Barometr epidemii (46)

Małgorzata Solecka
Kurier MP

Trzecia fali pandemii, która – wszystko na to wskazuje, nadciągnęła już do Polski, przynosi nowe wyzwanie: obok obciążenia systemu ochrony zdrowia walką z COVID-19, którego natężenia ponownie można się spodziewać w najbliższych dniach i tygodniach, obok szczepień, bezwzględną koniecznością staje się testowanie, ale połączone z sekwencjonowaniem genomów i wykrywaniem wariantów wirusa. Polska jest tymczasem jednym z kilku krajów UE, które z tym radzą sobie, w tej chwili, najgorzej.

Marsz przeciwników obostrzeń związanych z pandemią, Bydgoszcz, 20 lutego 2021 r. Fot. Roman Bosiacki / Agencja Gazeta

Największy sukces. Szczepienia. Nawet jeśli mogłoby być lepiej i można byłoby uniknąć pewnych wpadek, w tym przede wszystkich tych dezorganizujących prace poradni POZ i narażających seniorów na zamieszanie z odwoływaniem i przekładaniem terminów szczepień, nie ma wątpliwości, że Polska – do tej pory, w trudnych warunkach narzuconych przez zmieniające się wolumeny dostaw – radzi sobie wśród krajów unijnych (a tylko do tych możemy i powinniśmy się porównywać) bardzo dobrze. Można mieć tylko nadzieję, że w miarę powiększania się wolumenu dostarczanych dawek szczepionek i dywersyfikacji tych dostaw centralny system wytrzyma obciążenie – albo decydenci przekonają się do jego częściowej choć decentralizacji. To jednak kwestia przyszłości.

Jak jest teraz? Pod względem liczby zużytych dawek Polska zajmuje (dane z 20 lutego, Our World in Data) czwarte miejsce wśród krajów unijnych, ze wskaźnikiem 7,03. Wyprzedzają nas jedynie trzy niewielkie kraje Unii: Malta, Dania oraz Islandia. Pozostałe kraje „wielkiej piątki” – Hiszpanię, Włochy, Niemcy i Francję – wyprzedzamy w sposób znaczący, pierwsza wśród nich, Hiszpania, może się pochwalić wskaźnikiem 6,28.

Pod względem odsetka osób zaszczepionych przynajmniej jedną dawką (4,6 proc.) również zajmujemy wysokie, piąte miejsce (zresztą współdzielone z kilkoma innymi krajami), ustępując wyłącznie Malcie, Danii, Finlandii i Słowacji, ale bezsprzecznie bijąc na głowę inne duże kraje unijne – drugie w kolejności wśród największych Niemcy wyszczepili jedną dawką 3,8 proc. populacji. Mniej korzystnie – ale też całkiem nieźle – wypadamy jedynie w zestawieniu odsetka w pełni wyszczepionych. 2,4 proc. populacji oznacza szósty wynik w UE i tym razem ustępujemy nie tylko kilku małym krajom, ale również, minimalnie, Hiszpanii.

Czy uda się utrzymać – a tak naprawdę przecież znacząco zwiększyć – tempo szczepień, gdy szpitale zaczną w większym stopniu odczuwać skutki trzeciej fali? Będzie to bardzo trudne, ale Ministerstwo Zdrowia i rządowi eksperci powinni wypracować rozwiązania, które zmniejszą prawdopodobieństwo załamania się programu szczepień. Warto czerpać z doświadczeń Wielkiej Brytanii, gdzie szczepienia szły pełną parą, choć sytuacja epidemiologiczna wyraźnie się pogarszała wraz z szerzeniem się brytyjskiej mutacji koronawirusa. Premier Wielkiej Brytanii zapowiedział zresztą w ostatnich dniach, że kampania szczepień jeszcze ulegnie przyspieszeniu tak, by wszyscy dorośli zostali zaszczepieni do końca lipca. Wielka Brytania działa oczywiście w innych uwarunkowaniach, jeśli chodzi o dostępność szczepionek, ale sama dostępność nie wystarczy do realizacji programu szczepień na taką skalę.

Największe wyzwanie. Polska, zgodnie z informacjami ECDC, jest jednym z siedmiu krajów Unii Europejskiej, które sekwencjonują mniej niż jeden genom na tysiąc potwierdzonych przypadków koronawirusa, podczas gdy normą powinno być badanie 50-100 przypadków. Od tygodni eksperci zwracają uwagę, jak groźne może to mieć konsekwencje – choćby dlatego, że w przypadku stwierdzenia ognisk nowych mutacji koronawirusa potrzebna jest modyfikacja zaleceń, na przykład dotyczących dłuższej izolacji (i brytyjska, i południowoafrykańska mutacja sprawiają, że osoby zakażone stanowią zagrożenie dłużej niż w przypadku „starej” odmiany). Obydwie mutacje dużo łatwiej szerzą się też wśród dzieci i młodzieży, co ma, a w każdym razie powinno mieć, znaczenie przy podejmowaniu decyzji dotyczących szerszego otwierania szkół.

Jest szansa na poprawę sytuacji. W sobotę prof. Krzysztof Pyrć, w którego ośrodku od kilku tygodni trwa sekwencjonowanie genomu pozytywnych próbek, ogłosił oficjalny start projektu monitorowania zmienności genetycznej SARS-CoV-2 w Polsce. „Wspólnie z Narodowym Instytutem Zdrowia Publicznego w Warszawie oraz Głównym Inspektoratem Sanitarnym będziemy koordynować analizę próbek wirusa. Startujemy na poziomie około 1 proc. próbek dodatnich, jeżeli wszystko będzie szło gładko, mamy nadzieję zwiększyć wolumen” – napisał w mediach społecznościowych. W projekcie współpracują Uniwersytet Jagielloński, Uniwersytet Gdański, Gdański Uniwersytet Medyczny, Instytut Immunologii i Terapii Doświadczalnej Polskiej Akademii Nauk, Pomorski Uniwersytet Medyczny w Szczecinie, Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego oraz podmioty komercyjne. Finansowanie zapewnia Agencja Badań Medycznych.

Czy to jednak wystarczy? Eksperci uważają, że sekwencjonowanie wirusa na tym etapie pandemii powinno być oczywistością, a badania powinny być prowadzone w wielu ośrodkach w sposób systemowy, z założeniem, że kierowane do nich jest 5-10 proc. wszystkich pozytywnych próbek. Tymczasem laboratoria, jak podkreślają, nie mają nawet obowiązku magazynowania (choćby przez określony czas) potwierdzonych próbek, co w przypadku stwierdzenia ogniska zakażenia utrudnia uzyskanie kluczowej informacji – jaka mutacja je wywołała.

Największy błąd. Maseczki. I szerzej – obostrzenia. Gdy szef doradców medycznych premiera zapowiada w piątek rano, że zostanie wydane rozporządzenie wykluczające nieprofesjonalne osłony nosa i ust (szaliki, chusty – których w ogóle nie powinny być dopuszczone jako forma ochrony oraz przyłbice, jako jedyną formę ochrony), jest – a w każdym razie powinno być – oczywiste, że taka zmiana nastąpi. Ale nie, minister zdrowia najpierw mówi o „trwających rozmowach” i rozważaniach, a potem okazuje się, że może i zmiana będzie, ale żadnych twardych rozwiązań rząd nie wprowadzi. W przeciwieństwie np. do Niemiec, gdzie nie obowiązuje zasłanianie nosa i ust w otwartej przestrzeni, ale we wszystkich zamkniętych trzeba mieć profesjonalne maseczki. Albo Czech, gdzie właśnie wprowadzono nakaz stosowania masek filtrujących lub podwójnych maseczek chirurgicznych.

To jednak nie powinno dziwić. Wystarczy wizyta w centrum handlowym, jazda komunikacją publiczną czy spacer uczęszczaną ulicą, by stwierdzić, że prawidłowe noszenie masek nie jest tym, w czym Polacy czują się mocni. I niestety, nie widać żadnego pomysłu na skuteczne egzekwowanie obowiązku, który już w zasadzie jest „obowiązkiem”, o którym mówi się z przymrużeniem oka, bo skoro „nic nie grozi” (fakt, że grozi zakażenie SARS-CoV-2, lub zakażenie kogoś najwidoczniej dla wielu osób nie jest wystarczającą sankcją), można nie przestrzegać. W myśl zasady z dzieciństwa „na złość mamie odmrożę sobie uszy”, dorośli ludzie ryzykują ciężką chorobę – własną lub innych osób – być może nawet zgon, na złość... No właśnie, komu?

Obostrzenia – szerzej – coraz bardziej wydają się mało wyrafinowaną grą, jaką rząd prowadzi ze społeczeństwem. Ich analiza skłania do refleksji, że ani obywatele nie rozumieją, dlaczego mają ich przestrzegać, ani rządzący nie rozumieją, dlaczego wprowadzają akurat takie, akurat w tym momencie i – co najważniejsze – jakie efekty przynosi ich nakładanie i wycofywanie. Efekty obserwujemy już drugi tydzień: warunkowe otwarcie hoteli i stoków tylko spotęgowało liczbę turystów, nie tylko weekendowych. Całe rodziny ruszyły w góry, chcąc „skorzystać, póki się da”. Trzeba założyć, że nie takie były intencje decydentów, ale ich działania ocenia się po skutkach, jakie przynoszą, a nie zamiarach.

21.02.2021

Zachorowania w Polsce - aktualne dane

Doradca Medyczny
  • Czy mój problem wymaga pilnej interwencji lekarskiej?
  • Czy i kiedy powinienem zgłosić się do lekarza?
  • Dokąd mam się udać?

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.

Poradnik świadomego pacjenta

  • Wyjątkowe sytuacje. Towarzyszenie osobie chorej na COVID-19
    Czy szpital może odmówić zgody na towarzyszenie hospitalizowanemu dziecku? Jak uzyskać zgodę na towarzyszenie osobie, która umiera w szpitalu z powodu COVID-19?
    Na pytania dotyczące pobytu w szpitalu podczas pandemii koronawirusa odpowiada Rzecznik Praw Pacjenta, Bartłomiej Łukasz Chmielowiec.
  • Wyjątkowe sytuacje. Kiedy chorujesz na COVID-19
    Czy chory na COVID-19 może wyjść ze szpitala na własne żądanie? Jak zapewnić sobie prawo do niezastosowania intubacji. Na pytania dotyczące pobytu w szpitalu podczas pandemii koronawirusa odpowiada Rzecznik Praw Pacjenta, Bartłomiej Łukasz Chmielowiec.