Reklama środka na odchudzanie. Fot. Ayds, Public domain, via Wikimedia Commons
Kolejnym guru dietetycznym sprzed stulecia była lekarka i pisarka – Lulu Hunt Peters (1873-1930), która jako pierwsza spopularyzowała liczenie kalorii jako metodę odchudzania. Jej wydana w 1918 r. książka Diet & Health: With Key to the Calories sprzedała się w ponad dwóch milionach egzemplarzy i doczekała 55 wydań, stając się pierwszym w historii bestsellerem na temat odchudzania. Sama Peters borykała się przez lata z nadmiarem kilogramów i argumentowała, że „nadwaga jest grzechem, a samokontrola – kluczem do szczupłości” i zalecała pacjentkom dietę 1200 kalorii.
W latach popularności zaleceń doktor Peters pojawiła się nowa moda – gorsetowe suknie ustąpiły miejsca krótkim, obcisłym sukienkom, a idealna sylwetka kobieca była smukła i wiotka. Helena Rubinstein tak podsumowała nowy ideał urody w 1918 roku: „Tłuszcz jest odrażający. Szczupła i chłopięca sylwetka jest bardziej seksowna niż krągłości”. W magazynach docierających do masowego odbiorcy pojawiały się reklamy leków odchudzających. Na rynek trafił także pierwszy napój dietetyczny o nazwie Squirt. Spopularyzowały się pierwsze domowe wagi łazienkowe, a także suplementy, maseczki, ekstrakty, gumy do żucia i pigułki z lekami odchudzającymi. Niektóre zawierały trujące substancje, jak jod czy arsen lub popularny w latach 30. XX wieku dinitrofenol. Rzeczywiście przyspieszał on metabolizm, ale kosztował także zdrowie, a nawet życie wielu przyjmujących go osób i ostatecznie został zakazany jeszcze przed II wojną światową jako silnie rakotwórczy.
Co więcej, I wojna światowa miała wpływ na spopularyzowanie się palenia, a w połowie lat 20. koncerny nikotynowe reklamowały papierosy jako środki zdrowotne poprawiające trawienie i, co najważniejsze, pomagające zachować szczupłą sylwetkę (w tym celu dodawano do nich m.in. amfetaminę czy środki hamujące apetyt). Jedną z najsłynniejszych kampanii reklamowych tamtej epoki była akcja Lucky Strike pod hasłem „Sięgaj po szczęście zamiast słodyczy”. Reklamy przedstawiały piękne i szczupłe kobiety, wyzwolone i beztroskie, z papierosem w dłoni. Jednocześnie całkowicie akceptowalne było krytykowanie, a nawet wyśmiewanie osób z nadwagą. W ówczesnych książkach można było przeczytać, że nadwaga wynika z chciwości i folgowania zachciankom. Popularna aktorka kina niemego – Amelia Summerville, autorka książki z 1916 r. zatytułowanej Why be Fat?: Rules for Weight – reduction and the Preservation of Youth and Health pisała: „Prędzej umrę, niż utyję”. Summerville twierdziła, że udało jej się schudnąć 45 kg w 3 miesiące.
Profesor Charles Lambie (1891-1961), który współpracował z twórcami insuliny – Frederickiem Bantingiem i Charlesem Bestem, a w latach 20. został pierwszym lekarzem w Europie leczącym cukrzycę za pomocą insuliny, twierdził, że otyłość występuje najczęściej u osób leniwych, folgujących złym nawykom. I choć lekarze wspierali swoich pacjentów w walce o utratę zbędnych kilogramów, to niebezpieczne diety spotykały się z krytyką – zwłaszcza, jeśli stosowały je kobiety. Amerykański lekarz i redaktor „Journal of the American Medical Association”, Morris Fishbein (1889-1976), grzmiał w 1929 r.: „Niedożywione kobiety są głęboko nieatrakcyjne i zagrażają rolom, jakie mężczyźni i kobiety pełnią w społeczeństwie, promując zachowania lesbijskie. Kobieca tkanka tłuszczowa jest niezbędna do przetrwania społeczeństwa”. Uważał dążenie do nowej, modnej, chłopięcej sylwetki za „nonsens będący pokłosiem feminizmu”. A inny uznany lekarz amerykański, Henry Harlow Brooks, dodawał: „Kobieta, która jest z natury łagodna, dobroduszna i ułożona, na diecie zmienia się w inną osobę. Staje się drażliwa, nierozsądna i trudno się z nią dogadać, co gorsza, może skończyć jako lesbijka”.
„Sięgaj po szczęście zamiast słodyczy”. Fot. Public domain, via Wikimedia Commons
W latach trzydziestych XX wieku moda wciąż wymagała szczupłej sylwetki. Ikony stylu, takie jak Ginger Rogers, Joan Crawford, Greta Garbo czy Jean Harlow często cierpiały na niedowagę, a fani chcieli wiedzieć, jak uzyskać tak szczupłą sylwetkę. Celebrytą i guru żywieniowym tej dekady został Benjamin Gayelord Hauser (1895-1984), który przybył do Hollywood z Niemiec z fałszywym dyplomem lekarza. Był jednak na tyle charyzmatyczny, że udało mu się przekonać do swoich teorii gwiazdy filmowe, takie jak Marlene Dietrich, Paulette Goddard czy Glorię Swanson. Później współpracował z Ingrid Bergman, Jeanne Moreau, Wallis Simpson i Grace Kelly. Jego najsłynniejszą klientką była Greta Garbo, która została jego kochanką. Hauser napisał, że „w otyłości kryje się prawdziwa tragedia”, ponieważ otyłe kobiety nigdy nie wykorzystują swojego potencjału, a „sen jest ich jedyną przyjemnością”. Hauser wierzył w zdrowotne skutki „pełnowartościowej żywności” i nalegał, aby ludzie unikali zbyt dużej ilości tłuszczu, cukru i nadmiernego spożycia mięsa. Jako pierwszy zastosował dietę sokową do oczyszczania organizmu. Jego zalecenia dietetyczne były ekstremalne: śniadanie składało się z niewielkiej porcji owoców, na lunch można było zjeść sałatkę, a na kolację niedużą porcję mięsa z warzywami i garścią owoców.
Najciekawszą dietą epoki była jednak ta, która dała początek wielu dzisiejszym reżimom żywieniowym i poglądom na to, co jest zdrowe, a co nam nie służy. W 1935 roku dr William Hay podzielił całą żywność na zasadową, kwaśną i obojętną. Węglowodany miały według niego odczyn zasadowy, mięso i inne białka – kwaśny, a pozostałe były neutralne. Kluczem jest niełączenie kwasów i zasad, ponieważ organizm nie jest w stanie ich całkowicie strawić. Wśród tysięcy zwolenników doktora Haya był m.in. Henry Ford. Z tego okresu wywodzi się również hollywoodzka dieta grejpfrutowa, w ramach której jadano połowę grejpfruta, jajko i jeden tost na śniadanie, sześć plasterków ogórka na lunch i połowę grejpfruta, dwa jajka oraz listek sałaty i plasterek pomidora na kolację. Do dziś wiele mniej lub bardziej ugruntowanych naukowo zaleceń, którym hołdowały gwiazdy sto lat temu pokutuje w kolejnych modnych dietach.
Dieta pozostaje moralizowana w dyskursie dietetyków, ale ostateczna wartość dobrego odżywiania znacznie się zmienia. Wszechobecność informacji o wartościach odżywczych i wpływie danych produktów na zdrowie wiąże się z odpowiedzialnością za własne decyzje i wymaga umiejętności wybierania tych najlepszych spośród dostępnych produktów. Od prawie pół wieku lansuje się przejście do nowego systemu rolnictwa opartego na uprawie i spożywaniu świeżej, lokalnej i organicznej żywności. W ten trend wpisują się ruch „slow food”, rolnictwo zrównoważone, żywność organiczna, lokalni dostawcy. Podobnie jak w przypadku zwolenników Galena i późniejszych odkryć naukowych, obecnie również panuje nakaz, żeby jeść w określony sposób – przykładem może być ograniczanie mięsa w diecie czy traktowanie priorytetowo świeżej i lokalnej żywności. Eko-dietetyka postrzega ciało jako część większej całości – ekosystemu. Świeże i lokalne produkty nie tylko utrzymują organizm w zdrowiu, ale także powstrzymuje zagładę planety zainicjowaną przez przemysłowe rolnictwo. W dyskursie eko-dietetyków być może trafniejsze będzie stwierdzenie, że obecnie chodzi o to jak, a nie co jesz. Zdrowa dieta utożsamiana jest z jedzeniem w sposób etyczny, co jest niezbędne do transformacji przemysłu rolniczego i zminimalizowania jego niszczycielskiego wpływu na środowisko. Jedzenie zawiera w sobie cechy metod produkcji, a żywność lokalna jest w tym dyskursie moralnie wartościowsza ze względu na konsekwencje dla ludzi i środowiska. Osoby spożywające żywność przemysłową produkowaną na wielką skalę przez koncerny spożywcze zestawia się (często w sposób bardzo krytyczny) w kontraście z odpowiedzialnymi lub świadomymi konsumentami, a ruch „slow food” w opozycji do jedzenia typu „fast food” i życia w rytmie „fast life” jest widziany jako jedno z remedium na bolączki współczesnego świata. Po upływie tysiąclecia dieta i etyka wciąż pozostają ze sobą nierozerwalnie związane.
Zapraszamy do zapoznania się z pierwszą częścią tekstu: Historia zachodniej myśli dietetycznej
Agnieszka Bukowczan-Rzeszut – antropolog kultury, dziennikarka, tłumaczka i autorka związana z krakowskimi wydawnictwami Astra, Znak i Otwarte, autorka książki „Jak przetrwać w średniowiecznym Krakowie” (Astra 2018), a wspólnie z Barbarą Faron książki „Siedem śmierci. Jak umierano w dawnych wiekach” (Astra 2017).
Literatura:
- Bittman, M., Animal, Vegetable, Junk, Houghton Mifflin Harcourt 2021
- Boycem Ch. & Fitpatrick J., A History of Food in Literature, Routledge 2017
- Bukowczan-Rzeszut, A., Kuchnia królów, Wydawnictwo Astra 2020
- Davidson, A., The Oxford Companion to Food, 3rd ed., Oxford University Press 2014
- Freedman P. (ed.), Food. The History of Taste, California Press 2007
- Selby, A., Food through the Ages, Pen & Sword Books 2008
- The Cambridge World History of Food, ed. K.F. Kiple, K.C. Ornelas, Cambridge University Press 2000
- Toussaint-Samat, M., Historia naturalna i moralna jedzenia, WAB 2002