Szanowni Państwo,

Medycyna Praktyczna wykorzystuje w swoich serwisach pliki cookies i inne pokrewne technologie. Używamy cookies w celu dostosowania naszych serwisów do Państwa potrzeb oraz do celów analitycznych i marketingowych. Korzystamy z cookies własnych oraz innych podmiotów – naszych partnerów biznesowych.

Ustawienia dotyczące cookies mogą Państwo zmienić samodzielnie, modyfikując ustawienia przeglądarki internetowej. Informacje dotyczące zmiany ustawień oraz szczegóły dotyczące wykorzystania wspomnianych technologii zawarte są w naszej Polityce Prywatności.

Korzystając z naszych serwisów bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie plików cookies i podobnych technologii, opisanych w Polityce Prywatności.

Państwa zgoda jest dobrowolna, jednak jej brak może wpłynąć na komfort korzystania z naszych serwisów. Udzieloną zgodę mogą Państwo wycofać w każdej chwili, co jednak pozostanie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania dokonanego wcześniej na podstawie tej zgody.

Klikając przycisk Potwierdzam, wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie wyżej wymienionych technologii oraz potwierdzacie, że ustawienia przeglądarki są zgodne z Państwa preferencjami.

Miejsce alergologii w systemie

Jerzy Dziekoński
Kurier MP
Miejsce alergologii w systemie
Prof. Karina Jahnz-Różyk. Fot. Przemek Wierzchowski / Agencja Gazeta

W każdym województwie powinien znajdować się jeden duży ośrodek, który zabezpieczałby całe spektrum świadczeń alergologicznych. Oprócz tego funkcjonowałyby satelitarne poradnie alergologiczne zajmujące się podstawowymi problemami naszych pacjentów – przekonuje prof. Karina Jahnz-Różyk, konsultant krajowy w dziedzinie alergologii, kierownik Zakładu Immunologii i Alergologii Klinicznej Wojskowego Instytutu Medycznego CSK MON.

Jerzy Dziekoński: Realizowane przed kilkoma laty mapy potrzeb zdrowotnych wstępnie nie obejmowały alergologii.

Prof. Karina Jahnz-Różyk: Mapy były realizowane w ramach projektu unijnego nadzorowanego przez Departament Analiz Ministerstwa Zdrowia. Według założenia, obejmowały 30 obszarów chorobowych. Brak alergologii wśród tych obszarów wynikał m. in. z tego, że w krajach Unii Europejskiej nasza dziedzina nie zawsze jest wydzielana jako osobna specjalizacja. Raczej funkcjonuje jako alergologia z immunologią kliniczną. W takiej formule działa również Europejska Akademia Alergologii i Immunologii klinicznej. Podobnie jest w Stanach Zjednoczonych, gdzie działa Akademia Astmy, Alergii i Immunologii Klinicznej. Na mapie Europy mamy kraje, gdzie alergologia jest łączona z dermatologią – np. Niemcy.

Udało się jednak dokument dla tej dziedziny przygotować. Jakie wnioski płyną z opracowanych analiz?

Polscy alergolodzy byli zaniepokojeni pominięciem naszej specjalizacji przy tworzeniu map potrzeb zdrowotnych i po listach do ministra zdrowia udało się wyodrębnić z pozostałych jednostek chorobowych to, co jest przypisane do alergologii i stworzyć osobną analizę.

Dobrze się stało, ponieważ np. immunoterapia swoista, czyli procesy diagnozowania alergii i odczulania przypisane są w naszym kraju do alergologii. Z drugiej strony jest wiele chorób z pogranicza różnych specjalności. Przykładem jest astma leczona przez specjalistów chorób płuc i przez alergologów. Inny przykład to atopowe zapalenie skóry, które najczęściej leczone jest przez dermatologów. To rodzi kolejne problemy.

Choć w Polsce zawód alergologa wykonuje ok. 1300 specjalistów, to nie każdy zajmuje się wszystkimi zagadnieniami alergologicznymi. Liczbowo, możemy powiedzieć, że mamy pełne zabezpieczenie populacji, ale z drugiej strony jest niewielu alergologów, którzy zajmują się całym spektrum problemów alergologicznych. Jeżeli np. w danym powiecie mamy jednego alergologa, który zajmuje się wyłącznie alergiami manifestującymi się skórnie, to pacjenci z problemami oddechowymi czy pokarmowymi nie mają do kogo udać się po poradę.

W każdym powiecie potrzebny jest alergolog?

Moim zdaniem w każdym województwie powinien znajdować się jeden duży ośrodek akademicki albo wojewódzki, który zabezpieczałby całe spektrum świadczeń alergologicznych. Oprócz tego funkcjonowałyby satelitarne poradnie alergologiczne zajmujące się podstawowymi problemami naszych pacjentów.

Mamy procedury, które wykonywane są tylko w dużych ośrodkach akademickich. Jest to np. odczulanie na jady owadów błonkoskrzydłych, które jest wykonywane w warunkach szpitalnych. Wysoki stopień specjalizacji powoduje, że pacjenci – mając daleko do specjalisty – często z leczenia rezygnują. Przykładem jest województwo lubuskie, gdzie takie procedury nie są wykonywane. Pacjenci muszą jeździć do Wrocławia. 200 km do lekarza i częstotliwość wizyt co 4–6 tygodni to dość duża bariera w dostępie do specjalistycznej opieki. Bywa że pacjenci rezygnują z terapii, bo wysiłek organizacyjny i finansowy okazuje się być zbyt duży.

Jeden duży ośrodek w każdym województwie – to wizja idealna. A jak wygląda rzeczywistość?

Organizacyjnie nie jest doskonale, ale nie możemy powiedzieć, że alergologia zanika, o czym świadczą analizy przeprowadzone przez konsultantów wojewódzkich i sprawozdane do konsultanta krajowego. Alergologia postrzegana jest jako specjalizacja ambulatoryjna, a nie szpitalna. Stąd rodzą się pytania, czy w ogóle potrzebne jest wyodrębnianie klinik albo oddziałów alergologicznych. Weźmy jeszcze raz przykład astmy. Jeśli pacjenci są hospitalizowani, to trafiają na pulmonologię lub oddział chorób wewnętrznych. Powstała jednak sieć szpitali i okazało się, że jest w niej miejsce dla klinik alergologicznych. Duże ośrodki zostały w sieci, podobnie poradnie przyszpitalne. Inne ośrodki do końca czerwca mają umowy z NFZ.

Spodziewam się, że już w kwietniu rozpoczną się dyskusje na szczeblach wojewódzkich, czy i w jakiej ilości potrzebne są w systemie publicznym prywatne przychodnie alergologiczne. W 2014 roku NFZ miał zakontraktowanych ponad 630 świadczeniodawców, którzy przyjęli ponad 533 tys. pacjentów. Udzielono prawie dwa miliony porad lekarskich. Wykonano prawie pół miliona testów alergologicznych. Wszystko kosztowało płatnika prawie 111 mln zł. Nie można zatem powiedzieć, że alergologia jest niepotrzebna, nie można też powiedzieć, że jest drastycznie niedofinansowana.

Rozmawiamy o placówkach publicznych. Pacjenci jednak nie chcą czekać w kolejkach i często decydują się na leczenie w sektorze prywatnym.

Często jest tak, że pacjent diagnozuje się w publicznej służbie zdrowia, ale leczy się już w ośrodkach prywatnych. W sumie 14 proc. wszystkich porad alergologicznych pacjenci finansują z własnych kieszeni.

Według wskazań Europejskiej Akademii Alergologii i Immunologii Klinicznej na jednego lekarza powinno przypadać ok. 50 tys. pacjentów. Biorąc pod uwagę dane NIL (nieco ponad 1,3 tys. specjalistów), potrzeby społeczne są pokryte. Skąd zatem wielomiesięczne kolejki do alergologów?

Prezes NFZ zwrócił się do konsultantów z propozycją zmian w systemie kolejkowym. Nie ukrywam, że z medycznego punktu widzenia kolejki są sztucznym tworem. Trudne do wyobrażenia jest dla mnie to, co jeszcze niedawno było praktykowane, czyli obowiązek zapisów pacjentów do 2030 roku. Rozumiem, że w ten sposób można układać terminy operacji biodra czy zaćmy, ale w przypadku problemów alergologicznych rozstrzygnięcie musi nastąpić w miarę szybko. Nie wyobrażam sobie pacjenta po reakcji anafilaktycznej, który czeka w kolejce do specjalisty dwa lata. Wynika to z limitowania świadczeń oraz z niedoszacowania kosztów porad.

Według danych z trzeciego kwartału 2017 roku, w poradniach dla dorosłych na wizytę oczekiwało w całej Polsce 51,5 tys. pacjentów, z czego 634 to przypadki pilne. Mediana czasu oczekiwania to 58 dni. W poradniach dla dzieci oczekiwało na wizytę 17 tys. małych pacjentów. Mediana czasu oczekiwania to 67 dni. Najdłuższe kolejki są na Mazowszu. Z drugiej strony na Podlasiu kolejek w zasadzie nie ma. Wszyscy pacjenci przyjmowani są na bieżąco.

Pokazuje to, że rozwiązanie problemu kolejek wiąże się z odpowiednią organizacją pracy. Wymaga to też odpowiednich decyzji administracyjnych. Nie powinno być zapisów do kilku poradni równocześnie. Z tego powodu, oraz przez zapisy z dużym wyprzedzeniem, wielu pacjentów w ogóle nie dociera na umówioną wizytę. Lekarze skarżą się, że na 15 zapisanych pacjentów do gabinetu często dociera pięciu. Dziesięciu zapomniało o wizycie i przyszło następnego dnia. Z 15 zapisanych chorych robi się 25.

Data utworzenia: 27.03.2018
strona 1 z 2
Miejsce alergologii w systemieOceń:
Zobacz także

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.

Na co choruje system ochrony zdrowia

  • Pięć minut dla pacjenta
    Lekarze rodzinni mają na zbadanie jednego pacjenta średnio po kilka minut. Taka sytuacja rodzi frustracje po obu stronach – wśród chorych, bo chcieliby więcej uwagi, oraz wśród lekarzy, bo nie mogą jej pacjentom poświęcić.
  • Dlaczego pacjenci muszą czekać w kolejkach?
    Narodowy Fundusz Zdrowia wydaje rocznie na leczenie pacjentów ponad 60 mld zł. Ale ani te pieniądze, ani rozwiązania wprowadzane przez Ministerstwo Zdrowia – tzw. pakiet onkologiczny i pakiet kolejkowy – nie zmienią sytuacji. Dlaczego?