Szanowni Państwo,

Medycyna Praktyczna wykorzystuje w swoich serwisach pliki cookies i inne pokrewne technologie. Używamy cookies w celu dostosowania naszych serwisów do Państwa potrzeb oraz do celów analitycznych i marketingowych. Korzystamy z cookies własnych oraz innych podmiotów – naszych partnerów biznesowych.

Ustawienia dotyczące cookies mogą Państwo zmienić samodzielnie, modyfikując ustawienia przeglądarki internetowej. Informacje dotyczące zmiany ustawień oraz szczegóły dotyczące wykorzystania wspomnianych technologii zawarte są w naszej Polityce Prywatności.

Korzystając z naszych serwisów bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie plików cookies i podobnych technologii, opisanych w Polityce Prywatności.

Państwa zgoda jest dobrowolna, jednak jej brak może wpłynąć na komfort korzystania z naszych serwisów. Udzieloną zgodę mogą Państwo wycofać w każdej chwili, co jednak pozostanie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania dokonanego wcześniej na podstawie tej zgody.

Klikając przycisk Potwierdzam, wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie wyżej wymienionych technologii oraz potwierdzacie, że ustawienia przeglądarki są zgodne z Państwa preferencjami.

Spać, ćwiczyć, spotykać się z ludźmi

Ewa Stanek-Misiąg

Promocja zdrowia psychicznego i zapobieganie samobójstwom to temat przypadającego dziś, 10. października, Światowego Dnia Zdrowia Psychicznego. Czym jest zdrowie psychiczne? Co robić, żeby je utrzymać? Opowiada dr Paweł Brudkiewicz, psychiatra:


Paweł Brudkiewicz, fot. arch. własne

dr Paweł Brudkiewicz: Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) definiuje zdrowie psychiczne jako dobrostan fizyczny, psychiczny i społeczny człowieka. Co to oznacza? Dobrostan to taka sytuacja, gdy wstaję rano w miarę wyspany, mogę funkcjonować w swoich rolach, tworzę satysfakcjonujące relacje z ludźmi, nie czuję cierpienia psychofizycznego, a ewentualne chwile złego samopoczucia są reakcją na nieprzyjemne wydarzenia i nie trwają długo. Jednak dużo łatwiej niż o zdrowiu psychicznym jest mówić o zaburzeniach. Mamy opisane ich objawy.

Ewa Stanek-Misiąg: Z czym najczęściej przychodzimy do psychiatry?

Dominują zaburzenia lękowe, dawniej określane jako nerwice, następnie: zaburzenia depresyjne, zaburzenia snu, problemy z nadużywaniem substancji psychoaktywnych oraz problemy w relacjach międzyludzkich.
Lęki manifestują się w bardzo różny sposób. Mogą się objawiać na przykład bólami głowy, brzucha. Ludzie często chodzą od lekarza do lekarza i dopiero po tym, gdy specjaliści wykluczą kolejne choroby, trafiają do psychologa lub psychiatry.
Spotykam też pacjentów, którzy przychodzą i mówią: „mam to i to”; albo: „podejrzewam, że mam to i to”. Szanuję takie komunikaty. Doceniam, że pacjent, a właściwie dopiero kandydat na pacjenta, zadał sobie trud, żeby poszukać w internecie, jak rozumieć to, co mu dolega.

Pacjenci, którzy zwlekają z pójściem do lekarza to także problem psychiatrii?

To jest powszechny problem. On nie zawsze wynika z lekceważenia sytuacji. Myślę, że często chodzi o brak wiedzy. W psychiatrii dochodzi jeszcze lęk przed stygmatyzacją, negatywną oceną, byciem osądzonym jako „wariat”. Choć trzeba zauważyć, że to się zmienia. Świadomość społeczna wzrasta. Na pewno za sprawą szeregu kampanii społecznych, ale też pacjentów, którym udało się pomóc. Ludzie dzielą się ze sobą informacjami o tym, że można sobie z pomocą lekarza poradzić z depresją, bezsennością, lękami.
Można powiedzieć, że chętnych na wizytę psychiatryczną jest od jakiegoś czasu więcej niż miejsc.

Pomijając kwestie dostępności usług medycznych, czy to może wynikać z tego, że żyjemy w czasach, które są dla człowieka wyzwaniem? Potrzebujemy pomocy psychiatrów bardziej niż ludzie 50 lat temu?

I tak, i nie. Częstość ciężkich zaburzeń psychicznych nie zmienia się, na przykład schizofrenia stanowiła i występuje niezmiennie u 1% populacji. Przybyło natomiast zaburzeń nerwicowych związanych ze stresem. Ciekawa obserwacja: tego rodzaju problemy nie występowały w obozach koncentracyjnych. Ludzie skupieni na walce o przetrwanie nie mieli energii na nic innego. Wraz z poprawą jakości życia, rosną potrzeby – w tym emocjonalne.

A czy za część tych problemów nie odpowiadają na przykład zmiany w sposobie komunikowania się? To, że więcej czasu spędzamy w mediach społecznościowych niż na spotkaniach w realu?

Wyniki badań i obserwacje nie są jednoznaczne. Rzeczywiście, powierzchowne kontakty, którym sprzyjają media społecznościowe, mogą wpływać niekorzystnie na relacje towarzyskie i intymne danego człowieka. Ale też nie można nie zauważyć tego, że możliwość łatwego komunikowania się zwiększa szanse na utrzymanie danej relacji. Na przykład dla osób z fobią społeczną komunikacja za pośrednictwem internetu bywa niezwykle pomocna.
Faktem jest jednak, że znajdujemy się w trakcie zmiany cywilizacyjnej w kontaktach międzyludzkich i nie wiemy, jak wpłynie ona na człowieka. Osoby starsze i w średnim wieku widzą różnicę...

A młodzież nie zna innego świata.

Myślę, że główny problem jeśli chodzi o zdrowie psychiczne współczesnego człowieka polega na tym, że doświadczamy zbyt szybkich zmian. 100, czy 200 lat temu rzeczywistość zmieniała się w sposób niezauważalny, pomijając naturalne rytmy pór roku, ludzie zasadniczo umierali w takim samym świecie, w jakim się urodzili.
My obecnie mamy taką sytuację, że zmiany następują nawet nie na poziomie pokoleń, dekad, ale zaledwie kilku lat. Zmiany te coraz częściej przekraczają możliwości adaptacyjne człowieka. Co chwilę trzeba aktualizować programy komputerowe, uczyć się nowych rozwiązań. Nawet w sklepach wszystko się zmienia. Kiedyś obowiązywał jeden układ produktów na półkach, teraz mamy co chwilę przemeblowanie.

Ale czy to nie jest dobre dla mózgu?

Trening mózgu jest bardzo ważny, ale umiarkowany. To jak z treningiem fizycznym. Czy lepiej dla mięśni jest trenować regularnie w sposób umiarkowany, czy cały czas przekraczać możliwości za pomocą środków dopingujących?
Kiedy jesteśmy bombardowani szeregiem różnych bodźców, sygnałów, komunikatorów, telefonów, spada nasza możliwość adaptacji, a rośnie stres. Pojawić się wtedy mogą na przykład problemy ze snem. A jeśli mamy problemy ze snem, to nie budzimy się wypoczęci, czyli gorzej funkcjonujemy, a to oznacza między innymi zmniejszenie odporności na stres. Tak powstają zaburzenia lękowe czy depresyjne.

Na czym polega pomoc psychiatry?

Myślę, że główny problem dotyczący zdrowia psychicznego współczesnego człowieka polega na doświadczaniu zbyt szybkich zmian. 100, czy 200 lat temu rzeczywistość zmieniała się w sposób niezauważalny, pomijając naturalne rytmy pór roku, ludzie zasadniczo umierali w takim samym świecie, w jakim się urodzili.

Pierwszym zadaniem psychiatry jest ustalenie, czy ma do czynienia z zaburzeniem, czy nie. Zdarzają się pacjenci zaniepokojeni swoim stanem, u których jednak nie można stwierdzić zaburzeń. Zalecenia wówczas ograniczają się do psychoedukacji i porad w zakresie zmiany stylu życia, czasami - skierowanie do psychologa, sporadycznie jest to krótkoterminowe i doraźne wsparcie farmakologiczne.
Jeżeli jednak stwierdzamy zaburzenie, to we współpracy z pacjentem trzeba zdecydować o dalszym postępowaniu klinicznym. Może to być psychoterapia, farmakoterapia lub jedno i drugie równocześnie, oczywiście czasami wskazana jest zmiana stylu życia. W rozmowach z pacjentami, którzy cierpią na zaburzenia lękowe czy depresyjne, często dochodzimy do tego, że ich stan wynika z tego, że coś w ich życiu „jest nie tak” i dobrze by było to zmienić.
Dwa dni temu była u mnie pacjentka, która stosuje farmakoterapię, a jednocześnie zaczęła się angażować w techniki medytacyjno-relaksacyjne. Jest w tym systematyczna. I obecnie osiągnęliśmy taki etap, że pacjentka się wysypia, czuje się coraz lepiej, potrzeba wspierającej farmakoterapii jest coraz mniejsza i niebawem leki zostaną odstawione.

Gdyby miał Pan podać kilka zasad dobrego postępowania ze sobą, które zmniejszy ryzyko kłopotów psychicznych w naszym pędzącym świecie, to na pierwszym miejscu byłaby aktywność fizyczna? Wszyscy lekarze ją polecają.

Jako specjalista szczególnie zainteresowany medycyną snu mogę powiedzieć, że powinniśmy się wysypiać. Sen jest niedoceniany. To jeden ze zgubnych mitów, że możemy bezkarnie redukować sen.

Ktoś, kto mówi, że wystarczy mu 5 godzin snu na dobę, powinien się głęboko nad sobą zastanowić?

W 99,9% przypadków sen poniżej 6 godzin przewlekle, czyli jeżeli trwa to dłużej niż przez kilka-kilkanaście dni z rzędu, grozi poważnymi konsekwencjami zdrowotnymi. Jest na to mnóstwo badań. Polecam znakomitą książkę Matthiew Walkera, Why we sleep [Dlaczego śpimy. Odkrywanie potęgi snu i marzeń sennych, tł. Jacek Konieczny, wyd. Marginesy, 2019]. Walker jest wybitnym badaczem neurofizjologii snu i naprawdę dobrze i wiarygodnie opisuje różne problemy ze snem. W książce podaje mnóstwo danych, które pokazują, że skutki bezsenności uwarunkowane społecznie mogą być po prostu katastrofalne.

Bezsenności uwarunkowanej społecznie?

Tak, bezsenności, która jest efektem wymogów społecznych, szkodliwego mitu, że człowiek efektywny mało śpi. To nieprawda - żeby być efektywnym trzeba się wysypiać.

Świeżo upieczony laureat literackiej nagrody Nike, ceniony przez czytelniczki i czytelników reporter, Mariusz Szczygieł napisał na swoim profilu na FB następnego dnia po odebraniu wyróżnienia: „Musiałem pójść na wf, bo zwariowałbym od tego zgiełku, który wiąże się z nagrodą (...) Ruch sprawia, że kiedy mam największego doła, już godzinę po ćwiczeniach, chce mi się żyć. (…) Kiedy jestem w jakimś bardzo aktywnym momencie życia, także muszę pójść na wf. Wtedy ruch resetuje mi niepotrzebne myśli.” Czyli ćwiczy dla higieny psychicznej. Czyli bądźmy jak Mariusz Szczygieł?

Aktywność fizyczna przynosi podwójną korzyść: poprawia kondycję i pozwala się nam oderwać od tego, co mogłoby nas przeciążać.
Jeżeli mamy siedzący tryb pracy, to powinniśmy regularnie chodzić na przykład pieszo do pracy, jeździć na rowerze. Ważne są kontakty z ludźmi, budowanie wsparcia społecznego od najgłębszych poziomów rodzinno-intymnych po spotkania towarzyskie. Introwertyk będzie potrzebował mniejszej liczby osób wokół, ekstrawertyk większej, ważne, żeby o to dbać. I kolejny obszar – pasje i zainteresowania, aktywności, które pozwalają nam odpocząć, dać odskocznię od codziennych obowiązków.
Nie chodzi o pracę, która jest pasją. Rzecz w tym, żeby mieć coś takiego, co nie pozwoli nam nadmiernie zaangażować się w pracę, by uniknąć wypalenia zawodowego. To jest jak z jedzeniem. Fizjologia smaku pokazuje, że kiedy często jemy ten sam posiłek, to z czasem przestaje on nam smakować, percepcja smaku wymusza w ten sposób zmienność pożywienia.
Życie ma mieć smak.

rozmawiała Ewa Stanek-Misiąg

dr Paweł Brudkiewicz jest redaktorem naczelnym dwumiesięcznika „Medycyna Praktyczna – Psychiatria”

10.10.2019

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.

Poradnik świadomego pacjenta