, aby ratować związek, będący w głębokim kryzysie.
Jednocześnie pacjentka uczestniczyła w terapii indywidualnej, a jej terapeutka – jak wywnioskowałem z relacji pacjentki – nasycona była skrajnym feminizmem. Mnie się podoba wiele postulatów feministycznych, ale radykalizm jakiegokolwiek światopoglądu zazwyczaj nie działa korzystnie. Owa terapeutka kładła nacisk przede wszystkim na niezależność i realizację własnych potrzeb bez względu na potrzeby partnera.
W efekcie w gabinecie terapeuty pary praca szła w kierunku naprawy związku, a w gabinecie indywidualnym pacjentka budowała strategie przeciwko mężowi. W ten sposób cele tych dwóch terapii tak dalece się mijały, że podczas jednej z naszych sesji, ku memu zaskoczeniu, pacjentka oświadczyła: „Kończę dziś wspólną terapię, ponieważ z moją terapeutką doszłyśmy do wniosku, że powinnam się rozwieść”. Morał z tej historii jest taki, że terapia indywidualna i terapia pary może być realizowana równolegle – czasem wręcz jest to wskazane – ale pod warunkiem, że nie służą one celom sprzecznym.

Jak w takim razie to pogodzić? Terapeuta pary nie może prowadzić terapii indywidualnej osób z tej pary, a jeśli jest nim inny terapeuta, nie wiadomo do końca, do czego zmierza terapia indywidualna, na ile współgra lub wyklucza cele określone w terapii związku.

Esther Perel, amerykańska terapeutka, co jakiś czas podczas terapii pary robi konsultacje indywidualne osobom z pary. Taki system ma swoje zalety, gdyż pozwala terapeucie głębiej wniknąć w sytuację każdego z partnerów, ale ma swoje wady, gdyż może wiązać terapeutę tajemnicą powierzoną mu przez jednego z partnerów.
Myślę, że w przypadku łączenia przez jednego terapeutę spotkań indywidualnych i wspólnych najważniejsze jest wstępne ustalenie obowiązującej reguły i uzgodnienie, czy to, co zostaje powiedziane podczas spotkań indywidualnych, może czy nie może zostać przez terapeutę włączone do terapii wspólnej. Zasada powinna być przejrzysta i jednoznaczna. W każdym razie na pytanie, czy jeden terapeuta może łączyć terapię pary z równolegle prowadzonymi terapiami indywidualnymi tych osób, terapeuci nie mają jednego poglądu.

Jak pan postępuje w podobnych okolicznościach?

Osobiście nie jestem zwolennikiem przeplatania terapii pary z terapią indywidualną, jednak bywają wyjątkowe sytuacje, kiedy się na to decyduję. Wówczas to, co zostanie powiedziane podczas sesji indywidualnej, może być włączone do wspólnych spotkań tylko przez pacjenta.

A jeśli dowiaduje się pan podczas indywidualnego spotkania, że dana osoba pozostaje w drugim związku?

To komplikuje i obciąża prowadzoną terapię, a mnie stawia w bardzo trudnej sytuacji. Nie nakłaniałbym do powiedzenia o tym partnerowi, bo nie chciałbym się przyczynić do zwiększenia cierpienia. Zastanawiałbym się raczej, czy ta osoba jest gotowa zakończyć tę „drugą relację”. I o tym bym rozmawiał, wskazując na pozorność terapii w ukrywanym trójkącie.

„Prawda nas wyzwoli”. O zdradzie lepiej powiedzieć partnerowi czy zachować ją w tajemnicy?

Uważam, że lepiej nie mówić. Osoba, która zdradziła, chce powiedzieć o zdradzie wtedy, gdy nie wytrzymuje ciężaru poczucia winy. Skoro ktoś zdradził, a następnie poczuł ciężar moralny swojego postępku, powinien go sam dźwigać, a nie szukać ulgi, raniąc osobę, którą zdradził. Jeśli jest wierzący, może pójść do spowiedzi, jeśli nie – znajdzie wsparcie u przyjaciela bądź terapeuty, ale szukanie pomocy u osoby, wobec której dopuścił się zdrady, byłoby ślepą uliczką.
Miałem kiedyś w terapii małżeństwo, w którym mąż miał kochankę, a po pewnym czasie zerwał z nią, ponieważ przeżywał te zachowania jako niemoralne i raniące partnerkę. Jednak po pewnym czasie tak zaczęły go dręczyć wyrzuty sumienia związane z tamtym związkiem, że zdecydował się powiedzieć o tym żonie. W efekcie doszło do głębokiego kryzysu w małżeństwie, które wcale nie było złe i mogło się dobrze rozwijać. Dlatego może lepiej żyć samemu z tą blizną we własnej psychice i angażować się w budowanie swojego małżeństwa, niż opowiadać o przeszłym wiarołomstwie, doprowadzając związek do rozpadu.

Więc co po zdradzie?

Katastrofa lub happy end – w zależności od dojrzałości osób tworzących związek. Dojrzała osoba poradzi sobie zarówno z rolą zdradzającego, jak i zdradzanego. Pomimo tego, że towarzyszyć jej będą trudne przeżycia, będzie w stanie to zasymilować ku swojemu pożytkowi.

Czemu ktoś zdradza? Czy jakieś doświadczenia życiowe bądź cechy osobowości do tego predysponują?

Oczywiście, na zdradę składa się wiele czynników, zaczynając od tych sytuacyjnych (w rodzaju alkohol, impreza integracyjna), poprzez bardziej lub mniej przewlekłe frustracje potrzeb (uczuciowych, emocjonalnych, erotycznych) aż po kryzysy osobiste i traumy. Z pewnością ewentualność zaistnienia zdrady będzie zależała też od systemu wartości danej osoby. Jeśli partner czuje się odrzucony i nieważny, a w jego otoczeniu pojawi się kobieta, która okaże mu zainteresowanie, pochwali jego działania czy doceni wygląd, niewątpliwie wzrośnie ryzyko zdrady. Scenariuszy jest tyle, ile osób będących w takiej sytuacji.

A z nudów? Załóżmy, że ktoś ma całkiem poukładane życie, ale jego dni dość rutynowo mijają. W obecnych czasach, nie wychodząc z domu może uprawiać cyberseks na czacie – czy to też będzie zdrada?

Nuda jest wielkim niebezpieczeństwem w każdej sferze życia. Zanim jednak ktoś poczuje się znudzony, zapewne dozna w jakimś obszarze życia frustracji i coś się w nim wypali. Rzeczywiście, rewolucja technologiczna i obyczajowa ułatwia realizację potrzeb seksualnych w sposób, w którym Internet odgrywa rolę pośrednika. Często kryzys małżeński ujawnia się w momencie, gdy partnerka „przyłapuje” męża na oglądaniu pornografii w Internecie i przeżywa to jak bolesną zdradę. I tak oto wracamy do początku naszej rozmowy – wielości rodzajów zdrady.

Prof. dr hab. n. med. Bogdan de Barbaro – lekarz psychiatra, absolwent Wydziału Lekarskiego Akademii Medycznej w Warszawie (1973), kierownik Katedry Psychiatrii Uniwersytetu Jagiellońskiego Collegium Medicum. Posiada certyfikat psychoterapeuty i superwizora Sekcji Naukowej Psychoterapii Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego. Interesuje się terapią rodzin w schizofrenii i postpsychiatrią. Opublikował m.in. książkę „Wprowadzenie do systemowego rozumienia rodziny”.

14.11.2018
strona 3 z 3
Zobacz także
  • Gdy brakuje światła
  • Czy hobby może być patologią?
  • Żeby się wypalić, najpierw trzeba płonąć
Doradca Medyczny
  • Czy mój problem wymaga pilnej interwencji lekarskiej?
  • Czy i kiedy powinienem zgłosić się do lekarza?
  • Dokąd mam się udać?
+48

w dni powszednie od 8.00 do 18.00
Cena konsultacji 12 zł

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.
Zbiórka dla szpitali w Ukrainie!
Poradnik świadomego pacjenta